Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Другие детективы » Raport “Pelikana” [The Pelican Brief-pl]
Raport “Pelikana” [The Pelican Brief-pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Raport “Pelikana” [The Pelican Brief-pl]

Электронная книга - «Raport “Pelikana” [The Pelican Brief-pl]». Краткое содержание книги:

Zabójstwa sędziów Sądu Najwyższego. FBI i CIA są bezradne. Śledztwo stoi w miejscu. Na trop sprawców wpada studentka prawa. Swoje podejrzenia przedstawia w specjalnym raporcie. I staje się celem płatnych morderców i służb specjalnych.
1 ... 26 27 28 29 30 31 32 33 34 ... 97
Перейти на страницу:

– Thomas, Thomas – powtarzała nieprzytomnie.

– Już dobrze, dobrze… – odezwał się jakiś czarny mężczyzna klęczący przy niej. Ostrożnie podtrzymywał jej głowę i głaskał po ręce.

Zobaczyła inne twarze, wpatrzone w nią. Wszyscy powtarzali w kółko:

– Już dobrze, dobrze…

Syreny wyły gdzieś niedaleko. Drżącą dłonią zdjęła ścierkę z czoła i rozejrzała się. Pomiędzy ludźmi widziała czerwono-niebieskie błyski świateł na ulicy. Wycie syren stało się ogłuszające. Usiadła. Oparła się o ścianę baru, tuż pod neonowymi reklamami piwa.

– Wszystko dobrze, panienko? – spytał czarny mężczyzna.

Nie mogła wydobyć głosu. Nawet nie próbowała. Głowa bolała ją tak, jakby czaszka pękła na pół.

– Gdzie jest Thomas? – zapytała cicho.

Spojrzeli po sobie. Pierwszy wóz strażacki zatrzymał się z piskiem opon niecałe dwadzieścia stóp od nich. Tłum rozstąpił się. Padły komendy, strażacy wyskoczyli z wozu i rozbiegli się we wszystkich kierunkach.

– Gdzie jest Thomas? – powtórzyła.

– Jaki Thomas, panienko? – zapytał Murzyn.

– Thomas Callahan – powiedziała cichutko, jakby wszyscy w mieście go znali.

– Był w tym aucie?

Kiwnęła głową i zamknęła oczy. Syreny wyły i milkły na przemian, a w chwilach ciszy słyszała niecierpliwe okrzyki i trzask płomieni. Czuła dym.

Kolejne wozy strażackie nadjechały na syrenach z przeciwnych kierunków. Przez tłum przepychał się policjant.

– Z drogi! Policja! Z drogi! – Odpychał ludzi na boki i w końcu stanął nad nią. Przyklęknął i podsunął jej odznakę pod nos. – Sierżant Rupert z Departamentu Policji Miasta. Słyszy mnie pani?

Słyszała go, i co z tego? Ten Rupert z gęstymi włosami schowanymi pod baseballową czapeczką, ubrany w czarno-złotą klubową bluzę Saintsów, zasłaniał jej widok. Spojrzała na niego nieprzytomnie.

– Czy to był pani samochód? Powiedziano mi, że należał do pani.

Potrząsnęła przecząco głową.

Rupert chwycił ją pod łokcie i zaczął podnosić. Usta mu się nie zamykały. Pytał, jak się czuje, i przez cały czas ciągnął, co bolało jak jasna cholera. Miała pękniętą czaszkę… rozłupaną, zmiażdżoną… na co ten policyjny kretyn w ogóle nie zwracał uwagi. Wstała. Kolana miała jak z waty. Policjant wciąż pytał, jak się czuje.

Wreszcie postawiła pierwszy krok i ruszyła z Rupertem przez tłum. Obeszli wóz strażacki, potem jeszcze jeden i stanęli przy nie oznakowanym policyjnym aucie. Pochyliła głowę. Nie chciała widzieć tego, co dzieje się na parkingu. Rupert bez przerwy coś gadał. Otworzył przednie drzwi i ostrożnie posadził ją na miejscu dla pasażera.

Kolejny gliniarz przykucnął obok samochodu i zaczął zadawać pytania. Był ubrany w dżinsy i kowbojki z ostrym czubkiem. Darby pochyliła się i ukryła twarz w dłoniach.

– Potrzebuję pomocy – szepnęła.

– Jasna sprawa, kobieto. Pomoc nadchodzi. Mam tylko parę pytań. Nazwisko?

– Darby Shaw. Chyba jestem w szoku. Kręci mi się w głowie… będę wymiotować…

– Pogotowie zaraz przyjedzie. Czy to pani samochód?

– Nie.

Kolejny policyjny samochód z godłem, napisem i światłami zatrzymał się z piskiem opon przed wozem Ruperta, który gdzieś zniknął. Kowboj zamknął nagle drzwi i została sama. Pochyliła się i zwymiotowała. Zaczęła płakać. Było jej zimno. Powoli opuściła głowę na fotel kierowcy i zwinęła się w kłębek. Cisza. A potem ciemność.

Ktoś stukał w szybę nad jej głową. Otworzyła oczy i zobaczyła mężczyznę w mundurze i kapeluszu z odznaką. Samochód był zamknięty na klucz.

– Niech pani otworzy! – wrzasnął policjant.

Usiadła i zwolniła przycisk w drzwiach.

– Jest pani pijana?

Łomotało jej w głowie.

– Nie – odparła zrozpaczona.

Otworzył szerzej drzwi.

– To pani samochód?

Przetarła oczy. Musiała się zastanowić.

– Kobieto! Czy to pani samochód?

– Nie! – Spojrzała na niego z niechęcią. – Nie. Ruperta.

– Dobra. Kim, do cholery, jest Rupert?

Na parkingu stał już tylko jeden wóz strażacki. Tłum przerzedził się. Mężczyzna w drzwiach na pewno był gliniarzem.

– Sierżantem… z policji – odparła.

Gliniarz wpadł we wściekłość.

– Wysiadaj z auta, kobieto!

Z przyjemnością. Darby wysunęła się przez drzwi po drugiej stronie i stanęła na chodniku. Trochę dalej samotny strażak polewał z węża wypalone szczątki porsche.

Do pierwszego policjanta podszedł inny, też w mundurze, i razem stanęli obok niej.

– Nazwisko? – spytał pierwszy.

– Darby Shaw.

– Dlaczego leżała pani nieprzytomna w tym aucie?

Spojrzała na samochód.

– Nie wiem. Jestem ranna. Gdzie jest Rupert?

Policjanci spojrzeli po sobie.

– Jaki Rupert, do diabła? – spytał ponownie pierwszy.

Tym razem ona wpadła we wściekłość, a gniew oprzytomnił ją.

– Mówił, że jest policjantem.

Do rozmowy włączył się drugi gliniarz.

– Dlaczego jest pani ranna?

Darby spiorunowała go wzrokiem. Wskazała ręką na parking po drugiej stronie ulicy.

– Miałam wsiąść do tamtego auta. Ale nie wsiadłam i żyję, więc proszę przestać zadawać mi idiotyczne pytania! Gdzie jest Rupert?

Ponownie wymienili zdumione spojrzenia.

– Niech pani tu zaczeka – polecił pierwszy policjant.

Przeszedł na drugą stronę ulicy, gdzie stał jeszcze jeden wóz patrolowy, a przy nim mężczyzna w garniturze rozmawiał z grupką ludzi. Policjant szepnął coś do cywila i razem podeszli do Darby. Ten w garniturze przedstawił się:

– Porucznik Olson z Departamentu Policji Nowego Orleanu. Czy znała pani ofiarę?

Kolana ugięły się pod nią. Przygryzła wargę i kiwnęła głową.

– Dane ofiary?

– Thomas Callahan.

Olson spojrzał na pierwszego gliniarza.

– Zgadza się. Mamy jego nazwisko z komputera. Dobrze… Kto to jest Rupert?

Darby nie wytrzymała:

– Powiedział, że jest gliniarzem! – wrzasnęła.

– Pani wybaczy, ale w naszym wydziale nie pracuje żaden policjant o takim nazwisku. – Olson spojrzał na nią ze współczuciem.

Rozpłakała się głośno. Olson pomógł jej usiąść na masce samochodu Ruperta i przytrzymał ją za ramiona. Płacz cichł, powoli odzyskiwała panowanie nad sobą.

– Sprawdźcie rejestrację – polecił Olson drugiemu policjantowi, który szybko zanotował numery samochodu Ruperta i przekazał je dalej.

Olson delikatnie trzymał Darby za ramiona i patrząc jej w oczy, zapytał:

– Była pani z Callahanem?

Kiwnęła potakująco głową. Wciąż łkała, ale znacznie ciszej.

Olson spojrzał na pierwszego gliniarza.

– W jaki sposób znalazła się pani w tym wozie? – zapytał szeptem.

Otarła oczy i spojrzała na porucznika.

– Ten facet… Rupert… mówił, że jest gliniarzem. Podszedł do mnie tam… pod barem… i przyprowadził tutaj. Wsadził mnie do samochodu, a potem inny gliniarz… w kowbojskich butach… zaczął zadawać mi pytania. Przyjechał wóz patrolowy i tamci odeszli. Potem chyba zemdlałam… Nie wiem… Chciałabym porozmawiać z lekarzem.

– Przygotuj samochód – rzekł Olson do pierwszego policjanta.

Wrócił drugi. Był wyraźnie zdziwiony.

– W komputerze nie ma takich numerów. Muszą być sfałszowane.

Olson wziął Darby pod ramię i poprowadził do swojego samochodu. Po drodze wydawał szybkie polecenia dwóm policjantom.

– Zabieram ją do Szpitala Miłosierdzia. Zróbcie tu porządek i przyjedźcie do mnie. Zabezpieczcie ten lewy wóz. Sprawdzimy go później.

1 ... 26 27 28 29 30 31 32 33 34 ... 97
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)