Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Szpital kosmiczny - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Szpital kosmiczny

Электронная книга - «Szpital kosmiczny». Краткое содержание книги:

Szpital kosmiczny
1 ... 25 26 27 28 29 30 31 32 33 ... 58
Перейти на страницу:

Jeden z autorytetów twierdził, że te olbrzymie gady były największą pomyłką natury. A jednak, utrzymywał inny, przetrwały one trzy okresy geologiczne — trias, jurę i kredę — w sumie sto czterdzieści milionów lat, czyli dość długo jak na „pomyłkę”, zważywszy, że człowiek istnieje dopiero około pół miliona lat…

Conway wyszedł z biblioteki w przeświadczeniu, że odkrył coś ważnego, ale co to było, nie mógł sobie uświadomić. Bardzo go to drażniło. W czasie pospiesznego obiadu stwierdził, że potrzebuje więcej informacji, a tylko jedna osoba może mu ich udzielić. Musiał znowu pójść do O’Mary.

— A gdzież jest nasz mały przyjaciel? — zapytał ostro psycholog, gdy Conway wszedł do jego pokoju kilka minut później. — Pokłóciliście się, czy co?

Conway przełknął ślinę i spróbował zapanować nad głosem.

— Doktor Arretapec — odparł — chciał przez jakiś czas samotnie popracować nad pacjentem, ja zaś poszedłem do biblioteki poczytać trochę o dinozaurach. Chciałem zapytać, czy ma pan może dla mnie jakieś dodatkowe informacje.

— Trochę — odparł O’Mara. Przez kilka bardzo denerwujących chwil przyglądał się Conwayowi. — Oto one — powiedział w końcu.

Statek badawczy Korpusu Kontroli, który odkrył rodzinną planetę Arretapeca, stwierdziwszy wysoki stopień rozwoju cywilizacji, wyjawił jej mieszkańcom zasadę działania hipernapędu. Jedną z pierwszych planet, które te istoty odwiedziły, był surowy, młody świat pozbawiony istot rozumnych, jednak zainteresowała je tam pewna rasa zwierząt — gigantycznych gadów. Rodacy Arretapeca oświadczyli Radzie Galaktycznej, że przy odpowiedniej pomocy zdołają osiągnąć coś, co okaże się korzystne dla całej cywilizacji kosmosu, a ponieważ rasa telepatów nie mogła kłamać ani nawet pojąć istoty kłamstwa, otrzymali pomoc, o którą prosili. I tak Arretapec i jego pacjent przybyli do Szpitala.

O’Mara oświadczył również, że ma jeszcze jedną dobrą informację. Otóż, jak się wydaje, istoty klasy VUXG dysponują jakąś zdolnością prekognicji. Nie znalazła ona jednak dotąd zastosowania, nie dotyczy bowiem jednostek, lecz całych społeczeństw, a i to w tak odległej przyszłości i przypadkowo, że jest praktycznie bezużyteczna.

Conway wyszedł od O’Mary, mając jeszcze większy mętlik w głowie niż poprzednio.

Nadal próbował zebrać porozrzucane strzępy informacji w coś, co miałoby jakiś sens, ale albo był zbyt zmęczony, albo zbyt głupi. A zmęczony był na pewno; przez ostatnie dwa dni jego mózg zdawał mu się gęstą, znużoną mgłą…

Pomyślał, że między tymi dwoma zdarzeniami — przybyciem Arretapeca i owym niewyjaśnionym zmęczeniem — musi być jakiś związek. Był w dobrej kondycji, a żaden wysiłek mięśni ani umysłu nigdy jeszcze nie wyczerpał go w takim stopniu. Zresztą, czyż VUXG nie powiedział, że to swędzenie jest objawem rozstroju psychicznego?

I oto nagle praca z Arretapekiem nie wydawała mu się już tylko nużąca czy denerwująca. Conway zaczynał się obawiać o swoje zdrowie. Co, jeśli swędzenie spowodował jakiś nowy rodzaj bakterii, których jego wskaźnik osobisty nie potrafi wykryć? Pomyślał już o czymś takim, gdy z powodu wiercenia został wyrzucony przez Arretapeca, ale przez resztę dnia podświadomie starał się przekonać siebie, że to nic takiego, ponieważ natężenie owych sensacji zmalało prawie do zera. Teraz wiedział już, że powinien wtedy poprosić, by zbadał go jakiś doświadczony internista. Nawet teraz powinien to zrobić.

Był jednak bardzo zmęczony. Przyrzekł sobie, że rano poprosi doktora Mannona, swego poprzedniego zwierzchnika, by go zbadał. Rano będzie musiał także jakoś pogodzić się z Arretapekiem. Zasypiając, cały czas głowił się nad tym, jaką to dziwną chorobą mógł się zarazić, a także, jak należy przepraszać istoty klasy VUXG.

IV

Następnego dnia w blacie biurka widniała kolejna, pięciocentymetrowa dziura, w której siedział Arretapec. Gdy tylko Conway dał poznać, że się obudził, VUXG odezwał się do niego.

— Przyszło mi wczoraj na myśl — powiedział — że jeśli chodzi o samokontrolę, równowagę emocjonalną oraz zdolność znoszenia czy też ignorowania drażniących drobiazgów, być może oczekiwałem zbyt wiele od istot, które są — stosunkowo, ma się rozumieć — na niskim poziomie umysłowym. Dlatego też dołożę wszelkich starań, by mieć to na uwadze podczas naszych dalszych kontaktów.

Dopiero po kilku sekundach doszło do Conwaya, że Arretapec go w ten sposób przeprosił. Pomyślał wtedy, że są to najbardziej obraźliwe przeprosiny, jakie w życiu słyszał, i że dobrze świadczy to o jego samokontroli, iż nie wspomniał o tym Arretapecowi. Zamiast tego uśmiechnął się i zaczął upierać, że to jego wina. Następnie udali się do pacjenta.

Wnętrze transportowca zmieniło się nie do poznania. Zamiast pustej kuli pokrytej błotnistą mazią z ziemi, wody i liści trzy czwarte jej powierzchni stanowiło doskonałą reprodukcję krajobrazu mezozoicznego. Nie był on jednak taki sam jak na zdjęciach oglądanych przez Conwaya poprzedniego dnia, tam bowiem była to dawna ziemska era, roślinność wewnątrz statku zaś została przeniesiona z planety pacjenta. Niemniej różnice były zdumiewająco niewielkie. Największa zmiana nastąpiła na niebie.

Tam gdzie poprzednio widać było przeciwległą stronę kuli, obecnie unosiła się bladoniebieska mgiełka, w której płonęło bardzo naturalnie wyglądające słońce. Puste wnętrze statku prawie całkowicie zakryto tym półprzeźroczystym gazem, toteż trzeba było bardzo bystrego oka oraz wiedzy, by stwierdzić, że nie jest to rzeczywista powierzchnia planety z autentycznym słońcem płonącym na zamglonym niebie. Technicy wykonali dobrą robotę.

— Nie sądziłem, aby w tych warunkach możliwa była tak skomplikowana i naturalna rekonstrukcja — powiedział nagle Arretapec. — Należą się panu słowa uznania. To powinno mieć bardzo pozytywny wpływ na pacjenta.

* * *

Istota, o której mówiono — z jakiegoś osobliwego powodu technicy nazywali ją „Emily” — z zadowoleniem objadała liście ze szczytu dziesięciometrowej rośliny przypominającej palmę. To, że znajdowała się na suchym lądzie, zamiast żerować pod wodą, było — jak domyślał się Conway — symptomatyczne dla jej stanu psychicznego, starożytny brontozaur bowiem w chwili zagrożenia niezmiennie umykał do wody, która była jego jedyną osłoną. Najwyraźniej neobrontozaur nie miał żadnych zmartwień.

— W zasadzie to to samo co wyposażenie sali dla każdego pacjenta żyjącego w warunkach różnych od ziemskich — powiedział skromnie Conway. — Różnica polegała tylko na skali wykonanych prac.

— Niemniej jednak jestem pod wrażeniem tego wszystkiego — odrzekł Arretapec.

Najpierw przeprosiny, a teraz komplementy, pomyślał kwaśno Conway. Gdy zbliżyli się do zwierzęcia i VUXG raz jeszcze ostrzegł go, by zachowywał się spokojnie, Conway odgadł, że zmiana usposobienia Arretapeca jest wynikiem dzieła techników. Skoro pacjent ma obecnie idealne warunki, terapia — jakakolwiek by była — ma większe szansę powodzenia…

Nagle znowu pojawiło się swędzenie. Zaczęło się w zwykłym miejscu, w głębi prawego ucha, ale tym razem rozszerzyło się i spotęgowało, aż w końcu Conway miał wrażenie, że cały jego mózg pokryty jest pełzającymi robaczkami. Poczuł, jak występują nań zimne poty, i przypomniał sobie obawy z poprzedniego dnia, kiedy to postanowił pójść do doktora Mannona. Nie był to wytwór jego wyobraźni — to było coś poważnego, może nawet śmiertelnie poważnego. Panicznym, bezwiednym ruchem wyrzucił ręce ku głowie, strącając na ziemię pojemnik z Arretapekiem.

— Znowu się pan wierci… — zaczął VUXG.

1 ... 25 26 27 28 29 30 31 32 33 ... 58
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)