Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Шпионские детективы » Sprzedawca broni [The Gun Seller - pl]
Sprzedawca broni [The Gun Seller - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Sprzedawca broni [The Gun Seller - pl]

Электронная книга - «Sprzedawca broni [The Gun Seller - pl]». Краткое содержание книги:

Podczas wycieczki do Amsterdamu Thomas Lang dostaje propozycję zabójstwa Amerykanina, której nie przyjmuje. Po wielu przemyśleniach postanawia uprzedzić swoją niedoszłą ofiarę Woolfa. Ciąg nieprzypadkowych zdarzeń uzależnia go od Woolfa i jego córki Sary. Ich celem jest uniknięcie amerykańskiego planu ataku terrorystycznego, który miałby zmusić rząd do kupienia nowoczesnych helikopterów (projekt Absolwent). Thomas przez cały czas wmawia sobie, że nic nie czuje do dziewczyny, lecz gotowy jest zrobić dla niej wszystko. W pewnym momencie mężczyźni trafiają w pułapkę, Woolf zostaje zabity. Ranny Lang próbuje odnaleźć Sarę, pomoc w poszukiwaniach oferuje Ronnie — jej koleżanka z pracy. Thomas udaje się do ambasadora USA w Wielkiej Brytanii i uświadamia sobie jak zawiła i tajemnicza jest to sprawa. W ostateczności zostaje zmuszony to przygotowania tego ataku, inaczej Sara zginie.
1 ... 31 32 33 34 35 36 37 38 39 ... 87
Перейти на страницу:

Trwało „policyjne śledztwo na dużą skalę” po tym, jak odkryto ciała trzech mężczyzn, którzy zginęli od ran postrzałowych w opuszczonym biurowcu w sercu finansowej dzielnicy Londynu. Ciała, z których żadnego nie udało się jak dotąd zidentyfikować, zostały znalezione przez strażnika, pana Dennisa Falkesa, lat 51, ojca trójki dzieci, wracającego do pracy po wizycie u dentysty. Rzecznik policji nie chciał spekulować na temat motywu stojącego za zabójstwami, ale najwyraźniej nie wykluczał narkotyków. Artykułowi nie towarzyszyły zdjęcia, jedynie zwięzła notka informacyjna o wzroście liczby zabójstw związanych z narkotykami w stolicy w ostatnich dwóch latach. Wyrzuciłem gazetę do kosza i szedłem dalej.

Wydawało się oczywiste, że Dennis Falkes dla kogoś pracował. Wszystko wskazywało na to, że płacił mu Zadbany, więc kiedy Falkes wrócił i znalazł swojego dobroczyńcę martwego, bez większych obaw zadzwonił na policję. Miałem nadzieję, że nie zmyślił historyjki o dentyście. Gdyby tak się stało, policja z pewnością uczyniłaby jego życie niezwykle skomplikowanym.

Ronnie czekała na mnie w samochodzie przed galerią. Był to jasnoczerwony TVR Griffith z pięciolitrowym silnikiem V8 i rurą wydechową, której odgłosy można było usłyszeć w Pekinie. Nie bardzo pasował do moich wyobrażeń o idealnym samochodzie do dyskretnej obserwacji, ale (a) nie mogłem sobie pozwolić na wybrzydzanie, (b) jest coś niezaprzeczalnie przyjemnego we wsiadaniu do samochodu sportowego typu kabriolet kierowanego przez piękną kobietę. Człowiek ma uczucie, jakby wsiadał do metafory.

Ronnie była w doskonałym nastroju, co nie znaczyło, że nie widziała gazety z artykułem o Woolfie. Jestem pewien, że nawet gdyby go czytała i wiedziała, że Woolf nie żyje, niewiele by to zmieniło. Ronnie cechowało to, co nazywa się hartem ducha. Wieki ewolucji, odrzucania cech niekorzystnych i umacniania korzystnych, obdarzyły ją wysokimi kośćmi policzkowymi oraz apetytem na ryzyko i przygodę. Wyobraziłem ją sobie w wieku pięciu lat, przeskakującą przez dwuipółmetrowe przeszkody na kucyku o imieniu Winston, ryzykującą życiem siedemdziesiąt razy przed śniadaniem.

Potrząsnęła głową, kiedy zapytałem, czy znalazła coś w biurku Sary w galerii, a następnie zadręczała mnie pytaniami przez całą drogę do Belgravii. Nie dosłyszałem żadnego z nich za sprawą wycia wydobywającego się z rury wydechowej tvr, ale kiwałem i kręciłem głową w chwilach, kiedy wydawało się to stosowne.

Kiedy dojechaliśmy na Lyall Street, krzyknąłem, aby przejechała obok domu i nie patrzyła na nic poza jezdnią. Znalazłem kasetę z AC/DC, włożyłem ją do magnetofonu I przesunąłem suwak głośności do oporu. Rozumiecie, kierowałem się zasadą, że im bardziej człowiek jest oczywisty, tym mniej jest oczywisty. Gdyby ktoś pozwolił mi wybierać, stwierdziłbym, że im bardziej jest się oczywistym, tym bardziej jest się oczywistym, ale akurat w tym momencie wyboru nie miałem żadnego. Konieczność jest matką złudzeń.

Kiedy przejeżdżaliśmy obok domu Woolfa, przyłożyłem dłoń do oka i zacząłem w nim dłubać, co pozwoliło mi do woli wpatrywać się w drzwi frontowe, podczas gdy z zewnątrz wyglądało to tak, jakbym poprawiał szkła kontaktowe. Dom wyglądał na pusty. Ale z drugiej strony raczej nie spodziewałem się zobaczyć na schodach przed wejściem człowieka z futerałami na skrzypce.

Skręciliśmy w przecznicę, później następną, wróciliśmy na Lyall Street i po raz kolejny ruszyliśmy w kierunku domu Woolfa. W końcu dałem znak Ronnie, aby zatrzymała się przy krawężniku niecałe dwieście metrów przed domem. Zgasiła silnik i przez kilka chwil dzwoniło mi w uszach od nagłej ciszy. Obróciła się do mnie, a na jej policzkach znów pojawiły się wypieki.

— Co teraz, szefie?

Naprawdę ją to wciągnęło.

— Przespaceruję się przed domem i zobaczę, jak wygląda sytuacja.

— Rozumiem. A co ja mam robić?

— Byłoby wspaniale, gdybyś została tutaj — powiedziałem. Zwiesiła nos na kwintę. — W razie gdybym musiał wydostać się stąd w pośpiechu — dodałem, a jej twarz ponownie się rozjaśniła. Sięgnęła do torebki, wyciągnęła mały mosiężny przedmiot i wcisnęła mi go do ręki.

— Co to jest? — powiedziałem.

— Alarm przeciwgwałtowy. Naciska się o tu.

— Ronnie…

— Weź. W razie czego będę wiedziała, że potrzebujesz transportu.

Ulica wyglądała jak najbardziej zwyczajnie, pomijając to, że każdy stojący przy niej dom kosztował ponad dwa miliony funtów. Sama wartość samochodów zaparkowanych po obu stronach jezdni prawdopodobnie przewyższała majątek wielu małych państw. Tuzin mercedesów, tuzin jaguarów i daimlerów, pięć bentleyów sedanów, bentley kabriolet, trzy astony martiny, trzy ferrari, jensen i lamborghini.

I ford.

Ciemnoniebieski, zaparkowany tyłem do mnie po przeciwnej stronie domu, przez co nie zauważyłem go, kiedy przejeżdżaliśmy za pierwszym razem. Dwie anteny. Dwa lusterka wsteczne. Wgniecenie w środku lewego przedniego błotnika. Wgniecenie, jakie mógłby zostawić duży motocykl podczas bocznej kolizji.

Jeden mężczyzna na siedzeniu pasażera.

W pierwszej chwili poczułem ulgę. Jeżeli obserwowali dom Sary, istniała spora szansa, że jej nie złapali i uznali dom za drugi w kolejności cel. Ale z drugiej strony mogli schwytać Sarę i po prostu przysłali kogoś po jej szczoteczkę do zębów. Jeżeli w ogóle nadal miała zęby.

Nie było sensu się tym zamartwiać. Szedłem w kierunku forda.

Jeżeli nie zostaliście nigdy przeszkoleni z teorii wojskowej, możliwe, że powinniście wysłuchać wykładu z tak zwanej Pętli Boyda. Boyd był gościem, który spędził sporo czasu na studiowaniu walki powietrznej podczas wojny w Korei. Analizował typowe „sekwencyjne zdarzenia” w języku laików nazywane sekwencjami zdarzeń — aby przekonać się, dlaczego pilotowi A udało się zestrzelić pilota B, co czuł potem pilot B i który z nich jadł na śniadanie potrawkę z ryżu, ryby i jaj. Boyd oparł swoją teorię na całkowicie banalnej obserwacji, że kiedy A coś robił, B na to reagował, A robił coś innego, B reagował ponownie i tak dalej, co w konsekwencji układało się w pętlę akcji i reakcji. Pętla Boyda. Szkoda, że sam na to nie wpadłem, możecie sobie pomyśleć. Jednak prawdziwego olśnienia — dzięki któremu po dziś dzień to jego nazwisko wymienia się na akademiach wojskowych całego świata — doznał Boyd, gdy w głowie zaświtała mu myśl, że gdyby B mógł zrobić dwie rzeczy w czasie, w którym normalnie robił jedną, znalazłby się w uprzywilejowanej pozycji i w ten sposób siły dobra mogłyby zwyciężyć.

Teoria Langa, która sprowadza się do niemal tego samego, chociaż pochłania ułamek kosztów Pętli Boyda, mówi, że należy wyrżnąć pięścią w twarz drugiego gościa, zanim będzie miał szansę się odsunąć.

Podszedłem do forda od lewej strony, zatrzymałem się i zacząłem patrzeć w stronę domu Woolfów. Siedzący w środku mężczyzna nawet na mnie nie spojrzał. Zrobiłby to, gdyby był cywilem, ponieważ ludzie przyglądają się innym, kiedy nie mają nic lepszego do roboty. Schyliłem się i zapukałem w szybę. Odwrócił głowę i przyglądał mi się przez dłuższą chwilę, choć widziałem, że mnie nie poznaje. Był po czterdziestce i najwyraźniej lubił whisky. Otworzył okno.

— To ty jesteś Roth? — warknąłem, naśladując amerykański akcent najlepiej jak potrafię, co akurat, nie chwaląc się, całkiem dobrze mi wychodzi.

Pokręcił głową.

— Roth tu był? — zapytałem.

— Kto to, kurwa, jest Roth? — spodziewałem się, że będzie Amerykaninem, ale brzmiał jak rasowy Londyńczyk.

1 ... 31 32 33 34 35 36 37 38 39 ... 87
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)