Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Dalekie szlaki [Галактическая разведка - pl]l]
Dalekie szlaki [Галактическая разведка - pl]l] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Dalekie szlaki [Галактическая разведка - pl]l]

Электронная книга - «Dalekie szlaki [Галактическая разведка - pl]l]». Краткое содержание книги:

Trafiamy oto na Ziemię dalekiej przyszłości. Nie wiemy dokładnie, który to rok, lecz „czytając między wierszami” przypuszczam, że akcja rozgrywa się w okolicach przełomu trzeciego i czwartego tysiąclecia. Ludzie osiągnęli technologiczne szczyty. Na Ziemi kontrolują pogodę, w kosmosie, dzięki silnikom wykorzystującym tzw. efekt Taniewa, poruszają się z prędkością wielokrotnie przewyższającą szybkość światła. Krótkodystansowa komunikacja odbywa się za pośrednictwem fal mózgowych, a na obiekty fizyczne wpływać można dzięki swobodnie generowanym polom siłowym. Uporano się ze wszystkimi wielkimi plagami ludzkości, takimi jak katastrofy naturalne, głód, choroby… I nie, nie ma żadnego „ale”. Homo sapiens osiągnął ostateczną formę dobrobytu oraz szczęścia na Ziemi i zajął się zaawansowaną eksploracją Wszechświata. Nawiązano kontakt z wieloma inteligentnymi rasami, ale żadna z nich nie dorównuje poziomem zaawansowania technicznego człowiekowi. Wygląda więc na to, że ludziom przypadła rola przodowników kosmosu. Do czasu… Na arenie międzygwiezdnych zdarzeń pojawiają się potężni i zagadkowi Galaktowie oraz złowrodzy Niszczyciele. Bohaterowie wyruszają na sztuczną planetę Orę, gdzie odbyć ma się wielka konferencja z udziałem wszystkich zjednoczonych pod przewodnictwem człowieka inteligentnych gatunków. Jej uczestnicy zadecydują, jakie kroki należy podjąć w związku z odkryciem nowych ras i na jakich zasadach spróbować nawiązać z nimi kontakt.
1 ... 25 26 27 28 29 30 31 32 33 ... 43
Перейти на страницу:

— Trudno — powiedziałem. — A co u pana. Osimo?

Osima znalazł w samobieżnych skrzyniach Niszczycieli działa elektromagnetyczne, sprawne i łatwe w obsłudze. Wypróbował je i stwierdził, że mają wielką siłę ognia. Wyrzucane przez nie strumienie ładunku elektrycznego zamieniają w plazmę wszystkie przedmioty znajdujące się na osi strzału.

— Możemy bezzwłocznie rozpocząć ostrzał Stacji — zameldował Osima.

Orlan zmienił się na twarzy. — O co chodzi? — zapytałem.

— Działa elektromagnetyczne są groźną bronią, ale gdy dojdzie do walki, największe nadzieje musimy pokładać w głowookach. Ich zmasowane uderzenia grawitacyjne dadzą lepsze efekty niż salwa elektromagnetyczna. Mamy tylko dwa działa, głowooków zaś jest ponad sto. Wprawdzie nieco osłabły, ale szybko przychodzą do siebie. Sam je poprowadzę do boju.

Rozległ się dziki hałas i grzechotanie. To wracał Gig już na czele oddziału zwiadowców.

— Wybrałem żołnierzy z wyjątkowo precyzyjnymi odczuwaczami — zameldował. — Jesteśmy gotowi do drogi. Czy możemy ruszać?

— Lećcie! — zezwoliłem.

Wiedziałem, że lot niewidzialnych nie jest zbyt szybki i że droga do Stacji i z powrotem zajmie im co najmniej godzinę, tym bardziej że będą musieli kontrolować wskazania swoich odczuwaczy. Muszę tu wyjaśnić, że odczuwacze są czymś w rodzaju narządów zmysłowych działających jedynie w stanie niewidzialności. Odbierają one wszelkie zewnętrzne pola elektryczne, zakłócenia grawitacyjne i strumienie cząstek, przy czym wykrywają je z daleka i w najmniejszym nawet natężeniu. W oczekiwaniu na powrót zwiadowców przekazałem przewodnictwo Osimie i wraz z Romerem i Andre udałem się na szczyt najbliższego wzgórza. Kopuł stamtąd nie było widać, ale można było bez przeszkód obserwować przestrzeń powietrzną nad Stacją.

— Niewidzialni powinni już być nad urządzeniami Stacji — powiedział Andre. — Wygląda na to, że ich nie odkryto, bo nic szczególnego się nie dzieje.

W tej samej chwili w oddali zapłonęło dziesięć ognistych pochodni. Przez jakiś czas pochodnie mknęły siłą rozpędu do przodu, a następnie ostro zawróciły. Przez lornetki dostrzegliśmy, że wewnątrz mknących ku nam ognisk jest pusto.

— Zuch Gig, że nie zrzucił niewidzialności! — wykrzyknął Andre.

Pochodnie przemknęły nad nami i runęły na grunt pośrodku obozu. Do zwiadowców zbliżyły się głowooki i zaczęły zręcznie zbijać z nich płomienie ciosami grawitacyjnymi. Te stwory były świetnymi strażakami!

Dopiero po ugaszeniu ognia zwiadowcy zaczęli pozbywać się swoich niewidzialnych pancerzy. Nikt nie odniósł szwanku.

— Eli, popatrz! — krzyknął Andre. — Na Stacji nic się nie dzieje, nikt nie ściga uciekinierów…

— A po co ich ścigać? Odpędzili i dosyć — odparłem. — Nie chcą nas zabijać, ale puszczać na Stację też nie mają zamiaru.

14

— Wasze odczuwacze źle się spisały — zwróciłem się do Giga, kiedy przyszedł do siebie po wstrząsie. — Póki was nie ogarnął płomień, nawet nie zdawaliście sobie sprawy z niebezpieczeństwa!

— Nie masz racji, admirale! — oburzył się Gig. Poczuliśmy pulsację nieznanych pól, ale się nie wycofaliśmy. Wróciliśmy dlatego, że wykryty zwiadowca staje się tylko żołnierzem, a nie mieliśmy rozkazu rozpoczynać walki…

Niewątpliwie miał nieco racji. Teraz stało się oczywiste, że Stację należy atakować. Nie spieszyłem się jednak z wydaniem rozkazu do szturmu. Postanowiłem zaczekać w nadziei, że jednak zdołamy uzyskać jakieś dokładniejsze informacje o przeciwniku. Poza tym Orlan zażądał tygodnia na podładowanie grawitatorów wyczerpanych poprzednim pochodem i walką głowooków.

Ludzie też nie próżnowali. Osima przestrzeliwał działa grawitacyjne, Anioły ćwiczyły się w użyciu iskierników. Lusin trenował swoich podopiecznych. Ale najwięcej dokonał Andre: zbudował cztery doskonałe analizatory pól siłowych.

— Teraz nawet w wypadku niepowodzenia szturmu dowiemy się wszystkiego o uzbrojeniu przeciwnika, co przyda się nam do następnego ataku — obiecał Andre.

Liczyliśmy teraz nie na zaskoczenie, lecz na siłę naszego uderzenia. Plan ataku wyglądał w skrócie następująco: pośrodku miały iść głowooki wspierane z góry przez niewidzialnych. Na lewym skrzydle Anioły pod dowództwem Truba, na prawym oddział pegazów Kamagina i skrzydlate smoki dowodzone przez Lusina. Oddział lekkiej piechoty zamierzałem na razie trzymać w rezerwie. Osima wraz z samobieżnymi działami elektromagnetycznymi miał walczyć wśród głowooków.

Punkt dowodzenia umieściłem na szczycie wzgórza w pobliżu Stacji. Był tam również Andre ze swymi analizatorami i Romero jako kronikarz wyprawy. W wąwoziku na zboczu wzgórza stało kilka pegazów łącznikowych.

Zgodnie ze starym obyczajem bitwę rozpoczęliśmy o świcie.

— Zaczynajcie! — nadałem przez deszyfrator.

— Na Stacji nic się na razie nie dzieje — zameldował Andre znad analizatorów.

Najpierw ruszyły głowooki. Potężna kolumna niemal dwustu ruchomych twierdz kołyszących wzniesionymi ku górze peryskopami wyglądała bardzo groźnie. Idące na czele dwa samobieżne działa Osimy przypominały dwa tarany przecierające drogę całemu szykowi. Nad głowookami polatywali niewidzialni. Słyszałem w deszyfratorze komendy wydawane przez Giga, ale jego samego oczywiście dostrzec nie mogłem.

Osima wystrzelił salwę, gdy tylko osiągnął dystans skutecznego ognia. Z naszego punktu obserwacyjnego ujrzeliśmy, jak z luf trysnęły dwie ogniste rzeki i pokryły główną kopułę kłębami ognia. Początek był dobry, ale niestety na dobrym początku wszystko się skończyło.

W powietrzu nad atakującą kolumną pojawiło się mnóstwo płomiennych wirów. Z mimowolnym szacunkiem obserwowałem, jak odważnie i spokojnie walczą pozornie niezgrabne głowooki. Aż do nas dobiegały ciężkie tąpnięcia zadawanych przez nie zsynchronizowanych ciosów grawitacyjnych, którymi gasiły szalejące w górze płomienie. Zływrogi tak dobrze broniły swoich dowódców, że ani Orlana, ani Osimy latające pochodnie nawet nie musnęły.

Działa Osimy wystrzeliły drugą salwę, niszcząc dwie małe kopułki, ale pole bitwy ogarnęła nowa fala ognia. Teraz był to jeden wielki płomień, totalna pożoga pokrywająca kolumnę głowooków, Osimę z jego działami, a nawet niewidzialnych żołnierzy Giga. Myślałem już, że cały oddział zostanie unicestwiony, ale wkrótce płomienie zaczęły znów opadać i ujrzeliśmy metodycznie walczące głowooki. Zacząłem nabierać nadziei, że ponownie uda się odeprzeć płomienny kontratak. Ale do walki włączyła się nowa siła. Killta głowooków wywróciło się, a kolumna ściskana niewidzialnymi kleszczami stopniowo zbiła się w niezdolny do oporu tłum. W powietrzu ukazało się w krótkich odstępach czasu kilku rozekranowanych niewidzialnych i bezsilnie runęło w dół.

— Burza jakichś nieznanych pól! — zawołał Andre. — Osima i Orlan wzywają pomocy. Osima nie może zarepetować dział, a głowooki w katastrofalnym tempie tracą grawitację!

Znaleźliśmy się o krok od klęski. W tej sytuacji rozkazałem włączyć do akcji oddziały skrzydlatych i ludzką piechotę.

Z lewej wyprysnęły Anioły uzbrojone w iskierniki i granaty ręczne. Błyskawicznie ogarnął ich zimny, oślepiający płomień, który poza tym nie wyrządzał żadnej szkody. Najwidoczniej był to ogień różny od dotychczas używanego przez wrogów. Anioły leciały więc nadal nie łamiąc szyku, podniosły tylko nieopisany wrzask. Najgłośniej oczywiście ryczał Trub. On też pierwszy dotarł nad pole boju i pierwszy rzucił granat, a następnie uniósł iskiernik do góry. Cały jego oddział postąpił tak samo. Klucz Aniołów leciał prosto na Stację paląc z iskierników na wszystkie strony. Ich atak okazał się w rezultacie zupełnie nieskuteczny, ale był nader widowiskowy.

1 ... 25 26 27 28 29 30 31 32 33 ... 43
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)