Pętla wstecznego czasu [Петля обратного времени - pl]
- Автор: Снегов Сергей Александрович
- Год: 1988
- Язык: польский
- Год: Wsp
- ISBN: 83-7018-083-3
- Переводчик: Tadeusz Gosk
- Жанр: Космическая фантастика
Электронная книга - «Pętla wstecznego czasu [Петля обратного времени - pl]». Краткое содержание книги:
— Ależ to teoretycznie niemożliwe! — powiedziałem zdumiony.
— Co mnie obchodzą ludzkie teorie, admirale! błysnął oczyma Demiurg. — Niech je studiują Ramirowie, którzy tak samo jak wy nie mają zielonego pojęcia o naturze kolapsu grawitacyjnego i muszą korzystać w swych badaniach z energii naturalnych kolapsarów. Ja natomiast transformuję czas przy użyciu tego mikroskopijnego kolapsanu — podkreślił tonem głosu nowy termin. — Kiedy go wyłączę, zainplantowane do wnętrza cząsteczki wystrzelą w daleką przeszłość albo w jeszcze dalszą przyszłość!
— A sami nie powędrujemy za nimi? Ellon popatrzył na mnie z pogardą.
— Uważasz mnie za Okrutnego Boga, admirale? zapytał. — Nie jestem takim nieukiem, jak oni!
Kiedy wychodziłem z laboratorium, zapytał mnie jeszcze:
— Admirale, jesteś zadowolony z pracy mózgów pokładowych?
— Na razie nie mogę się na nie uskarżać.
— Wobec tego czemu nadal rządzi nimi Mózg? Po co je uruchamiałem?… Nie wydaje ci się dziwne, że ja, Demiurg, namawiam cię do przywrócenia ludzkiego sposobu kierowania eskadrą? Bo przecież MUK jest ludzkim wynalazkiem, prawda?…
— Wcale mi się to nie wydawało dziwne, bo wiedziałem, że Ellon wcześniej czy później znów zażąda „zdymisjonowania” Głosu. Demiurg od początku nie znosił smoka, a teraz wręcz go znienawidził, bowiem jego obecną rolę uważał za niesprawiedliwe wywyższenie. Tego nie potrafił znieść tym bardziej, że transformacja Włóczęgi w Głos została dokonana wbrew jego woli, ale za to jego własnymi rękami. Aby go nie urazić jeszcze bardziej, wyjaśniłem oględnie, że Głos nie dowodzi mózgami pokładowymi, tylko dubluje ich czynności, że dobrze byłoby mieć na wszelki wypadek innych jeszcze dublerów, w związku z czym Gracjusz wprawia się w sterowaniu eskadrą, że wreszcie to nie ja zarządziłem taki tryb pracy, tylko dowódca wyprawy… Ellon jednak przerwał mi pełnym zniecierpliwienia gestem:
— Nie mam nic przeciwko Gracjuszowi! Niech sobie ćwiczy na zdrowie i tak całej jego nieśmiertelności nie starczy mu na opanowanie funkcji MUK, ale Głos jest zbędny!
— W tej sytuacji mogę zaproponować tylko jedno: niech na temat roli Głosu wypowie się cała załoga eskadry. Jeśli wszyscy uznają twoje antypatie za uzasadnione…
— Moje sympatie i antypatie nie mają tu nic do rzeczy, ale jeśli mózgi pokładowe znów się rozregulują, ja ich więcej remontować nie będę. Nie zamierzam dostarczać wam coraz to nowych niewolników!
Wieczorem przyszła do nas Irena.
— Chciałabym porozmawiać z Elim — powiedziała. Mary wstała, ale Irena nie pozwoliła jej odejść.
— Eli — powiedziała — przy twojej żonie będzie mi łatwiej z tobą rozmawiać. Wiesz chyba, z czym przyszłam?
— Nie wiem, ale się domyślam. Chodzi o coś związanego z Ellonem, prawda?
— Tak, z Ellonem! — wykrzyknęła zaciskając nerwowo palce. — Dlaczego odnosi się pan do niego z taką pogardą, admirale?
Takiego oskarżenia się nie spodziewałem, dlatego też odpowiedziałem dopiero po dłuższej chwili:
— Czy aby nie przesadzasz, Ireno? Wszyscy, zarówno ja, jak i Oleg, kapitanowie statków i cała reszta załogi odnosimy się do Ellona z takim szacunkiem…
— Na temat Olega też mam kilka słów do powiedzenia! A jeśli chodzi o tak zwany szacunek do Ellona, to ogranicza się on do zdawkowych wyrazów uznania, że niby jest zdolny, wybitny, może nawet w pewnym stopniu genialny, ale… A on jest zdolny nie na niby, wybitny bez zastrzeżeń i genialny bez żadnego ale! Kto potrafi zrobić to, co on do tej pory dla nas zrobił?
— Istotnie, zrobił wiele — odrzekłem poważnie ale za to nie jest zdolny zrobić tego, co potrafią inni. Wśród naszych załóg nie ma postaci szarych, przeciętnych, niewybitnych. Takich po prostu zostawiliśmy w domu. A może twoim zdaniem szary jest na przykład Kamagin, twoja zaś matka przeciętna?
— Mówię o Ellonie, a nie o mojej matce lub Kamaginie. Ellon zasługuje na coś więcej niż zdawkowe uznanie! — Czego więc od nas żądasz?
— Dlaczego postawił pan nad nim smoka? — wypaliła Irena. — Dlaczego każe mu pan służyć obrzydliwemu gadowi, który w dodatku przeszkadza mózgom pokładowym w kierowaniu eskadrą?
— Pamiętaj, że maszyny raz już odmówiły posłuszeństwa.
— To co z tego? Ale znów działają, robią to, do czego zostały skonstruowane. Pańskie przywiązanie do smoka jest w tej sytuacji obraźliwe dla wszystkich, czy pan tego nie potrafi zrozumieć?!
— Nie potrafię zrozumieć czegoś innego. Tego mianowicie, za co Ellon tak nienawidzi biednego Włóczęgi? — Nie wiem! Proszę raczej zapytać, dlaczego ja nie znoszę tego smoka…
— Dobrze — odparłem. — Dlaczego więc nie znosisz Głosu?
— Nie lubię go i już! Nie cierpiałam go już na Trzeciej Planecie! Obrzydliwe, cuchnące cielsko…
— Włóczęga od tej pory bardzo się zmienił, Ireno. — Tak, zestarzał się i amory już mu nie w głowie. Ale nadal cuchnie. Dziwię się, że pan potrafił przesiadywać z nim godzinami, podczas gdy ja musiałam w jego obecności zatykać nos.
— Nie wiedziałem, że to tak wygląda…
— Oleg też się nim brzydzi, ale ustąpił panu, bo panu ustępuje zawsze i we wszystkim. Pana zaś inni zupełnie nie obchodzą, bo liczą się dla pana jedynie własne zachcianki!
— To mocny zarzut, Ireno!
— Ale sprawiedliwy! Lusin oprócz Mizara chciał wziąć ze sobą jeszcze dwa koty, ktoś jednak powiedział, że pan kotów nie cierpi. Sprawdzono to i okazało się, że istotnie za kotami pan nie przepada, admirale! No i Lusin bez słowa zrezygnował z zabrania swoich ulubionych kotów. A pan zapytał kogoś czy towarzystwo ognistego smoka sprawia mu przyjemność?
— Smoka nie ma — powiedziałem. — Jest myślący Głos koordynujący, pracę dwóch mózgów pokładowych.
Jeśli okaże się, że naprawdę nie daje sobie z tym rady, zwolnimy Głos z jego obecnych obowiązków i zatrzymamy w rezerwie.
Irena wstała. Zatrzymałem ją.
— Wspomniałaś, że masz jeszcze coś do powiedzenia na temat Olega. Zatem słucham.
Zawahała się i dopiero po dłuższej chwili powiedziała ze łzami w oczach:
— Oleg bardzo się zmienił, nie jest już taki jak dawniej. To przez pana. Jest pan główną postacią w eskadrze i wszystkich pan sobie podporządkował. Jego również. Dawniej byłam z niego dumna, teraz mi go żal. Powiedziałam mu: mój ojciec też latał z Elim, ale nie pozwalał tak sobą komenderować. Odparł mi na to, że mówię od rzeczy…
— I miał świętą rację! — wykrzyknąłem.
Po jej wyjściu przez parę minut krążyłem w milczeniu po kabinie. Mary obserwowała mnie z uśmiechem.
— Cieszysz się — wykrzyknąłem z irytacją — że na statku zaczynają się swary?
— Cieszy mnie to, że wreszcie usłyszałeś kilka nieprzyjemnych słów prawdy! — Śmiała się tak zaraźliwie, że i ja nie mogłem utrzymać powagi. — Ja sama już nie raz zamierzałam powiedzieć ci coś podobnego, ale ty tak przejmujesz się najmniejszym głupstwem… A jeśli chodzi o koty, to sama poprosiłam o ich pozostawienie na Ziemi.
— Niepotrzebnie! Jakoś bym wytrzymał ich obecność na statku…
— Chodziło właśnie o to, żebyś nie musiał wytrzymywać.
— Dość już o kotach! — zawołałem ze złością. Nie znoszę ich i basta! Powiedz lepiej, co mam robić!
— Przede wszystkim ustalić jak wygląda współpraca Głosu z Mózgami. Jeśli istotnie są w niej jakieś zahamowania, to sprawa jest poważna.
— Masz rację — powiedziałem. — Zaraz to sprawdzę.