Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Шпионские детективы » Sprzedawca broni [The Gun Seller - pl]
Sprzedawca broni [The Gun Seller - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Sprzedawca broni [The Gun Seller - pl]

Электронная книга - «Sprzedawca broni [The Gun Seller - pl]». Краткое содержание книги:

Podczas wycieczki do Amsterdamu Thomas Lang dostaje propozycję zabójstwa Amerykanina, której nie przyjmuje. Po wielu przemyśleniach postanawia uprzedzić swoją niedoszłą ofiarę Woolfa. Ciąg nieprzypadkowych zdarzeń uzależnia go od Woolfa i jego córki Sary. Ich celem jest uniknięcie amerykańskiego planu ataku terrorystycznego, który miałby zmusić rząd do kupienia nowoczesnych helikopterów (projekt Absolwent). Thomas przez cały czas wmawia sobie, że nic nie czuje do dziewczyny, lecz gotowy jest zrobić dla niej wszystko. W pewnym momencie mężczyźni trafiają w pułapkę, Woolf zostaje zabity. Ranny Lang próbuje odnaleźć Sarę, pomoc w poszukiwaniach oferuje Ronnie — jej koleżanka z pracy. Thomas udaje się do ambasadora USA w Wielkiej Brytanii i uświadamia sobie jak zawiła i tajemnicza jest to sprawa. W ostateczności zostaje zmuszony to przygotowania tego ataku, inaczej Sara zginie.
1 ... 33 34 35 36 37 38 39 40 41 ... 87
Перейти на страницу:

Włożyłem pistolet do kieszeni, raz jeszcze wciągnąłem przez nos zapach perfum Niny Ricci i wyszedłem.

Sytuacja na dole zmieniła się od czasu, kiedy ostatni raz rozmawiałem z barankami. Zdecydowanie na gorsze. Drzwi frontowe były otwarte, Mickey opierał się obok nich o ścianę z prawą ręką w kieszeni, a Whisky, jak zauważyłem, stał na schodach na zewnątrz, rozglądając się po ulicy. Odwrócił się, kiedy usłyszał, że schodzę.

— Nic — oznajmiłem i od razu przypomniałem sobie, że powinienem zachowywać się jak Amerykanin. — Ani jednego przeklętego śladu. Możesz zamknąć drzwi?

— Dwa pytania — zaczął Mickey.

— Słucham — powiedziałem. — Byle szybko.

— Kto to, kurwa, jest Dave Carter?

Nie widziałem większego sensu w poinformowaniu go, że Dave Carter był w mojej szkole mistrzem w squasha do lat szesnastu i że później zaczął pracować w firmie elektrotechnicznej swojego ojca w Hove. Dlatego powiedziałem tylko:

— Jak brzmi drugie pytanie?

Mickey zerknął na Whisky'ego, który podszedł do drzwi i w dużym stopniu zagrodził mi drogę wyjścia.

— Kim ty, kurwa, jesteś?

— Dalloway — powiedziałem. — Chcesz, żebym ci to napisał na kartce? O co wam, u diabła, chodzi chłopaki?

Wsunąłem prawą dłoń do kieszeni i zobaczyłem, że prawa dłoń Mickeya poruszyła się w jego kieszeni. Wiedziałem, że gdyby postanowił mnie teraz zabić, nie usłyszałbym nawet wystrzału. Niemniej jednak mnie również udało się włożyć prawą rękę do kieszeni. Szkoda tylko, że walthera umieściłem w lewej. Wyciągnąłem zatem powoli dłoń, zaciskając pięść. Mickey obserwował mnie niczym wąż.

— Goodwin mówi, że nigdy o tobie nie słyszał. Nie przysyłał tu nikogo. Nie mówił nikomu, gdzie jesteśmy.

— Goodwin to leniwy sukinsyn, który nie ma zielonego pojęcia, o czym mówi — stwierdziłem z irytacją. — Co on u diabła ma z tym wszystkim wspólnego?

— Absolutnie nic — powiedział Mickey. — A chcesz wiedzieć dlaczego?

Skinąłem głową.

— Tak, chcę wiedzieć dlaczego.

Mickey uśmiechnął się. Miał paskudne zęby.

— Ponieważ nie istnieje. Wymyśliłem go.

A więc to taki numer. Teraz to ja zostałem złapany w pętlę. Kto sieje wiatr, zbiera burzę.

— Zapytam jeszcze raz — powiedział, ruszając w moją stronę. — Kim jesteś?

Pozwoliłem, aby opadły mi ramiona. Koniec zabawy. Wyciągnąłem przed siebie nadgarstki w geście „Skuj mnie, panie władzo”.

— Chcesz wiedzieć, jak brzmi moje nazwisko? — zapytałem.

— No.

Nigdy go nie usłyszeli, ponieważ przerwało nam rozdzierające bębenki w uszach wycie o niewiarygodnej intensywności. Dźwięk odbił się od podłogi i sufitu w holu i powrócił ze zdwojoną siłą, wstrząsając umysłem i rozmazując wzrok.

Mickey skrzywił się i wycofał pod ścianę, Whisky zaczął unosić ręce, aby zatkać uszy. W pół sekundy, które w ten sposób zyskałem, podbiegłem do drzwi i uderzyłem Whisky'ego prawym ramieniem w klatkę piersiową. Stracił równowagę i poleciał w tył na poręcz, tymczasem ja skręciłem w lewo i ruszyłem chodnikiem z prędkością, z jaką nie poruszałem się, odkąd skończyłem szesnaście lat. Gdyby udało mi się oddalić co najmniej dwadzieścia metrów od airweighta, miałbym jakieś szanse.

Powiem szczerze, że nie wiem, czy strzelali w moim kierunku. W związku z niewiarygodnym dźwiękiem, jaki wydawało małe mosiężne pudełko Ronnie, moje uszy nie były w stanie przetwarzać żadnych informacji.

Wiem tylko, że mnie nie zgwałcili.

Rozdział 11

Jedynym grzechem jest głupota.

Oscar Wilde

Ronnie zawiozła mnie do swojego mieszkania na King's Road. Przejechaliśmy obok niego z tuzin razy w obu kierunkach. Nie, wcale nie upewnialiśmy się, czy ktoś nas śledzi, po prostu szukaliśmy miejsca do zaparkowania. o tej godzinie ci londyńczycy, którzy posiadają samochody, czyli większość, płacą wysoką cenę za swoją słabość — czas staje w miejscu, cofa się lub robi jakiś inny pieprzony numer, który nie zgadza się z normalnymi regułami rządzącymi wszechświatem — a wszystkie reklamy telewizyjne przedstawiające harleye davidsony szalejące po pustych wiejskich drogach zaczynają wzbudzać w człowieku lekką irytację. Mnie oczywiście nie irytują, ponieważ jeżdżę motocyklem. Dwa kółka są dobre, cztery złe.

Kiedy wreszcie udało jej się wcisnąć tvr w wolną przestrzeń, rozważaliśmy podjechanie taksówką do mieszkania, ale ostatecznie uznaliśmy, że mamy ładny wieczór i oboje chętnie zrobimy sobie spacer. Właściwie to Ronnie miała ochotę. Osoby takie jak Ronnie zawsze mają ochotę na spacer, w związku z tym każde z nas przywdziało parę nóg spacerowych i wyruszyliśmy w drogę. Po drodze złożyłem jej krótką relację ze spotkania na Lyall Street, którego wysłuchała w niemal nabożnym skupieniu. Chłonęła moje słowa w sposób, w jaki ludzie, a zwłaszcza kobiety, zazwyczaj ich nie chłoną. Najczęściej chwytają mnie za słowa, po czym puszczają się, skręcają sobie nogę w kostce, a całą winę zrzucają potem na mnie.

Ale Ronnie była na swój sposób inna. Inna, ponieważ wydawała się uważać, że ja jestem inny.

Kiedy dotarliśmy wreszcie do jej mieszkania, otworzyła drzwi wejściowe, odsunęła się na bok i poprosiła dziwnym głosem małej dziewczynki, czy mógłbym wejść do środka pierwszy. Przyglądałem się jej przez chwilę. Myślę, że chciała w ten sposób zorientować się w powadze sytuacji, zupełnie jakby wciąż nie była do końca pewna tego lub mnie. Zrobiłem zatem ponurą minę i wszedłem do środka w taki sposób, w jaki, miałem nadzieję, zrobiłby to Clint Eastwood — uchylając drzwi stopą, niespodziewanie otwierając szafy — podczas gdy ona stała na korytarzu z wypiekami na policzkach.

Dotarłem do kuchni i zawołałem:

— O mój Boże!

Ronnie wydała stłumiony okrzyk, przybiegła z korytarza i wyjrzała ostrożnie zza drzwi.

— Czy to jest sos boloński? — zapytałem, unosząc drewnianą łyżkę wypełnioną starą i nieciekawie wyglądającą mazią.

Pogroziła mi palcem, po czym roześmiała się z ulgą, ja również się roześmiałem i nagle wydawaliśmy się parą bardzo dobrych przyjaciół. Wręcz bliskich. Dlatego rzecz jasna musiałem zadać to pytanie.

— Kiedy wraca do domu?

Spojrzała na mnie, oblała się lekkim rumieńcem, po czym wróciła do zeskrobywania sosu bolońskiego z dna rondla.

— Kiedy kto wraca do domu?

— Ronnie — zacząłem. Obszedłem ją dookoła, aż w końcu znaleźliśmy się mniej więcej twarzą w twarz. — Jesteś — bardzo dobrze zbudowana, ale nie masz stu dwunastu centymetrów w klatce piersiowej. A nawet gdybyś miała, w twojej szafie nie wisiałoby mnóstwo jednakowych garniturów w prążki.

1 ... 33 34 35 36 37 38 39 40 41 ... 87
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)