Sprzedawca broni [The Gun Seller - pl]
- Автор: Лори Хью
- Год: 2009
- Язык: польский
- Год: Albatros
- ISBN: 978-83-06-03097-1
- Переводчик: Jacek Konieczny
- Жанр: Шпионские детективы
Электронная книга - «Sprzedawca broni [The Gun Seller - pl]». Краткое содержание книги:
Włożyłem pistolet do kieszeni, raz jeszcze wciągnąłem przez nos zapach perfum Niny Ricci i wyszedłem.
Sytuacja na dole zmieniła się od czasu, kiedy ostatni raz rozmawiałem z barankami. Zdecydowanie na gorsze. Drzwi frontowe były otwarte, Mickey opierał się obok nich o ścianę z prawą ręką w kieszeni, a Whisky, jak zauważyłem, stał na schodach na zewnątrz, rozglądając się po ulicy. Odwrócił się, kiedy usłyszał, że schodzę.
— Nic — oznajmiłem i od razu przypomniałem sobie, że powinienem zachowywać się jak Amerykanin. — Ani jednego przeklętego śladu. Możesz zamknąć drzwi?
— Dwa pytania — zaczął Mickey.
— Słucham — powiedziałem. — Byle szybko.
— Kto to, kurwa, jest Dave Carter?
Nie widziałem większego sensu w poinformowaniu go, że Dave Carter był w mojej szkole mistrzem w squasha do lat szesnastu i że później zaczął pracować w firmie elektrotechnicznej swojego ojca w Hove. Dlatego powiedziałem tylko:
— Jak brzmi drugie pytanie?
Mickey zerknął na Whisky'ego, który podszedł do drzwi i w dużym stopniu zagrodził mi drogę wyjścia.
— Kim ty, kurwa, jesteś?
— Dalloway — powiedziałem. — Chcesz, żebym ci to napisał na kartce? O co wam, u diabła, chodzi chłopaki?
Wsunąłem prawą dłoń do kieszeni i zobaczyłem, że prawa dłoń Mickeya poruszyła się w jego kieszeni. Wiedziałem, że gdyby postanowił mnie teraz zabić, nie usłyszałbym nawet wystrzału. Niemniej jednak mnie również udało się włożyć prawą rękę do kieszeni. Szkoda tylko, że walthera umieściłem w lewej. Wyciągnąłem zatem powoli dłoń, zaciskając pięść. Mickey obserwował mnie niczym wąż.
— Goodwin mówi, że nigdy o tobie nie słyszał. Nie przysyłał tu nikogo. Nie mówił nikomu, gdzie jesteśmy.
— Goodwin to leniwy sukinsyn, który nie ma zielonego pojęcia, o czym mówi — stwierdziłem z irytacją. — Co on u diabła ma z tym wszystkim wspólnego?
— Absolutnie nic — powiedział Mickey. — A chcesz wiedzieć dlaczego?
Skinąłem głową.
— Tak, chcę wiedzieć dlaczego.
Mickey uśmiechnął się. Miał paskudne zęby.
— Ponieważ nie istnieje. Wymyśliłem go.
A więc to taki numer. Teraz to ja zostałem złapany w pętlę. Kto sieje wiatr, zbiera burzę.
— Zapytam jeszcze raz — powiedział, ruszając w moją stronę. — Kim jesteś?
Pozwoliłem, aby opadły mi ramiona. Koniec zabawy. Wyciągnąłem przed siebie nadgarstki w geście „Skuj mnie, panie władzo”.
— Chcesz wiedzieć, jak brzmi moje nazwisko? — zapytałem.
— No.
Nigdy go nie usłyszeli, ponieważ przerwało nam rozdzierające bębenki w uszach wycie o niewiarygodnej intensywności. Dźwięk odbił się od podłogi i sufitu w holu i powrócił ze zdwojoną siłą, wstrząsając umysłem i rozmazując wzrok.
Mickey skrzywił się i wycofał pod ścianę, Whisky zaczął unosić ręce, aby zatkać uszy. W pół sekundy, które w ten sposób zyskałem, podbiegłem do drzwi i uderzyłem Whisky'ego prawym ramieniem w klatkę piersiową. Stracił równowagę i poleciał w tył na poręcz, tymczasem ja skręciłem w lewo i ruszyłem chodnikiem z prędkością, z jaką nie poruszałem się, odkąd skończyłem szesnaście lat. Gdyby udało mi się oddalić co najmniej dwadzieścia metrów od airweighta, miałbym jakieś szanse.
Powiem szczerze, że nie wiem, czy strzelali w moim kierunku. W związku z niewiarygodnym dźwiękiem, jaki wydawało małe mosiężne pudełko Ronnie, moje uszy nie były w stanie przetwarzać żadnych informacji.
Wiem tylko, że mnie nie zgwałcili.
Rozdział 11
Jedynym grzechem jest głupota.