Raport “Pelikana” [The Pelican Brief-pl]
- Автор: Гришэм Джон
- Язык: польский
- Жанр: Другие детективы
Электронная книга - «Raport “Pelikana” [The Pelican Brief-pl]». Краткое содержание книги:
– Thomas, Thomas – powtarzała nieprzytomnie.
– Już dobrze, dobrze… – odezwał się jakiś czarny mężczyzna klęczący przy niej. Ostrożnie podtrzymywał jej głowę i głaskał po ręce.
Zobaczyła inne twarze, wpatrzone w nią. Wszyscy powtarzali w kółko:
– Już dobrze, dobrze…
Syreny wyły gdzieś niedaleko. Drżącą dłonią zdjęła ścierkę z czoła i rozejrzała się. Pomiędzy ludźmi widziała czerwono-niebieskie błyski świateł na ulicy. Wycie syren stało się ogłuszające. Usiadła. Oparła się o ścianę baru, tuż pod neonowymi reklamami piwa.
– Wszystko dobrze, panienko? – spytał czarny mężczyzna.
Nie mogła wydobyć głosu. Nawet nie próbowała. Głowa bolała ją tak, jakby czaszka pękła na pół.
– Gdzie jest Thomas? – zapytała cicho.
Spojrzeli po sobie. Pierwszy wóz strażacki zatrzymał się z piskiem opon niecałe dwadzieścia stóp od nich. Tłum rozstąpił się. Padły komendy, strażacy wyskoczyli z wozu i rozbiegli się we wszystkich kierunkach.
– Gdzie jest Thomas? – powtórzyła.
– Jaki Thomas, panienko? – zapytał Murzyn.
– Thomas Callahan – powiedziała cichutko, jakby wszyscy w mieście go znali.
– Był w tym aucie?
Kiwnęła głową i zamknęła oczy. Syreny wyły i milkły na przemian, a w chwilach ciszy słyszała niecierpliwe okrzyki i trzask płomieni. Czuła dym.
Kolejne wozy strażackie nadjechały na syrenach z przeciwnych kierunków. Przez tłum przepychał się policjant.
– Z drogi! Policja! Z drogi! – Odpychał ludzi na boki i w końcu stanął nad nią. Przyklęknął i podsunął jej odznakę pod nos. – Sierżant Rupert z Departamentu Policji Miasta. Słyszy mnie pani?
Słyszała go, i co z tego? Ten Rupert z gęstymi włosami schowanymi pod baseballową czapeczką, ubrany w czarno-złotą klubową bluzę Saintsów, zasłaniał jej widok. Spojrzała na niego nieprzytomnie.
– Czy to był pani samochód? Powiedziano mi, że należał do pani.
Potrząsnęła przecząco głową.
Rupert chwycił ją pod łokcie i zaczął podnosić. Usta mu się nie zamykały. Pytał, jak się czuje, i przez cały czas ciągnął, co bolało jak jasna cholera. Miała pękniętą czaszkę… rozłupaną, zmiażdżoną… na co ten policyjny kretyn w ogóle nie zwracał uwagi. Wstała. Kolana miała jak z waty. Policjant wciąż pytał, jak się czuje.
Wreszcie postawiła pierwszy krok i ruszyła z Rupertem przez tłum. Obeszli wóz strażacki, potem jeszcze jeden i stanęli przy nie oznakowanym policyjnym aucie. Pochyliła głowę. Nie chciała widzieć tego, co dzieje się na parkingu. Rupert bez przerwy coś gadał. Otworzył przednie drzwi i ostrożnie posadził ją na miejscu dla pasażera.
Kolejny gliniarz przykucnął obok samochodu i zaczął zadawać pytania. Był ubrany w dżinsy i kowbojki z ostrym czubkiem. Darby pochyliła się i ukryła twarz w dłoniach.
– Potrzebuję pomocy – szepnęła.
– Jasna sprawa, kobieto. Pomoc nadchodzi. Mam tylko parę pytań. Nazwisko?
– Darby Shaw. Chyba jestem w szoku. Kręci mi się w głowie… będę wymiotować…
– Pogotowie zaraz przyjedzie. Czy to pani samochód?
– Nie.
Kolejny policyjny samochód z godłem, napisem i światłami zatrzymał się z piskiem opon przed wozem Ruperta, który gdzieś zniknął. Kowboj zamknął nagle drzwi i została sama. Pochyliła się i zwymiotowała. Zaczęła płakać. Było jej zimno. Powoli opuściła głowę na fotel kierowcy i zwinęła się w kłębek. Cisza. A potem ciemność.
Ktoś stukał w szybę nad jej głową. Otworzyła oczy i zobaczyła mężczyznę w mundurze i kapeluszu z odznaką. Samochód był zamknięty na klucz.
– Niech pani otworzy! – wrzasnął policjant.
Usiadła i zwolniła przycisk w drzwiach.
– Jest pani pijana?
Łomotało jej w głowie.
– Nie – odparła zrozpaczona.
Otworzył szerzej drzwi.
– To pani samochód?
Przetarła oczy. Musiała się zastanowić.
– Kobieto! Czy to pani samochód?
– Nie! – Spojrzała na niego z niechęcią. – Nie. Ruperta.
– Dobra. Kim, do cholery, jest Rupert?
Na parkingu stał już tylko jeden wóz strażacki. Tłum przerzedził się. Mężczyzna w drzwiach na pewno był gliniarzem.
– Sierżantem… z policji – odparła.
Gliniarz wpadł we wściekłość.
– Wysiadaj z auta, kobieto!
Z przyjemnością. Darby wysunęła się przez drzwi po drugiej stronie i stanęła na chodniku. Trochę dalej samotny strażak polewał z węża wypalone szczątki porsche.
Do pierwszego policjanta podszedł inny, też w mundurze, i razem stanęli obok niej.
– Nazwisko? – spytał pierwszy.
– Darby Shaw.
– Dlaczego leżała pani nieprzytomna w tym aucie?
Spojrzała na samochód.
– Nie wiem. Jestem ranna. Gdzie jest Rupert?
Policjanci spojrzeli po sobie.
– Jaki Rupert, do diabła? – spytał ponownie pierwszy.
Tym razem ona wpadła we wściekłość, a gniew oprzytomnił ją.
– Mówił, że jest policjantem.
Do rozmowy włączył się drugi gliniarz.
– Dlaczego jest pani ranna?
Darby spiorunowała go wzrokiem. Wskazała ręką na parking po drugiej stronie ulicy.
– Miałam wsiąść do tamtego auta. Ale nie wsiadłam i żyję, więc proszę przestać zadawać mi idiotyczne pytania! Gdzie jest Rupert?
Ponownie wymienili zdumione spojrzenia.
– Niech pani tu zaczeka – polecił pierwszy policjant.
Przeszedł na drugą stronę ulicy, gdzie stał jeszcze jeden wóz patrolowy, a przy nim mężczyzna w garniturze rozmawiał z grupką ludzi. Policjant szepnął coś do cywila i razem podeszli do Darby. Ten w garniturze przedstawił się:
– Porucznik Olson z Departamentu Policji Nowego Orleanu. Czy znała pani ofiarę?
Kolana ugięły się pod nią. Przygryzła wargę i kiwnęła głową.
– Dane ofiary?
– Thomas Callahan.
Olson spojrzał na pierwszego gliniarza.
– Zgadza się. Mamy jego nazwisko z komputera. Dobrze… Kto to jest Rupert?
Darby nie wytrzymała:
– Powiedział, że jest gliniarzem! – wrzasnęła.
– Pani wybaczy, ale w naszym wydziale nie pracuje żaden policjant o takim nazwisku. – Olson spojrzał na nią ze współczuciem.
Rozpłakała się głośno. Olson pomógł jej usiąść na masce samochodu Ruperta i przytrzymał ją za ramiona. Płacz cichł, powoli odzyskiwała panowanie nad sobą.
– Sprawdźcie rejestrację – polecił Olson drugiemu policjantowi, który szybko zanotował numery samochodu Ruperta i przekazał je dalej.
Olson delikatnie trzymał Darby za ramiona i patrząc jej w oczy, zapytał:
– Była pani z Callahanem?
Kiwnęła potakująco głową. Wciąż łkała, ale znacznie ciszej.
Olson spojrzał na pierwszego gliniarza.
– W jaki sposób znalazła się pani w tym wozie? – zapytał szeptem.
Otarła oczy i spojrzała na porucznika.
– Ten facet… Rupert… mówił, że jest gliniarzem. Podszedł do mnie tam… pod barem… i przyprowadził tutaj. Wsadził mnie do samochodu, a potem inny gliniarz… w kowbojskich butach… zaczął zadawać mi pytania. Przyjechał wóz patrolowy i tamci odeszli. Potem chyba zemdlałam… Nie wiem… Chciałabym porozmawiać z lekarzem.
– Przygotuj samochód – rzekł Olson do pierwszego policjanta.
Wrócił drugi. Był wyraźnie zdziwiony.
– W komputerze nie ma takich numerów. Muszą być sfałszowane.
Olson wziął Darby pod ramię i poprowadził do swojego samochodu. Po drodze wydawał szybkie polecenia dwóm policjantom.
– Zabieram ją do Szpitala Miłosierdzia. Zróbcie tu porządek i przyjedźcie do mnie. Zabezpieczcie ten lewy wóz. Sprawdzimy go później.