Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Arivald z Wybrzeża
Arivald z Wybrzeża - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Arivald z Wybrzeża

Электронная книга - «Arivald z Wybrzeża». Краткое содержание книги:

Mimo podeszłego wieku, obdarzony nadzwyczajną siłą fizyczną i niemałymi (chociaż nie popartymi gruntownymi studiami) zdolnościami czarodziejskimi Arivald wiedzie żywot, jakiego nie powstydziłby się znacznie młodszy miłośnik kobiet i mocnych trunków. Ochoczo stawia czoło danskarskim piratom, rozprawia się z wampirami, spieszy z odsieczą księżniczkom uwięzionym w innym wymiarze, wyjaśnia zagadkę złowieszczych kopalń Ghorlagru. Z pewnością trudno by go nazwać ozdobą salonów, ale i jemu niezbyt tam było spieszno: po dniu pełnym przygód najchętniej zasiada w gospodzie przy suto zastawionym stole, z wiernymi kompanami u boku, i snuje opowieści o swych nadzwyczajnych dokonaniach, zerkając z ukontentowaniem na urodziwą karczmarkę…
1 ... 29 30 31 32 33 34 35 36 37 ... 79
Перейти на страницу:

– Przyjdę po ciebie – obiecał Arivald – no i przecież możemy się chwilę spóźnić – dodał łamiąc postanowienie, bo jednak dziewczyna była urocza.

Ilyenna uśmiechnęła się.

– Będę czekała – powiedziała i pocałowała czarodzieja prosto w usta.

Arivaldowi najbardziej podobało się wrażenie, jakie zrobiło to na Galladrinie.

Panienka siedział w wannie pełnej piany, a Velvelvanel z odrazą przeglądał w pokoju obok zawartość pełnej ubrań szafy. Lo wyraźnie zasugerował, iż jego strój nie jest odpowiedni, aby przybyć w nim na kolację, i stary czarodziej musiał znaleźć sobie inne ubranie. Przeklinał też strasznie (ale jednak pod nosem), bo wydawało mu się, iż cokolwiek włoży, będzie wyglądał jak sędziwy błazen. Arivald siedział przy stoliku i popijając wino, tłumaczył przyjaciołom sytuację. Oczekiwał też, iż pomogą mu w rozwiązaniu problemu ku zadowoleniu wszystkich.

– Mówisz więc, że blondynka jest wolna? – zapytał Galladrin. Arivald westchnął ciężko.

– Wolałbym, abyś skoncentrował się na innych aspektach tej kwestii – powiedział – i starał się myśleć za pomocą głowy, a nie innych części ciała. Zresztą masz żonę – dodał.

– Jak kot trzymał się jednej dziury, to zdechł – wulgarnie, choć nie bez cienia racji skwitował Galladrin. – Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal – dodał.

– Dużo znasz jeszcze takich ludowych mądrości? – zapytał Arivald. – Bo jeśli nie, to może zastanowimy się, jak z tego wybrnąć.

– Pakujmy się, zjemy kolację w domu – rzekł Velvelvanel.

Arivald westchnął ponownie. Okazało się, że pomoc przyjaciół było mu niełatwo uzyskać. Galladrinowi najwyraźniej uderzyła do głowy uroda gospodyń zamku, a stary czarodziej myślał tylko o powrocie i o tym, aby nie musieć dziś wieczorem paradować w tych zabawnych strojach, które mógł wybrać sobie z szafy.

– No co ty! – Galladrin obruszył się na Velvelvanela. – Ja nie mam nic przeciwko temu, by zostać tu tydzień czy dwa.

– Tydzień czy dwa?! – wrzasnął Velvelvanel. – Czy masz dobrze w głowie? Wiesz, co by nas czekało po powrocie?

– A co mnie to obchodzi? – Galladrin wzruszył ramionami. – I tak później wracam do siebie, a te stare pierdoły z Silmaniony nic mi nie zrobią. Poza tym rok, dwa i Arivald zostanie Wielkim Mistrzem.

– Nie zostanie – odezwał się chłodnym tonem Arivald – bo nie ma na to najmniejszej ochoty. I nie podoba mi się nazywanie czarodziei z Silmaniony starymi pierdołami.

– Szkoda, że nie słyszałeś, z jaką ochotą debatowali nad przyjściem ci na ratunek – mruknął złośliwie Galladrin. – Zresztą powiedzmy sobie szczerze: Silmaniona się kończy. Przyszłość jest na Wybrzeżu i w założonej przez ciebie filii Akademii. Za paręnaście lat w Silmanionie będzie tylko paru starców zajętych odkurzaniem książek i własnymi sporami.

– Oby tak nigdy się nie stało – rzekł poważnie Velvelvanel, przerywając poszukiwania.

Stary czarodziej co prawda nie przepadał za zwyczajami panującymi w Silmanionie, ale wiedział, czym może grozić cywilizowanemu światu jej upadek.

– A to niby dlaczego? – Galladrin zdmuchnął pianę, która osiadała mu na brodzie. – Sądzę, iż…

– Zamknij się! – Arivald postanowił być stanowczy. – Wysil swój intelekt, jeżeli w ogóle posiadasz coś takiego, aby nam pomóc. A jak nie umiesz pomóc, to siedź cicho i nie przeszkadzaj.

– Najlepiej wracajmy – powtórzy! Velvelvanel.

– Ty też się zamknij! – krzyknął Arivald z rozpaczą w głosie i postanowił odwiedzić Ilyennę. Była zdecydowanie milsza od jego przyjaciół. A poza tym świetnie się z nią porozumiewał. Nawet bez słów.

– Zacząłbym od tego – rzekł protekcjonalnym tonem Velvelvanel – by „wywiedzieć się, kim one są i skąd przybyły.

– Jasne! – Arivald strzelił się w czoło otwartą dłonią. – Że też mi to zupełnie wypadło z głowy. Masz zupełną rację.

– Gdzie idziesz? – zapytał Galladrin widząc, że Arivald kieruje się w stronę drzwi.

– Znaleźć odpowiedzi na kilka pytań – odparł czarodziej. – Spotkamy się na kolacji.

Ilyenna była bardzo stęskniona i bardzo uradowana, a Arivaldowi zajęło jakieś małe pół godzinki udowadnianie, iż nadal jest dla niego niezwykle ważna i w jego uczuciach nic się nie zmieniło. W końcu jednak mógł zacząć zadawać pytania.

– Moja droga – rzekł – darujmy sobie bajeczki o złym stryju i wygnaniu. Kim wy naprawdę jesteście i skądżeście się tu wzięły?

– Ależ Arivaldzie – obruszyła się Ilyenna – czyżbyś nam nie wierzył?

– Niestety, moja mała, nie wierzę wam za grosz. I muszę – podkreślił ostatnie słowo – znać prawdę.

Ilyenna ciężko westchnęła, a jej piersi uroczo zafalowały.

– Doprawdy, twoja nieufność zdumiewa mnie i budzi żal. Jak możesz myśleć, iż mogłybyśmy cię oszukiwać?

– Nie sądzę, abyście oszukiwały – odparł grzecznie Arivald. – Myślę, że puściłyście trochę wodze fantazji. Takie niewinne zmyślenia, prawda?

– Może to, co od nas słyszałeś, rzeczywiście było leciutko ubarwione – powiedziała po chwili namysłu – ale czy czasem fantazje nie są przyjemniejsze od rzeczywistości?

– Kiedyś trzeba jednak do niej wrócić.

– Och, zapewne masz rację, lecz rzeczywistość jest tak nudna i tak mało podniecająca! – Ilyenna znowu westchnęła i przytuliła się do Arivalda. – A może zanim zaczniemy poważne rozmowy, to…

– Nie, nie. – Arivald odsunął ją delikatnie, ale stanowczo. – Naprawdę nadszedł już czas na poważną rozmowę.

– Być może, przestaniesz mnie kochać, kiedy powiem ci prawdę – westchnęła Ilyenna i było to dosyć prawdziwie brzmiące westchnienie.

Czarodziej tym razem nie odpowiedział.

– A więc – zaczęła Ilyenna – jesteśmy naprawdę czarodziejkami…

To już Arivald wiedział, lecz cierpliwie czekał, kiedy dowie się czegoś nowego.

– …i zawsze wiedziałyśmy, iż naszym przeznaczeniem jest stać się władczyniami jakiegoś pięknego królestwa…

Na razie więc była mowa o pragnieniach i pobożnych życzeniach, ale przynajmniej Ilyenna zaczęła w ogóle mówić. To też był jakiś sukces.

– …niestety wychowywałyśmy się w bardzo nieprzyjemnym miejscu. Od dziecka byłyśmy uczone magicznych sztuk, ale nie miałyśmy serca do tych poważnych i nudnych ćwiczeń…

No cóż, to było widać po sposobie, w jaki próbowały rozbić zapory Arivalda i mistrza żywiołów.

– …znajdowałyśmy jednak liczne sposoby, by wyrwać się na wolność i zakosztować nieco bardziej ekscytującego życia…

Arivald już sobie wyobrażał, jak to mogło wyglądać.

– …ale zostałyśmy kilkakrotnie przyłapane na opuszczaniu naszej akademii, aż wreszcie – tu Ilyenna znowu głęboko westchnęła – wybuchnął dość poważny skandal…

Jeżeli Ilyenna nazywała coś poważnym skandalem, to rzeczywiście sprawa nie była błaha. Arivald wolał się nawet nie dopytywać, o co chodziło.

– …żeby tylko skończyło się na wyrzuceniu z akademii. Ale nie, naszej przełożonej to by nie wystarczyło. Uznała, iż zhańbiłyśmy szkołę i jej nauki, przysporzyłyśmy kłopotów i musimy zostać ukarane.

– A na czym miała polegać kara?

– Zostałyśmy odesłane właśnie tutaj, na nieokreślony czas. I przełożona powiedziała, że skoro przedkładałyśmy mężczyzn nad naukę, od tej pory będziemy zawsze pragnąć mężczyzn, a ci nigdy nie będą chcieli z nami zostać.

– A więc to klątwa! – krzyknął czarodziej.

– Chyba tak. – Ilyenna ukryła twarz w dłoniach. – Jesteś pierwszym, który naprawdę zainteresował się nami i starał nam pomóc.

– Biedna moja! – Arivald pogłaskał Ilyennę po płomienistych włosach. – Nic się nie martw, poradzimy sobie z tym szybko. W końcu przybyło nam do pomocy dwóch potężnych magów.

1 ... 29 30 31 32 33 34 35 36 37 ... 79
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)