Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Tajemna historia Moskwy». Краткое содержание книги:

Każde miasto ma swoje sekretne miejsca. Wieki pełne mrocznych historii sprawiły, że stolica Rosji ma takich miejsc wyjątkowo dużo. Współczesność przenika się tu z przeszłością w sposób subtelny i magiczny. Mieszkańcy Moskwy szukając schronienia przed problemami współczesnego życia mogą czasem trafić do niezwykłych miejsc. Wystarczy jeden nieostrożny krok, żeby znaleźć się w mrocznym, baśniowym świecie pełnym magii, płaczących drzew, gadających ptaków, wygnanych wieki temu pogańskich bóstw i baśniowych stworzeń. Tu można usłyszeć najdziwniejsze z opowieści. Trzeba tylko cierpliwie nadstawiać uszu. Ekaterina Sedia napisała książkę niezwykłą o zderzeniu dwóch światów. Kapitalistycznej i nowoczesnej Moskwy z magicznym światem starorosyjskich baśni. Tuż pod powierzchnią szarej rzeczywistości kryje się inny świat. Mroczny, niebezpieczny, ale i zarazem piękny. Tu wszystko jest możliwe. Niepokojący klimat powieści porównywany jest przez krytyków z dziełami Bułhakowa. Ta książka to jedna z najważniejszych pozycji współczesnej literatury rosyjskiej. Główną bohaterką powieści jest Galina, młoda kobieta mająca na głowie zwyczajne problemy codziennego życia. Zostaje zaplątana w wir tajemniczych wydarzeń i razem z milicjantem prowadzącym śledztwo w sprawie tajemniczych zaginięć musi na nowo poznać otaczający ją świat. Wspólne poszukiwania prowadzą ich do podziemnego królestwa, do krainy zawieszonej między rzeczywistością i fantazją. Do świata, gdzie honor ma znaczenie, a dobro i zło są tym, czym były u zarania dziejów. Ekaterina Sedia urodziła się i wychowała w Moskwie. Po studiach przeniosła się do Stanów Zjednoczonych. Obecnie mieszka w New Jersey razem z mężem i dwoma kotami. Wykłada botanikę i ekologię. W chwilach wolnych uprawia ogródek i pisze książki. Jej najnowszy bestseller to Tajemna Historia Moskwy.
1 ... 30 31 32 33 34 35 36 37 38 ... 59
Перейти на страницу:

Szli kolejnymi ścieżkami, ponieważ spacer sprawiał im przyjemność, a las był taki ładny, że szkoda byłoby go nie zbadać, póki mieli okazję.

– Ile masz lat? – Zapytał Jakow Siergieja.

– Dwadzieścia pięć. A ty?

– Trzydzieści. Myślałem sobie… Jakie lody lubiłeś w dzieciństwie?

Gawron parsknął skrzekliwym śmiechem.

– Pamiętasz te w wafelkowych rożkach, ze śmietankową różą na czubku?

– Też je uwielbiałem. A pamiętasz te małe serniczki w polewie czekoladowej? Mógłbym jeść je na okrągło.

– Je też – przyznał Siergiej. – Dziwne, jakie dobre było jedzenie, gdy byliśmy mali. Teraz wszystko smakuje jak gówno. Ciekawe, czy to dlatego, że wszystko jest z importu i z puszki, czy może tak działają wspomnienia?

Jakow wzruszył ramionami.

– Pewnie po trosze jedno i drugie. I nie wszystko jest do chrzanu. Kurczaki z importu są całkiem niezłe.

W głębi ptasiego gardła zrodziło się pogardliwe burknięcie.

– Pomoc humanitarna? Nazywają je nogami Busha.

– Tak słyszałem.

– Te kurczaki to pieprzone mutanty. Czym oni je karmią w tej Ameryce?

– Nie wiem – odparł Jakow. A jednak czuł, że kolejne wspólne doświadczenie, choć nieznaczące, jakoś ich zbliżyło. Nie podobało mu się to uczucie, bo Siergiej był przestępcą i straconą duszą, wciśniętą na jakiś czas do ciała tłustego białego ptaka. Nie był podobny do niego, na pewno nie był kimś, z kim chciałby się zaprzyjaźnić.

Spojrzał przed siebie. Już się przyzwyczajał do kryształowego światła i magicznego lasu. Zastanowił się, dlaczego jeszcze nie ma Berendeja, a potem przypomniał sobie pogłoski o jego zniknięciu i spochmurniał. Zaczął myśleć, że na błąkaniu się po tym lesie mogą spędzić całą wieczność. Wątpił, czy będą w stanie znaleźć drogę powrotną.

– Patrzcie! – Zawołała Galina, a Siergiej z podniecenia załopotał skrzydłami.

Ciemna chmura zestaliła się ponad drzewami, w powietrzu zabrzmiało krakanie i pohukiwanie. Czarne ptaki, brązowe ptaki, siwe ptaki. Jakow nigdy nie widział tylu ptaków naraz – przysłaniały niebo jak okiem sięgnąć.

– Skąd one się wzięły? – Zapytał.

– Nie wiem – odparł Kościej – ale mnie bardziej interesuje, co robią.

Ptaki, choć było ich nieprzebrane mnóstwo, leciały jak się zdaje w jedno miejsce, wprost przed nimi. Utworzyły nad nim wielki wir, krążąc z głośnym krzykiem.

Pobiegli przez las. Drzewa zrzedły, gdy się zbliżyli do polany.

– Jak z książki z obrazkami – powiedziała Galina.

Jakow przyznał jej w duchu rację. Kryta strzechą schludna chatka z czerwonawych bali, z kominem, z którego płynęły kłęby białego dymu, byłaby jak najbardziej na miejscu, służąc za siedzibę cnotliwemu drwalowi lub jakiejś innej dobrodusznej, acz nieco mizantropijnej postaci. Dach, ganek, poręcz i trzy schodki wiodące do frontowych drzwi były szare i czarne od siedzących ptaków.

Siergiej zesztywniał na ramieniu Jakowa.

– Odpręż się – mruknął Jakow. – Nie wiedzą, kim jesteś. Może nawet to nie są te same ptaki.

– Oczywiście, że są – powiedziała Galina. Odepchnęła go na bok i wbiegła po schodkach. – Masza? – Pytała każdą wypatrzoną kawkę.

Ptaki spoglądały na nią lśniącymi, czarnymi oczami, przekrzywiały łebki porośnięte kępkami piór, ale żaden nie odpowiedział.

Zemuna i Kościej zbliżyli się do drzwi. Kościej szarpnął klamkę.

– Zamknięte na klucz.

– Może go nie ma – powiedziała Zemuna.

Timur-bej pokręcił głową.

– Droga Niebiańska Krowo – zaczął – nie możemy odejść bez sprawdzenia, czy Berendeja nie ma. Nie znam się na waszych bogach, ale duchy moich przodków mówią mi, że bogowie są śmiertelni. Musimy sprawdzić. Jeśli pozwolisz, z przyjemnością wyważę drzwi.

– Zapukajmy jeszcze raz – zaproponował Jakow. – Może nie usłyszał nas za pierwszym razem. – Nie wspomniał o czymś, co zaczęło trapić go w chwili, gdy zobaczył ptaki: a jeśli to Berendej zmawiał się ze Sławą? Może to jego słyszał Siergiej? Należał do tych bardzo nielicznych mieszkańców podziemia, którzy często odwiedzali powierzchnię, żeby kraść światło słoneczne; miał okazję, a Jakow wiedział z doświadczenia, że okazja często przeważa nad motywem.

Timur-bej uśmiechnął się drwiąco.

– Wiem, co mówią ludzie. „Nieproszony gość gorszy od Tatarzyna", prawda?

– To tylko takie powiedzenie. – Galina uśmiechnęła się z zakłopotaniem.

Ten uśmiech zirytował Jakowa – przypomniał mu o byłej żonie, o jej skłonności do łagodzenia każdego konfliktu, do wygładzania zmarszczek na powierzchni bez względu na to, jaka uraza wrzała w głębi. Odwrócił się do Timur-beja.

– A co, wolałbyś, żebyśmy mówili, że nieproszony gość jest lepszy od Tatara?

Ku jego zaskoczeniu Tatar-Mongoł parsknął śmiechem, pokazując drobne, nierówne i bardzo białe zęby.

– Rozumiem cię, choć nadal wątpię w celowość dokonywania takich porównań. Śmiało, pukaj.

Jakow zapukał i przez parę minut wszyscy – ludzie, ptaki, krowa – słuchali, czy z domu napłyną jakieś dźwięki. Nie napłynęły. Jakow pomyślał, że słyszy ciche brzęczenie, ale nie mógł określić jego pochodzenia, a nawet nie był pewien, czy nie jest po prostu wytworem wytężonego słuchu.

Po chwili kiwnął na Timur-beja.

– Na trzy.

Policzył do trzech i obaj uderzyli ramionami w mocne drzwi. Powiodła się trzecia próba – drewno przy zawiasach pękło i drzwi na wpół wpadły do środka, wisząc na zamkniętym ryglu.

W środku dom pachniał wiórami i żywicą, słońcem i sianem. Ptaki wlały się do środka, jakby przymuszone jakąś niewidzialną siłą.

– Jest tu kto?! – Zawołał Jakow w głąb mrocznego korytarza, stojąc w przestronnej sieni.

Nie doczekawszy się odpowiedzi, dał znać, żeby wszyscy zostali na miejscu. Nigdy w życiu nie nosił broni, ale teraz żałował, że nie ma pistoletu, gdy szedł korytarzem, lewą ręką muskając ścianę. Kopniakiem otworzył drzwi po lewej stronie. Była to kuchnia, sądząc po wypolerowanych miedzianych rondlach, i zastanowił się przelotnie, po co w ogóle bogom i półbogom kuchnia. Niedawno zamieciona podłoga pachniała świeżą sośniną, pękaty piec był wyczyszczony, bez odrobiny popiołu w przepastnym wnętrzu; obok leżał stos długich wiórów kory brzozowej na rozpałkę, a w kącie piętrzyły się starannie połupane szczapy.

Ptaki wpadające do domu omijały kuchnię, szturmując zamknięte pomieszczenie na końcu korytarza; machały skrzydłami, uderzały, padały na podłogę i podrywały się do kolejnego ataku. Kolejne czarne fale rozbijały się o drzwi i Jakow musiał się przedzierać między ptakami. Skrzydła biły go w twarz, a Siergiej wbijał mu pazury w ramię, jakby się bał, że obłęd otaczających ich ptaków owładnie jego ptasim ciałem i pchnie go do bezmyślnego ataku na zamknięte drzwi.

Jakow przesuwał się wśród pisku i trzepotania. Miękkie puszyste pióra sowy musnęły jego policzek w nieomal czułym geście. Była to płomykówka, i jej widok przypomniał mu o dziewczynie, Darii, z zamierzchłej przeszłości, o jej małym ciemnym mieszkaniu z torami tuż za oknem… Z tymi samymi torami, uświadomił sobie, które mijały jego dom, z tymi samymi torami, którymi jeździły wagony ze szklanymi kulkami – duszokamieniami – do huty szkła. Pokręcił głową, gdy zrozumiał, że gra na zwłokę, niechętny otworzyć drzwi ze strachu, co może za nimi zobaczyć.

Przyłożył ramię do drewna i słaby zamek ustąpił po pierwszej próbie. Była to sypialnia, pełna łagodnego światła przesianego przez zaciągnięte zasłony. Na łóżku leżała pierzyna z zaskakującą górą ozdobnych poduszek, a spod niego wystawał lśniący mosiężny nocnik. Z ikon na ścianie spoglądały ciemne oczy świętego Nikołaja i świętego Gieorgija (i jego wszechobecnej jaszczurki). Na podłodze, równolegle do łóżka, leżały zwłoki, wyciągnięte jak we śnie. Wokół zebrała się kałuża ciemnej krwi, która ściekła z szerokiej klatki piersiowej okrytej kaftanem w kolorze mchu. W ranie nad sercem tkwił bagnet. Choć Jakow nie był ekspertem, rozpoznał, że bagnet jest stary.

1 ... 30 31 32 33 34 35 36 37 38 ... 59
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)