Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Pętla wstecznego czasu [Петля обратного времени - pl]
Pętla wstecznego czasu [Петля обратного времени - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pętla wstecznego czasu [Петля обратного времени - pl]

Электронная книга - «Pętla wstecznego czasu [Петля обратного времени - pl]». Краткое содержание книги:

W Pętli wstecznego czasu spotykamy tych samych bohaterów, jak i w dwóch poprzednich książkach, ale przeszło dwadzieścia lat później. Kwestię Galaktów i Zływrogów definitywnie rozwiązano, lecz na horyzoncie pojawił się nowy problem. Ekspedycja wysłana do jądra galaktyki została zniszczona w niejasnych okolicznościach. W ślad za nią wyrusza druga, dużo lepiej przygotowana, by ustalić tożsamość potężnych istot zamieszkujących centrum Drogi Mlecznej.
1 ... 26 27 28 29 30 31 32 33 34 ... 56
Перейти на страницу:

— Głosie — powiedziałem. — Spowolnij anihilację, a potem stopniowo ją zintensyfikuj i zaobserwuj, jak zmieniają się siły hamujące.

Siły hamujące zanikały, gdy Głos wygaszał anihilację i wyraźnie narastały, gdy ją aktywizował. W pewnej chwili poskarżył się, że jeśli jeszcze bardziej ją przyspieszy, to cały proces wymknie mu się spod kontroli.

— Obawiasz się wybuchu czy tego, że zostaniesz zablokowany?

— Nie jestem MUK, żeby można mnie było zablokować, ale mechanizmy wykonawcze odmówią mi posłuszeństwa.

Poszedłem na stanowisko dowodzenia. Na wielkim ekranie gwiezdnym „Strzelec” jeszcze płonął, jarzył się ciemnym blaskiem niczym rozgrzana do czerwoności śrucina. Widziałem tę iskierkę tak wyraźnie, jak niczego jeszcze nie oglądałem w niebie Ginących Światów, gdyż rozdzielała nas już nie mgławica pyłowa, lecz czysta przestrzeń, w którą stopniowo przekształcał się nasz anihilowany gwiazdolot.

Olga, siedząca w fotelu drugiego pilota, cicho opłakiwała swój statek. Płakała chyba po raz pierwszy w życiu. Położyłem jej rękę na ramieniu.

— Ciesz się, Olgo! — powiedziałem. — Dzięki twojemu „Strzelcowi” uratuje się cała cywilizacja gwiezdna!

— Przestań dowcipkować, Eli! — obraziła się niespodziewanie Olga. — To nie jest odpowiednia chwila do żartów.

— Wcale nie żartuję. Już teraz widzę, że będziemy jednak mogli zanihilować planetę, przez którą uległo zagładzie dwie trzecie naszej eskadry.

Olga nie wiedziała jeszcze, że po wypaleniu gwiazdolotu zamierzaliśmy w ten sam sposób postąpić z planetą, jeśli w pierwszym etapie akcji nie zostaniemy „skarceni” przez Ramirów. Jednak „Strzelec” wytlił się bez przeszkód. Okrutni Bogowie odpowiedzieli na moje pytanie, że zdecydowanie nie życzą sobie eksplozyjnego narastania przestrzeni, natomiast nie mają nic przeciwko tego rodzaju wolno przebiegającym procesom.

— Chyba dlatego, że w przeciwieństwie do procesów gwałtownych nie zakłócają one zbytnio równowagi kosmicznej w gromadzie gwiezdnej — zauważyła Olga. Spróbuję to policzyć.

Martwa planeta nadal krążyła po tej samej orbicie między Aranią a Trzema Mglistymi Słońcami, na którą ją wciągnęliśmy. Było oczywiste, że naszym wrogom obojętna jest jej lokalizacja w układzie, pod warunkiem, że nie będziemy jej wysadzać. Ale stopniowe wyparowywanie ciała kosmicznego tej wielkości nie było rzeczą prostą. Anihilacja tląca wymagała nie tylko czasu, lecz także nieustannego podtrzymywania z zewnątrz. Planety nie można było podpalić i zostawić, bo proces wkrótce by wygasł.

— Trzeba będzie poświęcić transportowiec — powiedział Oleg z westchnieniem.

— Dwa! — wtrącił Osima. — Pozbędziemy się w ten sposób kuli u nogi, bo trudno nimi kierować przy szybkościach nadświetlnych, a poza tym nie ma z nich żadnego pożytku!

Poszedłem do parku. W parku lało. Wedle ziemskiej rachuby czasu mieliśmy późną jesień. W pozostałych pomieszczeniach statku umowne pory roku nie przejawiają się w żaden sposób: panuje w nich ciągle ta sama „pogoda”, komfort klimatyczny najbardziej sprzyjający człowiekowi. Ja jednak, aby normalnie funkcjonować, musiałem od czasu do czasu dać się zmoczyć ulewie, wysmagać mroźnemu wiatrowi lub poczuć zapach wiosny. Nie tylko zresztą ja, bo ludzie bardzo często wypoczywali w parku. Nie pamiętam natomiast, żeby kiedykolwiek z własnej inicjatywy pojawił się tam Demiurg lub Galakt. Demiurgów to nie bawi, zaś Galaktowie tak dbają o swoją nieśmiertelną cielesną powłokę, że nie chcą jej narażać na żadne niepotrzebne niebezpieczeństwo…

Jedna z alei parku prowadziła do konserwatora. Podszedłem do sarkofagu Lusina i zacząłem z nim bezgłośną rozmowę. „Przyjacielu — mówiłem doń w myśli — nigdy byś nam nie wybaczył, gdybyśmy po prostu stąd uciekli, powiedziałbyś, gdybyś tylko zdołał przemówić, że nie po to wyruszyliśmy na daleką wyprawę, że naszym obowiązkiem jest udzielić pomocy nieszczęsnym, którzy o tę pomoc błagają. Masz rację, przyjacielu. Nie zamierzam się z tobą spierać i nawet wspominać o zemście, chociaż nie należę do tych, którzy podstawiają drugi policzek. Gdybyś mógł wstać! Zobaczyłbyś piękny widok tlącej się ogromnej planety, a wokół niej rozszerzający się przestwór czystego nieba!”

A potem usiadłem w fotelu naprzeciw Oana. „Morderco i szpiegu! — wykrzyknąłem chyba nawet na głos. — Potrafiłeś swobodnie przekazywać myśli wprost do naszych mózgów, mogłeś więc bodaj dać do zrozumienia na co pozwolą, a czego zdecydowanie nie życzą sobie twoi okrutni panowie. Dlaczego więc milczałeś?… Pragnąłeś naszej zagłady? My jednak nie potrafimy zostawić nikogo na pastwę łosu i musimy pomagać tym, którzy tej pomocy potrzebują. I oto znaleźliśmy sposób na udzielenie tej pomocy, a teraz opuszczamy przeklęte Ginące Światy, zostawiając za sobą skrawek czystego nieba. Bez gwałtownych wybuchów, bez zakazanej anihilacji planet. Szkoda, że już nie żyjesz, bo mógłbyś to twoim panom powiedzieć…

Tego wieczoru Mary powiedziała do mnie:

— Cała załoga zna już plan tlącej anihilacji planety. Chciałabym się w związku z tym z tobą naradzić, bo i ja przecież będę musiała wyrazić swoją opinię na ten temat. Szukałam cię, Eli. Gdzie byłeś?

— Spacerowałem po parku.

— I oczywiście odwiedziłeś konserwator? — Dlaczego oczywiście?

— Czasami się ciebie boję, Eli. Masz w sobie coś z dzikusa uprawiającego kult zmarłych.

— Zaskakujesz mnie!

— Czyżbyś zapomniał, że i w ziemskim Panteonie też potrafiłeś przesiadywać całymi godzinami? A w Sali Wielkich Przodków tak patrzyłeś na posągi, jakbyś się do nich modlił…

— Naprawdę tak to wyglądało? — zapytałem ze śmiechem. — Nie wiedziałem, bo z pewnością postarałbym się zachowywać inaczej. Masz jednak rację, że mam wielki szacunek dla przodków, bo zawsze pasjonowałem się historią.

— Pasjonowałeś się historią! — wykrzyknęła ironicznie Mary. — Romero uważa, że nie masz o historii najmniejszego pojęcia, a ja się z nim pod tym względem zgadzam. Nie, ty po prostu jesteś cały zwrócony ku przeszłości, a to zupełnie coś innego.

— Czego ty właściwie ode mnie chcesz, Mary?

— Chcę wiedzieć, co cię skłania do nieustannego obcowania ze zmarłymi — odparła krótko.

Postarałem się, żeby odpowiedź zabrzmiała żartobliwie.

— Przecież sama mi to powiedziałaś! — wykrzyknąłem. — Jestem po prostu dzikusem uprawiającym kult zmarłych. …

6

Eskadra opuściła gromadę gwiezdną Ginących Światów. Przez jakiś czas obserwowaliśmy jeszcze malowniczy widok planety sublimującej aureolą czystej przestrzeni, ale niebawem jarzący się ognik został daleko za rufą gwiazdolotu, niewidoczny nawet na ekranie powiększacza optycznego i znów powtórzyły się znajome krajobrazy.

Wyrwaliśmy się z zapylonej gromady, wokół rozpościerała się czysta przestrzeń, gęsto i bezładnie wypełniona gwiazdami. A przed nami narastał gigantyczny gwiezdny pożar — groźne jądro Galaktyki…

Dawniej wolny czas spędzałem przed ekranami, ale teraz, chociaż było co na nich obserwować, najchętniej przebywałem w laboratorium Ellona, gdzie budowano kondensator czasu.

Urządzenie miało kształt kuli z superwytrzymałego plastiku, coś w rodzaju niewielkiego autoklawu oplecionego jednak gąszczem przewodów, szyn prądowych i rur.

— Praca została zakończona, admirale! — wykrzyknął pewnego dnia Ellon. — Wewnątrz tej kuli znajduje się strzępek materii o wymiarach jądra wodoru. Ale jego masa przekracza sto tysięcy ton!

1 ... 26 27 28 29 30 31 32 33 34 ... 56
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)