Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Lord z planety Ziemia
Lord z planety Ziemia - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Lord z planety Ziemia

Электронная книга - «Lord z planety Ziemia». Краткое содержание книги:

Były żołnierz wyrusza w galaktyczną wyprawę w nieznany świat. I staje do pojedynku o władzę nad planetą, na której nikt nie wie o istnieniu Ziemi – dobrze ukrytej przed wzrokiem innych przez wszechpotężną rasę. Żeby wrócić na Ziemię, Siergiej musi ją najpierw odnaleźć. Ale naszej planety szuka także ktoś, kto chce ją zniszczyć…
1 ... 30 31 32 33 34 35 36 37 38 ... 135
Перейти на страницу:

Jednak chłopiec, chyba dwunastoletni. Kolor włosów i skóry, ukryty pod szczelną warstwą błota, pozostawał zagadką. Posiadacz bujnej wyobraźni mógłby strzępy ubrania uznać za spodnie i kurtkę.

– Jesteś sam? – zapytałem, ze współczuciem gapiąc się na nieoczekiwanego gościa.

– Tak… zabłądziłem.

– To już wiem. Załóżmy, że teraz się znalazłeś. Zamknąłem właz. Chłopiec nie ruszał się z miejsca, w żaden sposób nie reagując na to, co się działo. Nie zdziwiło go ani elektryczne oświetlenie, ani sam kuter. Pewnie jak się człowiek pół nocy przedziera przez kłujące krzaki i nie mniej kolczaste drzewa, to potem brak mu sił na zdumienie. Chłopiec przede wszystkim potrzebował gorącej kąpieli. Później będzie można zająć się leczeniem, karmieniem, wypytywaniem, gdzie mieszka i odpowiadaniem na nieuniknione pytania.

– Możesz iść? – Leciutko poklepałem gościa po ramieniu.

Podtrzymując chłopca za łokieć, wszedłem do windy. Gdy kabina się zatrzymała i znaleźliśmy się na szerokim korytarzu poziomu mieszkalnego, mały wyszeptał:

– Ciepło…

Bose stopy zostawiały na białej puszystej wykładzinie szare ślady. Z żalem przypomniałem sobie, że większość automatycznych sprzątaczy nie działa, a do ich naprawy jeszcze się nie zabraliśmy. Za mało było ludzkich rąk na moim statku…

– Wchodź.

Otworzyłem drzwi swojej kajuty i zaprowadziłem go do łazienki. Chłopiec nie zadawał żadnych pytań, co mi bardzo odpowiadało. Im mniej zapamięta z tego, co się dzieje, tym lepiej dla niego. Gdy wyjaśni, skąd się wziął, dostanie tabletkę silnego środka usypiającego. Potem półgodzinny lot flaerem i pobudka na progu domu. Statek zostanie w jego pamięci jako czarodziejska baśń.

W najgorszym razie na planecie powstanie legenda o dobrym czarodzieju z magicznego Żelaznego Zamku.

Wyregulowałem temperaturę i ciśnienie wody, rozpakowałem bakteriobójcze mydło. Chłopiec obserwował moje poczynania z pewnym zainteresowaniem.

– Wchodź. Tutaj.

„Tutaj” oznaczało wannę – pojemnik z różowego plastiku o średnicy dwóch metrów. Nie sądzę, by jakiś mieszkaniec tej planety spotkał się z czymś takim.

– Ja sam…

– Pomogę ci. Nie wstydź się.

Chłopiec popatrzył na swoje łachmany.

– Nie mam się już czego wstydzić.

Pomogłem mu zdjąć resztki ubrania i wejść do wanny. Dalsza procedura przypominała wykopywanie ziemniaków na mokrym jesiennym polu.

Dziesięć minut później obejrzałem krytycznie efekt swoich wysiłków. Chłopiec wyglądał prawie jak Ziemianin. Lekko opalony, ciemnowłosy smarkacz, podrapany w najbardziej nieoczekiwanych miejscach. Poważnych ran nie zauważyłem… cóż, przynajmniej tyle. Zmieniłem wodę i zostawiłem go, żeby się wygrzał, a sam wyszedłem z kajuty.

Pojawiające się problemy najlepiej rozwiązywać możliwie szybko i przy jak najmniejszym wysiłku. Wyjąłem z kieszeni na piersi płytkę fonu.

– Lans, jesteś zajęty?

Na płaskim ekraniku pojawiła się twarz drugiego pilota. Właśnie wydostawał się z wąskiej rury wypchanej pajęczyną przewodów i otwartymi pudełkami układów logicznych. Nawet nie przypuszczałem, że na statku są takie zakamarki.

– Średnio, kapitanie. Kończę regulację czujników zewnętrznych.

Uśmiechnąłem się. Musztarda po obiedzie.

– Możesz przyjść do mojej kajuty?

– Oczywiście, kapitanie – odparł z gotowością Lans. – Coś się stało?

Streściłem mu sytuację. Lans tymczasem wyszedł z tunelu i nie przerywając połączenia, ruszył do windy. Kątem ucha słuchałem plusku wody za przymkniętymi drzwiami. Wyjaśniłem Lansowi jego zadanie.

– Chłopca trzeba nakarmić, naszpikować lekarstwami, dowiedzieć się, gdzie mieszka, i dostarczyć flaerem pod dom.

– Rozumiem.

Lans już jechał w ciasnej kapsule szybkobieżnej windy. Fon nadal trzymał przed sobą, więc mogłem dostrzec jego ponurą minę.

– Kapitanie, czy powierza mi pan to zadanie dlatego, że jestem najmłodszym członkiem załogi? – zapytał urażony.

Uśmiechnąłem się pojednawczo. Prawdziwa przyczyna była jeszcze gorsza – Lans o naprawie układów elektronicznych miał nie większe pojęcie niż ja.

– Tak. Jesteś od niego starszy o pięć lat, łatwiej będzie wam znaleźć wspólny język. Musimy jak najszybciej pozbyć się naszego młodego gościa i kontynuować przygotowania do startu.

Lans stanął w otwartych drzwiach windy. Chowając fon do kieszeni kombinezonu, zapytał krótko:

– Ciągle jest w łazience?

Skinąłem głową.

– Możesz wyciągnąć go z wody, wytrzeć i przystąpić do karmienia. I zrób to w miarę sprawnie, dobrze?

– Jasne, kapitanie – obiecał posępnie. – W korpusie kadetów często przydzielano mi nowicjuszy jako podopiecznych. Mam pewne doświadczenie…

Z trudem stłumiłem uśmiech.

Znałem Lansa wystarczająco dobrze, żeby nie przejmować się tą udawaną surowością. W walce mógł z zimną krwią zabić kilku przeciwników, ale bezbronnemu chłopcu nie da nawet klapsa.

Zamknąłem oczy i zapadłem w drzemkę. Mam chyba prawo przespać się tę godzinkę, gdy Lans będzie się zajmował młodym aborygenem?…

– Kapitanie!

Popatrzyłem na Lansa, odpędzając senne oszołomienie. Takiego zdumienia w jego głosie nie słyszałem nawet po pojedynku w Świątyni Wszechświata.

– Kapitanie – powtórzył Lans już ciszej. – Przepraszam… W jakim języku rozmawiał pan z chłopcem?

Nasz nocny gość stał za Lansem, zawinięty w wielki kosmaty ręcznik, i z ciekawością patrzył na pilota.

– Głupie pytanie. W standardowym galaktycznym, oczywiście. Innych nie znam.

– Widzi pan, kapitanie – wytłumaczył cicho Lans – z galaktycznego chłopiec nie rozumie ani słowa.

Zmęczenie pozbawiło mnie możliwości logicznego myślenia. Powtórzyłem z uporem:

– Rozmawialiśmy w standardzie, Lans.

– Skąd ten dzieciak miałby znać galaktyczny język? Planeta jest bardzo zacofana, statki lądują na niej wyłącznie przypadkiem. Zgodnie z informatorem, tubylcy porozumiewają się kilkoma miejscowymi dialektami…

Podszedłem do chłopca i przykucnąłem obok niego. Zapytałem:

– Rozumiesz mnie?

– Tak.

– A mojego przyjaciela?

– Nie.

Coś zaczęło do mnie docierać, ale zbyt powoli. Zapytałem tępo:

– W jakim języku mówisz?

Chłopiec ziewnął. Gorąca kąpiel zupełnie pozbawiła go sił, zasypiał na stojąco.

– Po rosyjsku.

Usiadłem, a Lans zapytał rozczarowany:

– Więc to właśnie jest Ziemia, kapitanie?

3. Burza mózgów

Sala była obliczona na dużą załogę. Teraz, gdy znajdowała się w niej tylko nasza czwórka, wydawała się pusta.

Obrzuciłem spojrzeniem moich towarzyszy.

Ernado, mój były nauczyciel, obecnie porucznik imperatorskich wojsk lotniczych planety Tar, siedział rozwalony w wygodnym fotelu. Narzucony na kombinezon luźny „naelektryzowany” płaszcz nadawał mu pokojowy wygląd. Tylko blizny na twarzy nie pasowały do tego obrazu.

Lans, jedyny kadet, który ocalał z 230. grupy korpusu oficerskiego Tara. Otrzymał Order Wierności, najwyższe odznaczenie swojej planety… i został pozbawiony stopnia za decyzję przerwania nauki i wyruszenia ze mną w niekończący się lot ku Ziemi.

Redrak Sholtry, jeden z najlepszych pilotów Dalyedo, pirat. Oszust i – po seansie hipnokodowania – mój ochroniarz mimo woli.

Załoga składająca się z dwóch przyjaciół i jednego niewroga. Ludzie, którzy z najróżniejszych przyczyn zdecydowali się pomóc mi w poszukiwaniu Ziemi.

Milczenie się przeciągało. Zapewne wszyscy mieli coś do powiedzenia, ale zasady regulaminu i niepisane prawa statku wymagały, by kapitan przemówił jako pierwszy.

1 ... 30 31 32 33 34 35 36 37 38 ... 135
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)