Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Gwiezdny motyl». Краткое содержание книги:

Ludzkość dąży uparcie i nieodwołalnie ku samozagładzie, robiąc wszystko, by zniszczyć Ziemię, dlatego Yves Kramer, inżynier specjalizujący się w podróżach kosmicznych, postanawia uciec na inną planetę, by tam zacząć wszystko od nowa.
1 ... 30 31 32 33 34 35 36 37 38 ... 59
Перейти на страницу:

Z obserwacji tego zwierzęcego miasta wyciągnęła wnioski, jak zarządzać miastem ludzkim.

I rzeczywiście, jedna trzecia, która pracowała, potrafiła wyprodukować żywność i domy dla wszystkich.

Następnie, kierując się logiką, Jocelyne ustanowiła system zmianowy. Nie pracowali ciągle ci sami. Zmieniali się co miesiąc. Ci, którzy pracowali wcześniej, teraz odpoczywali lub zajmowali się czym innym. I tak dalej.

Zasadę trzech części zastosowano również w produkcji.

Jedna trzecia w rolnictwie.

Jedna trzecia w przemyśle.

Jedna trzecia w twórczości artystycznej.

W Raju nie było pieniędzy. Nie było także administracji ani ustanowionych szefów czy ich zastępców. Przy określonych przedsięwzięciach pojawiali się spontaniczni przywódcy, którzy z powrotem stawali się anonimowi tuż po ich zrealizowaniu. Dopóty, dopóki kolejne przedsięwzięcie tego typu nie wymagało ich doświadczenia czy wyjątkowej charyzmy.

Na potrzeby ogółu Jocelyne wprowadziła hasło: „Nie ma wydajności bez gorliwości”.

Do niewdzięcznych, lecz niezbędnych zajęć, takich jak sprzątanie domów czy niektóre wyczerpujące prace w polu, opracowała system losowania, aby wszyscy mieli równe szanse.

Wówczas Yves Kramer zrobił coś, na co dawno już sobie nie pozwalał. Udał się na spacer. Przepełniony lękiem o start, miłością do Elisabeth, następnie zajęty ojcowskimi obowiązkami, które zmuszały go do wstawania w nocy, żeby przygotowywać butelki z mlekiem i śpiewać kołysanki noworodkowi, nigdy nie pomyślał o tym, żeby obejrzeć swoje dzieło. Ciągle krążył tylko między okiem Motyla a domem na palach, pokonując drogę na drewnianym rowerze. Kochał ten cichy świat szybkiego ruchu.

Postanowił więc przejść się po okolicznych wsiach, aby obejrzeć zakątki, których nie miał zwyczaju odwiedzać.

Zaczął od samego Miasta Raju. Wzdłuż niewybrukowanych ulic stały niewielkie trzypiętrowe domy z drewna, w rozmaitym stylu, otoczone ogródkami, w których rosły kwiaty, warzywa i owoce.

Przy pomocy swojej towarzyszki Adrien Weiss opracował ekologiczny dom funkcjonujący w obiegu zamkniętym, gdzie śmieci i ścieki służyły jako kompost dla roślin, a w wyniku ich fermentacji powstawał metan wykorzystywany do prądnic, które zapewniały domowi prąd.

Na peryferiach wioski znajdowały się place budowy, gdzie każdy pracował w swoim rytmie. Mieszkańcy pomagali sobie wzajemnie przy wznoszeniu domów. Uwagi wynalazcy nie uszła też motylańska moda, która narodziła się zupełnie spontanicznie. Noszono ubrania w żywych kolorach: czerwonym, niebieskim, żółtym, zielonym. Barwy fuksji, fiołkowo-różowe i złote, były bardzo w cenie. Rzadko zdarzał się ktoś ubrany na czarno, biało czy w kolory pastelowe.

Tak jakby każdy chciał mieć pewność, że zostanie zauważony. Na tkaninach występował często motyw kwiatów, ptaków, ryb.

Moda w cylindrze obejmowała także dość sporą biżuterię przedstawiającą motyle w różnych formach.

Komik Gilles napisał nawet skecz na ten temat. Otóż twierdził, że mężczyźni ze statku kosmicznego uważają się za motyle, a kobiety za kwiaty. I że w ciągu tysiąca lat zjawisko to może wywołać mutację gatunku. Pojawią się wówczas mężczyźni-motyle, którzy będą spijać nektar z kobiet-kwiatów.

Podniósłszy z ziemi jabłko, które spadło z nieba, Yves wbił w nie zęby, natychmiast musiał je jednak wypluć, ponieważ było robaczywe. Zapomniał o tej drobnej niedogodności przyrody, polegającej na tym, że jej owoce nie są przeznaczone wyłącznie dla istot ludzkich. Po spożywaniu przez całe życie napromieniowanych, pokrytych pestycydami jabłek zaczął wierzyć, że jabłka nie mają robaków i nie gniją.

Obejrzał uważnie owoc, odrzucił część zamieszkaną przez robaki i zjadł resztę.

Nagle z jednego z domów dobiegł dźwięk strojonej harfy.

Yves odetchnął głęboko, napawając się zapachami typowymi dla Miasta Raju.

Mijając sklep zielarski, poczuł zapach tymianku, szałwii i cząbru. Doszli przynajmniej do tego, żeby nie zależeć więcej od lekarstw, tylko kurować się roślinami rosnącymi w cylindrze. Do przeprowadzania trudniejszych zabiegów, tych z dziedziny stomatologii i chirurgii, urządzono mały szpitalik.

Na widok pędzącego po ulicy szczura Yves pomyślał przez chwilę, że odtworzył stary świat, natychmiast jednak zmienił zdanie i doszedł do wniosku, że z obu światów, starego i nowego, wzięli to co najlepsze.

Z piekarni unosił się aromat gorącego chleba. Tutaj chleb stawał się twardy w ciągu jednego dnia. Jak dawniej. Kuźnia wydzielała zapach żaru i żelaza i chyba tylko nad garbarnią krążyły mniej przyjemne wyziewy. Podążał w górę rzeki tak czystej, że dało się zobaczyć pstrągi i żaby przemykające wśród włóknistych wodorostów, które pojawiły się samoistnie po starcie statku.

Wzdłuż rzeki można było dostrzec najróżniejsze przejawy życia. Pachniało lawendą. Jedne kobiety prały bieliznę, inne tkały na wielkich krosnach. W Mieście Raju mieli teraz wystarczająco dużo jedwabników, żeby produkować własny jedwab, który artyści chętnie malowali na jaskrawe kolory.

Na polu jakiś mężczyzna, zmęczony zanurzaniem w ziemi lemiesza od pługa ciągnionego przez wołu, został zastąpiony przez przyjaciela, który podał mu właśnie manierkę, żeby mógł się napić. Mężczyzna usiadł z boku i zabrał się do czytania jednej z książek, które zapełniały ogromną bibliotekę na statku.

„Piękny świat dla Elodie, dziecka gwiazd” – pomyślał.

Idąc przez las, stwierdził, że Adrien musiał wpuścić do cylindra nowe gatunki zwierząt, wśród gałęzi drzew dostrzegł bowiem wiewiórki, na korze jaszczurki, motyle i oczywiście mrówki taszczące na zmianę obcięte liście, które zanosiły w łapkach aż do kopców z gałązek.

Wówczas przypomniał sobie zdanie wypowiedziane przez Adriena:

„W odległej przyszłości ludzkość będzie musiała dokonać wyboru między życiem na podobieństwo szczurów a życiem na podobieństwo mrówek”.

Kiedy mijające go na drewnianych rowerach długowłose dziewczynki pomachały mu na powitanie, także je pozdrowił.

Nieco dalej pole słoneczników przyciągało chmary pszczół, które również się zmieniały, żeby zapylać kwiaty i robić miód.

Yves Kramer doskonale pamiętał, jak po raz pierwszy skosztował słynnego miodu „wykonanego w Raju”. Miał inny smak niż ten, który znał. W rzeczywistości smakował gorzej, ale to był „ich” miód.

Zerwał słonecznik i powąchał. Kwiat ten od początku wskazywał mu rozwiązanie.

„Odwracać się ku światłu”.

Wszedł na wzgórze, gdzie rzeka miała swoje źródło, stamtąd zaś mógł podziwiać panoramę Miasta Raju.

„Jest tak samo dobrze jak na Ziemi” – pomyślał.

Podążając wzrokiem za małym maskonurem, spojrzał w górę, aż na cylindryczne słońce, a nawet poza niebo.

Wówczas spostrzegł następne pole słoneczników, ale odwrócone do góry nogami. Następny las do góry nogami. Następnych ludzi, którzy jechali na drewnianych rowerach, nie zwracając nań najmniejszej uwagi, i którym wcale nie opadały włosy.

„Jest lepiej niż na Ziemi”.

Nawet nie tęsknił za wiatrem ani za prawdziwym Słońcem.

Odsunął na bok przeszłość. Nie lękał się już przyszłości. Osiągał właśnie tę idealną, poszerzoną teraźniejszość. Wtem czyjaś dłoń spoczęła na jego ramieniu. Obejrzał się.

Był to komik Gilles.

– I co, szefie, zwiedzamy więzienie i machamy skazańcom na powitanie?

– Dzień dobry, Gilles. Odprężasz się? – zapytał, wskazując butelkę z alkoholem, którą komik trzymał w ręce.

– Robienie za błazna to wyczerpująca praca, trzeba więc czasem trochę odpocząć.

1 ... 30 31 32 33 34 35 36 37 38 ... 59
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)