Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Vaterland [Fatherland - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Vaterland [Fatherland - pl]

Электронная книга - «Vaterland [Fatherland - pl]». Краткое содержание книги:

Jest rok 1964. Nazistowskie Niemcy triumfują w Europie oraz Azji i przygotowują się do obchodów 75 urodzin Hitlera. Prezydent USA J.F.Kennedy ma przybyć z oficjalną wizytą do Rzeszy, aby przywrócić stosunki dyplomatyczne miedzy krajami. Wtedy uwagę władz przykuwa seria tajemniczych morderstw. Wszystkie ofiary łączy udział w planie eksterminacji Żydów i Słowian. Śledztwo rozpoczynają agencji niemieckiego wywiadu, szpiedzy i amerykańska dziennikarka. Rozwiązanie okaże się bardziej zaskakujące, niż ktokolwiek przypuszcza.
1 ... 25 26 27 28 29 30 31 32 33 ... 86
Перейти на страницу:

— Bardzo się opierał? — zapytał szeptem.

— A jak myślisz? Ale poinformowałem go, że wciąż podpada pod artykuł czterdziesty drugi, i dał się przekonać.

Paragraf czterdziesty drugi Kodeksu Karnego Rzeszy stwierdzał, że „recydywiści i sprawcy wykroczeń przeciwko moralności” mogą być aresztowani na podstawie podejrzenia, że mogliby popełnić kolejne przestępstwo. Narodowy Socjalizm uczył, że skłonności kryminalne ma się we krwi; to rzecz, z którą człowiek się po prostu rodzi, podobnie jak z talentem muzycznym albo blond włosami. W związku z tym wyrok zależał bardziej od charakteru przestępcy aniżeli ciężaru popełnionej przez niego zbrodni. Gangster, który ukradł pięć marek po bójce na pięści, mógł zostać skazany na śmierć, jeśli sędzia stwierdził, iż „okazywane przez niego skłonności przestępcze są tak głęboko zakorzenione, że wyklucza to, aby kiedykolwiek stał się użytecznym członkiem społeczeństwa”. Jednak następnego dnia, w tym samym sądzie, lojalny członek partii, który zastrzelił swoją żonę za obraźliwą uwagę, mógł dostać co najwyżej wyrok z zawieszeniem.

Stiefel nie mógł sobie pozwolić na kolejne aresztowanie. Odsiedział dziewięć lat w Spandau za napad na bank. Nie miał innego wyboru: musiał współpracować z policją, o cokolwiek go prosiła: jako donosiciel, prowokator albo specjalista od otwierania sejfów. Ostatnio prowadził warsztat zegarmistrzowski w Wedding i przysięgał, że zerwał z dawnymi nawykami — w co trudno było uwierzyć, kiedy patrzyło się na niego teraz. Przytknął stetoskop do drzwi sejfu i zaczął powoli przesuwać tarczę. Z zamkniętymi oczyma przysłuchiwał się cichemu odgłosowi obracającego się bębna.

Szybciej, Willi. March zatarł dłonie. Palce zdrętwiały mu z przejęcia.

— Jezu Chryste — szepnął bezgłośnie Jaeger. — Mam nadzieję, że wiesz, co robisz.

— Wyjaśnię ci później.

— Możesz sobie darować. Już ci powiedziałem: nie chcę nic wiedzieć.

Stiefel wyprostował się i przeciągle westchnął.

— Jedynka — powiedział. Jedynka była pierwszą cyfrą kombinacji.

Max, podobnie jak Stiefel, zerkał co jakiś czas na Charlotte Maguire. Siedziała skromnie na pozłacanym krześle z rękoma skrzyżowanymi na piersiach.

— Żeby sprowadzić tutaj cudzoziemkę! Jezu Chryste!

— Szóstka.

I tak to szło, z szybkością jednej cyfry na parę minut, dopóki o godzinie 11.35 Stiefel nie odwrócił się do Xaviera.

— Kiedy urodził się właściciel? — zapytał.

— Dlaczego pytasz?

— Zaoszczędzi nam to czasu. Wydaje mi się, że szyfr oparty jest na jego dacie urodzenia. Do tej pory ustaliłem jeden, sześć, jeden, jeden, jeden, dziewięć. Szesnastego listopada tysiąc dziewięćset…

March zajrzał do swoich notatek.

— Tysiąc dziewięćset drugiego.

— Zero dwa. — Stiefel obrócił dwa razy tarczę i uśmiechnął się. — Najczęściej są to urodziny właściciela, urodziny Führera albo Dzień Narodowego Przebudzenia — powiedział, otwierając drzwi.

Sejf był niewielki: sześcian o boku może piętnastu centymetrów. Nie zawierał wcale banknotów ani biżuterii, ale wyłącznie papiery, w większości stare. Xavier wyjął je na stolik i zaczął przerzucać, — Chciałbym już odejść, Herr Sturmbannführer.

March zignorował go. Związane czerwoną wstążką tytuły własności w Wiesbaden, dotyczące — sądząc na pierwszy rzut oka — rodzinnego domu. Certyfikaty giełdowe. Hoesch, Siemens, Thyssen. Firmy były typowe, ale zainwestowane sumy wydawały się astronomiczne. Polisy ubezpieczeniowe. Jedyny akcent osobisty: fotografia Marii Dymarski w kostiumie kąpielowym z lat pięćdziesiątych.

— No i są tutaj! Ty cholerny, cholerny głupcze! — zawołał spod okna Jaeger.

Plac okrążało jadące szybko, nie oznakowane szare BMW, a w ślad za nim wojskowa ciężarówka. Oba pojazdy zatrzymały się, blokując ulicę, przy budynku. Z samochodu wyskoczył mężczyzna w spiętym paskiem skórzanym płaszczu. Opuszczono klapę i ze skrzyni ciężarówki zaczęli wyskakiwać umundurowani, uzbrojeni w automaty esesmani.

— Szybciej! Szybciej! — wrzasnął Max. Zaczął popychać Charlie i Stiefla w stronę drzwi.

Xavier przerzucał drżącymi palcami pozostałe papiery. Nie podpisana, nie zalepiona błękitna koperta. Było w niej coś ciężkiego. Zajrzał do środka, zobaczył wykaligrafowany nagłówek banku — Zaugg Cie, Bankiers — i wetknął kopertę do kieszeni.

Odezwał się brzęczyk przy domofonie. Dzwonił długimi niecierpliwymi seriami.

— Muszą wiedzieć, że tu jesteśmy!

— Co teraz? — zapytał Jaeger.

Stiefel zrobił się cały szary. Amerykanka stała w miejscu. Chyba nie zdawała sobie sprawy z niebezpieczeństwa.

— Do piwnicy! — krzyknął March. — Może nas nie zauważą. Wsiadajcie do windy.

Pozostała trójka wybiegła z mieszkania. Xavier wetknął papiery z powrotem do sejfu, zatrzasnął drzwiczki, przesunął tarczę i umieścił na swoim miejscu lustro. Zabrakło czasu, żeby zrobić coś ze złamaną pieczęcią przy drzwiach. Trzymali dla niego windę. Wślizgnął się do środka i ruszyli w dół.

Trzecie piętro, potem drugie…

March modlił się, żeby winda nie zatrzymała się na parterze. Nie zrobiła tego. Drzwi otworzyły się w piwnicy. Nad głowami słyszeli stukające po marmurowej posadzce obcasy szturmowców.

— Tędy! — Poprowadził ich w stronę schronu. Krata od otworu wentylacyjnego stała oparta o ścianę tam, gdzie ją zostawił.

Stieflowi nie trzeba było nic mówić. Podbiegł do szybu, podniósł swoją torbę i wrzucił ją do środka. Potem chwycił się cegieł i szurając nogami po gładkiej ścianie, próbował bezskutecznie podciągnąć się do góry.

— Pomóżcie mi — rzucił przez ramię. Xavier i Max złapali go za nogi i podnieśli. Mały człowieczek wsunął się głową naprzód do dziury i zniknął.

Usłyszeli dzwonek i szuranie butów po betonie. Esesmani odnaleźli wejście do piwnicy.

— Ty następna! — zawołał March do Charlie.

— Coś panu powiem. On nigdy się tędy nie przeciśnie — powiedziała, wskazując palcem Jaegera.

Max objął się rękoma, w pasie. Amerykanka miała rację. Był zbyt gruby.

— Ja zostanę. Coś wymyślę. Uciekajcie wy dwoje.

— Nie. — To zaczęło zamieniać się w farsę. Xavier wyjął kopertę z kieszeni i wetknął ją Charlie do ręki. — Niech pani to zabierze. Mogą nas rewidować.

— A pan? — Trzymając w ręku swoje głupie szpilki wspięła się na krzesło.

— Niech pani czeka, aż się odezwę. I nikomu nic nie mówi. — Złapał ją pod kolana i podrzucił w górę. Była lekka jak piórko.

Esesmani byli już na dole. Biegli korytarzem — słyszał trzaskanie otwieranych drzwi. Wsadził z powrotem kratę i kopnął na bok krzesło.

CZĘŚĆ TRZECIA

CZWARTEK, 16 KWIETNIA

Kiedy Narodowy Socjalizm będzie panował dostatecznie długo, niemożliwe będzie wyobrażenie sobie życia innego niż nasze.

ADOLF HITLER
11 lipca 1941

1

Szare BMW wiozło ich na południe Saarland Strasse. Mijali pogrążone we śnie hotele i opustoszałe sklepy śródmieścia. Przy ciemnym gmachu Museum für Völkerkunde skręcili w lewo w Prinz-Albrecht Strasse, kierując się w stronę siedziby Gestapo.

1 ... 25 26 27 28 29 30 31 32 33 ... 86
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)