Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Muzyka duszy [Soul Music - pl]
Muzyka duszy [Soul Music - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Muzyka duszy [Soul Music - pl]

Электронная книга - «Muzyka duszy [Soul Music - pl]». Краткое содержание книги:

Inne dzieci dostawały w prezencie cymbałki. Susan musiała tylko prosić dziadka, żeby zdjął kamizelkę…

Tak. Ma Śmierć w rodzinie.
Trudno jest normalnie dorastać, kiedy dziadek jeździ na białym koniu i dzierży kosę — zwłaszcza gdy trzeba przejąć rodzinny interes, a jedyny pomocnik mówi tylko po szczurzemu.
A już szczególnie wtedy, kiedy ma się do czynienia z nową, uzależniającą muzyką, która pojawiła się w Świecie Dysku.
Jest bezprawna. I zmienia ludzi.
Nazywana jest „Muzyką z wykrokiem”.
Ma rytm i można przy niej tańczyć, ale…
Jest… żywa.
I nie chce ucichnąć.
1 ... 27 28 29 30 31 32 33 34 35 ... 79
Перейти на страницу:

Ale przecież nie tak działa dziedziczenie.

Przynajmniej… nie to normalne.

Jej matka… dziewczyna, która będzie jej matką, stała przyciśnięta do kolumny. Z wiekiem jej wygląd się poprawił, uznała Susan, a już na pewno gust w doborze strojów. I otrząsnęła się w myślach. Komentarze na temat mody? W takiej chwili?

Śmierć stał nad chłopcem z mieczem w jednej ręce i życiomierzem Morta w drugiej.

NIE MASZ POJĘCIA, JAK BARDZO MI PRZYKRO Z TEGO POWODU, powiedział.

— Może i mam — odparł Mort.

Śmierć uniósł głowę i spojrzał prosto na Susan. Oczodoły na moment zapłonęły mu błękitem. Susan usiłowała wcisnąć się w cień.

Przez chwilę patrzył na Morta, potem na Ysabell, znowu na Susan, a potem jeszcze raz na Morta. Roześmiał się.

I odwrócił klepsydrę.

Pstryknął palcami.

Mort zniknął z cichym podmuchem. Podobnie Ysabell. I pozostali.

Nagle zrobiło się bardzo cicho.

Śmierć bardzo ostrożnie odstawił klepsydrę na biurko i spojrzał w sufit.

ALBERCIE, powiedział głośno.

Albert wynurzył się zza kolumny.

BĄDŹ TAK MIŁY I PRZYGOTUJ MI FILIŻANKĘ HERBATY, JEŚLI MOŻNA.

— Tak, panie. Hę, hę, pokazałeś mu, jak należy… DZIĘKUJĘ.

Albert odszedł w stronę kuchni.

Raz jeszcze zapadło to, co można uznać za całkowitą ciszę w pomieszczeniu pełnym życiomierzy. MOŻESZ SIĘ JUŻ POKAZAĆ.

Susan wykonała polecenie i stanęła przed Ostateczną Realnością.

Śmierć miał siedem stóp wzrostu. Wydawało się, że więcej. Susan pamiętała niewyraźnie postać noszącą ją na ramionach w ogromnych, mrocznych pokojach… Ale w jej wspomnieniach była to ludzka postać — koścista, ale ludzka w sposób, którego była pewna, ale nie potrafiła dokładnie określić.

Teraz nie stał przed nią człowiek. Był wysoki, dumny i straszny. Może nagiąć się tak, by nagiąć Reguły, ale nie czyni go to ludzkim. Oto strażnik bram świata. Nieśmiertelny z definicji. Koniec wszech rzeczy.

Mój dziadek.

W każdym razie będzie nim. Jest. Był.

Ale… było jeszcze to coś na jabłoni. Jej umysł powracał do tamtego obrazu. Patrzyła na groźną postać i myślała o drzewie. Prawie niemożliwe było utrzymanie obu wizji w jednym umyśle.

NO, NO, powiedział Śmierć. MASZ W SOBIE WIELE Z MATKI. I Z OJCA RÓWNIEŻ.

— Skąd wiedziałeś, kim jestem? — spytała Susan. MAM WYJĄTKOWĄ PAMIĘĆ.

— Jak możesz mnie pamiętać? Nie zostałam jeszcze nawet poczęta!

POWIEDZIAŁEM: WYJĄTKOWĄ. MASZ NA IMIĘ…

— Susan, ale…

SUSAN? powtórzył z goryczą Śmierć. NO TAK, CHCIELI MIEĆ PEWNOŚĆ, CO?

Usiadł w fotelu, splótł palce i ponad nimi spojrzał na wnuczkę. Susan odpowiedziała mu spojrzeniem równie nieruchomym.

POWIEDZ, rzekł Śmierć po chwili, CZY BYŁEM… BĘDĘ… CZY JESTEM DOBRYM DZIADKIEM?

Susan zastanowiła się, przygryzając wargę.

— Jeżeli powiem, czy nie wywoła to paradoksu?

NIE DLA NAS.

— No więc… Masz kościste kolana. Śmierć spojrzał zdziwiony. KOŚCISTE KOLANA?

— Przykro mi.

PRZYBYŁAŚ TU, ŻEBY MI TO POWIEDZIEĆ?

— Zaginąłeś… tam, skąd przychodzę. Na mnie spadły twoje obowiązki. Albert bardzo się niepokoi. Przybyłam, żeby sprawdzić, co się dzieje. Nie wiedziałam, że tato dla ciebie pracował.

MARNIE MU TO WYCHODZIŁO.

— Co z nim zrobiłeś?

NA RAZIE SĄ BEZPIECZNI. CIESZĘ SIĘ, ŻE JUŻ PO WSZYSTKIM. OBECNOŚĆ LUDZI TUTAJ ZACZYNAŁA WPŁYWAĆ NA MOJE SADY. AHA, ALBERCIE…

AJbert pojawił się z herbatą na tacy.

JESZCZE FILIŻANKĘ, JEŚLI MOŻNA.

Albert rozejrzał się i nie zdołał dostrzec Susan. Jeśli ktoś potrafi stać się niewidzialny dla panny Butts, dla innych nie sprawia mu to żadnych trudności.

— Jak sobie życzysz, panie.

A ZATEM, powiedział Śmierć, gdy Albert wyszedł, GDZIEŚ ZAGINĄŁEM. A TY WIERZYSZ, ŻE ODZIEDZICZYŁAŚ RODZINNY INTERES? TY?

— Wcale nie chciałam! Ale zjawili się koń i szczur! SZCZUR?

— Ee… To chyba coś, co dopiero ma się zdarzyć.

A TAK. PAMIĘTAM. HM… CZŁOWIEK WYKONUJĄCY MOJĄ PRACĘ? TECHNICZNIE MOŻLIWE, OCZYWIŚCIE, ALE CZEMU?

— Myślę, że Albert coś wie, ale wciąż zmienia temat. Powrócił Albert, niosąc drugą filiżankę i spodek. Postawił je na biurku Śmierci z miną człowieka, którego uprzejmość jest nadużywana.

— Czy to już wszystko, panie? DZIĘKUJĘ CI, ALBERCIE. TAK.

Albert wyszedł znowu, wolniej niż zazwyczaj. Oglądał się przez ramię.

— On się wcale nie zmienia, prawda? — zauważyła Susan. — Oczywiście, to normalne w tym miejscu.

CO MYŚLISZ O KOTACH?

— Słucham? KOTY. LUBISZ JE?

— Są… — Susan zawahała się. — Miłe. Ale to tylko koty. CZEKOLADA, powiedzą! Śmierć. LUBISZ CZEKOLADĘ?

— Myślę, że możliwe jest, by zjeść jej za dużo.

Z PEWNOŚCIĄ NIE WE WSZYSTKIM JESTEŚ PODOBNA DO YSABELL.

Susan kiwnęła głową. Ulubionym daniem jej matki było Czekoladowe Ludobójstwo.

A TWOJA PAMIĘĆ? MASZ DOBRĄ PAMIĘĆ?

— O tak. Pamiętam… rzeczy. O tym, jak być Śmiercią. I jak to wszystko powinno działać. Posłuchaj, kiedy powiedziałeś, że pamiętasz o szczurze, a to się jeszcze nie…

Śmierć wstał i podszedł do modelu świata Dysku.

REZONANS MORFICZNY, wyjaśnił. DO LICHA, LUDZIE NAWET NIE ZACZĘLI GO POJMOWAĆ. WIBRACJE DUSZY. ODPOWIADAJĄ ZA TAK WIELE ZJAWISK…

Susan wyjęła życiomierz Impa. Błękitny dym wciąż przelewał się przez szyjkę.

— Czy możesz mi z tym pomóc? — zapytała. Śmierć odwrócił się gwałtownie.

NIE POWINIENEM W OGÓLE ADOPTOWAĆ TWOJEJ MATKI.

— A dlaczego to zrobiłeś? Wzruszył ramionami. CO TAM PRZYNIOSŁAŚ?

Wziął od niej życiomierz Buddy’ego, podniósł i przyjrzał się uważnie.

ACH. INTERESUJĄCE.

— Wiesz, co to oznacza, dziadziu?

NIE SPOTKAŁEM SIĘ JESZCZE Z CZYMŚ TAKIM, ALE SĄDZĘ, ŻE TO MOŻLIWE. W PEWNYCH OKOLICZNOŚCIACH. TO ZNACZY… MNIEJ WIĘCEJ… ŻE ON MA W DUSZYRYTM… DZIADZIU?

— Och, nie! To niemożliwe! To tylko takie powiedzenie! I co ci się nie podoba w dziadziu?

DZIADKA JAKOŚ WYTRZYMAM. DZIADZIU? MOIM ZDANIEM TO TYLKO KROK OD DZIADUNIA. POZA TYM SADZIŁEM, ŻE WIERZYSZ W LOGIKĘ. TO, ŻE COŚ JEST POWIEDZENIEM, NIE ZNACZY JESZCZE, ŻE NIE JEST PRAWDĄ.

Śmierć machnął klepsydrą.

NA PRZYKŁAD WIELE ZDARZEŃ CZYNI CZŁOWIEKA SZCZĘŚLIWSZYM NIŻ NAPLUCIE W KIESZEŃ. NIGDY NIE MOGŁEM ZROZUMIEĆ TEGO POWIEDZONKA. OCZYWIŚCIE, MOŻNA ZNALEŹĆ W KIESZENI GORSZE RZECZY…

Urwał nagle.

ZNOWU TO ROBIĘ! CZEMU MNIE INTERESUJE, CO ZNACZYTO PRZEKLĘTE ZDANIE? ALBO TO, JAK MNIE NAZYWASZ? NIEISTOTNE! PLĄTANIE SIĘ W LUDZKIE SPRAWY PRZYĆMIEWA JASNOŚĆ MYŚLENIA. MOŻESZ MI WIERZYĆ. STARAJ SIĘ NIE MIESZAĆ.

— Ale ja jestem człowiekiem.

NIE MÓWIŁEM, ŻE TO BĘDZIE ŁATWE, PRAWDA? STARAJ SIĘ NIE MYŚLEĆ. NIE ODCZUWAJ.

— Jesteś w tym ekspertem, co? — rzuciła gniewnie Susan.

BYĆ MOŻE, W NIEDALEKIEJ PRZESZŁOŚCI POZWOLIŁEM SOBIE NA JAKIEŚ DRGNIENIE EMOCJI, przyznał Śmierć. ALE MOGĘ Z TEGO ZREZYGNOWAĆ, KIEDYTYLKO ZECHCĘ.

Znowu podniósł klepsydrę.

TO PEWNA CIEKAWOSTKA, ŻE MUZYKA, BĘDĄC ZE SWEJ NATURY NIEŚMIERTELNA, POTRAFI CZASEM PRZEDŁUŻYĆ ŻYCIE TYCH, KTÓRZY SĄ Z NIĄ BLISKO ZWIĄZANI, wyjaśnił. ZAUWAŻYŁEM, ŻE W SZCZEGÓLNOŚCI SŁAWNI KOMPOZYTORZY ŻYJĄ ZWYKLE BARDZO DŁUGO. W WIĘKSZOŚCI SĄ GŁUSI JAK PIEŃ, KIEDY PO NICH PRZYCHODZĘ. PODEJRZEWAM, ŻE GDZIEŚ JAKIŚ BÓG UWAŻA TO ZA BARDZO ZABAWNE. Śmierć zdołał jakoś zrobić pogardliwą minę. ONI LUBIĄ TAKIE DOWCIPY[16].

вернуться

16

Dowcipy całkiem nieudane, oczywiście. Głuchota nie przeszkadza kompozytorom w słyszeniu muzyki. Pozwala im za to nie słyszeć żadnych zakłóceń.

1 ... 27 28 29 30 31 32 33 34 35 ... 79
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)