Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Imperator Legionu [An Emperor for the Legion - pl]
Imperator Legionu [An Emperor for the Legion - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Imperator Legionu [An Emperor for the Legion - pl]

Электронная книга - «Imperator Legionu [An Emperor for the Legion - pl]». Краткое содержание книги:

Po przegranej bitwie, w której zginął władca Videssos, Mavrikios Gavras, Imperium pogrążyło się w chaosie. Rozgorzła walka o władzę. W zamieszaniu wojny domowej nowym Imperatorem ogłasza się Ortaias Sphrantzes, a wówczas rzymski legion pod wodzą Marka Emiliusza Scaurusa staje po stronie prawowitego sukcesora tronu — Thisina Gavrasa...
1 ... 34 35 36 37 38 39 40 41 42 ... 94
Перейти на страницу:

Jeszcze zanim skończył, przestał w to wierzyć. Yezda byli barbarzyńcami. Zabijali i torturowali z dzikim upodobaniem. Lecz chirurgiczna precyzja tej jatki przewyższała ich wyczyny okrutną, zimną złośliwością.

— Yezda nie mają z tym nic wspólnego, niech ich piekło pochłonie — powiedział Phostis Apokavkos. — Niemal bym chciał, żeby to byli oni. Łatwiej bym zrozumiał.

Adoptowany Rzymianin mówił po łacinie z akcentem zachodniego Videssos. Przeciąganie samogłosek tylko podkreślało jego smutek. Choć golił twarz tak jak jego towarzysze, w głębi duszy pozostał Videssańczykiem. On i Doukitzes, dwaj żołnierze imperialni walczący u boku Rzymian, zaprzyjaźnili się po klęsce pod Maraghą.

— Mówisz, jakbyś wiedział, że to nie jest dzieło nomadów — stwierdził Gajusz Filipus — ale nie potrafię sobie wyobrazić, by mogli to zrobić nawet najgorsi spośród twojego ludu.

— Za co ci dziękuję — odparł Apokavkos, pocierając długi podbródek. Często pozował na Rzymianina, ale tym razem nie zaprotestował, gdy mu przypomniano, że jest Videssańczykiem. — Nie musisz sobie tego wyobrażać, bo to prawda. Spojrzyj tu. — Wskazał na czoło martwego mężczyzny.

Widoczne tam nacięcia wydawały się Skaurusowi kolejną próbką zręczności zabójcy. Spojrzał uważniej. Tym razem ominął wzrokiem zaschniętą krew i dostrzegł wzór wycięty nożem. Było to słowo czy też raczej videssańskie nazwisko: Rhavas.

— To jasne jak słońce, że ten łajdak musi być idiotą, żeby zrobić coś takiego — powiedział Viridoviks wieczorem przy ognisku. — Na pewno wie, że długo tego nie zapomnimy.

Zjadł tylko trochę chleba i parę winogron. Wrażliwy żołądek, który dawał mu się we znaki przy wielu okazjach z wyjątkiem bitew, podszedł mu do gardła na widok ciała Doukitzesa.

— Tak — zgodził się Gajusz Filipus, zaciskając owłosione ręce niczym wokół niewidocznej szyi. — I to podwójnym idiotą, bo schronił się w mieście, skąd nie będzie mu łatwo uciec.

— To jeszcze jeden powód, by je zdobyć — stwierdził Marek.

Wyciągnął kubek do ponownego napełnienia winem. Wstrząśnięty tym, co zobaczył, pił dużo, żeby zapomnieć.

— Najgorsze jest to, co powiedziałeś — zwrócił się Kwintus Glabrio do Gajusza Filipusa — choć niezupełnie to miałeś na myśli. Doukitzes nie był zabawką nomadów. W okaleczeniu go po śmierci musiał istnieć jakiś cel, ale niech mnie bogowie chronią przed zbyt dokładnym poznaniem takich celów.

Zakrył dłońmi oczy, jakby go zdradziły, kiedy spojrzały na Doukitzesa.

Skaurus wypił videssańskie wino słodkie jak syrop i znowu podstawił kubek. Towarzysze dotrzymywali mu kroku, ale picie nie poprawiło im humorów. Kolejno wymykali się do namiotów mając nadzieję, że sen okaże się lepszym środkiem łagodzącym niż wino.

Trybun odsunął połę namiotu i wyszedł, wkładając po drodze płaszcz. Pozwolił, by nogi same go niosły. Każda ścieżka była dobra, byle dalej stąd. Zakład Phosa równie często się wygrywało, jak i przegrywało.

Wartownicy zasalutowali Skaurusowi na rzymski sposób zaciśniętymi pięściami, kiedy wyszedł z obozu przez północną bramę. Z roztargnieniem oddał salut żałując, że w-ogóle ktoś go widział. Z wyjątkiem paru ludzi idących do latryn lub wracających stamtąd, w obozie panował spokój, a z ognisk został tylko żar.

Wszystkie posterunki były wzmocnione, zarówno w obozie, jak i wzdłuż całego wału ziemnego. Trybun zobaczył pochodnie płonące na całej drodze do morza. Wiedział, że tej nocy nie zaśnie żaden wartownik.

Noc była jasna i chłodna. Księżyc już dawno zaszedł za mury Videssos i zostawił niebo odległym gwiazdom. Spoglądając na obce konstelacje, Skaurus zastanawiał się, czy Videssańczycy wróżą z nich przyszłość. To zgadzałoby się z ich wierzeniami, ale nie mógł sobie przypomnieć, by o tym słyszał. Nepos będzie wiedział.

Myśl pierzchła równie szybko, jak się pojawiła, przytłoczona nową falą rozgoryczenia. Trybun maszerował dalej na północ. Wkrótce znalazł się poza rzymskim odcinkiem linii oblężniczej i dotarł do obozu Namdalajczyków. Okrążył go z daleka, nie mając ochoty natknąć się na żadnego z wyspiarzy.

W oddali usłyszał odgłosy kłótni. Po chwili rozpoznał głos Komitty Rhangawe. Prawdopodobnie Thorisin żałował teraz, że nie została po zachodniej stronie Końskiego Brodu. Skaurus zaśmiał się gorzko. W pełni rozumiał to uczucie.

Jego śmiech wystraszył kogoś. Marek usłyszał, że ktoś gwałtownie wciąga powietrze, a potem dobiegło go ni to pytanie, ni to wyzwanie:

— Kto to?

Inny kobiecy głos, niższy od głosu Komitty, również znajomy, z gardłowym akcentem. Marek wytężył wzrok.

— Nevrata? To ty?

— Tak.

Trybunowi od razu zrobiło się cieplej na sercu. Ona i jej mąż już nie obozowali z legionistami, lecz przyłączyli się do kuzynów Senpata Sviodo, którzy przybyli z Gavrasem. Markowi brakowało obojga; dzielności i pogody ducha Senpata oraz jasności myślenia i odwagi jego żony. Poza tym stanowili dla niego wzór szczęśliwej pary.

Nevrata podeszła do niego wolno, uważając na każdy krok. Jak zwykle była ubrana po męsku w tunikę i spodnie. Do pasa miała przytroczony miecz. Jej lśniące włosy, czamiejsze niż noc, opadały falami na plecy.

— Czemu się włóczysz po nocy? — zapytał Skaurus.

— A dlaczego nie? — odparowała. — Czuję się jak kot skradający się w ciemności, który szuka nie wiadomo czego. A noc jest bardzo piękna, nie sądzisz?

— Co? Chyba tak — zgodził się. Nie docierało do niego to piękno.

— Dobrze się czujesz? — spytała nagle, dotykając jego ramienia.

Myślał przez chwilę.

— Nie, niezupełnie — przyznał.

— Mogę coś zrobić?

Bezpośrednia jak zawsze — pomyślał. Nevrata nie należała do osób, które podobne pytania zadają ot tak sobie. Lecz mogła otrzymać tylko jedną odpowiedź.

— Dziękuję, o pani, ale nie. Obawiam się, że na to nie ma lekarstwa.

Bał się, że będzie go naciskać, ale ona tylko skinęła głową i powiedziała:

— Mam nadzieję, że sam to wkrótce rozwiążesz. Ścisnęła go za ramię i zniknęła pośród nocy.

Marek ruszył dalej bez celu. Znajdował się teraz w pobliżu videssańskich kontyngentów Gavrasa. Dwaj żołnierze minęli go w odległości dwudziestu kroków, nieświadomi jego obecności. Jeden mówił:

— …i kiedy ojciec zapytał go, dlaczego płacze, on odpowiedział: „Dziś rano przyszedł piekarz i zjadł moje dziecko!”.

Obaj roześmiali się głośno. Sprawiali wrażenie pijanych.

Skaurusowi, który nie znał reszty dowcipu, pointa wydała się bez sensu. Właściwie takie wrażenie miał przez cały dzień.

Obok przejechał człowiek na koniu, podśpiewując cicho. Również nie zauważył trybuna.

Przed nim ktoś się potknął i zaklął szeptem. Kiedy zbliżyła się do niego jakaś kobieta, Marek stwierdził, że nie ma potrzeby pytać jej, dlaczego chodzi po nocy. Rozcięta spódnica rozchylała się przy każdym kroku, odsłaniając białe uda.

W przeciwieństwie do żołnierzy, ona zobaczyła trybuna w tym samym momencie, co on ją. Podeszła do niego śmiało. Była smukła, śniada, pachniała zwietrzałymi perfumami, winem i potem. Jej uśmiech, ledwo widoczny w ciemności, zapraszał.

— Wysoki jesteś — stwierdziła, oglądając Marka od góry do dołu. Jej mowa miała rytm charakterystyczny dla mieszkańców stolicy; szybki i ostry, niemal staccato. — Chcesz pójść ze mną? Obiecuję, że ta ponura mina zniknie.

Skaurus nie wiedział, że marszczy brwi. Z wysiłkiem przybrał pogodniejszy wyraz twjurzy. Pod rozwiązaną bluzką zobaczył małe piersi. Poczuł ściskanie w klatce piersiowej, jakby próbował głęboko odetchnąć w za ciasnej zbroi.

1 ... 34 35 36 37 38 39 40 41 42 ... 94
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)