Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Dalekie szlaki [Галактическая разведка - pl]l]
Dalekie szlaki [Галактическая разведка - pl]l] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Dalekie szlaki [Галактическая разведка - pl]l]

Электронная книга - «Dalekie szlaki [Галактическая разведка - pl]l]». Краткое содержание книги:

Trafiamy oto na Ziemię dalekiej przyszłości. Nie wiemy dokładnie, który to rok, lecz „czytając między wierszami” przypuszczam, że akcja rozgrywa się w okolicach przełomu trzeciego i czwartego tysiąclecia. Ludzie osiągnęli technologiczne szczyty. Na Ziemi kontrolują pogodę, w kosmosie, dzięki silnikom wykorzystującym tzw. efekt Taniewa, poruszają się z prędkością wielokrotnie przewyższającą szybkość światła. Krótkodystansowa komunikacja odbywa się za pośrednictwem fal mózgowych, a na obiekty fizyczne wpływać można dzięki swobodnie generowanym polom siłowym. Uporano się ze wszystkimi wielkimi plagami ludzkości, takimi jak katastrofy naturalne, głód, choroby… I nie, nie ma żadnego „ale”. Homo sapiens osiągnął ostateczną formę dobrobytu oraz szczęścia na Ziemi i zajął się zaawansowaną eksploracją Wszechświata. Nawiązano kontakt z wieloma inteligentnymi rasami, ale żadna z nich nie dorównuje poziomem zaawansowania technicznego człowiekowi. Wygląda więc na to, że ludziom przypadła rola przodowników kosmosu. Do czasu… Na arenie międzygwiezdnych zdarzeń pojawiają się potężni i zagadkowi Galaktowie oraz złowrodzy Niszczyciele. Bohaterowie wyruszają na sztuczną planetę Orę, gdzie odbyć ma się wielka konferencja z udziałem wszystkich zjednoczonych pod przewodnictwem człowieka inteligentnych gatunków. Jej uczestnicy zadecydują, jakie kroki należy podjąć w związku z odkryciem nowych ras i na jakich zasadach spróbować nawiązać z nimi kontakt.
1 ... 28 29 30 31 32 33 34 35 36 ... 43
Перейти на страницу:

To była galaktyczna sterówka Niszczycieli. Na wysokiej, niknącej w mroku kopule widniały ciemne teraz ekrany, ale pamiętałem je rozjarzone gwiazdami i światłami okrętów. To właśnie tutaj obserwowałem z zamarłym sercem, jak flota Allana szturmuje nieeuklidesowe zapory Perseusza…

Pośrodku sali, między podłogą a sufitem, unosiła się półprzezroczysta kula. Wówczas, w swoich proroczych majakach, panicznie bałem się zbliżyć, a teraz ciągnęło mnie ku niej, ale nogi nie chciały mnie słuchać, bo wewnątrz kuli pływał w płynie odżywczym Główny Mózg Stacji…

Nie wiem, jak długo stałbym tak w progu zagradzając wszystkim przejście, gdyby w pomieszczeniu nie rozległ się Głos.

— Wejdźcie ludzie i przyjaciele ludzi! — mówił Głos w tak nienagannej ziemszczyźnie, że jedynie Romero mógł z nim konkurować pod względem słownictwa i dykcji. — Długo na was czekałem i wreszcie przyszliście! Cieszę się, że tu jesteś, admirale Eli! — kontynuował Głos. — Jestem szczęśliwy, że zwyciężyliście!…

— Jeśli cieszysz się z naszego zwycięstwa — odparłem zdławionym ze wzruszenia głosem — czemu nie pomagałeś nam w odniesieniu tego zwycięstwa?

— Mylisz się — odparł Głos tonem delikatnego wyrzutu — pomagałem wam nieustannie.

Spojrzałem w zmieszaniu na swych towarzyszy. Wyglądali na równie oszołomionych jak ja. Podziałało to na mnie uspokajająco i poprawiłem się już bez drżenia w głosie:

— Chciałem powiedzieć: czemu nie otworzyłeś nam drzwi Stacji bez krwawych starć z fantomami?

— Zapomniałeś o Nadzorcy. Ten dureń kontrolował każde moje polecenie. Musiałem więc szukać sposobów niedostępnych jego móżdżkowi.

Z wolna przychodziłem do siebie. Przestałem się gorączkować i zadawałem przemyślane pytania.

— Nazwałeś mnie po imieniu… Pewnie wszystkich nas doskonale znasz?

— Tak, znam was. Twojego sekretarza, Romera, i trzech kapitanów, Osimę, Petriego i Kamagina. Znam dobrego Lusina i ciebie, biedna Mary, która straciłaś jedynego syna — starałem się go uratować, ale nie zdołałem… Ciebie też znam, mądry Orlanie. Często odwiedzałem cię, budziłem wątpliwości i sugerowałem plany postępowania. Ty, odważny Gigu, również się ze mną spotykałeś, od chwili lądowania na Trzeciej Planecie pracowaliśmy na tej samej fali mózgowej. Do ciebie, bohaterski Trubie, zwracałem się nieraz twoim własnym głosem, chociaż nie bardzo się przysłuchiwałeś swojemu głosowi. Z tobą także rozmawiałem, błyskotliwy Andre, który tak umiejętnie pozbawiłeś się zmysłów… Razem z twoimi przyjaciółmi starałem się pomóc ci wydostać się z otchłani szaleństwa. Wszyscy jesteście mymi znajomymi i przyjaciółmi od chwili, gdy zamknąłem waszym statkom wyjście z Perseusza. Ale najbliższy jest mi Eli, którego potężne promieniowanie mózgowe wcześniej od innych fal ludzkich dotarło do mych czułych receptorów i któremu, jako jedynemu z was, otwarcie zjawiałem się w snach.

— Powiedziałeś: „zamknąłem wyjście”… Czemuś to uczynił? — zapytałem z wyrzutem.

— A czyż dążyliście do Perseusza tylko po to, aby natychmiast z niego uciekać? Chcieliście wszak dowiedzieć się, co się dzieje w naszym skupisku, stworzyłem wam więc możliwość urzeczywistnienia tego zamiaru. A teraz oddaję w wasze ręce najpotężniejszą z twierdz wroga. Czy to mało?…

Zawstydziłem się. Zjawienie się Głosu było zbyt nieoczekiwane, abym mógł od razu ocenić wszystkie wynikające z tego skutki. Jednak po chwili opanowały mnie wątpliwości. Czy przypadkiem nie zetknęliśmy się z nową imitacją? Fantomy na Trzeciej Planecie powstawały zbyt łatwo, aby wykluczyć jeszcze jedną iluzję, tym razem akustyczną. Podstęp wroga był równie prawdopodobny, jak i pomoc przyjaciela. Poprosiłem więc:

— Opowiedz, co nowego wydarzyło się na granicach Perseusza.

— Kiedy odgradzałem gwiazdoloty konwoju od „Cielca”, flota ludzka pokonała już pierwszą linię zapór. Jednak droga do wnętrza skupiska nie jest łatwa, gdyż lukę wytworzoną wskutek mojego przejścia na waszą stronę zlikwidowały inne Stacje Metryki. Niestety pięć pozostałych Głównych Mózgów nadal wiernie służy Niszczycielom. Są równi mi potęgą, lecz mają inne zamiłowania. — Co przez to rozumiesz?

— Oni są wykonawcami, ja zaś — marzycielem. — Marzycielem?! A o czym ty marzysz?…

— O wszystkim, co pochłania moją wyobraźnię. Pięciu moich współbraci pracuje, następnie wypoczywa. Ja marzę i to jest moim głównym zajęciem, bo pracę, kierowanie Stacją, traktuję jako odpoczynek… Poza tym tęsknię. Tęsknota jest jedną z form mego istnienia.

— Nie odpowiedziałeś mi na pytanie…

— Odpowiedziałem, że marzę o wszystkim.

— Nie rozumiem tego. Ludzkie marzenia są ukierunkowane, dotyczą rzeczy możliwych do spełnienia, jeśli nie zaraz, to chociażby za sto lat… Nasze marzenia są zapowiedzią dokonań. A twoje?

— Moje marzenia są zupełnie inne, gdyż nigdy ich nie będę mógł spełnić… Zastępując mi działanie, są nieustanną tęsknotą do działania, które nie jest mi dane.

— O jakie konkretnie działanie ci chodzi, Mózgu? Zwierz się nam ze swych smutków.

— Czy mnie zrozumiecie? Jesteście swobodni, ja jestem niewolnikiem. Wszechpotężnym, ale niewolnikiem. Żaden z was nigdy tego nie pojmie!

— Czemu? Przecież niedawno byliśmy jeńcami!

— Byliście w niewoli tylko czasowo, wiedzieliście, że prędzej czy później niewola się skończy. A ja do końca swoich dni pozostanę w więzieniu. Pomyśl tylko, Eli! Więzienie od narodzin do śmierci! Więzienie jako naturalna forma życia, więzienie, z którego tylko śmierć może wyzwolić!

— Rozumiem. Marzysz tylko o wolności!

— O wszystkim! O wszystkim, co znajduje się poza mną! O wszystkim, co jest mi niedostępne! O wszystkim na świecie! O całym Wszechświecie!

Zamilkłem, nie wiedząc, co mogę jeszcze powiedzieć. Wyręczyła mnie Mary.

— Opowiedz o swoim życiu, Mózgu — poprosiła. — Nazwałeś nas swymi przyjaciółmi i nie omyliłeś się, wszyscy ci serdecznie współczujemy…

19

Namyślał się, być może się wahał. Nie zdawał się przekonany, że wypada tak bardzo się przed nami obnażać. Był naszym przyjacielem, ale jeszcze się nie przekonał, że my tę przyjaźń odwzajemniamy. Wreszcie przemówił…

Nie był wieczny, lecz bardzo według ziemskich pojęć wiekowy. Od pierwszego przebłysku świadomości pamiętał siebie oddzielonego od ciała. Niewątpliwie został poczęty w organizmie jakiegoś rodzica, pewnie jeńca-Galakta, mógł więc zostać mózgiem jakiegoś dziecka tego plemienia, ale skazano go na samodzielne istnienie, zanim jeszcze zjawiła się świadomość. Od początku też specjalizowano go w kierowaniu Stacją Metryki na Trzeciej Planecie. Zawsze był tu i zawsze był samotny. Nie pamięta swoich nauczycieli, choć sądzi, że musiał ich mieć. Przypuszczał, iż „tresowano” go impulsami doprowadzanymi bezpośrednio do tkanki nerwowej. Chciano go uczynić myślącym automatem, ale nie udało im się to, choć nie uważano go za gorszego od pięciu innych Głównych Mózgów strzegących bezpieczeństwa Imperium Niszczycieli. Ale w odróżnieniu od nich nie tylko się uczył, lecz także indywidualizował.

W miarę narastania zaprogramowanej wiedzy rodziły się też nieprzewidziane pragnienia. Im głębiej przenikał w świat, tym tragiczniej od tego świata się oddzielał. Zrozumiał, co mu zabrano, zabierając ciało… Mógł przesuwać gwiazdy i planety, ale nie był zdolny nawet o milimetr przenieść samego siebie!

Zaczął więc marzyć. Odwiedzał miejsca, których nigdy nie będzie mu dane zobaczyć, stawał się tym, kim nigdy stać się nie mógł. Był Galaktem i Niszczycielem, Aniołem z Hiad i sześcioskrzydłym świerszczem z Plejad, smokiem i ptakiem, rybą i zwierzęciem, zamieniał się nawet w roślinę… Bawił się, weselił, hasał w cudzej, na wieki niedostępnej postaci. Znał wszystkie formy życia w swym rejonie gwiezdnym!

1 ... 28 29 30 31 32 33 34 35 36 ... 43
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)