Każde martwe marzenie
- Автор: Вегнер Роберт М.
- Серия: Opowieści z meekhańskiego pogranicza #5
- Год: 2018
- Язык: польский
- Год: Powergraph
- ISBN: 9788364384868
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Każde martwe marzenie». Краткое содержание книги:
Eusewenia wykonała taki ruch, jakby chciała podejść do Pierwszego Szczura i mocno nim potrząsnąć. Zatrzymała się jednak w pół kroku i zapytała obojętnym tonem:
— Działania? Jakie działania podjęliście?
Luwo spojrzał na Sukę z takim uśmieszkiem, że Gentrell wiedział, że to, co zaraz powie, bardzo jej się nie spodoba.
— Onelia Umbra została wysłana z drużyną Nory na spotkanie z Szóstą Kompanią, tak, tą samą, o której mówiliśmy, by wraz z nią udać się w Mrok. Twierdzi, że można tego dokonać w miejscu zwanym savhoren. Próbowała się tam zresztą dostać po ataku na zamek hrabiego. Tylko ona może aktywować przejście, więc jest niezbędna w tej misji, a ludzie porucznika lyw-Darawyta jako jedyni wiedzą coś o Mroku, wędrowali przez niego, a poza tym towarzysz naszej zguby zna ich i chyba im ufa.
Zawiodła go. Nie wybuchnęła krzykiem, nie bluzgnęła przekleństwami ani nie zaczęła rwać włosów z głowy. Oczywiście tak naprawdę nikt się tego po niej nie spodziewał, nie zostaje się pierwszą osobą w Psiarni, jeśli ma się skłonności do histerii i nadmiernie emocjonalnych zachowań. Ale mogłaby się choć skrzywić.
Zamiast tego skinęła tylko głową i powiedziała:
— Rozumiem.
Uśmieszek Szczura zgasł. Jeśli choć połowa plotek o Suce była prawdziwa, ona mu za to odpłaci. Jak nie dziś, to za pięć lat. Albo dziesięć. Rozkazy cesarskie zostaną wykonane, wojna między wywiadami wygaśnie i będzie się tylko lekko tlić, jak przez ostatnie lata, ale Eusewenia Wamlesch nie zapomni, że szef Nory nie tylko nie dopuścił jej do swoich największych zdobyczy, ale też lekkomyślnie wysłał je poza krawędź świata.
— Nie muszę mówić, że dowództwo Górskiej Straży nie przyjęło entuzjastycznie naszej prośby o przekazanie tych ludzi, choćby tymczasowe. — Luwo podszedł do płaskorzeźby i stanął przy jej północnej krawędzi. — Szóstą Kompanię wysłano wcześniej w miejsce, gdzie Straż zazwyczaj się nie zapuszcza. O, gdzieś tutaj.
Szpieg przykucnął i dotknął palcem jednej z przełęczy na Wielkim Grzbiecie.
— Na szczęście cesarskie rozkazy były jasne. Ostatni raport od naszych ludzi, który otrzymałem dwa dni temu, mówił, że odszukano tych żołnierzy i wkrótce zostanie nawiązany z nimi kontakt. Zapewne już wyruszyli w drogę powrotną.
Cesarz stanął nad Pierwszym Szczurem i zapatrzył się na płaskorzeźbę, jakby naprawdę mógł na jej poharatanej, zakurzonej powierzchni dostrzec maleńkie ludzkie figurki.
— To Wessyrczycy. Jesteś pewien?
Rozdział 7
Wiatr poderwał tuman białych drobinek, zakręcił i cisnął im w twarze. Siekły niczym padający poziomo grad. Po czym nagle wicher ucichł. Kenneth otworzył szerzej zmrużone od kilku godzin powieki i klepnął Malawe w ramię. Żołnierz gwizdnął krótko i ściągnął wodze. Sanie stanęły.
Pozostałe trzy pojazdy prowadzące ich szaloną wyprawę zatrzymały się tuż za nimi, skrzypiąc płozami i wzbijając chmury zmrożonego śniegu. Psy położyły się momentalnie, dysząc tak, że języki prawie im przymarzły do lodu. Nie oszczędzali ich. Przez pół dnia przebyli ponad pięćdziesiąt mil. Pięćdziesiąt mil wciąż na północ, tam, gdzie powinien o tej porze roku szumieć Lodowy Ocean. Pięćdziesiąt mil w poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie, dlaczego wiosna wciąż nie przyszła na ziemie na północ od Wielkiego Grzbietu i co to może oznaczać dla ludzi mieszkających na południe od niego.
Rozkazy, potwierdzone pismem dowódcy Szóstego Pułku, były jasne. Mieli przerwać „pilnowanie” Świstawki Dress i udać się z powrotem na wschód, jako oficjalna eskorta panny Onelii Umbry, która uparcie kazała się nazywać Nel, i jej przydupasów ze Szczurzej Nory. Z powrotem w Olekady, z których ledwo co wrócili. Zupełnie jakby byli jakimś pieprzonym wahadełkiem, które lata tam i z powrotem po całym Imperium. Kolejne dwa miesiące wędrówki, na której końcu zapewne okaże się, że cała wyprawa jest spóźniona i bezsensowna, a oni zedrą sobie tylko stopy do krwi i wydepczą kilka nowych szlaków na obliczu gór.
Gdy w zwięzłych słowach wyraził swoje wątpliwości, usłyszał tylko, że rozkazy pochodzą z samej stolicy, więc nie powinien ich kwestionować, a Wywiad Wewnętrzny zadbał o to, by wydatnie skrócić im podróż. Najbliższy magiczny teleport czekał na nich trzydzieści mil od miejsca obozowania, a czarownicy rozgrzewali się już, by rzucić odpowiednie zaklęcia.
Kenneth wiedział, że zazwyczaj magowie teleportowali się sami, przenosząc wieści lub niewielkie pakunki, takie jak ważna poczta albo woreczek klejnotów, gdy potrzebny był szybki transfer gotówki. Im większy ciężar miał być transportowany, tym bardziej skracała się odległość, na jaką dało się otworzyć magiczne przejście. W całym swoim życiu nie słyszał, by przerzucono w ten sposób kilkudziesięciu ludzi na tysiąc mil. Ale Olag-hes-Brend, Szczur trzeciej klasy, który uważał się chyba za dowódcę całej tej idiotycznej ekspedycji, stwierdził, że Kenneth jest tylko porucznikiem z zapomnianego przez bogów i ludzi krańca Imperium, dowodzącym zgrają bandytów udających żołnierzy, więc z pewnością wiele jest rzeczy na niebie i ziemi, o których nie ma pojęcia. No więc mają się natychmiast zbierać, bo dość już stracili czasu – zażądał.
Jeśli ktoś uważa, że wkurzanie wessyrskich górali to dobry pomysł na przygodę życia, to z pewnością ma rację, a drużyna tego czarnobrodego Szczura nie byłaby pierwszą grupą, która rozbiła sobie głowy o Górską Straż. Kenneth uprzejmie, naprawdę uprzejmie przypomniał, że Olag-hes-Brend mógł nawiązać z nimi kontakt wcześniej, zamiast bawić się w głupie podchody jak cierpiący na kłopoty z kuśką klient burdelu. Że gdyby nie przezorność i opanowanie jego bandytów, na tej przełęczy leżałoby w tej chwili pewnie kilkanaście trupów oraz że Straż ma obowiązek zadbania przede wszystkim o bezpieczeństwo mieszkańców gór, a zaraz za przełęczą koczuje w tej chwili największa armia aherów, jaką widział na oczy. To nie były dobre wieści dla wiosek znajdujących się za Wielkim Grzbietem. Dla Nowego Rewendath i innych prowincji też, bo ci aherowie to plemiona, które jak do tej pory z ludźmi nie wojowały. A on bardzo chce mieć pewność, że to się nie zmieni. I jeśli Szczur tracił połowę dnia na głupie zabawy, to znaczy, że wyprawa na wschód nie jest zbyt pilna, więc oni stracą drugą, by przekonać się, o co w tym chodzi.