Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Шпионские детективы » Sprzedawca broni [The Gun Seller - pl]
Sprzedawca broni [The Gun Seller - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Sprzedawca broni [The Gun Seller - pl]

Электронная книга - «Sprzedawca broni [The Gun Seller - pl]». Краткое содержание книги:

Podczas wycieczki do Amsterdamu Thomas Lang dostaje propozycję zabójstwa Amerykanina, której nie przyjmuje. Po wielu przemyśleniach postanawia uprzedzić swoją niedoszłą ofiarę Woolfa. Ciąg nieprzypadkowych zdarzeń uzależnia go od Woolfa i jego córki Sary. Ich celem jest uniknięcie amerykańskiego planu ataku terrorystycznego, który miałby zmusić rząd do kupienia nowoczesnych helikopterów (projekt Absolwent). Thomas przez cały czas wmawia sobie, że nic nie czuje do dziewczyny, lecz gotowy jest zrobić dla niej wszystko. W pewnym momencie mężczyźni trafiają w pułapkę, Woolf zostaje zabity. Ranny Lang próbuje odnaleźć Sarę, pomoc w poszukiwaniach oferuje Ronnie — jej koleżanka z pracy. Thomas udaje się do ambasadora USA w Wielkiej Brytanii i uświadamia sobie jak zawiła i tajemnicza jest to sprawa. W ostateczności zostaje zmuszony to przygotowania tego ataku, inaczej Sara zginie.
1 ... 34 35 36 37 38 39 40 41 42 ... 87
Перейти на страницу:

Zerknęła w kierunku sypialni, po czym odwróciła się do zlewu i zaczęła napełniać rondel gorącą wodą.

— Napijesz się czegoś? — zapytała, nie odwracając się.

Pojawiła się z butelką wódki, podczas gdy ja zajmowałem się rozrzucaniem kostek lodu po podłodze w kuchni. Ostatecznie przyznała, że ma chłopaka, który — jak prawdopodobnie mogłem się domyślić — pracował jako makler w City, nie nocował w jej mieszkaniu codziennie, a kiedy już to robił, nigdy nie wracał przed dziesiątą. Szczerze mówiąc, gdybym dostawał jednego funta za każdym razem, kiedy kobieta mówi mi coś takiego, miałbym już co najmniej trzy. Ostatni raz, kiedy się to zdarzyło, chłopak wrócił o siódmej — „Nigdy wcześniej tego nie robił” — i zdzielił mnie krzesłem.

Z jej tonu, a także słów, wydedukowałem, że sprawy w ich związku nie szły jak po maśle i choć dręczyła mnie ciekawość, uznałem, że prawdopodobnie najlepiej będzie zmienić temat.

Kiedy usadowiliśmy się na sofie, a kostki lodu uroczo brzęczały w szklankach, zacząłem przedstawiać jej nieco pełniejszą wersję wydarzeń — poczynając od Amsterdamu, a kończąc na Lyall Street, opuszczając tylko fragment o helikopterach i Projekcie Absolwent. Mimo to powstała barwna opowieść z wieloma brawurowymi wyczynami, do których dodałem kilka już nie tak brawurowych, ale dobrze brzmiących historii — tak żeby podtrzymać jej entuzjastyczną opinię na mój temat. Kiedy skończyłem, zmarszczyła lekko czoło.

— Ale nie znalazłeś tej teczki? — zapytała, sprawiając wrażenie zawiedzionej.

— Nie — odparłem. — Co nie oznacza, że jej tam nie ma. Jeżeli Sara chciała ją naprawdę gdzieś ukryć, ekipa robotników musiałaby przeszukiwać dom przez tydzień.

— Ja z kolei przejrzałam galerię i jestem pewna, że jej tam nie ma. Zostawiła jakieś papiery, ale wyłącznie związane z pracą. — Ronnie podeszła do stołu i otworzyła teczkę. — Znalazłam za to jej terminarz, jeżeli przyda ci się on do czegoś.

Chyba żartowała. Musiała przeczytać wystarczająco wiele powieści Agaty Christie, żeby wiedzieć, że znajdowanie terminarzy zawsze jest pomocne.

Ale może nie w tym wypadku. Była to oprawiona w skórę książeczka formatu A4, wydana przez organizację charytatywną wspierającą chorych na mukowiscydozę. Nie dowiedziałem się z niej wiele więcej na temat właścicielki ponad to, co już sam zgadłem. Bardzo poważnie podchodziła do pracy, rzadko chodziła na lunch, nie robiła kółek zamiast kropek nad literą „i”, natomiast gryzmoliła koty podczas rozmów telefonicznych. Nie miała wielu planów na najbliższe miesiące, a ostatni wpis brzmiał po prostu „CED OK 7. 30”. Przeglądając wcześniejsze tygodnie, zauważyłem, że CED był wcześniej OK trzykrotnie, raz o 7. 30, a dwa razy o 12. 15.

— Masz jakiś pomysł, o kogo może chodzić — zapytałem Ronnie, pokazując jej ten wpis. — Charlie? Colin? Carl, Clive, Clarissa, Carmen?

Wyczerpały mi się imiona na C.

Ronnie zmarszczyła brwi.

— Dlaczego użyła inicjału drugiego imienia?

— Nie mam zielonego pojęcia — odparłem.

— Bo przecież, jeżeli gość nazywa się Charlie Dunce, dlaczego nie napisać CD?

Spojrzałem na kartkę.

— Charlie Etherington-Dunce? Bóg jeden raczy wiedzieć. To twój świat.

— Co to niby ma znaczyć? — zadziwiająco szybko się obrażała.

— Przepraszam, chodziło mi o to, że… no wiesz, przypuszczam, że zadajesz się z wieloma typami o podwójnych nazwiskach…

Zamilkłem. Widziałem, że Ronnie nie podoba się to co mówię.

— Tak i do tego mam pretensjonalny głos, pretensjonalną pracę, a mój chłopak pracuje w City.

Wstała i poszła nalać sobie kolejny kieliszek wódki. Nie zaproponowała mi dolewki, a ja byłem pewien, że płacę za cudze grzechy.

— Słuchaj, przepraszam — powiedziałem. — Tylko żartowałem.

— Przykro mi, ale zabrzmiało to inaczej, Thomas — odparła. — Albo wyglądało.

Golnęła sobie i cały czas stała odwrócona tyłem.

— Po co miałoby ci być przykro? Masz świetny głos i jeszcze lepszy wygląd.

— Och, zamknij się.

— Poczekaj chwilę. Dlaczego tak cię to złości?

Westchnęła i usiadła.

— Bo nudzą mnie takie gadki, właśnie dlatego. Połowa ludzi, których spotykam, nie bierze mnie poważnie z powodu mojego głosu, a druga połowa bierze mnie poważnie tylko z powodu mojego głosu. Po jakimś czasie zaczyna to działać na nerwy.

— Wiem, że zabrzmi to trochę wazeliniarsko, ale ja biorę cię poważnie.

— Naprawdę?

— Oczywiście, że tak. Niesamowicie poważnie.

Odczekałem chwilę.

— Nie przeszkadza mi, że jesteś nadętą suką.

Przyglądała mi się przez dłuższą chwilę, w trakcie której zacząłem się zastanawiać, czy źle tego nie rozegrałem I czy ona nie zamierza we mnie czymś rzucić. Ale wtedy nagle roześmiała się i pokręciła głową. Poczułem się znacznie lepiej. Miałem nadzieję, że ona również.

Około szóstej zadzwonił telefon i po sposobie, w jaki Ronnie trzymała słuchawkę, zorientowałem się, że jej chłopak właśnie informował ją, o której przyjdzie. Utkwiła wzrok w podłodze i wiele razy powtórzyła „tak” — albo dlatego, że znajdowałem się obok niej w pokoju, albo dlatego, że ich związek wszedł w trudną fazę. Wziąłem do ręki marynarkę i zaniosłem szklankę do kuchni. Umyłem ją i wytarłem do sucha na wypadek, gdyby zapomniała tego zrobić, a kiedy wkładałem szklankę do szafki, Ronnie pojawiła się w drzwiach.

— Zadzwonisz do mnie? — Wyglądała na trochę zasmuconą. Być może ja również.

— No pewnie — powiedziałem.

Zostawiłem ją siekającą cebulę w ramach przygotowań na przyjście maklera i wyszedłem z mieszkania. Najwyraźniej układ polegał na tym, że ona przygotowywała dla niego kolację, a on dla niej śniadanie. Biorąc pod uwagę, że Ronnie należała do osób, które kilka cząstek grapefruita nazywają olbrzymią wyżerką, podejrzewam, że to on lepiej wychodził na tym układzie.

Ech, ci mężczyźni.

Taksówka przewiozła mnie King's Road na West End i o szóstej trzydzieści zacząłem się szwendać pod budynkiem Ministerstwa Obrony. Paru policjantów obserwowało mnie uważnie, kiedy przemierzałem okolicę tam i z powrotem, ale uzbroiłem się w plan miasta i jednorazowy aparat fotograficzny, którym robiłem zdjęcia gołębiom w dostatecznie przygłupi sposób, aby rozproszyć ich obawy. Ze znacznie większą podejrzliwością przyglądał mi się sklepikarz, kiedy poprosiłem o plan, dodając, że jest mi obojętne, jakiego miasta.

Nie poczyniłem żadnych innych przygotowań do te] wycieczki, a już na pewno nie chciałem, aby mój głos został zarejestrowany w ministerstwie przez jakieś urządzenie nagrywające rozmowy telefoniczne. Postanowiłem założyć, że ONeal jest pracusiem. Wstępne rozpoznanie wydawało się to potwierdzać. Na siódmym piętrze lampa naftowa oświetlała jasnym płomieniem narożne biuro ONeala. Przepisowe firanki, które wiszą w oknach wszystkich „poufnych” budynków rządowych, być może chronią przed teleobiektywami, ale nie mogą zapobiec przedostawaniu się światła na zewnątrz.

Dawno, dawno temu, za czasów zimnej wojny pewien cymbał w jednym z oddziałów nadzorujących bezpieczeństwo zarządził, że we wszystkich „stanowiących potencjalny cel” biurach powinno się zostawiać światła włączone dwadzieścia cztery godziny na dobę, aby uniemożliwić agentom wrogich państw obserwowanie, kto, gdzie i jak długo pracuje. Pomysł powitano wtedy przytakiwaniem i poklepywaniem po plecach, wiele osób mruczało: „Ten Carruthers daleko zajdzie, wspomnisz jeszcze moje słowa” — aż rachunki za prąd zaczęły zwalać się na wycieraczki właściwych sekcji finansowych, po czym pomysłowi, oraz Carruthersowi, dość energicznie pokazano drzwi.

1 ... 34 35 36 37 38 39 40 41 42 ... 87
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)