Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Dalekie szlaki [Галактическая разведка - pl]l]
Dalekie szlaki [Галактическая разведка - pl]l] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Dalekie szlaki [Галактическая разведка - pl]l]

Электронная книга - «Dalekie szlaki [Галактическая разведка - pl]l]». Краткое содержание книги:

Trafiamy oto na Ziemię dalekiej przyszłości. Nie wiemy dokładnie, który to rok, lecz „czytając między wierszami” przypuszczam, że akcja rozgrywa się w okolicach przełomu trzeciego i czwartego tysiąclecia. Ludzie osiągnęli technologiczne szczyty. Na Ziemi kontrolują pogodę, w kosmosie, dzięki silnikom wykorzystującym tzw. efekt Taniewa, poruszają się z prędkością wielokrotnie przewyższającą szybkość światła. Krótkodystansowa komunikacja odbywa się za pośrednictwem fal mózgowych, a na obiekty fizyczne wpływać można dzięki swobodnie generowanym polom siłowym. Uporano się ze wszystkimi wielkimi plagami ludzkości, takimi jak katastrofy naturalne, głód, choroby… I nie, nie ma żadnego „ale”. Homo sapiens osiągnął ostateczną formę dobrobytu oraz szczęścia na Ziemi i zajął się zaawansowaną eksploracją Wszechświata. Nawiązano kontakt z wieloma inteligentnymi rasami, ale żadna z nich nie dorównuje poziomem zaawansowania technicznego człowiekowi. Wygląda więc na to, że ludziom przypadła rola przodowników kosmosu. Do czasu… Na arenie międzygwiezdnych zdarzeń pojawiają się potężni i zagadkowi Galaktowie oraz złowrodzy Niszczyciele. Bohaterowie wyruszają na sztuczną planetę Orę, gdzie odbyć ma się wielka konferencja z udziałem wszystkich zjednoczonych pod przewodnictwem człowieka inteligentnych gatunków. Jej uczestnicy zadecydują, jakie kroki należy podjąć w związku z odkryciem nowych ras i na jakich zasadach spróbować nawiązać z nimi kontakt.
1 ... 29 30 31 32 33 34 35 36 37 ... 43
Перейти на страницу:

Pogrążony w swoje dwoiste istnienie był już przekonany, że zestarzeje się nie zaznawszy prawdziwej młodości, gdy do Perseusza wtargnął obcy gwiazdolot — pierwszy posłaniec ludzkości — i jego sąsiad, Główny Mózg z Drugiej Planety, próbował zatrzymać statek i nie zdołał tego uczynić.

Mózg na Trzeciej triumfował: życie nie kończyło się na Perseuszu, gdzieś daleko pojawiła się potęga większa od potęgi Niszczycieli, o czym świadczyła unicestwiona Złota Planeta. Przy czym ludzie, bo tak nazywali się w swych depeszach odbieranych przez wszystkie Główne Mózgi, ofiarowali pomoc wszystkim uciśnionym, chcieli budować, a nie niszczyć!

I kiedy trzy ludzkie gwiazdoloty znów przeniknęły do labiryntu Perseusza, Mózg na Trzeciej Planecie zamknąwszy im drogę odwrotu nie pozwolił ich jednak unicestwić. Nie dopuścił. do nierównej walki całej flotylli z „Cielcem”, a później rozproszył tę flotyllę, gdy konwojował „Cielca” ku miejscu zagłady w głębi skupiska gwiezdnego.

W ten sposób pierwsze istoty żywe — nie automaty biologiczne, lecz ludzie i ich sojusznicy — zstąpiły bezkarnie na zakazaną planetę. Tak wyglądała owa sławetna „awaria na Trzeciej”.

Mózg zakończył swą spowiedź głębokim westchnieniem… Wszyscy milczeli, a ja zastanawiałem się, jak pomóc Głównemu Mózgowi Stacji Metryki na Trzeciej Planecie. Po chwili zwróciłem się do niego:

— Cierpisz nad swą bezcielesnością, ale gdybyś nagle zyskał jakieś ciało, stałbyś się zwyczajną żywą istotą i straciłbyś wiele ze swych obecnych możliwości… Wprawdzie i teraz nie jesteś wieczny, ale wtedy zawisłoby nad tobą widmo szybkiej, nieuchronnej śmierci. Odczuwałbyś nie tylko radość, ale także cierpienia. Pomyślałeś o tym? Zdecydowałbyś się na zamianę potęgi na słabość?

— Na cóż mi potęga, skoro nie mam życia? — odparł ze smutkiem.

Obróciłem się do Lusina:

— Gromowładny zdaje się jeszcze żyje?

— Umrze — odpowiedział Lusin. — Dziś. Nie ma ratunku. Mózg uszkodzony.

— Świetnie! To znaczy żal mi biednego smoka… Ale powiedz, czy mógłbyś zrobić Gromowładnemu transplantację innego mózgu — żywego, zdrowego — i w ten sposób uratować twego wychowanka od śmierci?

— Naturalnie. Prosta operacja. Trudniejsze robiłem.

— Słyszałeś? — zwróciłem się do Głosu. — Oto świetna okazja uzyskania ciała. Najpierw otworzysz nam przestrzeń, pomożesz naprawić statek i nauczysz posługiwać się mechanizmami Stacji… Ale o tym wszystkim porozmawiamy później. Teraz odpowiedz tylko, czy się zgadzasz.

— Tak! Tak! Tak!

— Wobec tego gratuluję ci przekształcenia się z władcy przestrzeni i gwiazd w zwykłego myślącego smoka imieniem Gromowładny.

— Na to się nie zgadzam! — zaoponował nagle Głos, a nikt zrazu nie zorientował się, o co mu chodzi.

— Na co się nie zgadzasz? — spytałem ze zdumieniem.

— Na imię. Już dawno wymarzyłem sobie inne…

— Słuchamy cię więc. Jakie?…

— Od dzisiaj nazywać się będę Włóczęga!…

7. Finał

1

Byłem nieustępliwy, choć Romero w swoim raporcie często wyrzucał mi później nieostrożność. Tęskniący do ciała Mózg narzekał na mój brak serca, ale nie ugiąłem się przed jego prośbami. Najpierw pomożesz nam — powiedziałem — a dopiero wtedy damy ci obiecane ciało.

— Powiedz, coście zrobili z komputerem pokładowym? — zwrócił się do mnie Andre wkrótce po zdobyciu Stacji. — Mam nadzieję, że zdajesz sobie sprawę z tego, że dopóki nie mamy dobrze działającej maszyny informacyjnej, uwolnienie Mózgu jest równoznaczne z samobójstwem? Chyba że sam zamierzasz zająć miejsce Głównego Mózgu…

Niczego podobnego nie zamierzałem, wierzyłem jednak, że Andre potrafi odbudować MUK.

— Mózg ci w tym pomoże — powiedziałem. — Ale jak dotrzeć do statku? Podróże piesze na tej planecie nie należą do przyjemności.

— Zrobimy inaczej — odparł Andre. — MUK przywieziemy tu awionetką, te pojazdy mają rezerwę mocy, którą potrafię odblokować. Zrekonstruowany komputer powtórnie zainstalujemy na statku, a Główny Mózg Stacji ja sam zastąpię. Dublować mnie będą Kamagin i Petri. Co ty na to?

— Czy potraficie zastąpić Mózg?

— Chyba tak. On sam zbadał naszą trójkę. Mnie zaaprobował od razu, natomiast Kamagin i Petri będą musieli jeszcze nieco potrenować… Zresztą funkcje Mózgu nie są zbyt skomplikowane. Wiem, wiem, co powiesz! Ale zapomniałeś o inżynierach z obsługi. To świetne automaty, które same wykonują większość czynności, ich pracę trzeba tylko skoordynować.

Wybuch na Stacji spowodował raczej wstrząs psychologiczny, a nie realne szkody. Takiego urządzenia jak Stacja Metryki w ogóle nie sposób zniszczyć, chyba że razem z całą planetą.

Domyślaliśmy się, że cała Trzecia Planeta jest sztucznym mechanizmem, przypominającym w jakimś stopniu naszą Orę. Ale nikt z nas nawet nie przypuszczał, że jej urządzenia mogą być tak gigantyczne. Teraz, kiedy wędrowałem i latałem po wewnętrznych pomieszczeniach planety, naiwne wydawały mi się moje zachwyty nad doskonałością Plutona. Prawdziwą doskonałość — doskonałość zła — dopiero tu zobaczyłem! A jednak wystarczył niewielki wstrząs, by ta doskonałość służąca złu zachwiała się i runęła…

2

Zwijanie przestrzeni w nieeuklidesową spiralę było niemal dziełem jednej chwili, natomiast jej powrotne rozkręcanie było procesem żmudnym i długotrwałym.

Andre już drugi tydzień z rzędu siedział przy pulpicie sterowniczym umieszczonym pod zawieszoną w powietrzu kulą, w której nadal spoczywał Mózg, i samodzielnie wydawał rozkazy operatorom. Zgrał się z nimi doskonale, współpraca układała się nawet lepiej niż Mózgowi, bo nie było przeszkadzającego we wszystkim tępego Nadzorcy.

Zmiany metryki cofały się powoli, lecz nieustannie i stopniowo wydostawaliśmy się w otwarty kosmos rozdzierając ścianki sztucznego kokonu przestrzennego… Wreszcie po kolejnym zachodzie Pomarańczowej nastała prawdziwa noc. Na niebie słabo zapłonęły gwiazdy, pierwsze gwiazdy od czasu naszego lądowania na Trzeciej!

Na szczęście w owej chwili powszechnej radości ani Andre, ani Mózg nie utracili jasności myśli.

— Przestrzeń dokoła Trzeciej jest czysta — powiedział Andre do osób znajdujących się w sterówce, a zebrali się w niej niemal wszyscy. — Ale o dziesięć parseków widać gwałtowny ruch jakichś statków.

— Tam koncentruje się flota gwiezdna Niszczycieli — wyjaśnił Mózg. — Muszę skomunikować się z Mózgami na pozostałych Stacjach Metryki, aby zorientować się w sytuacji. Oczywiście nic im nie powiem o zmianach, jakie tutaj zaszły.

Nawiązanie łączności i systematyzowanie informacji zajęło kilka dni. Wtedy zwołałem naradę dowódców i poprosiłem Mózg o dane.

— Flota Allana nadal atakuje zapory przestrzenne, ale posuwa się naprzód bardzo wolno. W rejonie szturmu koncentrują się krążowniki Niszczycieli. Statki Galaktów w przestrzeni międzygwiezdnej Perseusza nie pojawiły się ani razu. Niszczyciele na razie nie mają czasu się nimi zajmować. Nie wiem, czy istotnie wierzą, że mamy tu tylko trudności techniczne, ale bezpośredni atak na planetę nie grozi. W gorszej natomiast sytuacji jest Allan. Wkrótce runie ostatnia zapora nieeuklidesowa i statki ludzi rzucą się w głąb Perseusza. Wielki Niszczyciel planuje gigantyczne starcie. Ludzie w takim gąszczu statków nie będą mogli swobodnie używać anihilatorów, aby nie zniszczyć własnych okrętów, natomiast działa grawitacyjne biją bardzo celnie. Nie mogę wykluczyć pełnego wzajemnego unicestwienia się przeciwników. Sądzę zresztą, że stratedzy Niszczycieli dążą właśnie do tego.

1 ... 29 30 31 32 33 34 35 36 37 ... 43
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)