Desiderium Intimum
- Автор: Gobuss, Lindt Ariel
- Язык: польский
- Жанр: Фанфик
Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
siebie, zagłuszające się nawzajem.
Niech myśli, że wygrał tę bitwę... niech się łudzi... To niczego nie zmienia... Może się przydać chociaż do tego i mnie zaspokoić... trochę się nim pobawię zanim zginie...
należy mi się jakaś nagroda za to, że muszę go znosić...
Spośród scen wyłoniła się jedna, wyraźniejsza od innych. Harry, który zostawia
kamień na ławce, odwraca się i wychodzi z klasy. A spośród natłoku myśli wybiło się
kilka wyrazistszych:
Cholera! Dałem mu się sprowokować... Cóż, Potter, prawda jest bolesna, ale to
wyłącznie twoja wina, że ją usłyszałeś. Ale to nic. I tak do mnie wrócisz. Odpocznę
od ciebie, dopóki nie skończę eliksiru, a potem... potem czeka mnie nieco więcej gry
niż do tej pory, ale tak cię urobię, że wrócisz do mnie bez zastanowienia.
Gra... to idealne określenie. Jesteś pionkiem w mojej grze. Pionkiem, który trzeba
poświęcić, aby zbić króla. To jedyny możliwy ruch. Ale najważniejsze jest to, aby
utrzymać pionek na szachownicy, ponieważ bez niego nigdy nie uda mi się zagrozić
królowi.
Obraz zatrzymał się nagle, ukazując Seveusa, który przytulał do siebie Harry'ego,
zanurzając twarz w jego włosach i przyciskając wargi do skóry na czubku jego głowy.
- Nie jesteś dla mnie nikim - wyszeptał Severus zachrypniętym głosem, po czym
odsunął się odrobinę i powiedział znacznie głośniej: - Słyszysz? Spójrz na mnie. -
Harry podniósł głowę, spoglądając szeroko otwartymi oczami na jego twarz. W tej
samej chwili mężczyzna uniósł dłoń i zaczął łagodnie gładzić jego policzek,
pieszcząc palcami skórę, wargi, nos... - Nie jesteś - powtórzył cicho.
Jakim jesteś kłamcą...
Wizja zawirowała i rozmyła się, ukazując komnatę Snape'a. Mężczyzna siedział w
fotelu, wpatrując się w drzwi. Jego brwi były zmarszczone, w oczach tliło się coś
dziwnego, jakieś... podenerwowanie. Coś na kształt niecierpliwego wyczekiwania. Po
chwili jednak zamknął oczy i odchylił głowę, wzdychając głęboko.
Nareszcie. Ile razy wyobrażałem sobie tę chwilę, w której przyprowadzę mu Pottera,
a on, przekonany o swym zwycięstwie, wyssie z chłopaka całą moc. I Potter padnie
bez życia, a chwilę później nastąpi ten cudowny moment... moment, na który
czekałem tyle lat... Czarny Pan upadnie. I już nie powstanie.
Snape uniósł powieki w momencie, w którym drzwi otworzyły się i do pomieszczenia
wszedł Harry, ubrany w sweter i kurtkę. Na jego twarzy widniał uśmiech.
- Dobry wieczór, Severusie.
Wizja zaczęła blaknąć, w eterze rozległy się trzaski, coraz głośniejsze i
natarczywsze, obraz zniknął całkowicie, tak jakby się rozpadł, ale nadal słychać było
myśli:
Nie jest gotowy... nie ufa mi... waha się... służył mi dobrze... nie był trudnym celem...
dam mu wszystko, czego pragnie... wynagrodzę go... pragnienie za pragnienie...
będzie mi ufał bezgranicznie... kiedy wrócę, zrobi wszystko, o co go poproszę... bez
wahania... zginie... obaj zginą... nic dla mnie nie znaczy... naiwny głupiec...
- Dooooość! Wystarczy! Dosyć już! Nie chcę więcej! Nieeeeee!
Harry zaparł się nogami i z całej siły szarpnął. Wszystko zawirowało z taką mocą, że
gdyby nie przytrzymał się myślodsiewni, to z pewnością upadłby na podłogę. Kręciło
mu się w głowie, a kolana dygotały.
Był z powrotem w tajnym laboratorium Snape'a. Przed nim w myślodsiewni wirowały
złote wstęgi, ale on ich nie widział. Szeroko otwartymi oczami wpatrywał się w
przestrzeń. Zielone tęczówki wydawały się być całkowicie puste, a twarz zastygła w
wyrazie absolutnego wstrząsu. Nie poruszał się. Nie był w stanie tego zrobić.
Wyglądał tak, jakby właśnie pozbawiono go życia. Spetryfikowano, zamieniając w
pusta skorupę. Blade policzki lśniły, a w aksamitnej ciszy słychać było jedynie głuche
dudnienie serca.
Bum.
Bum.
Bum.
Bum.
W końcu poruszył się. Bardzo powoli, niczym lunatyk wyrwany ze snu, opuścił głowę
i spojrzał na pudełko, które wciąż trzymał w dłoni. Było całkowicie zgniecione.
...zawsze jesteś w moich myślach, w moim sercu...
...nienawidzę za tobą tęsknić...
...jesteś dla mnie wszystkim, czego potrzebuję i wszystkim, dla czego warto żyć...
...zakochałem się w tobie...
...gdybyś chciał wyrwać to uczucie, to tylko z sercem...
Pudełko wysunęło się z jego dłoni i upadło na podłogę, otwierając się. Zielone oczy
zaczęły się poruszać, przesuwając się z boku na bok, niczym w jakimś szalonym
tańcu, jakby czegoś poszukiwały. Czegoś, czego mogłyby się uchwycić,
czegokolwiek, by nie runąć w otchłań.
To...
To przecież...
To wszystko...
Nie może...
Nie tak...
To na pewno nie...
O boże...
O boże!
Cofnął się o krok i zachwiał, z trudem utrzymując się na trzęsących się nogach.
Otwarte usta próbowały nabrać tchu, ale wydawało się, że całe powietrze
wyparowało i jedyne, czego mógł nabrać do płuc, to przerażenie. Przerażenie, które
kąsało jego duszę od środka i pożerało ją.
Kłamstwo. Wszystko było tylko tym. Tylko kłamstwem. Okrutnym. Bezlitosnym.
Doskonałym. Wszystko. Wszystko, co znał, wszystko, do czego dążył. Każdy krok,
każda wygrana bitwa, każdy nowy gest... to wszystko nie istniało? Nic nie istniało?
Nic nie było prawdziwe?
Bum. Bum. Bum. Bum. Bum.
Czuł, jak jego serce krzyczy. Uciska. Boli. Szarpie się. Położył na nim dłoń, jakby
próbował je osłonić. Otulić. Uspokoić. Chociaż odrobinę. Powstrzymać przed
roztrzaskaniem się.
Cały świat się rozpadał, a on nie miał niczego, czego mógłby się złapać. Niczego.
Wszystko odpływało... każda chwila, w której myślał... w której sądził... każda chwila,
w której był szczęśliwy. Każdy szept, dotyk, spojrzenie... wszystko odpływało. Ból był
nie do zniesienia, kiedy w jego sercu umierały kolejne wspomnienia. Gasły jedno po
drugim, niczym obumierające gwiazdy, pozostawiając po sobie jedynie ciemność i
próżnię.
Powietrza... nie mógł oddychać. Musiał... wyjść stąd... natychmiast! Jak najszybciej!
Odwrócił się na uginających się nogach i... zamarł, całkowicie sparaliżowany, a
każdy mięsień w jego ciele napiął się.
Snape. To był Snape. Stał pod ścianą, przy wejściu do laboratorium, opierając dłoń
na znajdującym się obok regale. Przyglądał się Harry'emu. Był niezwykle blady, a
jego twarz wyglądała niczym woskowa maska. W czarnych, pozbawionych wyrazu
oczach odbijał się zielony płomień świecy. Przywodził na myśl wyłaniającego się z
mroku upiora.
Harry poczuł, jak zalewa go nieokiełznana fala nienawiści do tego... tego... kogoś...
Ponieważ to już nie był Snape. Teraz był to jedynie... ktoś obcy. Wróg. Kłamca.
Oszust. Morderca.
- Nie zbliżaj się do mnie, Śmierciożerco! - krzyknął łamiącym się głosem,
wyszarpując z kieszeni różdżkę i kierując ją w stronę ciemnego posągu. Chciał go
zranić, przekląć. Zniszczyć. Zdeptać. Zadać taki ból, jakiego jeszcze nigdy nie
zaznał. Zamienić cierpienie w klątwę i cisnąć nią w niego, a potem patrzeć jak zwija
się i krzyczy...
Jego dłoń drżała tak bardzo, że koniec różdżki kreślił w powietrzu nieregularne kręgi,
rozsypując czerwone iskry nienawiści. Czarne oczy przesunęły się nieco w dół,
spoglądając na różdżkę, a następnie ponownie przeniosły się na twarz Harry'ego.