Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Wydziedziczeni [The Dispossessed - pl]
Wydziedziczeni [The Dispossessed - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wydziedziczeni [The Dispossessed - pl]

Электронная книга - «Wydziedziczeni [The Dispossessed - pl]». Краткое содержание книги:

Mieszkaniec planety Anarres, fizyk imieniem Szevek, nigdy nie potrafi zrezygnować z prawa do odrębności, do osobistej wolności, dlatego czuł się nieszczęśliwy będąc członkiem społeczeństwa ludzi całkowicie równych. Idealnym wyjściem w tej sytuacji wydaje się emigracja na sąsiednią, wrogą planetę Urras. Szevek otrzymuje zaproszenie i opuszcza ojczyznę, lecz już na pokładzie statku kosmicznego zdobywa pewne niepokojące informacje o Urras. Statek niebawem wyląduje…

Powieść otrzymała nagrodę Nebulę w 1974 i Hugo w 1975.
1 ... 32 33 34 35 36 37 38 39 40 ... 95
Перейти на страницу:

Łzy, łatwo zjawiające się w starości, napłynęły do półślepych oczu Atro. Szevek w geście pocieszenia położył rękę na ramieniu starca, lecz nie powiedział nic.

— W końcu ją, rzecz jasna, zdobędą. I powinni. Naukowa prawda ujrzy światło dzienne, nie ukryjesz słońca pod kamieniem. Ale nim ją dostaną, chcę, by za nią zapłacili! Pragnę, byśmy zajęli miejsce nam należne. Chcę szacunku i ty możesz go nam zapewnić. Przeskok — gdybyśmy opanowali przeskok, ich gwiezdny napęd nie byłby wart funta kłaków. Nie o pieniądze mi chodzi. Chcę, aby uznano wyższość ceteńskiej nauki, wyższość ceteńskiego umysłu. Skoro już musi powstać cywilizacja międzygwiezdna, nie chcę, na Boga, by mój naród zaliczał się do jej pariasów! Winniśmy do niej przystąpić jako szlachta, niosąc w rękach wspaniały dar — tak to się odbyć powinno. Kiedy o tym mówię, zaczynam się czasem unosić. A przy okazji, jak tam twoja książka?

— Pracuję teraz nad hipotezami grawitacyjnymi Skaska. Mam wrażenie, że używając wyłącznie równań różniczkowych cząstkowych, popełnia on błąd.

— Toć i ostatnia twoja rozprawa traktowała o grawitacji. Kiedy wreszcie masz zamiar zabrać się do tego, co istotne?

— Dla nas, odonian, jak wiesz, środki są celem — rzucił lekkim tonem Szevek. — A poza tym, czyż mógłbym wystąpić z teorią czasu pomijającą grawitację?

— Chcesz powiedzieć, że wydzielasz ją nam po kapce? — spytał podejrzliwie Atro. — O tym nie pomyślałem. Będę chyba musiał przyjrzeć się baczniej tej ostatniej rozprawie. Niektóre jej części wydały mi się pozbawione sensu. W ostatnim czasie bardzo mi się męczą oczy. Myślę, że ten przeklęty rzutnik powiększający, którego muszę używać do czytania, coś szwankuje. Chyba przestał wyraźnie wyświetlać słowa.

Szevek przyglądał się staruszkowi ze współczuciem i sympatią, ale nie powiedział mu już nic więcej o stanie swojej teorii.

Nie było dnia, żeby nie dostawał zaproszeń na przyjęcia, otwarcia, obchody i tym podobne uroczystości. Z niektórych korzystał, przybył wszak na Urras z misją i powinien spróbować ją wypełnić; musi forsować ideę braterstwa, własną osobą reprezentując solidarność Dwóch Światów. Przemawiał, zaś ludzie słuchali go i mówili:, Jakież to prawdziwe”.

Zastanawiał się, dlaczego rząd nie zamyka mu ust. Chifoilisk, dla swoich własnych celów, musiał widać wyolbrzymiać rozmiar kontroli i cenzury, jakie rząd zdolny jest sprawować. Szevek głosił najczystszy anarchizm, a oni go nie powstrzymywali. Ale bo też potrzebowali go powstrzymywać? Wyglądało na to, że mówi za każdym razem do tych samych ludzi: dobrze ubranych, dobrze odżywionych, dobrze wychowanych, uśmiechniętych. Czyżby stanowili jedyną grupę mieszkańców Urras? „Tym, co zbliża do siebie ludzi, jest ból” — mówił stojąc przed nimi, a oni potakiwali i przytwierdzali: „Jakież to prawdziwe”.

Zaczynał ich nienawidzić; kiedy zdał zaś sobie z tego sprawę, przestał z dnia na dzień przyjmować zaproszenia.

Postępując tak, przyznawał się jednak do porażki i powiększał swą izolację. Nie robił tego, po co tu przyjechał. To nie oni odseparowali się od niego — powtarzał sobie; to on — jak zwykle — odsunął się od nich. Czuł się samotny, obezwładniająco samotny wśród tych ludzi, których co dnia widywał. Problem polegał na tym, że nie nawiązał kontaktu — czuł, że nie zbliżył się z niczym ani z nikim przez te wszystkie miesiące na Urras.

Któregoś wieczora przy stole w jadalni starszych pracowników naukowych powiedział:

— Słuchajcie, na dobrą sprawę nie wiem, jak wy tu żyjecie. Prywatne, domy oglądam tylko z zewnątrz. Od wewnątrz poznaję zaś jedynie wasze życie publiczne — aule, jadalnie, laboratoria…

Nazajutrz Oiie zapytał go — dość sztywno — czy nie zechciałby w następny weekend przyjechać do niego na kolację i zanocować.

Oiie mieszkał w Amoeno, wiosce położonej o kilka mil od Ieu Eun, w domu, który — wedle urrasyjskich standardów — był skromną siedzibą przedstawiciela klasy średniej, może tylko starszą niż większość pozostałych. Zbudowano go przed około pięcioma wiekami z kamienia, pokoje wyłożone były boazerią. Otwory okienne i odrzwia wieńczyły charakterystyczne podwójne łuki ajońskie. Względna skromność umeblowania od pierwszej chwili uradowała oko Szeveka: pokoje miały wygląd surowy — przestronne połacie wyfroterowanych do połysku podłóg. Wśród ekstrawaganckich ozdób i wygód gmachów publicznych, w których odbywały się przyjęcia, obchody i tym podobne uroczystości, czuł się zawsze nieswojo. Urrasyjczycy odznaczali się dobrym smakiem, wydawał się on jednak często wchodzić w konflikt z ich zamiłowaniem do wystawności — do wydatków. Nakazy ekonomii i rywalizacji przesłaniały i zniekształcały naturalne, estetyczne źródło chęci posiadania przedmiotów, co odbijało się z kolei na jakości tych przedmiotów: nie wykraczały poza poziom swoistego mechanicznego przepychu. Tu natomiast panował — osiągnięty dzięki umiarowi — wdzięk.

W drzwiach służący odebrał od nich palta; żona Oiie wyszła na powitanie gościa z mieszczącej się w suterenie kuchni, gdzie wydawała instrukcje kucharzowi.

Podczas przedobiedniej pogawędki Szevek stwierdził ku własnemu zaskoczeniu, że zwraca się niemal wyłącznie do pani domu, z przyjaźnią i pragnieniem obudzenia w niej sympatii. Tak jednak przyjemnie rozmawiało się znów z kobietą! Nic dziwnego, że otoczony przez mężczyzn, wyłącznie mężczyzn, pozbawiony napięcia i powabu seksualnej odmienności, czuł się odizolowany, a swą egzystencję postrzegał jako sztuczną. Zaś Sewa Oiie była powabna; przyglądając się delikatnym liniom jej karku i skroni, porzucił swe zastrzeżenia wobec urrasyjskiego zwyczaju golenia damskich głów. Była powściągliwa, raczej nieśmiała; starał sieją do siebie ośmielić i bardzo się ucieszył, spostrzegłszy, że mu się to chyba udało.

Podano obiad; przy stole przyłączyło się do nich dwoje dzieci.

Sewa Oiie usprawiedliwiła się:

— W dzisiejszych czasach nie sposób już doprawdy znaleźć w tej części kraju przyzwoitej niańki.

Szevek zgodził się z nią, pojęcia nie mając, kto to taki niańka.

Z podobnym zachwytem co ich matce, z tą samą ulgą przyglądał się chłopcom. Od opuszczenia Anarres prawie nie widywał dzieci.

Ubrani w niebieskie aksamitne marynarki i spodnie, byli bardzo schludni, spokojni, nie odzywali się nie pytani. Przypatrywali się Szevekowi z nabożną grozą, należną istocie z kosmosu. Starszy, dziewięciolatek, obchodził się z młodszym, siedmiolatkiem, obcesowo, burczał nań, żeby się nie gapił, i szczypał boleśnie, kiedy tamten nie posłuchał. Młodszy rewanżował mu się uszczypnięciami i próbował go kopnąć pod stołem. Zasada starszeństwa nie utrwaliła się jeszcze najwidoczniej w jego umyśle.

Oiie był w domu nie tym samym człowiekiem. Wyraz tajemniczości zniknął z jego twarzy, mówił nie przeciągając zgłosek. Rodzina okazywała mu szacunek, ale był to szacunek wzajemny. Szevek, który się nasłuchał poglądów Oiie na temat kobiet, stwierdzał ze zdumieniem, że odnosi się on do swojej żony z uprzejmością, wręcz delikatnością. „Oto rycerskość” — pomyślał, czyniąc użytek z niedawno poznanego słowa; wnet jednak przyszło mu uznać, że to coś więcej. Oiie był do żony przywiązany, ufał jej. Zachowywał się wobec niej i dzieci mniej więcej tak samo, jak zachowywałby się Anarresyjczyk. W istocie we własnym domu okazał się niespodziewanie prostym, serdecznym, wolnym człowiekiem.

1 ... 32 33 34 35 36 37 38 39 40 ... 95
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)