Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Szpital kosmiczny - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Szpital kosmiczny

Электронная книга - «Szpital kosmiczny». Краткое содержание книги:

Szpital kosmiczny
1 ... 28 29 30 31 32 33 34 35 36 ... 58
Перейти на страницу:

Przez całą drogę do transportowca czuł wzrastające napięcie. Kiedy dawał ostatnie instrukcje technikom i upewniał się, że wszyscy wiedzą, co robić w każdej możliwej sytuacji, czuł, że żartuje trochę za wiele i śmieje się nieco zbyt głośno. Ale w końcu wszyscy zdradzali oznaki przemęczenia. A jakiś czas później, gdy stanął niecałe pięćdziesiąt metrów od pacjenta, obwieszony sprzętem jak choinka — degrawitator opinający go w pasie, wyzwalacz i monitor projektora stereoskopowego umocowane na piersi, na ramionach zaś zawieszona ciężka radiostacja — jego napięcie osiągnęło punkt kulminacyjny, jak u sprężyny, której bardziej już nie można nakręcić.

— Ekipa projekcyjna gotowa — rozległ się jakiś głos.

— Pożywienie na miejscu — odezwał się inny.

— Wszyscy operatorzy pól siłowych na stanowiskach — doniósł trzeci.

— W porządku, doktorze — powiedział Conway do unoszącego się w powietrzu Arretapeca i przesunął nagle suchym językiem po jeszcze suchszych wargach. — Niech pan robi swoje.

Nacisnął wyzwalacz projektora i natychmiast wokół niego i nad nim pojawił się niematerialny obraz jego samego, ale wysokości piętnastu metrów. Zobaczył, jak głowa pacjenta unosi się, i usłyszał ów niski, jęczący dźwięk, który brontozaur wydawał w chwilach podniecenia lub przestrachu, a który tak dziwacznie kontrastował z jego rozmiarami. W końcu ujrzał, że pacjent cofa się niezgrabnie ku brzegowi jeziora. Ale Arretapec zawzięcie wysyłał ku dwóm jego mózgom silne fale uczucia spokoju i zaufania — i oto wielki gad uspokoił się. Bardzo powoli, aby go nie spłoszyć, Conway sięgnął za siebie, podniósł coś i położył to przed sobą. Ponad nim jego piętnastometrowy obraz uczynił to samo.

Jednak w miejscu, gdzie olbrzymia dłoń projekcji sięgnęła ziemi, znajdowała się wiązka roślinności, a gdy jego ręka się uniosła, wiązka poszybowała za nią, utrzymywana przez delikatnie prowadzone trzy skupione pola siłowe. Świeża, wilgotna nadal wiązka liści palmowych znalazła się w pobliżu wciąż jeszcze niespokojnego brontozaura, pozornie położona przez olbrzymią dłoń, która następnie wycofała się. Po chwili oczekiwania, która Conwayowi zdała się wiecznością, potężna zakrzywiona szyja wygięła się w dół. Brontozaur zaczął skubać…

Conway raz jeszcze wykonał te same ruchy, a potem znowu. Za każdym razem jego piętnastometrowy obraz przybliżał się coraz bardziej do zwierzęcia.

Wiedział, że brontozaur mógł w razie potrzeby jeść znajdującą się wokół niego roślinność, ale od kiedy rozpylacz doktora Hardina włączył się do akcji, nie było to zbyt smaczne pożywienie. Gad poznawał, że te smaczne kąski to dawne, pyszne jedzonko — świeże, soczyste, słodko pachnące — które nie wiedzieć czemu, ostatnio jakoś zniknęło. Skubanie przeszło w żarłoczne pożeranie.

— Bardzo dobrze — powiedział Conway. — Etap drugi…

VI

Korzystając z małego monitora, na którym widać było, jak jego obraz ma się do wielkości brontozaura, Conway ponownie wysunął rękę. Umieszczony na przeciwległej ścianie niewidoczny operator włączył kolejne pole siłowe, synchronizując je z ruchami ręki, co w sumie dało taki efekt, jakby pacjenta głaskano po potężnym karku, stosując zdecydowany, choć łagodny nacisk. Po pierwszej chwili przestrachu pacjent wrócił do jedzenia i tylko co jakiś czas drżał lekko. Arretapec doniósł, że brontozaurowi sprawia to przyjemność.

— A teraz — powiedział Conway — pobawimy się trochę mniej delikatnie.

Dwie olbrzymie ręce spoczęły na boku gada, zmasowane pola siłowe pchnęły go, przewracając z trzaskiem, który wstrząsnął podłożem. Przerażony teraz naprawdę brontozaur rzucał się wściekle i unosił nogi, na próżno usiłując dźwignąć niezgrabne i ociężałe cielsko. Jednak potężne dłonie nie zamierzały zadać śmiertelnego ciosu; nadal tylko głaskały go i poklepywały. Brontozaur uspokoił się i zaczął ponownie okazywać zadowolenie, ale ręce nagle zmieniły pozycję. Pola siłowe pochwyciły leżące ciało, uniosły je i przewróciły na drugą stronę.

Włączywszy degrawitator, by zwiększyć swą ruchliwość, Conway zaczął podskakiwać obok brontozaura i ponad nim, a Arretapec, który był z pacjentem w kontakcie psychicznym, cały czas donosił o skutkach poszczególnych bodźców. Conway poklepywał olbrzymiego gada, głaskał go, okładał pięściami i popychał swymi potężnymi niematerialnymi rękoma, a przez cały czas obsługa pól siłowych znakomicie za nim nadążała…

Podobne zabiegi prowadzono już poprzednio, wraz z innymi działaniami, które — jak szeptano — jednego technika wpędziły w alkoholizm, przynajmniej czterech innych z kolei z niego wyleczyły. Ale dopiero kiedy wzięto pod uwagę współczynnik wielkości, tak jak dziś, i wykorzystano trójwymiarowy projektor, wyniki doświadczeń zaczęły być obiecujące. Wcześniej, przez miniony tydzień, wyglądało to tak, jakby mysz maltretowała psa bernardyna. Nic więc dziwnego, że brontozaur wpadał w panikę, gdy przytrafiały mu się najprzeróżniejsze niewytłumaczalne rzeczy, a jedyną ich przyczyną, którą mógł zobaczyć, były dwie maleńkie, ledwie przezeń widziane istoty!

Gatunek, do którego należał pacjent, zamieszkiwał swą planetę od stu milionów lat, a jego przedstawiciele byli niezwykle długowieczni. Chociaż oba mózgi gada były stosunkowo niewielkie, był on znacznie inteligentniejszy od psa, toteż wkrótce Conway nauczył go służyć i prosić.

A dwie godziny później brontozaur uniósł się w powietrze.

* * *

Wzbił się momentalnie: monstrualny, niezgrabny, niemożliwy do opisania potwór, którego ogromne nogi bezwolnie wykonywały ruchy jak przy chodzeniu, a wielkie szyja i ogon zwisały, lekko się kołysząc. To mózg krzyżowy, a nie czaszkowy steruje lewitacją, pomyślał Conway, gdy olbrzymi gad zbliżył się do wiązki liści palmowych, które zachęcająco wisiały sześćdziesiąt metrów nad jego głową. Ale to był drobiazg. Brontozaur lewitował, a o to chodziło. Chyba że…

— Pomaga mu pan? — Conway zapytał ostro Arretapeca.

— Nie.

Odpowiedź była, jak zwykle, z konieczności beznamiętna, ale gdyby VUXG był człowiekiem, byłby to okrzyk triumfu.

— Dobra, stara Emily — rozległ się okrzyk w słuchawkach Conwaya. Był to chyba jeden z operatorów pól siłowych. — Uwaga, przelatuje obok!

Brontozaur nie trafił w zawieszoną wiązkę liści i unosił się coraz szybciej. Wykonał niezgrabny, konwulsyjny ruch, by dosięgnąć jej w locie, co nadało jego ciału wyraźny ruch wirowy. Dalsze gwałtowne ruchy szyi i ogona tylko pogarszały sytuację…

— Lepiej ją stamtąd zdjąć — powiedział z naciskiem inny głos. — To sztuczne słońce może jej spalić ogon.

— A to wirowanie napędza jej stracha — zgodził się Conway. — Uwaga, operatorzy pól!

Ale było już za późno. Słońce, ziemia i niebo wirowały jak szalone wokół istoty przyzwyczajonej dotąd do solidnego gruntu pod nogami. Brontozaur chciał gdzieś uciec — w górę lub w dół, gdziekolwiek. Pomimo desperackich wysiłków Arretapeca, by go uspokoić, nastąpiła ponowna teleportacja.

Conway ujrzał, jak owa olbrzymia góra cielska i kości startuje znienacka, przynajmniej cztery razy szybciej niż na początku.

— Uwaga, sektor H! — ryknął. — Wyhamujcie go, ale łagodnie! Ale nie było ani czasu, ani miejsca na łagodne hamowanie. Aby uniknąć śmiertelnego uderzenia o powierzchnię statku — a także przebicia jej i wypadnięcia w kosmos — operatorzy musieli działać płynnie, lecz stanowczo, toteż brontozaurowi to z konieczności ostre hamowanie musiało się wydać silnym uderzeniem o przeszkodę. Ponownie się uniósł.

1 ... 28 29 30 31 32 33 34 35 36 ... 58
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)