Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Dalekie szlaki [Галактическая разведка - pl]l]
Dalekie szlaki [Галактическая разведка - pl]l] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Dalekie szlaki [Галактическая разведка - pl]l]

Электронная книга - «Dalekie szlaki [Галактическая разведка - pl]l]». Краткое содержание книги:

Trafiamy oto na Ziemię dalekiej przyszłości. Nie wiemy dokładnie, który to rok, lecz „czytając między wierszami” przypuszczam, że akcja rozgrywa się w okolicach przełomu trzeciego i czwartego tysiąclecia. Ludzie osiągnęli technologiczne szczyty. Na Ziemi kontrolują pogodę, w kosmosie, dzięki silnikom wykorzystującym tzw. efekt Taniewa, poruszają się z prędkością wielokrotnie przewyższającą szybkość światła. Krótkodystansowa komunikacja odbywa się za pośrednictwem fal mózgowych, a na obiekty fizyczne wpływać można dzięki swobodnie generowanym polom siłowym. Uporano się ze wszystkimi wielkimi plagami ludzkości, takimi jak katastrofy naturalne, głód, choroby… I nie, nie ma żadnego „ale”. Homo sapiens osiągnął ostateczną formę dobrobytu oraz szczęścia na Ziemi i zajął się zaawansowaną eksploracją Wszechświata. Nawiązano kontakt z wieloma inteligentnymi rasami, ale żadna z nich nie dorównuje poziomem zaawansowania technicznego człowiekowi. Wygląda więc na to, że ludziom przypadła rola przodowników kosmosu. Do czasu… Na arenie międzygwiezdnych zdarzeń pojawiają się potężni i zagadkowi Galaktowie oraz złowrodzy Niszczyciele. Bohaterowie wyruszają na sztuczną planetę Orę, gdzie odbyć ma się wielka konferencja z udziałem wszystkich zjednoczonych pod przewodnictwem człowieka inteligentnych gatunków. Jej uczestnicy zadecydują, jakie kroki należy podjąć w związku z odkryciem nowych ras i na jakich zasadach spróbować nawiązać z nimi kontakt.
1 ... 30 31 32 33 34 35 36 37 38 ... 43
Перейти на страницу:

— Już dawno opracowano plan unicestwienia zamieszkanych planet Imperium w wypadku, gdyby nie udało się ich obronić. Wielki Niszczyciel ma dość środków do wytrzebienia życia w całym Perseuszu — powiedział Orlan.

— Na gwiazdach Galaktów również?

— Z wyjątkiem gwiazd Galaktów, i tu kryje się jedyna możliwość pokrzyżowania planów Wielkiego Niszczyciela. Trzeba poprosić Galaktów o pomoc.

— Czy można nawiązać łączność z Galaktami korzystając z twoich urządzeń, Mózgu? — zapytałem.

— Naturalnie, najbliższe ich gwiazdy znajdują się o niecałe cztery parseki stąd — odparł. — Mogę ich zawiadomić o tym, co się tu stało. Ale nie wiem, czy Galaktowie uwierzą. Boją się nas i nienawidzą, gdyż planety obronne zostały zbudowane umyślnie do walki z ich działami biologicznymi. Mój poprzednik na Trzeciej skutecznie zwracał przeciwko Galaktom śmiertelne promieniowanie ich własnej broni…

Po naradzie Mózg zapytał mnie, jak długo jeszcze przyjdzie mu czekać na ciało. Gromowładny umarł i został zakonserwowany, a Włóczęga nie może się urodzić!

— Lusin jeszcze dzisiaj przeprowadzi operację odparłem po chwili wahania. — Ale stawiam jeden warunek: w swojej nowej postaci będziesz codziennie przez co najmniej trzy godziny pomagał naszym operatorom w kierowaniu mechanizmami Stacji!

3

Romero w swojej kronice szczegółowo opisuje „przebudzenie” komputera pokładowego, który z kolei ożywił wszystkie urządzenia „Cielca”, omawia też z detalami naszą ponowną przeprowadzkę na gwiazdolot, nie będę więc tego wszystkiego tu powtarzał.

Nie będę też wracał do tego, jak nawiązaliśmy łączność z Galaktami, którzy nie od razu uwierzyli, iż potężna kosmiczna twierdza Zływrogów przestała im zagrażać, i dopiero po długich namowach zgodzili się wpuścić nasz gwiazdolot na kontrolowane przez siebie tereny kosmosu, uprzedzając jednakże, iż w razie jakiegokolwiek oszustwa spotka nas kara…

— Ufff!… — westchnęła Mary z ulgą, kiedy Romero wysłał Galaktom odpowiedź zawierającą zgodę na ich warunki. — Ależ te tajemnicze istoty są wystraszone!

— Wkrótce nabiorą odwagi — odparłem. — Zaraz do nich wyruszamy. Poradź, kogo mam ze sobą zabrać. — Oczywiście mnie — odrzekła. — Co zaś do pozostałych, to zdecyduj sam, aby Romero nie rozgłosił później, że siedzisz u żony pod pantoflem. A więc kogo?

— Romera i Osunę koniecznie. Również Orlana i Giga. Może Lusina z Trubem, parę pegazów i smoków… — Gromowładnego też?

— Masz na myśli Włóczęgę? Jego zostawimy na planecie. Widziałaś go w nowej postaci?

— Widziałam, jest bardzo zabawny. Nie wiem tylko, kto przesadził: ty obdarzając go ciałem, czy on korzystając z tego podarunku.

W wolnej chwili odwiedziłem Lusina. Poleciałem do niego na pegazie razem z Trubem, który chciał mi towarzyszyć. Zapytałem go, jak mu się podoba odrodzony smok.

— Sam zobaczysz — odparł tajemniczo.

Smok unosił się w powietrzu tak wysoko, że ani pegaz, ani Anioł nie mogli do niego dotrzeć.

Zeskoczyłem z konia na ołowianym pagórku, obok przysiadł Trub. Pegaz biegał po złotej równinie, bezskutecznie starając się wypatrzeć na niej coś jadalnego. Włóczęga zobaczywszy nas pomknął w dół i wylądował w pobliżu.

Odrodzony smok wyglądał znacznie bardziej imponująco niż poprzedni.

— Doskonała robota — pochwaliłem Lusina. Bardzo efektowne zwierzę.

— Nowy gatunek — promieniał Lusin. — Zwrot w historii. Porozmawiaj z nim.

— Porozmawiać ze smokiem? — zdziwiłem się. Ależ on mi nie może odpowiedzieć!

— Spróbuj — nalegał Lusin.

— Witaj, Gromowładny! — powiedziałem. — Wydaje mi się, że nieźle czujesz się w nowej skórze.

Smok odpowiedział ludzkim głosem. Gdybym nie widział, jak rozwiera paszczękę, byłbym przysiągł, że mówi jakiś ukryty w pobliżu człowiek.

— Nie nazywam się Gromowładny!

— Przepraszam cię, Włóczęgo! Zapomiałem… No więc, jak się czujesz? Nigdzie cię… Chciałem spytać, czy wnętrze czaszki jest dość obszerne?

— Nigdzie mnie nie uwiera, jeśli ci o to chodzi! zaśmiał się. — Zobacz zresztą sam. Siadaj mi na grzbiet, przewiozę cię.

Lusin przywołał pegaza. Trub leciał z tyłu.

Smok gnał jak rakieta, nie machając skrzydłami, a jedynie skręcając i rozwijając wężowym ruchem całe ciało. Zatoczyliśmy wielki krąg i wracaliśmy już do miejsca startu, gdy Włóczęga nagle radośnie coś krzyknął i podwoił prędkość. Gdyby Trub nie zdołał mnie pochwycić w powietrzu, z pewnością rozbiłbym się o metalową powierzchnię planety.

— Wściekł się czy co? — spytałem Lusina, kiedy już nieco ochłonąłem z przerażenia.

— Miłość — odparł Lusin. — Zadziwiające uczucie.

— Zgadzam się, że miłość jest zadziwiającym uczuciem — rzuciłem poirytowanym głosem. — Ale to wcale nie znaczy, że ja muszę z tego powodu cierpieć.

Z dalszych wyjaśnień zrozumiałem, że w stadzie Lusina są cztery smoczyce, a Włóczęga poczuł się prawdziwym mężczyzną, odpędził pozostałe smoki i umizga się do czterech „pań” równocześnie. Szczególnymi jego względami cieszy się biała smoczyca, najmłodsza i najbardziej kokieteryjna ze wszystkich. To właśnie za tą albinoską popędził teraz Włóczęga na nic nie zważając.

— Miłość. Okropne, niezrozumiałe uczucie — zakończył Lusin.

4

Czytelników interesujących się szczegółami lotu do Galaktów odsyłam również do raportu Romera. Ja natomiast rozpocznę opowieść od momentu, kiedy przywódca oczekującego nas w pół drogi statku Galaktów zaproponował mi przejście na jego pokład.

Do planetolotu wsiedliśmy we czworo: Romero, Mary, Lusin i ja. Orlam i Giga nie zabraliśmy ze sobą, z czego byli chyba zadowoleni, gdyż nie bardzo kwapili się do spotkania z Galaktami.

Na ekranie planetolotu wyrastała zielonkawa kula podobna do krążowników Niszczycieli, ale znacznie od nich mniejsza. Spadaliśmy na gwiazdolot jak na planetę, lecz zanim uderzyliśmy o jego powierzchnię, w poszyciu ukazał się otwór tunelu, do którego zostaliśmy płynnie wciągnięci. Sposób cumowania przypominał przyjęty na naszych statkach i oczekiwaliśmy, że wkrótce znajdziemy się na placu postojowym dla lekkich pojazdów kosmicznych. Ale nic podobnego nie nastąpiło. Ogarnęła nas kompletna ciemność, zgasły również wszystkie światła wewnątrz planetolotu. Rozległ się nieznany ludzki głos, dobitnie wymawiający poszczególne słowa.

— Nie bójcie się. Wykryliśmy u was trzy procent sztuczności. Zostaniecie uwolnieni, jak tylko poznamy charakter tej sztuczności.

— Byłoby prościej spytać nas samych o tę sztuczność — stuknął laską Romero. — Ja na przykład poza ośmioma zębami, dwoma stawami i trzema syntetycznymi ścięgnami, wymienionymi jeszcze w młodości, nic sztucznego w sobie nie mam.

— Wcale nie prościej — zaoponował ten sam głos. — Wielu form swojej sztuczności nawet się nie domyślacie.

1 ... 30 31 32 33 34 35 36 37 38 ... 43
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)