Dalekie szlaki [Галактическая разведка - pl]l]
- Автор: Снегов Сергей Александрович
- Серия: Ludzie jak bogowie #2
- Год: 1988
- Язык: польский
- Год: Wsp
- ISBN: 83-7018-082-5
- Переводчик: Tadeusz Gosk
- Жанр: Космическая фантастика
Электронная книга - «Dalekie szlaki [Галактическая разведка - pl]l]». Краткое содержание книги:
Później z prawej nad rejon starcia napłynęła skrzydlata konnica Kamagina i Lusin na czele smoków. Dosiadany przez niego Gromowładny wyprzedził swych mniejszych współbraci i z taką furią runął w gęstwę ognia, że miotające się w powietrzu bojowe pochodnie cofnęły się przed nim jak żywe. Z korony smoka tryskały błyskawice. To była dziwna walka: płomienie przeciwko błyskawicom. I zwyciężały błyskawice, gdyż na drodze Gromowładnego ognie szybko gasły.
Łopot skrzydeł anielich, dziki świst smoków, triumfalny charkot Gromowładnego, wściekłe rżenie pegazów i okrzyki bojowe ludzi zlały się w ogłuszającą kakofonię.
— Górą nasi! — powiedziałem odwracając się do Romera. — Pawle, chyba nareszcie zwyciężymy!
— Eli! — wykrzyknął z przestrachem Andre. Spójrz, co się tam dzieje!
Od głównej kopuły mknęły w naszym kierunku trzy skrzydlate eskadry! Anioły dowodzone przez Truba, kawaleria pegazów z Kamaginem na białym koniu i ogniste smoki z wyprzedzającym ich Gromowładnym dosiadanym przez Lusina. Te bliźniacze zastępy były, podobnie jak nasze, spowite w aureole purpurowego, zimnego płomienia, z ich gąszczu tak samo tryskały strugi laserowych wyładowań i błyskawic.
— Fantomy! — zawołał Andre, który już zdołał oprzytomnieć. — Trzeba zawiadomić naszych!…
Ale ostrzeżenia nie były potrzebne. Orlan i Gig szybko zorientowali się, z kim mają do czynienia. Lusin, Kamagin i Trub również nie stracili głowy. Osima wreszcie zarepetował swoje działa i wystrzelił trzecią salwę. Strumienie plazmy runęły na oddziały fantomów siejąc spustoszenie w ich szeregach. Nasi niewidzialni zwarli się z wrogimi zjawami. Nadal nie widziałem Giga, ale po tym, jak stawały dęba fantomy skrzydlatych koni, jak w strachu odskakiwały sztuczne Anioły i walili się na ziemię zjawiskowi ludzie, mogłem sobie wyobrazić zaciętość nowo rozgorzałej walki. I znów przez chwilę miałem nadzieję, że wszystko się jeszcze dobrze dla nas skończy. Ale i tym razem była to nadzieja złudna. Zaraz po tym dwóch Gromowładnych, żywy i sztuczny, zderzyły się ciałami. Sieć purpurowych błyskawic oplotła ich głowy. Jeden ze smoków runął na ziemię. Przeraziłem się, że mógł to być prawdziwy wychowanek Lusina z nim samym na grzbiecie, i z trudem opanowując drżenie głosu poleciłem Andre wydać rozkaz odwrotu.
Wszyscy dowódcy zaczęli wycofywać swoje oddziały. Jedynie Trub rozgorączkowany walką zlekceważył polecenie.
— Natychmiast leć do Truba i wycofaj Anioły z walki, Pawle! — rozkazałem.
Romero wskoczył na pegaza i wkrótce podkomendni Truba zaczęli opuszczać pole boju.
Zszedłem ze wzgórza i udałem się do obozu.
— Mary, wydawało mi się, że Lusin spadł! — powiedziałem do żony. — Gdzie on jest?
— Lusin został lekko ranny, ale z Gromowładnym jest bardzo źle.
Lusin miał obandażowaną głowę i rękę na temblaku. Gromowładny leżał na boku. Był nieprzytomny. Oczy miał zamknięte, a z resztek wspaniałej korony bojowej spływały błękitnawe, przedśmiertne ognie św. Elma.
— Taki przyjaciel, Eli! — wyszeptał Lusin przez łzy. — Taki przyjaciel!
15
Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło: ponieśliśmy klęskę, ale dowiedzieliśmy się, jakimi siłami dysponuje Stacja. Analizatory Andre rozszyfrowały w trakcie bitwy parametry fizyczne fantomów. Twory te były niemal pozbawione masy i stanowiły nieprzezroczysty dla promieni świetlnych zgęstek promieniowania energetycznego.
— Uprzedzałem przecież, że automaty ochronne składają się głównie z pól siłowych, mogących przybierać dowolną postać — przypomniał Orlan.
— Nie przypuszczaliśmy jednak, że potrafią nas zdublować — powiedział Andre. — Tymczasem okazało się, że przeciwnik ma szybkosprawne analizatory umożliwiające mu poznanie wszystkich szczegółów naszej budowy. W takiej sytuacji sporządzenie identycznych optycznie replik było już łatwym problemem technicznym.
— My niestety nie mamy podobnych możliwości — odparł z westchnieniem Romero. — Pańskie wyjaśnienie, drogi Andre, nic nam więc w tej sytuacji nie pomoże.
— Tak pan sądzi? — zapytał Andre z filuternym uśmiechem. — A ja akurat zamierzam poszczuć na zjawy przeciwnika nasze własne fantomy, może mniej doskonałe konstrukcyjnie, ale za to jeszcze efektowniejsze optycznie.
— Wojna fantomów z fantomami jest niestety operacją pozorną, a my potrzebujemy realnych wyników przypomniał Osima.
— Wyciąga pan zbyt pochopne wnioski. Nasze fantomatyczne wojsko będzie jedynie wybiegiem taktycznym. Póki zjawy przeciwnika będą zajmować się nieskutecznym zwalczaniem naszych zjaw, przygotujemy miażdżące uderzenie.
Aparatura wykazuje, że twory obronne przeciwnika skonstruowane są z dwóch przeciwstawnych sił, nazwijmy je umownie prawym i lewym polem. Fantomy powstają w punkcie zogniskowania tych pól. Działa elektromagnetyczne, lasery, iskierniki i ciosy grawitacyjne rozrywały jedynie te pola, lecz nie niszczyły ich symetrii, przez co główna siła wroga pozostawała nietknięta.
— Znaleźliśmy w obozie generatory — zakończył Andre — zdolne odtworzyć dowolne pole przeciwnika. Kiedy więc wrogie zjawy będą walczyły z naszymi fantomami, a działa Osimy wzmogą jeszcze powszechne zamieszanie, wprowadzimy układ energetyczny przeciwnika w taką autowibrację, iż żadne ograniczniki nie uchronią go od rozpadu.
— Czego potrzebujesz do przygotowania armii zjaw? — zapytałem.
— Dwa dni i z dziesięciu dobrych pomocników. — Zabieraj się do roboty — zdecydowałem.
16
Teraz na moim punkcie dowodzenia zebrało się co najmniej trzydzieści osób, ludzi i sojuszników. Drugie starcie przebiegało całkowicie zgodnie z planem. Kiedy naprzeciw naszych realnych wojsk, wypuszczonych „na wabia”, jak to określił Romero, wyskoczyły zgraje nieprzyjacielskich fantomów, poczułem ogromną ulgę. W powstałym ścisku pojawiały się coraz to nowe postacie. Chociaż wiedziałem, że owi „żołnierze” są jedynie złudzeniem optycznym, nie mogłem ich odróżnić od prawdziwych.
Zgodnie z założeniem nasze wojsko cofnęło się, jak tylko zjawiły się wśród niego fantomy Andre. Dla nie wtajemniczonego obserwatora wyglądało to zapewne inaczej: część naszych żołnierzy nie wytrzymując naporu wroga ucieka w popłochu z pola walki. Stwory przeciwnika uznały widać, że nie warto zajmować się uciekinierami, i ze zdwojoną zaciekłością natarły na pozostałych, to znaczy na zjawy optyczne. Pochłonięty obserwacją tej niby-bitwy nie zauważyłem, kiedy Andre uruchomił generatory, i w pewnej chwili spostrzegłem ze zdumieniem, że fantomy przeciwnika zaczęły puchnąć, tracić wyraźnie zarysy i przekształcać się w sylwetki.
To Andre wzmocnił maksymalnie wszystkie pola o prawej orientacji. Zaskoczony wróg pospiesznie wzmógł poła lewoskrętne, aby utrzymać zachwianą symetrię. Nasz operator jednak precyzyjnie uchwycił ten moment i gwałtownie przerzucił potencjał swych generatorów w tym samym kierunku. Zjawy, które nie zaprzestały walki z naszymi iluzorycznymi tworami, zaczęły teraz opadać, kurczyć się, zmieniać w abstrakcyjne figurki. Tak rozpoczął się wśród nich proces niszczącej autowibracji.
Najpierw wystąpiły drgania w zgodnej fazie: fantomy jednocześnie puchły, rozpływały się i bladły, a potem gwałtownie kurczyły się, koncentrowały i rozżarzały do białości. Później zaczęły się nie skoordynowane, różnokierunkowe wibracje. Przeciwnik próbował zgasić drgania ostrymi przerzutami potencjałów, ale Andre miał się na baczności i spokojnie parował jego poczynania.