Dalekie szlaki [Галактическая разведка - pl]l]
- Автор: Снегов Сергей Александрович
- Серия: Ludzie jak bogowie #2
- Год: 1988
- Язык: польский
- Год: Wsp
- ISBN: 83-7018-082-5
- Переводчик: Tadeusz Gosk
- Жанр: Космическая фантастика
Электронная книга - «Dalekie szlaki [Галактическая разведка - pl]l]». Краткое содержание книги:
— Tylko ty nie odezwałeś się nawet słowem, dlaczego?
— Słuchałem waszej rozmowy.
— Nie masz żadnych pytań? — Co najmniej z setkę.
— A więc słuchamy cię.
— Chciałbym się dowiedzieć, co wam wiadomo o Ramirach i jak zaczęła się wojna pomiędzy Galaktami i Niszczycielami. Wbrew własnej woli zostaliśmy wplątani w walkę z Niszczycielami i już chociażby dlatego uważamy was za swych naturalnych sprzymierzeńców…
Galaktowie znów wymienili spojrzenia. Tigran najwidoczniej uzyskał zgodę towarzyszy na poinformowanie nas o początkach wojny w Perseuszu.
— Opowieść będzie długa — uprzedził.
Usiedliśmy wygodnie na trawie. Woda cicho szemrała, prawdziwa woda, a nie trujące roztwory soli niklowych jak na planetach Niszczycieli. Tak samo jak na Ziemi szumiały pobliskie drzewa. W tym sielankowym, uroczym miejscu Tigran snuł ponurą opowieść o tysiącleciach straszliwych zmagań.
6
Galaktowie niewiele wiedzieli o Ramirach. Zachowały się jedynie niejasne legendy. Ten dziwny naród gospodarzył w skupiskach Perseusza jeszcze przed zjawieniem się Galaktów lub też na początku ich cywilizacji. Nie zachowały się dane ani o sposobie życia tych istot, ani o ich wyglądzie. Znikły także ślady ich działalności, jeśli pominąć same planety. Chodzi o to, że gwiazdy Perseusza są wyposażone w znacznie większą liczbę planet niż słońca w innych okolicach kosmosu. „Wyposażone”. Tak właśnie wyraził się Galakt. W Perseuszu jest wiele gwiazd obieganych przez dziesięć do piętnastu satelitów. Legenda przypisuje tę obfitość planet działalności Ramirów, którzy rzekomo lepili te ciała niebieskie z zagęszczanej przestrzeni. Możliwe, że i same skupiska Perseusza powstały również z zagęszczenia przestrzeni pomiędzy oddalonymi gwiazdami. Ramirowie przenieśli się później do jądra Galaktyki, a opustoszałe planety Perseusza zostały opanowane przez Galaktów.
— Chyba także przez Niszczycieli? — zapytał Romero.
— Perseusz należał wyłącznie do Galaktów, bowiem Niszczycieli, a właściwie Serwów, stworzyliśmy dopiero potem.
— Niszczyciele są waszym dziełem?
— Tak, stworzyliśmy, a ściślej mówiąc wyprodukowaliśmy ich. Popełniliśmy jednak pewien błąd. Niszczyciele — to początkowo były mechanizmy. Ale nasi konstruktorzy stale je doskonalili. Każda nowa generacja Serwów zawierała coraz mniej elementów mechanicznych. Zastępowano je stopniowo składnikami biologicznymi. Żywa tkanka jest urządzeniem najsprawniejszym energetycznie. Zwiększenie ilości tkanek organicznych było więc koniecznością, a nie zachcianką.
Jak się już chyba zorientowaliście, Serwy były rodzajem robotów. Obdarzono je rozumem i zdolnością do reprodukcji. Pozbawiono jednak płci. Chciano wyzwolić je spod wpływu nieobiektywnego uczucia miłości. Uczucia, które zniekształca realny obraz świata. — Nie przewidziano jednak, że spowoduje to rozwój samouwielbienia, które w jeszcze większym stopniu skrzywia właściwe proporcje. Zamierzano stworzyć doskonałość, a wyprodukowano potworki.
W epoce, w której kontynuowano doskonalenie Serwów, ta nie zaprojektowana cecha była jeszcze utajona. Serwy zbierały same pochwały: mądre, pracowite, szybko reprodukujące się, doskonali rachmistrzowie, świetni eksperymentatorzy i znakomici konstruktorzy.
Ale w miarę tego, jak z pokolenia na pokolenie zwiększał się stopień ich biologiczności, stawało się oczywiste, że dla Serwa istnieje tylko jeden obiekt zachwytu on sam. Samouwielbienie ze wstydliwego, ukrywanego uczucia przekształciło się w jedyną zasadę, na jakiej opierały one wzajemne stosunki. Egoizm podniesiony do godności systemu filozoficznego.
Kiedy zorientowano się, jak daleko zaszły zmiany w psychice Serwów, próbowano oddziaływać na nie perswazją. Bez skutku. Uznano wreszcie, że charakterologiczne skrzywienie Serwów zostało wywołane dwoistością ich natury, łączącej w sobie martwe i żywe, naturalne i sztuczne. Wtedy też wydano prawo zakazujące umieszczania sztucznych narządów w organizmie żywych. Od tej chwili nowe Serwy miano tworzyć wyłącznie z tkanki żywej, a istniejące już całkowicie zbiologizować.
Ale Serwy nie czekały na przekonstruowanie. Rozpoczęły się ich masowe ucieczki z planet Galaktów. Operacja była sprytnie przygotowana. Kolonie Serwów przenosiły się na nie zamieszkałe planety pod pozorem zagospodarowania ich. Galaktowie cieszyli się, iż życie zrodzone w ich systemie gwiezdnym szybko rozprzestrzenia się na wszystkie słońca Perseusza. Poza tym bez Serwów żyło się znacznie łatwiej. Kiedy pojęto rozmiary klęski, było już za późno.
W międzygwiezdnych przestrzeniach Perseusza wybuchła niszczycielska wojna. Najokropniejsze było to, że Serwy przekształciwszy się w Zływrogów i Niszczycieli nie tylko wywalczały sobie miejsce pod gwiazdami, lecz głosiły ideę unicestwiania wszystkiego, co Galaktowie uważali za najważniejsze i starali się rozpowszechnić we Wszechświecie.
Galaktowie starają się pomóc w rozwoju wszystkim istotom rozumnym, które spotykają w swoich podróżach kosmicznych. Pomagają organizmom żywym podnieść stopień komplikacji biologicznej. Niszczyciele natomiast obniżają biologiczność organizmów zamieniając stopniowo istoty żywe w maszyny. Etap za etapem zastępują rodzących się mechanizmami wyprodukowanymi taśmowo.
— Wy ożywiacie mechanizmy, oni mechanizują organizmy — powiedział Romero. — Ludzie natomiast mają własną drogę rozwojową: pozostawiamy mechanizmy mechanizmami, zaś istoty żywe żywymi.
Nasze maszyny pomagają nam, a nie stają się naszymi wrogami. Nie staramy się przekształcić maszyn w biologiczne doskonałe urządzenia uniwersalne, zwiększamy natomiast niepomiernie ich wyspecjalizowane możliwości.
— Nie znam waszej historii — przyznał się Galakt. Ale że jesteście od nas potężniejsi, pojęliśmy natychmiast, gdy tylko zjawiliście się w Perseuszu.
Zapytałem, w jakim stadium jest obecnie wojna Galaktów z Niszczycielami. Tigran odparł, że Zływrogi władają niepodzielnie przestrzeniami międzygwiezdnymi, Galaktowie natomiast są całkowicie bezpieczni na swoich planetach.
Galaktowie wynaleźli broń niszczącą wszystko co żywe. Niszczyciele, którzy nie zdołali się jeszcze w pełni zmechanizować, śmiertelnie się jej lękają i praktycznie pozostawili Galaktów w spokoju.
— Ale perspektywa? — nalegałem. — Zostawili was w spokoju, a wy co? Zgadzacie się na ich złowrogą działalność w kosmosie?
— Nie zgadzamy się, ale cóż mamy robić? Przejąć niszczycielską filozofię Serwów? Przejść do unicestwienia, ponieważ nie udało się ich wychować? To nie dla nas. Poza tym starcia w kosmosie doprowadzą do śmierci wielu Galaktów.
— Co to znaczy doprowadzą do śmierci? — pogardliwie wycedził Romero. — Czyżby u siebie w domu nie umierali? A może jedna forma śmierci jest dla was do przyjęcia, a druga nie?
— Na naszych planetach jesteśmy nieśmiertelni. Ale już chyba was zmęczyliśmy, drodzy goście. Później porozmawiamy.
— Muszę połączyć się z „Cielcem” — powiedziałem wstając. — Jeśli mnie teraz nie usłyszą, pomyślą, że jesteśmy uwięzieni.
7
Dom, który oddano nam do dyspozycji, przypominał wewnątrz ziemskie hotele, a malowniczy krajobraz za oknami pogłębiał jeszcze wrażenie swojskości.
— Twardy orzech — powiedział zatroskanym głosem Romero, kiedy zostaliśmy sami. — Teraz już rozumiem, czemu oni nie przyszli z pomocą naszym gwiazdolotom. Obawiam się, że zarażeni są manią izolacjonizmu, jak to nazywano w starożytności.
— Nieśmiertelność na planetach. Śmiertelni w kosmosie. Dlatego — wymamrotał Lusin.