Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Szpital kosmiczny - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Szpital kosmiczny

Электронная книга - «Szpital kosmiczny». Краткое содержание книги:

Szpital kosmiczny
1 ... 27 28 29 30 31 32 33 34 35 ... 58
Перейти на страницу:

Czekając na odpowiedź, Conway dziękował Opatrzności, że VUXG należy do rasy wysoko rozwiniętej etycznie i nie uznaje stosowania telepatii wobec nie-telepatów. W przeciwnym razie Arretapec wiedziałby, że Conway pewien jest istnienia u Emily dwóch ośrodków nerwowych. Gdy pewnej nocy Arretapec zajęty był wygryzaniem kolejnej dziury w biurku Conwaya, on sam zaś i pacjent smacznie spali, kolega doktora potajemnie prześwietlił niczego nie podejrzewającego dinozaura.

— Pańskie domniemania są słuszne — odezwał się w końcu VUXG — a te informacje interesujące. Nie wiedziałem dotąd, że jedna istota może posiadać dwa mózgi. To może wyjaśniać niezwykłe trudności w kontakcie z tym stworzeniem. Zbadam to.

Conway znowu poczuł swędzenie w głowie, ale tym razem był na to przygotowany i nie zareagował „wierceniem się”. W końcu swędzenie ustało.

— Jest reakcja — powiedział Arretapec. — Po raz pierwszy otrzymałem odpowiedź.

Swędzenie pojawiło się znowu i zaczęło wzrastać.

Nie przypominało to wrażenia, jakby mrówki z rozżarzonymi do czerwoności szczypcami wyjadały mu mózg, myślał Conway, cierpiąc, lecz starając się nie poruszyć i nie rozproszyć skupionego Arretapeca, gdy ten w końcu do czegoś dochodził; wrażenie było takie, jakby ktoś zardzewiałym gwoździem wybijał dziury w jego biednym, rozdygotanym mózgu. Jeszcze nigdy tak się nie czuł; była to istna tortura.

I nagle nastąpiła subtelna zmiana w rodzaju doznań. Nie zmniejszenie, lecz pewien dodatek. Conway pochwycił przelotny błysk czegoś — jakby kilka taktów wielkiego utworu muzycznego, odtwarzanych z pękniętej płyty lub piękno dzieła sztuki, które jest popękane i zniekształcone prawie nie do poznania. Był pewien, że na chwilę, poprzez zakłócające fale bólu, zajrzał do myśli Arretapeca.

Teraz wiedział już wszystko…

* * *

VUXG otrzymywał odpowiedzi przez cały dzień, ale były to odruchy przypadkowe, gwałtowne i niekontrolowane. Po jednej, szczególnie dramatycznej reakcji, w czasie której przerażony dinozaur zrównał z ziemią drzewa na całym hektarze, a następnie w popłochu schronił się w jeziorze, Arretapec ogłosił koniec pracy.

— To na nic — powiedział. — Stwór nie chce sam zrobić tego, czego go uczę, a kiedy zmuszam go, wpada w przerażenie.

W beznamiętnym, płaskim głosie z autotranslatora nie słychać było żadnych emocji, ale Conway, który miał przelotny kontakt z umysłem Arretapeca, domyślał się gorzkiego rozczarowania, jakie tamten odczuwał. Ogromnie chciał pomóc, ale wiedział, że żadnego bezpośredniego wsparcia nie może udzielić — w tym wypadku właściwą pracę musiał wykonać Arretapec, on sam zaś mógł tylko czasem to i owo popchnąć naprzód. Gdy wrócił do swego pokoju na noc, ciągle jeszcze łamał sobie głowę nad tym problemem, a zanim zasnął, zdawało mu się, że znalazł odpowiedź.

Następnego dnia wytropili z Arretapekiem doktora Mannona, który właśnie wchodził na blok operacyjny dla klasy DBLF.

— Panie doktorze, możemy pożyczyć pańskiego psa? — zapytał Conway.

— Do celów zawodowych czy dla rozrywki? — Mannon zmierzył go podejrzliwym wzrokiem. Był tak przywiązany do swego psa, że niektórzy nieziemscy lekarze podejrzewali istnienie między nimi jakiegoś związku symbiotycznego.

— Nic mu się nie stanie — zapewnił go Conway.

— Będę wdzięczny.

Conway odebrał smycz od trzymającego psa stażysty z Tralthanu.

— Teraz wracamy do mojego pokoju — powiedział do Arretapeca.

Dziesięć minut później, szczekając wściekle, pies Mannona biegał dookoła pokoju, Conway zaś obrzucał go poduszkami i podgłówkami. Nagle jedna z poduszek trafiła psa i przewróciła go. Dźwięk łap szorujących i ślizgających się po plastykowej posadzce ustąpił miejsca gwałtownemu wybuchowi pisków i warknięć.

Conway poczuł, jak coś unosi go w powietrze, zawieszając na wysokości trzech metrów nad podłogą.

— Nie sądziłem — zahuczał z biurka głos Arretapeca — że chce pan zrobić mi pokaz ziemskiego sadyzmu. Jestem wstrząśnięty, przerażony. Niech pan natychmiast wypuści to nieszczęsne zwierzę.

— Proszę mnie postawić na ziemi, a wszystko wyjaśnię — odrzekł Conway.

* * *

Ósmego dnia współpracy oddali psa Mannonowi i powrócili do zajęć z dinozaurem. Pod koniec drugiego tygodnia wciąż jeszcze pracowali, a ich obu oraz pacjenta obgadywano, opiskiwano, oświstywano i ochrząkiwano we wszystkich językach, które były w użyciu w szpitalu. Pewnego dnia siedzieli w jadalni, gdy Conway uświadomił sobie, że wybrzękujący komunikaty głośnik wywołuje właśnie jego nazwisko.

— …O’Marą przez interkom — ciągnął monotonnie głośnik. — Uwaga, doktor Conway. Proszę jak najprędzej skontaktować się z majorem O’Marą przez interkom…

— Przepraszam — powiedział Conway do Arretapeca, spoczywającego na kostce plastyku, którą kierownik obsługi znacząco umieścił na stole Conwaya. Ruszył w kierunku najbliższego komunikatora.

— To nie jest sprawa życia lub śmierci — odrzekł O’Mara zapytany, o co chodzi. — Chciałbym uzyskać od pana kilka wyjaśnień. Na przykład, doktor Hardin pieni się z wściekłości, gdyż służąca, za pożywienie roślinność, którą z taką troską sadzi i uzupełnia, została spryskana jakąś substancją, która pogorszyła jej smak. Dlaczego pewna część żywności zachowała dawny smak, ale jest trzymana pod kluczem? Po co wam projektor trójwymiarowy? I skąd w tym wszystkim pies Mannona? — O’Mara, chcąc nie chcąc, zatrzymał się, by nabrać oddechu, po czym wyrzucał z siebie dalsze oskarżenia. — A pułkownik Skempton mówi, że jego technicy biegają jak szaleni, montując wam coraz to nowe generatory pól siłowych. Nie o to chodzi, że on ma coś przeciwko temu, ale jego zdaniem, gdyby całą tę maszynerię umieścić na zewnątrz zamiast w środku, ten wrak, w którym się grzebiecie, mógłby stawić czoło i dołożyć krążownikowi Federacji. No, a jego ludzie, hm… — O’Mara mówił normalnym tonem, ale słychać było, że robi to z trudem. — Wielu z nich musi szukać mojej fachowej porady. Niektórzy, zapewne ci szczęśliwsi, po prostu nie wierzą własnym oczom. Inni za to znacznie bardziej woleliby zobaczyć różowe słonie. — Nastąpiło krótkie milczenie, po którym O’Mara kontynuował. — Mannon oświadczył mi, że gdy chciał pana wypytać, zasłonił się pan etyką zawodową i nie chciał nic powiedzieć. Zastanawiałem się…

— Bardzo mi przykro, ale… — powiedział niezręcznie Conway.

— Ale co wy robicie, do jasnej cholery?! — wybuchnął O’Mara. — Zresztą, wszystko jedno. Życzę powodzenia. Koniec.

* * *

Conway pospieszył do swego miejsca, by podjąć przerwany dyskurs z Arretapekiem.

— Wygłupiłem się — powiedział, gdy chwilę później opuszczali jadalnię. — Trzeba było wziąć pod uwagę współczynnik wielkości. No, ale teraz już mamy…

— Obaj się wygłupiliśmy, przyjacielu Conway — poprawił go Arretapec monotonnym głosem autotranslatora. — Jak dotąd, większość pańskich pomysłów dała pozytywne rezultaty. Stanowi pan dla mnie nieocenioną pomoc, i to do tego stopnia, że czasem podejrzewam, iż odgadł pan, co chcę osiągnąć. Mam nadzieję, że również ten ostatni pomysł da wyniki.

— Będziemy trzymać kciuki.

Tym razem Arretapec nie zwrócił uwagi, jak to miał w zwyczaju, że po pierwsze, nie wierzy w szczęśliwy przypadek, po drugie zaś, nie ma palców. Nieziemiec zdecydowanie coraz lepiej pojmował obyczaje ludzi. Conway zaś pragnął gorąco, żeby ów nieskalany VUXG odczytał teraz jego myśli i poznał, jak dalece lekarz się w to zaangażował, jak bardzo chciał, żeby popołudniowy eksperyment Arretapeca się powiódł.

1 ... 27 28 29 30 31 32 33 34 35 ... 58
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)