Dalekie szlaki [Галактическая разведка - pl]l]
- Автор: Снегов Сергей Александрович
- Серия: Ludzie jak bogowie #2
- Год: 1988
- Язык: польский
- Год: Wsp
- ISBN: 83-7018-082-5
- Переводчик: Tadeusz Gosk
- Жанр: Космическая фантастика
Электронная книга - «Dalekie szlaki [Галактическая разведка - pl]l]». Краткое содержание книги:
Wkrótce jedne z fantomów zaczęły niepomiernie rosnąć, inne zaś gwałtownie malały. Częstotliwość drgań spadała, a ich amplituda osiągnęła niewiarygodną wprost wielkość. Nieuniknionym skutkiem tych żywiołowych autowibracji musiał być wybuch w centrali energetycznej wroga.
Ale zanim jeszcze spodziewana eksplozja rozproszyła nieprzyjacielskie wojsko, staliśmy się nieoczekiwanie świadkami swego rodzaju „wojny domowej” między fantomami. Karlejące zjawy rzuciły się na olbrzymów, olbrzymy z kolei rozprawiały się z karłami. Przez kilka długich minut nad polem bratobójczej walki rozlegały się wrzaski, ryki i piski, które wreszcie utonęły w odgłosie gigantycznego wybuchu.
Nad główną kopułą Stacji pojawił się ogromny słup dymu przesyconego płomieniem spopielającym resztki walczących ze sobą fantomów. Obrona przeciwnika została złamana.
Na niedawne pole boju wysypali się nasi prawdziwi żołnierze. Z dzikim łopotem skrzydeł przemknął oddział Truba wyprzedzający rżącą triumfalnie pegazią kawalerię Kamagina. Nad nimi zaś wesoło grzechotały żywe szkielety Giga, które wyzbyły się już pancerza niewidzialności. Ogniste smoki Lusina też starały się nie pozostawać w tyle.
W ariergardzie atakujących oddziałów toczyła się niczym na jakiejś dziwnej defiladzie żelazna kolumna głowooków Orlan, a po jej bokach biegły dwie grupy ludzi z Osuną i Petrim na czele.
Wskoczyłem na pegaza niecierpliwie przestępującego z nogi na nogę, to samo zrobili Andre i Romero. Skrzydlate konie wzleciały i pomknęliśmy ku rozłupanej, dymiącej kopule, do wnętrza której wtargnęły już nasze lekkie oddziały Aniołów i niewidzialnych.
17
Patrzyłem z odrazą na ujętego Nadzorcę Stacji. Przypominał człowieka, ale straszliwie zeszpeconego. To nie był wynik choroby lub nieszczęśliwego wypadku. Nadzorca został przekonstruowany.
Ten ponad trzymetrowy gigant miał niemal piękną twarz o zimnych oczach patrzących bacznie i ponuro. Ciemne włosy zakrywały mu uszy i szyję. Zamiast nóg miał dwa elastyczne wsporniki zginające się z łatwością w dowolnym punkcie, zamiast rąk takie same, cieńsze nieco i krótsze cylindryczne rury z dziesięcioma przyssawkami na końcu. Miał naturalnie tułów, takiego torsu mógłby mu pozazdrościć Herkules, ale na brzuchu — w szamotaninie zdarto z niego odzież — widniały wmontowane w ciało drzwiczki, za którymi znajdowały się jakieś aparaty, akumulatory i silniki.
Ten człekopodobny stwór był na póły maszyną!
Za plecami Nadzorcy stała z opuszczonymi głowami grupka inżynierów Stacji wziętych do niewoli przy pulpitach sterowniczych i aparatach. Kiedy odciągano ich od maszyn, krzyczeli podobno głosami do złudzenia przypominającymi ludzkie.
Nadzorca, kołysząc się na swych wspornikach, patrzył na nas oczami pełnymi nienawiści. Prześliznął się wzrokiem po mnie, Andre i Romerze. Później spojrzał na Orlana i gwałtownie się przeobraził. Wsporniki wyprostowały się mu tak nagle, że wydało się nam, iż jego ciało wystrzeliło do góry.
— Orlan? Razem z wrogami? — wychrypiał. Naręczny deszyfrator przekładał z łatwością jego słowa na ziemszczyznę.
Orlan postąpił dwa kroki do przodu i bez pośpiechu uniósł głowę.
— Razem tak. Ale nie z wrogami, lecz z przyjaciółmi — powiedział ironicznie.
— Jesteś zdrajcą — rzucił groźnie Nadzorca. Dziwiliśmy się, że zostałeś awansowany i mieliśmy rację. Koniec twój będzie okropny. Przy spotkaniu z Wielkim opowiem mu wszystko.
Wtedy po raz pierwszy zobaczyliśmy, że Niszczyciele potrafią się śmiać.
— Nie mam nic przeciwko temu — powiedział Orlan, kiedy już naśmiał się do woli. — Sami ci to spotkanie wkrótce ułatwimy — w jednym z więzień, gdzie go na wieki zamkniemy. A tymczasem odpowiadaj na pytania, które ci zadadzą ludzie.
Przesłuchanie prowadził Romero, który najpierw zwrócił się do Orlana:
— Drogi sojuszniku, czy pan wiedział, że na Stacji pracują człekopodobni?
— Wiedziałem tylko o jednym z nich — Nadzorcy. Jego kandydaturę przedstawiono do akceptacji samemu Wielkiemu i wtedy go poznałem. Przedtem wiedziałem jedynie, że jest potomkiem wziętych do niewoli Galaktów przekonstruowanym do wykonywania prac szczególnie w tajnych.
— A te istoty również są potomkami Galaktów? spytał Paweł wskazując inżynierów Stacji.
— Chyba tak, ale dokładniejszych informacji może udzielić Nadzorca.
— Wszyscy słudzy Stacji są potomkami jeńców odparł Nadzorca. — Wszyscy jesteśmy istotami żywymi, zrodzonymi i śmiertelnymi, wszystkich nas w swoim czasie przekonstruowano.
— To znaczy, że nie ma między wami żadnych różnic?
— Są ogromne różnice rang, określające nasze miejsce w hierarchii. Jedni z nas mogą być zreprodukowani w drodze łączenia osobników różnopłciowych, inni nie. Ja jestem istotą kategorii najwyższej, której nie da się stworzyć prymitywnymi metodami biologicznymi. Po pierwotnym akcie narodzin indywidualnych dopracowywano mnie na taśmie produkcyjnej, póki nie osiągnąłem doskonałości. Ale ci pustogłowi — wskazał macką na inżynierów Stacji — pozostali od chwili swych wulgarnych narodzin zwykłymi idiotami.
— Czemu przezywasz swych podwładnych pustogłowymi? — zapytał Romero.
— To nie przezwisko, lecz klasyfikacja. Inżynierom wyjęto własne mózgi i na ich miejsce zainstalowano czujniki łączności z Głównym Mózgiem Stacji.
Mnie natomiast mózg pozostawiono, abym mógł nadzorować Główny Mózg. Jestem Nadzorcą Pierwszej Kategorii Imperialnej z funkcją kontroli Głównego Mózgu Stacji.
— Główny Mózg Stacji całkowicie ci podlega?
— Powinien podlegać, ale czasami zdarzają się awarie. Główny Mózg jest wszak tylko automatem biologicznym o plebejskim pochodzeniu naturalnym. Wyjęto mózg dziecka, rozwinięto go sztucznie w pożywce…
— O jakie awarie chodzi? — kontynuował Romero. — No cóż… Zwyczajne awarie. Bywają rzeczy gorsze od uszkodzeń. W trakcie wojny z Galaktami jeden z poprzedników tutejszego Mózgu zbuntował się i Galaktowie omal nie zdobyli Trzeciej Planety. Od tej pory każdy z sześciu Głównych Mózgów otrzymuje Nadzorcę arystokratycznej, taśmowej produkcji. Główny Mózg jest mym niewolnikiem. W razie nieposłuszeństwa zniszczę go natychmiast.
— Tutejszy Główny Mózg funkcjonuje prawidłowo?
— Gdyby funkcjonował prawidłowo, was by tu nie było. Lądowanie waszego statku nie było zaprogramowane, nie mówiąc już o zdobyciu Stacji.
— Dlaczego więc nie zniszczyłeś Mózgu?
— Nieposłuszeństwa nie stwierdziłem. Wszystkie moje rozkazy wykonywał bez oporu. Sam kontrolowałem polecenia, które wydawał wykonawcom. Był mi posłuszny aż do chwili wybuchu, kiedy straciłem z nim kontakt.
— Ale nie udało ci się go zniszczyć?
— Nie udało się. Najwidoczniej zostały uszkodzone aparaty wykonawcze. Zakłócenia zdarzały się i przedtem. Odkomenderowano mnie tu dlatego, że poprzedni Nadzorca zameldował o nagłym osłabieniu kontaktu z Mózgiem.
— Moim zdaniem, admirale — zwrócił się do mnie Romero — z tym bałwanem nie ma sensu rozmawiać. Wolałbym przejść do pomieszczeń Głównego Mózgu Stacji.
18
Ledwie przekroczyłem próg, wykrzyknąłem ze zdumienia. Przeczuwałem, że czeka mnie jakaś niespodzianka, i przygotowywałem się do niej, ale to, co ujrzałem, przekraczało wszelkie wyobrażenia.
W pomieszczeniu, do którego teraz weszliśmy, bywałem już wielokrotnie w moich snach.