Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Każde martwe marzenie
Każde martwe marzenie - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Każde martwe marzenie

Электронная книга - «Każde martwe marzenie». Краткое содержание книги:

Każde martwe marzenie
1 ... 28 29 30 31 32 33 34 35 36 ... 210
Перейти на страницу:

Eu­se­we­nia wy­ko­na­ła taki ruch, jak­by chcia­ła po­dejść do Pierw­sze­go Szczu­ra i moc­no nim po­trzą­snąć. Za­trzy­ma­ła się jed­nak w pół kro­ku i za­py­ta­ła obo­jęt­nym to­nem:

— Dzia­ła­nia? Ja­kie dzia­ła­nia pod­ję­li­ście?

Luwo spoj­rzał na Sukę z ta­kim uśmiesz­kiem, że Gen­trell wie­dział, że to, co za­raz po­wie, bar­dzo jej się nie spodo­ba.

— One­lia Um­bra zo­sta­ła wy­sła­na z dru­ży­ną Nory na spo­tka­nie z Szó­stą Kom­pa­nią, tak, tą samą, o któ­rej mó­wi­li­śmy, by wraz z nią udać się w Mrok. Twier­dzi, że moż­na tego do­ko­nać w miej­scu zwa­nym sa­vho­ren. Pró­bo­wa­ła się tam zresz­tą do­stać po ata­ku na za­mek hra­bie­go. Tyl­ko ona może ak­ty­wo­wać przej­ście, więc jest nie­zbęd­na w tej mi­sji, a lu­dzie po­rucz­ni­ka lyw-Da­ra­wy­ta jako je­dy­ni wie­dzą coś o Mro­ku, wę­dro­wa­li przez nie­go, a poza tym to­wa­rzysz na­szej zgu­by zna ich i chy­ba im ufa.

Za­wio­dła go. Nie wy­buch­nę­ła krzy­kiem, nie blu­zgnę­ła prze­kleń­stwa­mi ani nie za­czę­ła rwać wło­sów z gło­wy. Oczy­wi­ście tak na­praw­dę nikt się tego po niej nie spo­dzie­wał, nie zo­sta­je się pierw­szą oso­bą w Psiar­ni, je­śli ma się skłon­no­ści do hi­ste­rii i nad­mier­nie emo­cjo­nal­nych za­cho­wań. Ale mo­gła­by się choć skrzy­wić.

Za­miast tego ski­nę­ła tyl­ko gło­wą i po­wie­dzia­ła:

— Ro­zu­miem.

Uśmie­szek Szczu­ra zgasł. Je­śli choć po­ło­wa plo­tek o Suce była praw­dzi­wa, ona mu za to od­pła­ci. Jak nie dziś, to za pięć lat. Albo dzie­sięć. Roz­ka­zy ce­sar­skie zo­sta­ną wy­ko­na­ne, woj­na mię­dzy wy­wia­da­mi wy­ga­śnie i bę­dzie się tyl­ko lek­ko tlić, jak przez ostat­nie lata, ale Eu­se­we­nia Wam­lesch nie za­po­mni, że szef Nory nie tyl­ko nie do­pu­ścił jej do swo­ich naj­więk­szych zdo­by­czy, ale też lek­ko­myśl­nie wy­słał je poza kra­wędź świa­ta.

— Nie mu­szę mó­wić, że do­wódz­two Gór­skiej Stra­ży nie przy­ję­ło en­tu­zja­stycz­nie na­szej proś­by o prze­ka­za­nie tych lu­dzi, choć­by tym­cza­so­we. — Luwo pod­szedł do pła­sko­rzeź­by i sta­nął przy jej pół­noc­nej kra­wę­dzi. — Szó­stą Kom­pa­nię wy­sła­no wcze­śniej w miej­sce, gdzie Straż za­zwy­czaj się nie za­pusz­cza. O, gdzieś tu­taj.

Szpieg przy­kuc­nął i do­tknął pal­cem jed­nej z prze­łę­czy na Wiel­kim Grzbie­cie.

— Na szczę­ście ce­sar­skie roz­ka­zy były ja­sne. Ostat­ni ra­port od na­szych lu­dzi, któ­ry otrzy­ma­łem dwa dni temu, mó­wił, że od­szu­ka­no tych żoł­nie­rzy i wkrót­ce zo­sta­nie na­wią­za­ny z nimi kon­takt. Za­pew­ne już wy­ru­szy­li w dro­gę po­wrot­ną.

Ce­sarz sta­nął nad Pierw­szym Szczu­rem i za­pa­trzył się na pła­sko­rzeź­bę, jak­by na­praw­dę mógł na jej po­ha­ra­ta­nej, za­ku­rzo­nej po­wierzch­ni do­strzec ma­leń­kie ludz­kie fi­gur­ki.

— To We­ssyr­czy­cy. Je­steś pe­wien?

Rozdział 7

Wiatr po­de­rwał tu­man bia­łych dro­bi­nek, za­krę­cił i ci­snął im w twa­rze. Sie­kły ni­czym pa­da­ją­cy po­zio­mo grad. Po czym na­gle wi­cher ucichł. Ken­neth otwo­rzył sze­rzej zmru­żo­ne od kil­ku go­dzin po­wie­ki i klep­nął Ma­la­we w ra­mię. Żoł­nierz gwizd­nął krót­ko i ścią­gnął wo­dze. Sa­nie sta­nę­ły.

Po­zo­sta­łe trzy po­jaz­dy pro­wa­dzą­ce ich sza­lo­ną wy­pra­wę za­trzy­ma­ły się tuż za nimi, skrzy­piąc pło­za­mi i wzbi­ja­jąc chmu­ry zmro­żo­ne­go śnie­gu. Psy po­ło­ży­ły się mo­men­tal­nie, dy­sząc tak, że ję­zy­ki pra­wie im przy­mar­z­ły do lodu. Nie oszczę­dza­li ich. Przez pół dnia prze­by­li po­nad pięć­dzie­siąt mil. Pięć­dzie­siąt mil wciąż na pół­noc, tam, gdzie po­wi­nien o tej po­rze roku szu­mieć Lo­do­wy Oce­an. Pięć­dzie­siąt mil w po­szu­ki­wa­niu od­po­wie­dzi na py­ta­nie, dla­cze­go wio­sna wciąż nie przy­szła na zie­mie na pół­noc od Wiel­kie­go Grzbie­tu i co to może ozna­czać dla lu­dzi miesz­ka­ją­cych na po­łu­dnie od nie­go.

Roz­ka­zy, po­twier­dzo­ne pi­smem do­wód­cy Szó­ste­go Puł­ku, były ja­sne. Mie­li prze­rwać „pil­no­wa­nie” Świ­staw­ki Dress i udać się z po­wro­tem na wschód, jako ofi­cjal­na eskor­ta pan­ny One­lii Um­bry, któ­ra upar­cie ka­za­ła się na­zy­wać Nel, i jej przy­du­pa­sów ze Szczu­rzej Nory. Z po­wro­tem w Ole­ka­dy, z któ­rych le­d­wo co wró­ci­li. Zu­peł­nie jak­by byli ja­kimś pie­przo­nym wa­ha­deł­kiem, któ­re lata tam i z po­wro­tem po ca­łym Im­pe­rium. Ko­lej­ne dwa mie­sią­ce wę­drów­ki, na któ­rej koń­cu za­pew­ne oka­że się, że cała wy­pra­wa jest spóź­nio­na i bez­sen­sow­na, a oni ze­drą so­bie tyl­ko sto­py do krwi i wy­dep­czą kil­ka no­wych szla­ków na ob­li­czu gór.

Gdy w zwię­złych sło­wach wy­ra­ził swo­je wąt­pli­wo­ści, usły­szał tyl­ko, że roz­ka­zy po­cho­dzą z sa­mej sto­li­cy, więc nie po­wi­nien ich kwe­stio­no­wać, a Wy­wiad We­wnętrz­ny za­dbał o to, by wy­dat­nie skró­cić im po­dróż. Naj­bliż­szy ma­gicz­ny te­le­port cze­kał na nich trzy­dzie­ści mil od miej­sca obo­zo­wa­nia, a cza­row­ni­cy roz­grze­wa­li się już, by rzu­cić od­po­wied­nie za­klę­cia.

Ken­neth wie­dział, że za­zwy­czaj ma­go­wie te­le­por­to­wa­li się sami, prze­no­sząc wie­ści lub nie­wiel­kie pa­kun­ki, ta­kie jak waż­na pocz­ta albo wo­re­czek klej­no­tów, gdy po­trzeb­ny był szyb­ki trans­fer go­tów­ki. Im więk­szy cię­żar miał być trans­por­to­wa­ny, tym bar­dziej skra­ca­ła się od­le­głość, na jaką dało się otwo­rzyć ma­gicz­ne przej­ście. W ca­łym swo­im ży­ciu nie sły­szał, by prze­rzu­co­no w ten spo­sób kil­ku­dzie­się­ciu lu­dzi na ty­siąc mil. Ale Olag-hes-Brend, Szczur trze­ciej kla­sy, któ­ry uwa­żał się chy­ba za do­wód­cę ca­łej tej idio­tycz­nej eks­pe­dy­cji, stwier­dził, że Ken­neth jest tyl­ko po­rucz­ni­kiem z za­po­mnia­ne­go przez bo­gów i lu­dzi krań­ca Im­pe­rium, do­wo­dzą­cym zgra­ją ban­dy­tów uda­ją­cych żoł­nie­rzy, więc z pew­no­ścią wie­le jest rze­czy na nie­bie i zie­mi, o któ­rych nie ma po­ję­cia. No więc mają się na­tych­miast zbie­rać, bo dość już stra­ci­li cza­su – za­żą­dał.

Je­śli ktoś uwa­ża, że wku­rza­nie we­ssyr­skich gó­ra­li to do­bry po­mysł na przy­go­dę ży­cia, to z pew­no­ścią ma ra­cję, a dru­ży­na tego czar­no­bro­de­go Szczu­ra nie by­ła­by pierw­szą gru­pą, któ­ra roz­bi­ła so­bie gło­wy o Gór­ską Straż. Ken­neth uprzej­mie, na­praw­dę uprzej­mie przy­po­mniał, że Olag-hes-Brend mógł na­wią­zać z nimi kon­takt wcze­śniej, za­miast ba­wić się w głu­pie pod­cho­dy jak cier­pią­cy na kło­po­ty z kuś­ką klient bur­de­lu. Że gdy­by nie prze­zor­ność i opa­no­wa­nie jego ban­dy­tów, na tej prze­łę­czy le­ża­ło­by w tej chwi­li pew­nie kil­ka­na­ście tru­pów oraz że Straż ma obo­wią­zek za­dba­nia przede wszyst­kim o bez­pie­czeń­stwo miesz­kań­ców gór, a za­raz za prze­łę­czą ko­czu­je w tej chwi­li naj­więk­sza ar­mia ahe­rów, jaką wi­dział na oczy. To nie były do­bre wie­ści dla wio­sek znaj­du­ją­cych się za Wiel­kim Grzbie­tem. Dla No­we­go Re­wen­dath i in­nych pro­win­cji też, bo ci ahe­ro­wie to ple­mio­na, któ­re jak do tej pory z ludź­mi nie wo­jo­wa­ły. A on bar­dzo chce mieć pew­ność, że to się nie zmie­ni. I je­śli Szczur tra­cił po­ło­wę dnia na głu­pie za­ba­wy, to zna­czy, że wy­pra­wa na wschód nie jest zbyt pil­na, więc oni stra­cą dru­gą, by prze­ko­nać się, o co w tym cho­dzi.

1 ... 28 29 30 31 32 33 34 35 36 ... 210
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)