Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Lord z planety Ziemia
Lord z planety Ziemia - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Lord z planety Ziemia

Электронная книга - «Lord z planety Ziemia». Краткое содержание книги:

Były żołnierz wyrusza w galaktyczną wyprawę w nieznany świat. I staje do pojedynku o władzę nad planetą, na której nikt nie wie o istnieniu Ziemi – dobrze ukrytej przed wzrokiem innych przez wszechpotężną rasę. Żeby wrócić na Ziemię, Siergiej musi ją najpierw odnaleźć. Ale naszej planety szuka także ktoś, kto chce ją zniszczyć…
1 ... 31 32 33 34 35 36 37 38 39 ... 135
Перейти на страницу:

– Na mojej planecie – zacząłem – na tej samej, której tak beznadziejnie szukamy już drugi rok, istnieje pojęcie „burzy mózgów”. Zasada jest prosta: mówi się najróżniejsze brednie dotyczące interesującego nas problemu, a potem się człowiek zastanawia, czy w tym steku bzdur nie ma czegoś sensownego.

– Czyli to, co robisz zazwyczaj – burknął Ernado. Nasza dawna umowa zwalniała go z nadmiernego szacunku.

Lans skinął głową, nie wiadomo, czy zgadzając się ze słowami Ernada, czy z moją propozycją. Redrak zakręcił się w fotelu.

– Wolałbym najpierw otrzymać więcej informacji, kapitanie. Porozmawiać z chłopcem…

– Dzieciak śpi – sprzeciwiłem się twardo. – Spędził całą noc w lesie, błąkając się w ulewnym deszczu. Musi odpocząć.

– Można go obudzić, nic mu się nie stanie. Zbytni sentymentalizm…

– Wystarczy, Redrak! – przerwałem mu. – Chłopiec jest z mojej planety, rozumiesz? Odpowiadam za niego. Dopóki ja jestem tu kapitanem, będzie gościem, a nie jeńcem!

– Nie byłbym taki pewien, że chłopiec rzeczywiście jest z Ziemi – nie poddawał się Redrak.

– I ja, i Lans sprawdziliśmy jego słowa wykrywaczem kłamstwa.

Znasz chyba to urządzenie? – zakończyłem złośliwie. Redrak zamilkł. Usatysfakcjonowany mówiłem dalej: – A więc ile wiemy? Chłopiec nazywa się Daniił, ma jedenaście lat…

– To ziemskie imię? – wtrącił się natychmiast Redrak.

– Ziemskie. Niezbyt popularne, ale… Mieszka w mieście Kursk. To ziemskie miasto, Redrak. Byłem tam przejazdem. Nawet kojarzę ulicę, którą wymienił chłopiec.

Redrak skinął głową. Ernado uśmiechnął się złośliwie. Wyraźnie bawiła go gorliwość, z jaką Sholtry próbował zdemaskować podejrzanego przybysza i uchronić mnie przed niebezpieczeństwem. Nic dziwnego. Jeśli Redrak poczuje, że jest osobiście winien czegoś, co stało się jednemu z członków załogi, w jego świadomości zadziała mina o opóźnionym zapłonie. Hipotetyczny rozkaz zostanie aktywizowany i były pirat umrze…

– Daniił nie podejrzewał, że nie jest na Ziemi. Mówi, że pamięta jedynie, jak zabłądził w lesie, wpadł w jakieś bagno i długo próbował się z niego wydostać. Potem zrobiło się ciemno, a on szedł przez las. Nie zatrzymywał się, bo było zimno i padał deszcz. Zauważył, że drzewa są jakieś dziwne, ale nie przywiązywał do tego szczególnego znaczenia. Gdy trafił na statek, pomyślał, że to fabryka albo stacja łączności kosmicznej. Odszukał właz i zaczął stukać…

– Co za zdumiewająca historia – zauważył sarkastycznie Redrak. – Zabłądził na jednej planecie, a znalazł się na innej. Szedł przez las zajmujący połowę kontynentu i wpadł na jedyny gwiazdolot. W dodatku dokładnie w momencie, gdy systemy ochronne są nieczynne, a kapitan zasnął w śluzie i może usłyszeć pukanie. Trzeba mieć nie po kolei w głowie, żeby pukać do statku kosmicznego!

Chciałem mu przerwać, ale uprzedził mnie Lans.

– Nieufność to potrzebna rzecz, Redrak. Ale skoro nie wierzysz chłopcu, podaj bardziej prawdopodobną wersję.

Redrak wzruszył ramionami.

– Z przyjemnością. Zaczynamy burzę mózgów, kapitanie?

Skinąłem głową.

– Wersja pierwsza: chłopiec nie jest Ziemianinem. W ogóle nie jest człowiekiem. To istota obdarzona telepatią i mająca zdolność transformacji swojego ciała. Wyciągnęła z pamięci kapitana wszystko, co było konieczne do udawania ziemskiego dziecka, i przeniknęła na statek. Istota imituje Ziemianina, ponieważ jest to ojczysta planeta kapitana, pierwszego człowieka, którego spotkał na statku… a przyjęła postać dziecka, ponieważ usypia to naszą czujność. Albo po prostu brakuje mu masy do imitowania dorosłego człowieka.

– Ale gdy istota nas pożre, wystarczy jej masy do imitowania hipopotama – podjął poważnym tonem Lans. – Bzdura, Redrak! Taka nadistota od razu załatwiłaby kapitana, a następnie mnie. A teraz kończyłaby trawienie ciebie i Ernada. Poza tym przebadaliśmy chłopca cyberdiagnostykiem. W jego organizmie nie ma żadnych odchyleń.

– Ta resztka aparatury diagnostycznej, która ocalała, nie zdołałaby niczego wykryć. – Ernado nieoczekiwanie przyszedł Redrakowi z pomocą. – Pierwsza przyczyna jest znacznie bardziej przekonująca. Nierozumny drapieżnik zaatakowałby od razu, a rozumne stworzenie wymyśliłoby bardziej wiarygodną wersję.

– Dobrze – zgodził się szybko Redrak. – Wersja druga: chłopiec jest tubylcem obdarzonym telepatią. Ziomkowie wysłali go, żeby zawładnąć statkiem. Możliwości ma niewielkie, naszych sił nie zna… więc czeka, aż stracimy czujność.

Tym razem nikt nie zaprotestował, ale też nie poparł Redraka.

– To wszystkie twoje wersje? – zapytałem. – Na Ziemi zrobiłbyś karierę jako scenarzysta horrorów… Lans?

– Ja mam tylko jedną wersję – zaczął kadet lekko zmieszany. – Być może jestem zbyt ufny, ale moim zdaniem chłopiec nie kłamie. Zgodnie z teorią hiperprzestrzeni, możliwe są samorzutne zakłócenia cztero wy miarowego kontinuum. Krótko mówiąc, chłopiec rzeczywiście jest z Ziemi. Na tę planetę dostał się przez hipertunel, który powstał samoistnie.

– Zbyt niesamowity zbieg okoliczności – zaprotestował pogardliwie Redrak. – Chłopiec trafił akurat tam, gdzie znajduje się jedyny we wszechświecie Ziemianin, który opuścił swój świat!

– Wiesz przecież, że teoria hiperprzestrzeni nie jest zbadana do końca – zaprotestował żarliwie Lans. – Kapitan mógł odegrać rolę katalizatora przeniesienia, żywej latarni morskiej, na którą został nakierowany hipertunel! Chłopiec trafił tam, gdzie znajduje się okruch Ziemi!

Parsknąłem śmiechem i zwróciłem się do zmieszanego Lansa: – Twoja wersja jest bardzo prawdopodobna… Zwłaszcza zachwyciły mnie dwa nowe określenia mojej osoby. Żywa latarnia morska i okruch Ziemi! Lepsze to niż marionetkowy lord, prawda?

– Katalizator przeniesienia też brzmi nieźle – rzekł w zadumie Ernado.

Lans poczerwieniał aż do nasady włosów.

– Ja tylko tak… w przenośni… – wymamrotał.

Podniosłem się z fotela i uścisnąłem mu rękę.

– Pokój, pilocie. Przepraszam. Szczerze mówiąc, twoja wersja bardzo mi się podoba. Ernado?

Były instruktor wyjął z kieszeni pudełeczko ze stymulatorem, wsunął do ust pachnącą cytrusami kapsułkę i cicho powiedział:

– Nie wierzę w przypadkowe hiperprzejście. Jeśli już mamy wygłaszać szalone hipotezy, oto jedna z nich: Daniił rzeczywiście jest chłopcem z Ziemi, zdolnym siłą woli przenosić się przez hiperprzestrzeń. W kosmosie krążą legendy o takich ludziach… W takim przypadku nasz kapitan mógł rzeczywiście odegrać rolę latarni.

– To tylko legendy – zauważył z powątpiewaniem Lans. – Z gatunku żywych planet i jezior nieśmiertelności. Do takich sztuczek nie byli zdolni nawet Siewcy i ich wrogowie.

– Być może. Druga sugestia jest bardziej realna.

– Dzięki, że nas uprzedziłeś – burknął Redrak.

– Łączy wersje Lansa i Redraka – ciągnął spokojnie Ernado. – Ale na początek mam kilka pytań. Jak to się stało, że wyszliśmy z hiperskoku obok tej planety, a nie w rejonie Shedmona, dokąd zmierzaliśmy?

– Fluktuacja pola – odparł Redrak. – To się zdarza, chociaż rzadko.

– Bardzo rzadko. Powinieneś o tym wiedzieć najlepiej. Dalej: co robił na orbicie planety piracki statek? Tutaj nie ma dla niego zdobyczy.

– Ukrywał się przed krążownikiem patrolowym sektora – zasugerował Lans.

– Być może. Po co w takim razie atakował nasz gwiazdolot? Na policyjny krążownik nie wyglądamy, na łatwą zdobycz tym bardziej. Co potwierdziła walka.

– Chcesz powiedzieć, że przeciwko nam ktoś prowadzi wojnę? – włączyłem się do rozmowy.

– Wojnę albo inną okrutną grę. Szukaliśmy Ziemi przez dwa lata, kapitanie, i zazwyczaj te poszukiwania były wycieczką po mało zbadanych rejonach kosmosu. Skok do gwiazdy o spektrum klasy Słońca, sprawdzenie planet… Dwa, trzy kolejne skoki i powrót na najbliższą bazę orbitalną. Przegląd statku, uzupełnienie paliwa, odpoczynek… Ale w ciągu ostatniego miesiąca wszystko się zmieniło. Kwarantanna na Lodowej Kopule. Niskogatunkowe paliwo, sprzedane nam na Pomarańczowej. Odmowa naprawy w szóstej i czternastej bazie kosmicznej. Policyjny mandat za ponadnormatywne promieniowanie silników.

1 ... 31 32 33 34 35 36 37 38 39 ... 135
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)