Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Szpital kosmiczny - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Szpital kosmiczny

Электронная книга - «Szpital kosmiczny». Краткое содержание книги:

Szpital kosmiczny
1 ... 29 30 31 32 33 34 35 36 37 ... 58
Перейти на страницу:

— Uwaga, sektor C! Leci na was!

Jednak i tu wystąpiło to samo co w sektorze H: zwierzę wystraszyło się i uleciało w innym jeszcze kierunku. I tak to trwało: olbrzymi gad śmigał z jednej strony statku na drugą, aż…

— Mówi Skempton — rozległ się ostry, autorytatywny głos. — Moi ludzie twierdzą, że podstawy generatorów pól siłowych nie są przystosowane do czegoś takiego. Nie są odpowiednio zamocowane. Poszycie kadłuba pękło w ośmiu miejscach.

— Czy nie można…

— Łatamy przecieki tak szybko jak się da — przerwał Skempton, odpowiadając na pytanie Conwaya, zanim jeszcze ten je zadał. — Ale to łomotanie rozniesie statek…

W tym momencie włączył się Arretapec.

— Doktorze Conway — powiedział — mimo iż jest oczywiste, że pacjent wykazał zdumiewającą sprawność w zakresie nowego talentu, jest ona ograniczona przez przerażenie i oszołomienie. Jestem przekonany, że to bolesne doświadczenie spowoduje nieodwracalne szkody w procesie myślenia istoty… Conway, uwaga!

Brontozaur zatrzymał się nad powierzchnią, w odległości kilkuset metrów, po czym śmignął w bok pod kątem prostym dokładnie tam, gdzie stał Conway. Ale leciał po prostej w wydrążonej kuli, toteż jej zakrzywiona powierzchnia dążyła mu na spotkanie. Conway widział, jak mknące ciało kołysało się i obracało, gdy operatorzy pól usiłowali zmniejszyć prędkość jego lotu. I oto pruło już przez niskie, gęsto rosnące drzewa, a potem ryło szeroką płytką bruzdę w miękkiej, bagnistej ziemi, pchając przed sobą niewielki pagórek wyrwanej roślinności. Conway znajdował się dokładnie na jego drodze.

Nim zdołał włączyć degrawitator, ziemia uniosła się przed nim i przykryła go. Przez kilka minut był zbyt oszołomiony, by pojąć, dlaczego nie może się ruszać. Następnie spostrzegł, że tkwi po pas w kleistej mazi składającej się z fragmentów gałęzi i błota. Wstrząsy i drżenia, które odczuwał całym ciałem, wywoływał brontozaur, który gramolił się na nogi. Conway uniósł wzrok i ujrzał nad sobą jego ogromne, niezgrabnie obracające się cielsko, po czym usłyszał klaśnięcia i trzaski nóg zapadających się prawie po kolana w ziemię i podszycie.

Stworzenie ponownie zmierzało w kierunku jeziora, a Conway i tym razem stał na jego drodze…

Zaczął krzyczeć i szamotać się, usiłując zwrócić na siebie uwagę, i degrawitator, i radio uległy bowiem zniszczeniu, a on sam znalazł się w pułapce. Olbrzymi gad podszedł bliżej, jego potężna, lekko wygięta szyja przesłoniła światło, a ogromna przednia noga uniosła się, by go uśmiercić i jednocześnie pogrzebać. I nagle Conway poczuł, jak coś porywa go w górę i unosi w pobliże latającego pojemnika z suszoną śliwką pływającą w syropie…

— W chwilowym podnieceniu — powiedział Arretapec — zapomniałem, że potrzebuje pan mechanicznego urządzenia do teleportacji. Proszę przyjąć wyrazy ubolewania.

— N-nic nie szkodzi — odrzekł Conway drżącym głosem. Nadludzkim wysiłkiem opanował rozdygotane nerwy. Potem zobaczył w dole operatorów pól siłowych. — Dajcie tu nowe radio i zdalne sterowanie projektora! — zawołał nagle.

Dziesięć minut później, choć potłuczony i poobijany, gotów był do dalszej pracy. Stał na brzegu jeziora, Arretapec wisiał u jego ramienia, a nad nim ponownie wznosił się jego piętnastometrowy wizerunek. Arretapec, który utrzymywał kontakt psychiczny z brontozaurem ukrytym pod powierzchnią, oświadczył, że ważą się losy eksperymentu. Pacjent miał wstrząsające przejścia, ale obecnie znajdował się w bezpiecznym dlań miejscu, pod wodą — tam gdzie dotychczas znajdował ratunek przed głodem i napaścią wrogów — i to, wraz z psychicznym wsparciem będącym dziełem Arretapeca, wpływało nań uspokajająco.

Conway czekał, na przemian z nadzieją, na przemian w czarnej rozpaczy.

Czasami za sprawą siły swoich uczuć przeklinał. Nie byłoby to takie trudne i nie znaczyłoby dla niego tak wiele, gdyby nie poznał wówczas zamysłów Arretapeca ani gdyby tak nie polubił tej sztywnej i przesadnie protekcjonalnej kulki gnoju. Przecież każda istota z takim intelektem, która chciała osiągnąć to, co zamierzał Arretapec, miała prawo do uczucia wyższości.

Nagle wielka głowa wysunęła się ponad powierzchnię wody i ogromne cielsko wylazło na brzeg. Powoli, niezgrabnie zgięły się tylne nogi, a długa stożkowata szyja uniosła się. Brontozaur znowu chciał się bawić.

Coś ścisnęło Conwaya za gardło. Popatrzył tam, gdzie leżało kilkanaście gotowych do użycia wiązek soczystej zieleniny, jedna z nich zaś znajdowała się już w drodze do gada. Zamachał nagle ręką.

— Och, dajcie mu wszystkie — powiedział. — Zasłużył na nie…

* * *

— Więc kiedy Arretapec zapoznał się z warunkami na planecie pacjenta — mówił nieco sztywno Conway — a jego zdolność prekognicji powiedziała mu, jaka będzie najprawdopodobniej przyszłość brontozaurów, po prostu musiał spróbować ją zmienić.

Conway znajdował się w biurze naczelnego psychologa i zdawał wstępny, ustny raport w otoczeniu zaciekawionych twarzy O’Mary, Hardina, Skemptona i dyrektora szpitala. Byłoby wielką przesadą, gdyby ktoś stwierdził, że czuł się swobodnie.

— Arretapec należy jednak do starej, dumnej rasy, a dar telepatii zwiększa jeszcze jego wrażliwość: telepaci rzeczywiście czują, co inni o nich myślą. Propozycja Arretapeca była tak śmiała, a jego i jego rasę narażała na tak ogromną śmieszność, gdyby zamierzenie się nie powiodło, że po prostu musiał wszystko trzymać w tajemnicy. Warunki na planecie brontozaurów wskazywały, że po wymarciu olbrzymich gadów nie powstanie tam inna rasa istot inteligentnych, a z geologicznego punktu widzenia owo wymarcie nie było zbyt odległe. Rasa, do której należy pacjent, zamieszkiwała tę planetę już od dość dawna — uzbrojony ogon i umiejętność pływania pozwoliły jej przeżyć inne, bardziej drapieżne i wyspecjalizowane — ale zmiany klimatyczne były nieuniknione, a dinozaury nie mogły podążyć za słońcem ku równikowi, lądy tej planety dzielą się bowiem na wiele małych kontynentów. Brontozaur nie umie przebyć oceanu. Gdyby jednak owe gigantyczne gady można było skłonić do wykształcenia parapsychicznej zdolności teleportacji, bariera oceanu zniknęłaby, a wraz z nią niebezpieczeństwo nadchodzącego głodu. To właśnie powiodło się doktorowi Arretapecowi.

— Skoro Arretapec dał brontozaurowi zdolność teleportacji drogą bezpośredniego oddziaływania na mózg — włączył się w tym momencie O’Mara — dlaczego nie można tego samego osiągnąć u nas?

— Prawdopodobnie dlatego, że dajemy sobie świetnie radę bez niej — odparł Conway. — Z drugiej strony pacjentowi wykazano i dano do zrozumienia, że owa zdolność jest konieczna do jego przeżycia. Gdy sobie to uświadomi, będzie z niej korzystał i przekazywał ją, gdyż występuje ona w postaci utajonej prawie u wszystkich gatunków. Wychowanie istot inteligentnych na planecie, która inaczej stałaby się martwa, oto projekt godny tych szlachetnych nauczycieli…

Conway myślał teraz o tamtym krótkim, prekognicyjnym wejrzeniu w myśli telepaty — o obrazie cywilizacji, która rozwinie się na planecie brontozaurów, a także o tych monstrualnych, lecz pełnych dziwnej gracji istotach, które będą ją zamieszkiwać w jakiejś bardzo odległej przyszłości. Nie wypowiedział jednak tych myśli głośno.

— Jak większość telepatów — rzekł zamiast tego — Arretapec był jednocześnie delikatny i niechętny czysto fizycznym metodom doświadczalnym. Dopiero kiedy pokazałem mu psa doktora Mannona i wyjaśniłem, że ucząc zwierzę jakiejś nowej umiejętności, dobrze jest nauczyć je kilku sztuczek z nią związanych, zaczęliśmy do czegoś dochodzić. Zaprezentowałem mu tę zabawę, w której rzucam w psa poduszkami, a ten, szarpiąc je przez chwilę, robi z nich stos i pozwala się nań rzucić. W ten sposób zademonstrowałem, że stworzenia na niezbyt wysokim poziomie umysłowym nie mają nic przeciwko — w pewnych granicach — niewielkiej szamotaninie…

1 ... 29 30 31 32 33 34 35 36 37 ... 58
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)