Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Lord z planety Ziemia
Lord z planety Ziemia - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Lord z planety Ziemia

Электронная книга - «Lord z planety Ziemia». Краткое содержание книги:

Były żołnierz wyrusza w galaktyczną wyprawę w nieznany świat. I staje do pojedynku o władzę nad planetą, na której nikt nie wie o istnieniu Ziemi – dobrze ukrytej przed wzrokiem innych przez wszechpotężną rasę. Żeby wrócić na Ziemię, Siergiej musi ją najpierw odnaleźć. Ale naszej planety szuka także ktoś, kto chce ją zniszczyć…
1 ... 27 28 29 30 31 32 33 34 35 ... 135
Перейти на страницу:

– Po co? Czy… chcesz odnaleźć Ziemię?

– Tak.

– To beznadziejne, Siergiej. Siewcy odizolowali twój świat na zawsze.

– W takim razie znajdę Siewców. Ci, którzy podporządkowali sobie czas, nie znikają bez śladu.

Gdyby księżniczka była chrześcijanką, przeżegnałaby się.

– Nie znajdziesz załogi, który zgodzi się wyruszyć na taką wyprawę.

– Mam przyjaciela, który jest mi coś winien.

– Lans? Pewnie się zgodzi, ale to jeszcze dziecko.

Uśmiechnąłem się mimo woli.

– Lans? Z przyjemnością go wezmę, jeśli zechce zaryzykować. Ale mówię o kimś innym. O niedoszłym głównodowodzącym waszej armii…

Księżniczka nic nie powiedziała. Popatrzyła na mnie i poznałem to spojrzenie.

Stropione i dumne spojrzenie dziewczynki, za którą inni idą na śmierć.

– Dostaniesz najlepszy statek.

Skinąłem głową. Po chwili wahania zapytałem:.

– Mam złożyć podanie o rozwód?

Teraz zawahała się księżniczka.

– Jeśli odlecisz z planety… i zostaniesz faktycznie odsunięty od rządów… nie ma potrzeby się tak spieszyć. Nie należy demonstrować fikcyjności małżeństwa.

Poczułem słabość w całym ciele, jak po długiej walce. Jakbym wygrał najważniejszą bitwę. Jakbym to nie tylko ja, ale i księżniczka dokonała najważniejszego wyboru.

Zmusiłem się, żeby nie oglądać się za siebie i poszedłem do drzwi. Usłyszałem głos księżniczki:

– Siergiej, nie nadałeś mi imienia. To nasz zwyczaj.

– Wiem. Ale jeszcze go nie wymyśliłem.

– Dobrze. Poczekam.

Zatrzymałem się, przytulony się do ciepłego drewna drzwi i powiedziałem cicho:

– Jeśli zmęczysz się czekaniem… albo zdołasz mnie pokochać… włóż pierścionek. Zrobię wszystko, co trzeba.

– Nie miałam zamiaru go zdejmować.

Pchnąłem drzwi i przestąpiłem próg. Nie odwracać się, najważniejsze to się nie odwracać. W przeciwnym razie nie zmuszę się, by odejść w niewiadome.

I znowu zatrzymał mnie jej głos:

– Stracisz całe życie na poszukiwania! Nawet tysiąca żywotów będzie za mało!

– To nic – odparłem. – To nawet dobrze.

I zanim zamknąłem drzwi, powiedziałem słowa, które zrozumiałem w Świątyni Siewców, gdy stałem obok księżniczki jako pewny siebie lord z nieistniejącej planety:

– Miłość warta jest życia.

PLANETA, KTÓREJ NIE MA

CZĘŚĆ PIERWSZA

BIAŁY RAIDER

1. Ślad

Uliczka była obrzydliwie wąska i składała się z samych zakrętów. Biegłem po wyszlifowanych przez czas kamieniach, ślizgałem się na stertach odpadków, obijałem o nieprzyjemnie wilgotne ściany. Z okien umieszczonych co najmniej dwa metry nad ulicą, w dodatku zakratowanych, padało słabe światło. Kilka razy rzucano we mnie z góry pustymi butelkami, na szczęście niezbyt celnie.

Sądząc po tupocie, prześladowcy mnie doganiali. Tutejsze zaułki znali znacznie lepiej niż ja i zapewne mieli większe doświadczenie w pościgu po kamiennych labiryntach. Jedyne, co im przeszkadzało, to zbyt duża liczba ścigających i zbyt gorące pragnienie rozprawienia się ze mną. Kilka razy usłyszałem za sobą łomot upadku, hałas i nieuniknione przekleństwa towarzyszące tworzącemu się zatorowi.

Na kolejnym zakręcie mignęła mi z przodu sylwetka człowieka, którego tropiłem od dwóch tygodni. Uciekał z szybkością, jaką daje jedynie śmiertelne zagrożenie. Zdumiewające swoją drogą, jaką prędkość może rozwinąć chudy, kulejący i w dodatku pobity pół godziny temu nieudacznik.

Nie zatrzymując się, wyjąłem z kieszeni na piersi dwie lekkie białe kulki przypominające piłeczki pingpongowe. Ścisnąłem je w dłoni, zgniatając powłokę ochronną i rzuciłem za siebie. W gruncie rzeczy nie miałem nic przeciwko moim prześladowcom i wierzyłem, że mają ważne powody do niezadowolenia. Ale nie będę przecież tracił czasu na pokojowe pertraktacje!

Zostawione na drodze kulki zadziałały bez zarzutu. Nie widziałem wprawdzie, jak się otwierają, zmieniając w kwadratowe sieci z cienkiej, niemal niewidocznej nici. Ale trudno nie usłyszeć wrzasków ludzi, którzy wpadli w zastawione pułapki.

Po chwili krzyki umilkły. Pajęczynowe miny nie zabijają od razu, ale oplątując ofiarę, w pierwszej kolejności pozbawiają ją możliwości oddychania.

Kości zaczynają pękać dopiero po kilku chwilach.

Przyspieszyłem. Jeśli ulica się rozgałęzi, to mój własny zbieg będzie miał szansę uciec.

Ale jeśli właśnie na to liczył, przeliczył się.

Silnym uderzeniem w ramię przewróciłem go na jezdnię, prosto w kałużę pod jedyną na tej ulicy latarnią – oczywiście niedziałającą. Zatrzymałem się, łapiąc oddech.

Na razie z tyłu było cicho. Pogoń się zatrzymała.

– Idioto! – Z trudem powstrzymałem się od dosadniejszych epitetów. – Myślisz, że ratowałbym szulera dla przyjemności załatwienia go własnymi rękami?

Uciekinier nie odpowiadał. Leżał skulony w błocie, nie próbując wstać. Nachyliłem się i z obrzydzeniem przekręciłem go na plecy. Szara skóra mieszkańca planety Dalyedo, czarne włosy i wyblakłe niebieskie oczy, poszarpana szrama na prawym policzku. Rysopis się zgadzał.

– Odpowiadaj uczciwie, a daruję ci życie. Rozumiesz? – Dotknąłem niepozornych przycisków na szerokiej złotej bransolecie i owalny kryształ zabłysnął żółtym światłem. – To wykrywacz kłamstw – ostrzegłem. – Dobrze się zastanów, zanim mi coś powiesz.

Skinął głową i z obawą zerknął w ciemność, skąd znowu dobiegł hałas pogoni.

– Jesteś Redrak Sholtry z planety Dalyedo, były pilot flagowca drugiej ekspedycji transgalaktycznej, prawda?

– Od dawna nikt nie nazywa mnie tym imieniem.

– Odpowiadaj!

– Tak!

– Brawo – pochwaliłem, gdy kryształ na bransolecie mrugnął zielenią. – Tylko tak dalej. Jakie rejony zbadała ekspedycja?

– Do dwunastego włącznie od szóstej osi współrzędnych w systemie miar Dalyedo.

Bransoleta znowu zamigotała twierdząco.

– Nieźle – ucieszyłem się szczerze. – Pięćdziesiąt sześciennych jednostek…

– Pięćdziesiąt dwie.

Proszę, proszę… Wieloletnie pijaństwo najwyraźniej nie zaszkodziło pamięci byłego pilota.

– Przyczyny zagłady ekspedycji?

Mężczyzna milczał.

– To tylko ciekawość badacza – uspokoiłem go. – Nie zamierzam się za nikogo mścić.

– Bunt – odpowiedział niechętnie Redrak.

Zielone światełko na bransolecie. Uśmiechnąłem się.

– Pominę nieuprzejme pytanie, po czyjej stronie stałeś. To oczywiste… Słyszałeś o takiej planecie, co się nazywa Ziemia?

– Nigdy. Chyba nigdy.

– Czasami nazywają ją planetą, której nie ma.

Redrak wstał i oparł się o latarnię.

– Już wiem, kim jesteś – oznajmił.

– Zachowaj tę wiedzę dla siebie – poradziłem.

– Oczywiście, książę.

Tupot i wściekłe ryki były coraz bliżej.

– Słyszałem o planecie Ziemia – ciągnął Redrak. – Ale zanim odpowiem, musi mi pan przysiąc, że mnie uratuje… przed tymi dzikusami.

– A jeśli nie przysięgnę? Redrak uśmiechnął się.

– Ma pan wykrywacz kłamstw, ale nie ma czasu na tortury i zastrzyk prawdy. Zabiorę swoją wiedzę ze sobą… choćby do grobu.

– Przysięgam.

– Domyślam się, o co chce pan zapytać, książę. Odpowiedź brzmi: nie. Nasza ekspedycja nie znalazła planety Ziemia. Ani żadnych poszlak co do jej współrzędnych.

Kryształ mrugnął zielonym okiem. Co prawda, po pewnym wahaniu… ale nie było czasu na zastanawianie się nad tym, bo zza zakrętu wyłonili się prześladowcy. Odwróciłem się do nich – zadanie mi ciosu w plecy nie leżało w interesie Redraka. Przeciwnie. Teraz byłem jego jedyną nadzieją.

1 ... 27 28 29 30 31 32 33 34 35 ... 135
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)