Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Imperator Legionu [An Emperor for the Legion - pl]
Imperator Legionu [An Emperor for the Legion - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Imperator Legionu [An Emperor for the Legion - pl]

Электронная книга - «Imperator Legionu [An Emperor for the Legion - pl]». Краткое содержание книги:

Po przegranej bitwie, w której zginął władca Videssos, Mavrikios Gavras, Imperium pogrążyło się w chaosie. Rozgorzła walka o władzę. W zamieszaniu wojny domowej nowym Imperatorem ogłasza się Ortaias Sphrantzes, a wówczas rzymski legion pod wodzą Marka Emiliusza Scaurusa staje po stronie prawowitego sukcesora tronu — Thisina Gavrasa...
1 ... 31 32 33 34 35 36 37 38 39 ... 94
Перейти на страницу:

Gdyby nie strażnicy, chodzący w tę i z powrotem po murach, zdawałoby się, że Videssos ignoruje oblężenie. Statki swobodnie wpływały do portów, zwożąc zapasy i ludzi. Skaurus za każdym razem na ich widok miał ochotę zgrzytać zębami.

— Następna rzecz, której spróbują Sphrantzesowie, to wywołanie burzy, która nas ciśnie na mury. W taki sposób myśli Yardanes i nie jest to wcale zły plan — powiedział trybun do Gajusza Filipusa.

Starszy centurion przynajmniej raz okazał się optymistą.

— Niech próbują. Do nas ciągnie więcej wojska niż do nich.

Marek musiał przyznać, że to prawda. Szlachcice ze wschodnich dominiów Videssos nie byli tak wielkimi magnatami jak ich odpowiednicy z ziem zachodnich, ale wszyscy nienawidzili biurokratów, którzy zawładnęli stolicą. Zjeżdżali się pod sztandar Thorisina. Jeden przyprowadził ze sobą siedemdziesięciu żołnierzy, ów czterdziestu, jeszcze inny stu pięćdziesięciu.

— Oczywiście dopiero w boju przekonamy się, co są warte te wieśniak! — stwierdził Gajusz Filipus, jakby czytał w myślach Skaurusa.

Po czterech czy pięciu pogodnych nocach znowu pojawiła się mgła, jeszcze gęściejsza niż poprzednio. I znowu trybun zastanawiał się, czy oblężeni Sphrantzesowie spróbują wypadu pod jej osłoną, i podwoił straże na odcinku najbliższym miasta.

Musiało być koło północy, kiedy usłyszał krzyki.

— Trębacze! — wrzasnął.

Muzyka rogów rozdarła mrok. Legioniści wygrzebali się spod kocy przeklinając i wyskoczyli z namiotów. Od razu zaczęli formować szyk, dopinając zbroje. Do obozu zbliżał się tętent kopyt.

— Czyżby wszyscy spali? — odezwał się Viridoviks. — Pewnie nicponie siedzą sobie spokojnie za obwałowaniami, z którymi było tyle roboty.

— Skąd wiesz? — obruszył się Gajusz Filipus. — Nawet nie kiwnąłeś palcem.

— A po co miałbym harować jak jakiś pomocnik murarza? Jeśli ty chcesz, to twoja sprawa, ale mnie przy tym nie zobaczysz. Daj mi prawdziwą walkę, a będę gotowy w każdej chwili.

— Nie sądzę, żeby to byli ludzie Ortaiasa — stwierdził nagle Kwintus Glabrio, co natychmiast zakończyło rodzącą się sprzeczkę. — Nie ma odgłosów walki ani nawoływań naszych wartowników.

Kilka minut później okazało się, że młody oficer miał rację. Obok rzymskiego obozu przegalopował oddział stu najlepszych kawalerzystów Thorisina Gavrasa.

— Przepraszamy, że was nastraszyliśmy! — zawołał w pędzie kapitan. — Omal nie zdeptaliśmy waszych ludzi w tej przeklętej ciemności.

Trybun uwierzył mu. Jeźdźcy zniknęli po pięćdziesięciu metrach, choć mieli pochodnie.

— Odtrąbcie „alarm odwołany” — rozkazał Marek trębaczom.

Legioniści stali jeszcze przez chwilę, jakby podejrzewali podstęp, i wrócili do ciepłych legowisk, potrząsając głowami z irytacją.

— Chciałbym, żeby wreszcie się zdecydował — burknął jeden.

— Już odechciało mi się spać — dorzucił drugi.

— Mniejsza o to. I tak miałem wstać, żeby się wysikać — powiedział trzeci weteran, który umiał wykorzystać każdą sytuację.

W obozie zapanował spokój. Skaurus ziewnął. Zaczął się przypływ i szum fal na pobliskiej plaży kołysał do snu jak łagodne wino, jak cichy basowy odgłos bębnów dobiegający z oddali.

Trybun znieruchomiał, przytrzymując ręką połę namiotu. Dlaczego odgłos fal rozbijających się na piasku skojarzył mu się z bębnami? Wyprostował się gwałtownie, kiedy rozpoznał dźwięk: plusk fal o drewno. Gdzieś blisko przybijały do brzegu statki!

Ogarnęło go przerażenie. Znowu wezwał trębaczy. Tym razem żołnierze wyszli niechętnie jak na musztrę, burcząc pod nosem. Skaurus nie przejął się tym. Strach płonął w nim jaśniej niż mleczne światło pochodni.

— Daj mi szybko dwa manipuły — rzucił do Gajusza Filipusa. — Zdaje się, że Sphrantzesowie lądują na plaży. Pokieruj tutaj obroną i wyślij gońca do Gavrasa. To zdrada. Wyślij Czerwonego Zeprina. Thorisin najchętniej go słucha.

— Zadbam o to, żeby mnie wysłuchał — obiecał krzepki Halogajczyk, zrozumiawszy intencje Marka.

Ze względu na swoją dawną wysoką szarżę w Imperialnej Gwardii Mavrikiosa był dobrze znany młodemu Gavrasowi i jego żołnierzom. Narzuciwszy pelerynę z wilczej skóry na kolczugę, zniknął w mroku.

Starszy centurion już wyszczekiwał rozkazy. Kiedy legioniści ruszyli biegiem na wyznaczone miejsca, zwrócił się do Skaurusa:

— Zdrada, tak? Myślisz, że ci śmierdzący gnojem stajenni zjawili się na przyjęcie?

— A jaki inny byłby powód?

— Niestety, nie widzę żadnego. Jaki mamy plan? Zatrzymać wroga, aż dostaniemy posiłki, a potem zepchnąć go do morza?

— Jeśli zdołamy.

Trybun żałował, że nie ma rozeznania w sytuacji. Niewiedza mogła się okazać bardziej niebezpieczna niż szara, wilgotna i zimna mgła, która kłębiła się wokół niego.

Nadbiegł Viridoviks. Oparł tarczę o biodro, żeby mieć obie ręce wolne, i zapiał pod brodą pasek od hełmu.

— Nie wymkniesz się na następną awanturę beze mnie — zapowiedział Skaurusowi.

— Chodźmy więc. Mówisz tak, jakbym zrobił to celowo.

— Istotnie — zgodził się ponuro Viridoviks.

Kiedy jednak Marek spojrzał na niego, by przekonać się, czy mówi poważnie, Celt uśmiechnął się do niego szeroko.

Legioniści ruszyli szybkim marszem na południe w ślad za videssańską kawalerią. Marek poczuł nagle pod sandałami coś miękkiego. Mimo mgły i ciemności wiedział co to takiego. Usłyszał, że Viridoviks przeklina po galijsku. Wychwycił imię celtyckiej bogini-klaczy Epony. Sam pośliznął się i omal nie upadł, kiedy z ubitej ziemi wszedł na sypki piasek. Videssańczycy byli nadal niewidoczni w wirującej mgle, lecz Marek usłyszał wołanie ich kapitana.

— Wysiadajcie!

— Jesteś głuchy, szczurze lądowy? — dobiegła cicha odpowiedź jakiegoś żeglarza. — Moi sondujący omal nie zamoczyli spodni, podpływając tak blisko. Wyślemy łodzie!

— Szyk bojowy! — rzucił trybun cicho. Legioniści idący w kolumnie marszowej rozwinęli się w szereg równo jak na paradzie. — Podczas ataku krzyczcie „Gavras”. Niech zdrajcy wiedzą.

Obawiał się, że przybyli za późno. Już słyszał plusk wioseł przy brzegu, zgrzytanie lekkich łodzi o piasek. Nie było rady.

— Naprzód! — rzucił.

— Gavras! — podniósł się krzyk z dwustu gardeł.

Z wyciągniętymi mieczami i uniesionymi oszczepami Rzymianie ruszyli przez piasek.

Na brzegu zapanował chaos. Videssańczycy zsiedli z koni i oświetlali drogę łodziom. Kiedy ludzie Skaurusa wznieśli okrzyk wojenny, niektóre pochodnie spadły na ziemię. Z boku zarżał jakiś koń. Jeden z Rzymian dostrzegł ruch we mgle i rzucił oszczepem.

Jakiś głos, ostry i władczy, zapytał dowódcę videssańskiej kawalerii:

— Co za przyjęcie nam zgotowałeś, kapitanie?

— Stać! Stać! Stać! — wrzasnął trybun rozpaczliwie, błogosławiąc dyscyplinę legionistów, którzy zatrzymali się w pół kroku.

— I co teraz? — warknął Gajusz Filipus. — Mają ze sobą tę dziwkę, i co z tego? Czasami myślę, że imperialni nie potrafią walczyć bez kochanek u boku.

Ochrypły głos starszego centuriona przedarł się przez mgłę. Marek dziękował bogom, w których istnienie wątpił, że jego towarzysz mówił po łacinie. Odpowiedział mu w tym samym języku.

— Może i jest dziwką, ale to Komitta Rhangawe albo jestem Celtem.

Gajusz Filipus zacisnął zęby z wyraźnym zgrzytnięciem.

1 ... 31 32 33 34 35 36 37 38 39 ... 94
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)