Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Другие детективы » Raport “Pelikana” [The Pelican Brief-pl]
Raport “Pelikana” [The Pelican Brief-pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Raport “Pelikana” [The Pelican Brief-pl]

Электронная книга - «Raport “Pelikana” [The Pelican Brief-pl]». Краткое содержание книги:

Zabójstwa sędziów Sądu Najwyższego. FBI i CIA są bezradne. Śledztwo stoi w miejscu. Na trop sprawców wpada studentka prawa. Swoje podejrzenia przedstawia w specjalnym raporcie. I staje się celem płatnych morderców i służb specjalnych.
1 ... 25 26 27 28 29 30 31 32 33 ... 97
Перейти на страницу:

Policjanci na koniach odjeżdżali w pełnym słońcu.

– Sprawdzamy wszystkie tropy.

– Ale nie macie podejrzanych?

– Nie. – Przełknął ostatni kęs banana. – Dlaczego tak bardzo boją się naszego śledztwa w tej sprawie?

– Hmm… według nich to całkiem proste. – Booker rozgryzł orzeszek. – Jeszcze nie otrząsnęli się po opublikowaniu nazwisk Pryce’a i MacLawrence’a, za co podobno wy ponosicie odpowiedzialność. Stracili zaufanie do Voylesa. Jeśli zacznie grzebać w raporcie “Pelikana”, dowie się o tym prasa. Są przerażeni, bo prezydent znów oberwie. A w przyszłym roku są wybory, reelekcja i tak dalej…

– Co powiedział Gminski w Białym Domu?

– Że nie ma zamiaru przeszkadzać FBI w śledztwie, bo mamy ciekawsze rzeczy do roboty, i że cała ta historia na kilometr cuchnie bezprawiem. Ponieważ jednak prezydent błagał go na kolanach, a Coal szantażował, zajmiemy się tą sprawą. Z tym przyszedłem.

– Voyles na pewno to doceni.

– Zaczynamy jeszcze dziś, choć rzecz jest absurdalna. Zrobimy, co trzeba, trzymając się z boku, a za tydzień czy półtora powiemy prezydentowi, że cała ta teoria to niewypał.

Rozmówca Bookera zmiął torbę po lunchu i wstał.

– Dobra. Przekażę to Voylesowi. Dzięki. – Ruszył w stronę Connecticut, mijając po drodze skórzanych punków. Po chwili zniknął.

Monitor stał na zarzuconym papierami biurku, na środku sali w agencji. Gray Grantham wpatrywał się w ekran ze wściekłością. Wokół panował szum przechodzący niekiedy w ryk – odgłosy charakterystyczne dla procesu zbierania i opracowywania informacji. Ekran wciąż był pusty, a Grantham siedział i szalał z bezsilności. Zadzwonił telefon. Wcisnął guzik i podniósł słuchawkę, nie spuszczając oczu z monitora.

– Gray Grantham.

– Mówi Garcia.

Zapomniał o komputerze.

– O co chodzi?

– Mam dwa pytania. Pierwsze: czy nagrywa pan te rozmowy? Drugie: czy może pan sprawdzić, skąd dzwonię?

– Tak i nie. Nie nagrywamy rozmów bez pozwolenia. Możemy sprawdzić, skąd się do nas dzwoni, ale nie robimy tego. Zdawało mi się, że miałeś nie dzwonić do redakcji…

– Mam odłożyć słuchawkę?

– Nie. Wszystko w porządku. Wolę rozmawiać o trzeciej w redakcji niż o szóstej rano w łóżku.

– Przepraszam. Po prostu boję się, to wszystko. Będę rozmawiał z panem pod warunkiem, że nie zawiedzie pan mojego zaufania. Jeśli okłamie mnie pan, przestanę dzwonić.

– Umowa stoi. Kiedy zaczniesz mówić?

– Teraz nie mogę. Dzwonię z automatu w centrum i trochę mi się śpieszy.

– Powiedziałeś, że masz kopię czegoś, na co natknąłeś się w biurze…

– Nie. Powiedziałem, że mogę mieć tę kopię. W swoim czasie.

– Okay. Kiedy znów zadzwonisz?

– Czy muszę się umawiać?

– Nie, ale często mnie nie ma.

– Zadzwonię jutro w przerwie na lunch.

– Będę czekał.

Garcia rozłączył się. Grantham wystukał siedem cyfr, potem sześć i cztery. Zapisał numer i zaczął przerzucać strony książki telefonicznej, szukając listy automatów. Garcia dzwonił z budki przy Pennsylvania Avenue, w pobliżu Departamentu Sprawiedliwości.

ROZDZIAŁ 15

Kłótnia zaczęła się przy deserze – daniu, które Callahan spożywał najczęściej w płynie. Darby i tak długo wytrzymała. Liczyła po cichu drinki, które wypił do obiadu: dwie podwójne szkockie, gdy czekali na stół; kolejną szklaneczkę, zanim zamówili dania; do ryby dwie butelki wina, z czego ona wypiła tylko dwa kieliszki. Pił za szybko i stawał się nieznośny. Zanim skończyła wyliczankę, rozeźlił się na dobre. Zamówił drambuie i wypił jednym haustem. Gdy poprosił kelnera o kolejny kieliszek, Darby wpadła w furię. U Moutona było tłoczno. Marzyła tylko o tym, by wyjść stąd i pojechać samotnie do domu. Miała dość pijackich scen.

Kłótnia stała się naprawdę nieprzyjemna, gdy stali na chodniku po wyjściu z restauracji. Callahan wyciągnął z kieszeni kluczyki do porsche, choć ona tłumaczyła mu, że jest zbyt pijany, by usiąść za kierownicą. Z kluczykami w garści ruszył niepewnym krokiem w stronę parkingu, oddalonego o trzy przecznice. Powiedziała, że pójdzie pieszo.

– Miłego spaceru – rzucił.

Szła kilka kroków za nim. Patrzyła, jak się zatacza, i było jej wstyd. Musiał mieć ze dwa promile we krwi.

– Do cholery! – błagała. – Wykładasz przecież prawo! Zabijesz kogoś!

Zataczał się, coraz szybciej zbliżając się do krawężnika, a potem odbijając w drugą stronę. Wrzasnął przez ramię, że lepiej prowadzi po pijanemu niż ona na trzeźwo. Została z tyłu. Już kiedyś jechała z nim, gdy był w stanie nieważkości, i wiedziała, do czego jest zdolny.

Przeszedł na drugą stronę, nie rozglądając się na boki. Trzymał ręce w kieszeniach, jakby wybrał się na niewinny wieczorny spacer. Źle ocenił wysokość krawężnika i zawadziwszy o niego czubkiem buta, rozciągnął się jak długi na chodniku. Zaklął. Pozbierał się szybko, zanim zdążyła mu pomóc.

– Zostaw mnie, do cholery – mruknął.

– Oddaj mi kluczyki – prosiła. – Pójdziemy piechotą.

– Miłego spaceru! – krzyknął roześmiany. Jeszcze nigdy nie widziała go w takim stanie. Obok parkingu stał obskurny mały bar, z neonowymi reklamami piwa zasłaniającymi okna. Zerknęła do środka, myśląc, że znajdzie tam pomoc. Idiotka! Bar roił się od pijaków.

Gdy podszedł do samochodu, wrzasnęła za nim:

– Thomas! Proszę! Pozwól mi prowadzić!

Zatoczył się, machnął ręką i mruknął coś pod nosem. Otworzył drzwi, pochylił się i zniknął, zasłonięty innymi autami. Silnik zawył na wysokich obrotach.

Darby oparła się o ścianę budynku, kilka stóp od wyjazdu z parkingu. Spojrzała na ulicę, niemal marząc o wozie patrolowym. Wolała widzieć go w areszcie niż w trumnie.

Piechotą nie dojdzie do domu. Postanowiła poczekać, aż odjedzie, a potem zadzwonić po taksówkę. Zerwie z nim na tydzień. Przynajmniej tydzień. “Miłego spaceru” – powtórzyła w duchu. Silnik porsche znów zawył, zapiszczały opony.

Podmuch wybuchu przewrócił ją na chodnik. Wylądowała na brzuchu, twarzą w dół. Musiała stracić na chwilę przytomność, lecz szybko doszła do siebie, gdy poczuła żar na policzkach. Na ulicę opadały płonące szczątki auta i kawałki karoserii. Spojrzała z przerażeniem na parking. Siła wybuchu wypchnęła samochód do góry i obróciła go na dach. Odpadły koła, drzwi, zderzaki. Porsche było teraz jaskrawo świecącą, ognistą kulą, strzelającą płomieniami, które wypalały auto do szczętu.

Darby ruszyła na parking, wołając Thomasa. Wokół niej padały iskry, gorąco stawało się nie do zniesienia. Zatrzymała się trzydzieści stóp od samochodu, krzycząc z przerażenia.

Druga eksplozja targnęła autem i odepchnęła ją do tyłu. Darby potknęła się i uderzyła z całej siły głową o zderzak czyjegoś samochodu. Asfalt parzył ją w twarz. Ponownie straciła przytomność.

Z baru wypadli pijacy. Wszędzie było ich pełno. Niektórzy stali na chodniku i gapili się na płonące szczątki. Kilku odważyło się podejść bliżej, ale żar szybko ich wypłoszył. Nad ognistą kulą unosił się gęsty, czarny dym. Po kilku sekundach zapaliły się inne samochody. Rozległy się paniczne okrzyki.

– Czyj to samochód?!

– Zadzwońcie pod dziewięćset jedenaście!

– Ktoś był w środku?!

– Dzwońcie pod dziewięćset jedenaście!

Wciągnęli ją na chodnik, w sam środek tłumu. Powtarzała w kółko jego imię. Z baru wyniesiono mokrą ścierkę i położono jej na czole.

Tłum gęstniał, ulica była pełna. Jak przez mgłę usłyszała syreny. Miała guza na potylicy, coś chłodziło jej twarz. Poczuła suchość w ustach.

1 ... 25 26 27 28 29 30 31 32 33 ... 97
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)