Honor na wygnaniu [Flag in Exile - pl]
- Автор: Вебер Дэвид Марк
- Год: 2002
- Язык: польский
- Год: REBIS
- ISBN: 83-7301-162-5
- Переводчик: Jaroslaw Kotarski
- Жанр: Космическая фантастика
Электронная книга - «Honor na wygnaniu [Flag in Exile - pl]». Краткое содержание книги:
Spokój jednak nie jest pisany — z jednej strony atakują wrogowie wewnętrzni, dla których kobieta — patron stanowi obrazę, z drugiej zewnętrzni: zrewolucjonizowana Ludowa Republika Haven kolejny raz próbuje zdobyć system Yeltsin. Na drodze do zwycięstwa jednych i drugich stoi tylko jedna przeszkoda — admirał lady Honor Harrington. Admirał, ale nie Królewskiej Marynarki…
— Rozumiem. — Honor usiadła wygodniej, pojmując nagle, skąd brały się zastrzeżenia psychiatrów. — Zobaczyłaś?
— Tak. — W jej głosie nie było żadnych emocji. — Widziałam i sprawiło mi to przyjemność. A zanim pani zapyta, ma’am. Domyśliłam się, dlaczego lekarze nie chcieli mnie puścić. Bali się, że testy czegoś nie wyłapały… na przykład tego, że zacznę się mścić.
Spojrzała na Honor z dziwną mieszaniną żalu i utraconych nadziei, z ponurym uśmiechem.
— Może mieli rację… był taki jeden moment… była pani kiedykolwiek na Masadzie, ma’am?
— Nie. Zastanawiałam się nad tym, ale czysto teoretycznie. Jestem głównym wrogiem tych wariatów, kimś, kogo naprawdę z całego serca nienawidzą, i nie ma takiej ceny, której by nie zapłacili, żeby mnie zabić. Nie jestem typem martyrologicznego samobójcy, a gdybym okazała się wystarczająco głupia i uparta, by chcieć tam polecieć, to Andrew osobiście by mnie postrzelił. Niegroźnie: w rękę czy nogę, ale na tyle skutecznie, żebym tam nie dotarła.
— I to by było z jego strony najrozsądniejsze posunięcie, ma’am! Zanim tego nie obejrzałam na własne oczy, zastanawiałam się, dlaczego musimy wyłącznie własnymi siłami okupować planetę i cały system, skoro leży on tak blisko układu Yeltsin. Przecież wojska okupacyjne mogłyby pochodzić z Graysona. Teraz wiem, że nie mogą… — umilkła i potarła ramiona, jakby się jej zrobiło zimno.
— Aż tak źle?
— Gorzej. Pamięta pani nasze reakcje, gdy przybyliśmy tu pierwszy raz? Jak trudno było nam zrozumieć, jak graysońskie kobiety mogą godzić się na takie poniżenia? — Honor prychnęła, a Mercedes uśmiechnęła się gorzko. — W porównaniu z tym, co się dzieje na Masadzie, tu panowała wówczas pełna demokracja i równouprawnienie. Na Masadzie kobiety nie są ludźmi: są własnością mężczyzn… i dziewięćdziesiąt procent z nich uważa, że tak właśnie powinno być. Połowa tych, które tego nie akceptują, boi się, że okupacja lada moment się zakończy, więc są zbyt przerażone, by zrobić cokolwiek. Druga połowa nie boi się niczego i nikogo i nie wiem, czy nie jest gorsza. W ciągu pierwszych sześciu miesięcy okupacji liczba morderstw zwiększyła się tam dwukrotnie, a ponad dwie trzecie dodatkowych nieboszczyków to byli mężowie, jeśli te knury nieskrobane zasługują na takie miano, zabici przez żony. Większość z nich zamordowano w raczej artystyczny sposób. Jak starszego Simondsa… policja nigdy nie odnalazła wszystkich części jego ciała…
— No proszę… — mruknęła z lekka wstrząśnięta Honor.
— A to nie ogranicza się tylko do wyrównywania rodzinnych rachunków. Przytłaczająca większość mieszkańców planety nadal wierzy w swoją zboczoną odmianę religii, ale naprawdę niewielu nie ma prywatnych długów do uregulowania. Ponad jedna czwarta wyższego duchowieństwa została zabita przez wiernych, nim generał Marcel nie umieścił pozostałych w areszcie domowym dla ich własnego bezpieczeństwa… a wtedy ci idioci zaczęli wyć, że są prześladowani religijnie. Na całej planecie nadal obowiązuje stan wyjątkowy, a generał Marcel ma problemy z zebraniem wystarczającej liczby mniej niż większość ograniczonych fanatyków, by utworzyć rząd. Poza tym żaden z nich nie ma bladego pojęcia, jak powinno funkcjonować nieteokratyczne państwo, a większość ma problemy z samym zaakceptowaniem faktu, że jest to możliwe. Gdyby znalazł się tam choćby pluton wojsk graysońskich, skończyłoby się rewoltą i masakrą, bo fizyczną niemożliwością było skonfiskowanie wszystkich egzemplarzy broni.
Honor oparła brodę na złączonych palcach, przyglądając się uważnie mówiącej. Media graysońskie regularnie podawały informacje o Masadzie, ale robiły to bez komentarza, starając się zachować maksymalną neutralność, co ją dziwiło — po tylu wiekach wzajemnej nienawiści nie było to normalne. Teraz okazało się, że Rada „przekonała” dziennikarzy, by nie drażnili opinii publicznej. Naturalnie, oficjalnie Endicott stanowił łup Gwiezdnego Królestwa i miał status protektoratu, dzięki czemu władza i ludność Graysona nie musiały mieć nic wspólnego z jego okupacją. A z tego, co usłyszała, wynikało, że było to najrozsądniejsze posunięcie, a Sojusz nie mógł sobie pozwolić na opuszczenie tak strategicznie położonej planety pełnej wrogich maniaków religijnych.
— Jak oceniasz możliwość powstania prawdziwych kłopotów? — spytała wreszcie.
Brigham wzruszyła wymownie ramionami.
— Jeśli chodzi o ogólnoplanetarne powstanie, to ryzyko jest nikłe, jak długo kontrolujemy orbitę. Generał Marcel sądzi, że skonfiskował całe ciężkie uzbrojenie, a oni doskonale zdają sobie sprawę, co może zrobić choćby jeden okręt z orbity ze wszystkimi znajdującymi się na powierzchni. W połączeniu z garnizonami Marines i żandarmów oraz siłami szybkiego reagowania czekającymi na orbicie masowe powstanie byłoby szybką i pewną formą masowego samobójstwa, o czym na szczęście te czubki wiedzą. Natomiast mnóstwo jest rozmaitych aktów sabotażu i mniej lub bardziej spontanicznych akcji partyzanckich. Gorsze jest to, że w końcu domyślili się, że nie lubimy masowo mordować bezbronnych, więc zaczęły się ostatnio mnożyć „pokojowe demonstracje” regularnie zmieniające się w rozruchy. Sądzę, że ich organizatorzy próbują sprawdzić, jak daleko mogą się posunąć, nim ktoś z naszych pociągnie za spust i zwiększy hurtowo liczbę męczenników za wiarę.
— Cudownie. — Honor potarła nasadę nosa i skrzywiła się z niesmakiem. — Jeśli do tego dojdzie, liberałowie i postępowcy znowu zaczną gadać o „brutalnej i imperialistycznej” polityce rządu!
— Nasze szczęście, że ci z Masady o tym nie wiedzą, bo już dawno wyprodukowaliby kilkaset ofiar. Jeśli kiedykolwiek do nich dotrze, że nasz rząd musi liczyć się z opinią publiczną, i zaczną grać pod dziennikarzy… — wzruszyła wymownie ramionami, nie kończąc.
Honor bez słowa pokiwała głową.
— Przeniosłam się do Marynarki Graysona z dwóch powodów, ma’am — podjęła tymczasem Brigham. — Po pierwsze, potrzebują oficerów, a po drugie, musiałam opuścić Masadę, zanim zrobię coś, czego wszyscy będą żałować, jak na przykład stworzenie nowej grupy męczenników. Wiem, że wykonawców, którzy przeżyli pani atak, powieszono do ostatniego, ale człowiek odruchowo obwinia o zbrodnię wszystkich. Jeśli do tego dodać ich bezczelność i to jak ostatnio nas prowokują, okazja sama pchała się w ręce.
Spojrzała w oczy Honor i ta odetchnęła z ulgą — każdy miał własne demony, ale Mercedes najwyraźniej poznała swoje i zapanowała nad nimi. A to było wszystko, czego można było wymagać. Pozostała jeszcze jedna rzecz, którą musiała wiedzieć, i istniał tylko jeden sposób, by to zrobić.
— A kapitan Yu? — spytała cicho. Mercedes uśmiechnęła się słabo.
— Chodzi pani o to, czy obwiniam go za to, co się stało z Madrigal, ma’am?
Honor skinęła głową.
— Nie, ma’am. Robił to, co do niego należało, i nie było w tym nic osobistego. No i nie miał nic wspólnego z tym, co działo się na Blackbirdzie. Ba, przy pierwszej okazji protestował nawet, że nasi ludzie zostali przekazani Williamsowi.
— Ciekawe… nie było o tym słowa na procesie Williamsa — zdziwiła się Honor.
— Prokurator wtedy o niczym nie wiedział, a Yu nie został oskarżony. W przeciwieństwie do Theismana nie wiedział również, co się dzieje w bazie, więc nie został wezwany na świadka. Williams był jedynym w całej bazie, który wiedział o protestach, ale słowem się nie odezwał, żeby „ten zdrajca Yu” nie zyskał przypadkiem w naszych oczach.
— W takim razie skąd ty się o tym dowiedziałaś? — spytała niespodziewanie ostro Honor. — Sam ci powiedział?