Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Tajemna historia Moskwy». Краткое содержание книги:

Każde miasto ma swoje sekretne miejsca. Wieki pełne mrocznych historii sprawiły, że stolica Rosji ma takich miejsc wyjątkowo dużo. Współczesność przenika się tu z przeszłością w sposób subtelny i magiczny. Mieszkańcy Moskwy szukając schronienia przed problemami współczesnego życia mogą czasem trafić do niezwykłych miejsc. Wystarczy jeden nieostrożny krok, żeby znaleźć się w mrocznym, baśniowym świecie pełnym magii, płaczących drzew, gadających ptaków, wygnanych wieki temu pogańskich bóstw i baśniowych stworzeń. Tu można usłyszeć najdziwniejsze z opowieści. Trzeba tylko cierpliwie nadstawiać uszu. Ekaterina Sedia napisała książkę niezwykłą o zderzeniu dwóch światów. Kapitalistycznej i nowoczesnej Moskwy z magicznym światem starorosyjskich baśni. Tuż pod powierzchnią szarej rzeczywistości kryje się inny świat. Mroczny, niebezpieczny, ale i zarazem piękny. Tu wszystko jest możliwe. Niepokojący klimat powieści porównywany jest przez krytyków z dziełami Bułhakowa. Ta książka to jedna z najważniejszych pozycji współczesnej literatury rosyjskiej. Główną bohaterką powieści jest Galina, młoda kobieta mająca na głowie zwyczajne problemy codziennego życia. Zostaje zaplątana w wir tajemniczych wydarzeń i razem z milicjantem prowadzącym śledztwo w sprawie tajemniczych zaginięć musi na nowo poznać otaczający ją świat. Wspólne poszukiwania prowadzą ich do podziemnego królestwa, do krainy zawieszonej między rzeczywistością i fantazją. Do świata, gdzie honor ma znaczenie, a dobro i zło są tym, czym były u zarania dziejów. Ekaterina Sedia urodziła się i wychowała w Moskwie. Po studiach przeniosła się do Stanów Zjednoczonych. Obecnie mieszka w New Jersey razem z mężem i dwoma kotami. Wykłada botanikę i ekologię. W chwilach wolnych uprawia ogródek i pisze książki. Jej najnowszy bestseller to Tajemna Historia Moskwy.
1 ... 27 28 29 30 31 32 33 34 35 ... 59
Перейти на страницу:

– W zasadzie nie – odparła Galina. – Tylko na Krymie, byłam tam w dzieciństwie. Ale pamiętam zapach macierzanki, w gorące dni był tak silny, że kręciło mi się w głowie.

– Zgadza się. Na stepie przeżyłem większą część życia.

– Kiedy… Żyłeś? – Galina skrzywiła się, ale nie mogła wymyślić taktownej formy pytania.

– Za chana Uzbeka. Zaczął panowanie w tysiąc trzysta dwunastym, gdy byłem dzieckiem.

Pokiwała głową.

– Wybacz, że pytam, ale czy ludzie tutaj, pod ziemią, dobrze się do ciebie odnosili? Nie żywili urazy?

Parsknął śmiechem.

– Nie do chana Uzbeka. Sprzymierzył się z Moskalami, nie wiedziałaś? Moskale i Tatarzy razem walczyli przeciwko Twerowi.

Galina postanowiła zmienić temat – wolała nie zdradzać się z nieznajomością co bardziej subtelnych szczegółów historii, a poza tym historia, o której była mowa, raczej budziła niesmak. Dla mnie nie powinno to mieć znaczenia, osądziła, a jednak niepokoiła ją myśl, że jej miasto sprzymierzyło się z najeźdźcami, nawet jeśli stało się to ponad sześćset lat temu.

– Co cię tu sprowadziło? – Zapytała. – Byłeś w Moskwie?

Skinął głową.

– Uciekłem tam po stłumieniu buntu przeciwko chanowi Uzbekowi. Zmienił religię naszych przodków na islam, czego nie mogłem znieść wraz z paroma innymi generałami. Jak mogliśmy porzucić głosy duchów, jak mogliśmy zdradzić żywy step, który do nas szeptał?

Timur-bej miał trzy żony, ale step kochał bardziej niż każdą z nich. Codziennie rano wychodził ze swojej jurty i uśmiechał się do złotych fal, które rozciągały się od obozu po sam horyzont. Pozostał na dalekim posterunku, choć jako jeden z głównych doradców wojskowych chana musiał często podróżować do Saraj Batu; źle znosił te okresy nieobecności na stepie. Uczestniczył w wielu ekspedycjach militarnych. Brał udział w tłumieniu powstania książąt twerskich, był przy podpisaniu traktatu z Wielkim Księstwem Moskiewskim.

Chan Uzbek wiele zrobił, żeby zjednoczyć wojujące plemiona; problem w tym, że postanowił wyrugować wiarę, która była prawdziwa, co Timur-bej czuł całym sercem – nie z żarliwości czy boskiej inspiracji, ale ponieważ trawa, niebo i jego koń, krzepki gniadosz, mówiły do niego wieloma głosami. Nigdy nie postawił brudnej nogi w strumieniu, żeby nie obrazić duchów wody.

Przez kilka lat zmagał się z nową wiarą, ale w końcu postanowił odejść.

– Kłopot w tym – powiedział Galinie – że niełatwo odejść ze Złotej Ordy. Była ogromna. Jak można odejść ze świata? – Uśmiechnął się, ale jego oczy pozostały smutne. – Moskale byli naszymi sprzymierzeńcami, pozostawali jednak w zależności, nie należeli do Złotej Ordy. Dlatego przybyłem tutaj.

– Jak długo wytrwałeś?

Wzruszył ramionami.

– Niedługo.

– Przykro mi.

– Ale czy można winić owce, jeśli wilk, który nocą wykradł ich młode, który żądał runa z ich grzbietów, przychodzi do nich i mówi: „Zmieniłem się, teraz chcę żyć wśród was jako brat?". Czy można winić owce, gdy wilk mówi: „Nie będę jeść tego, co wy, ani czcić waszego Boga, ale chcę, żebyście mnie przyjęły?". Czy można winić owce?

– Nie. Choć nie podoba mi się to porównanie do owiec.

Pochylił głowę.

– Nie chciałem cię obrazić. Ale masz rację, sądząc po paru moich przyjaciołach, metafora jest nieodpowiednia. Nie brakowało wilków wśród waszego ludu, i owiec gotowych do buntu.

– Kogo masz na myśli?

– Jest tu człowiek, który był opricznikiem – powiedział Timur-bej.

Galina skuliła ramiona, walcząc z chłodem, jaki niosło to słowo, tak stare, że niemal straciło sens. Pomyślała o armii Iwana Groźnego, o przytroczonych do siodła miotłach i psich głowach z czerwonymi jęzorami i mlecznymi martwymi ślepiami. W okresie, gdy uczyli się o opricznikach na lekcjach historii, miewała okropne koszmary, w których ją ścigali, z pyskami martwych psów ociekającymi śliną.

Timur-bej patrzył na nią spod ciężkich powiek.

– To straszne. Zło nie umiera, niezależnie jak bardzo je odpokutujesz. Stare zło zawsze jest świeże. Czterysta lat? Sześćset? Jakie to ma znaczenie?

– Ludzie powinni móc zapominać. Sprawy, które zdarzyły się dawno temu, nie mają znaczenia. Co by się z nami stało, gdybyśmy wciąż nienawidzili tych, którzy zrobili coś złego? Rosjanie nadal nienawidziliby Tatarów, Żydzi nienawidziliby Rosjan…

– Chcesz powiedzieć, że nie nienawidzą? – Przerwał jej Timur-bej. – A ciebie wciąż trapi myśl o opricznikach?

Skinęła głową.

– Po prostu jestem zaskoczona. Nie przypuszczałam, że znajdę tu kogoś takiego. To znaczy, dlaczego go wpuścili?

– Dlaczego ciebie wpuścili? – Timur-bej pokręcił głową tak energicznie, że warkocz chlasnął go po plecach. – Cnota nie ma tu nic do rzeczy. To miejsce mogą znaleźć tylko ci, których spotkała wielka krzywda. Żałuję, ale nie mogę ci powiedzieć, że cierpienie uszlachetnia.

– Wiem, że nie. Tylko…

– Chciałabyś, żeby uszlachetniało.

– To miałoby sens, prawda? Inaczej nie ma znaczenia.

– Ale jest szansa na odkupienie – powiedział Timur-bej. – A o więcej nie można prosić, prawda?

11 WIOŚLARZ

Jakow nigdy nie widział takiej rzeki. Czarna jak sadza, ze spokojną matową powierzchnią, lekko pomarszczoną, jakby w głębi narastało ogromne ciśnienie. Pasma mgły unosiły się nad martwą wodą, poruszając się z własnej woli, skręcając i rozkręcając jak wstążki; opadały ku powierzchni i płynęły w górę, zestalały się w gęste straszne chmury i rozpadały w bezustannym hipnotycznym tańcu. Jakow nie mógł zdecydować, czy bardziej niepokoi go pozorne życie mgły, czy jej bezmyślna stereotypia.

Nad rzeką brakowało roślinności, nawet blaskodrzewa nie ośmieliły się skolonizować jałowego bazaltowego brzegu, naturalnego czy sztucznego, nie był pewien. Nawet blada trawa odsuwała się od czarnej powolnej wody i kłębiącej się nad nią żywej mgły.

– Jak się przeprawimy? – Zapytał.

Krowa popatrzyła z zadumą na rzekę.

– Zaczekamy na wioślarza.

Jakow zerknął przez ramię na Galinę.

– Słyszałaś?

Skinęła głową.

– Mówiłam ci, że tu na dole jest gdzieś Styks. Powinniśmy zabrać ze sobą Fiodora i jego monetę.

– Kiedy zjawi się wioślarz?

Kościej wzruszył ramionami.

– Kiedy będzie chciał, cholera. Nie śpieszy się, ten wioślarz.

– David mówił, że Elena może przesłać nam wiadomość – powiedziała Galina. – Przez rusałkę albo wodnika.

– A w jaki sposób mogłoby to nam pomóc w poszukiwaniach? – Zapytał Kościej.

– Na pewno nie przeszkodzi – mruknęła Zemuna.

Jakow obserwował mgłę, mając nadzieję, że wypłynie z niej łódź, sunąca po czarnej jak sadza powierzchni, kierowana przez wysokiego mężczyznę na rufie, z długą tyczką w pomarszczonych dłoniach. Potrząsnął głową, przepędzając tę wizję.

– Dlaczego pomyślałaś, że tu będzie rzeka? – Zapytał szeptem Galinę. – Skąd wiedziałaś?

Wzruszyła ramionami.

– W podziemnym świecie zawsze jest rzeka. Albo przynajmniej most.

Jakow zostawił ją, pogrążoną w rozmowie z Tatarem-Mongołem, i usiadł na brzegu, na wpół zły, na wpół zadowolony, że może pobyć sam.

Nie zawsze był taki, pokonany bez walki, obowiązkowy z nawyku. Kiedyś, świeżo po szkole, był rumianym młodzieńcem, który od dziecka chciał zostać policjantem, choć nie pamiętał, że pomysł i marzenie o szaroniebieskim mundurze pochodziły z rymowanej ilustrowanej książeczki o bardzo wysokim policjancie, ratującym koty z drzew bez pomocy drabin czy żurawi.

1 ... 27 28 29 30 31 32 33 34 35 ... 59
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)