Arivald z Wybrzeża
- Автор: Пекара Яцек
- Язык: польский
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Arivald z Wybrzeża». Краткое содержание книги:
Galladrin w skupieniu wypowiedział słowa zaklęcia, ale jeszcze w połowie zdania wiedział, iż nic z tego nie będzie. Owszem, wypowiadał prawidłowe formuły, lecz były pozbawione mocy i znaczenia. To tak jakby wyznawać miłość osobie, która marzy tylko o tym, abyśmy sobie wreszcie poszli.
– Nic z tego. – Velvelvanel westchnął i nie udało mu się ukryć ulgi, bo jednak niespecjalnie kusiła go podróż w nieznane.
– Trzeba próbować do skutku – zadecydował Galladrin ku rozpaczy Velvelvanela, który już był zadowolony, iż tak małym kosztem spełnił obowiązek wobec przyjaciela.
– Może jest jakiś inny sposób – powiedział Velvelvanel. – Spróbujmy się skontaktować z dostojnym Arivaldem poprzez Wiązania Aury.
Prace nad wykorzystaniem Wiązań Aury dopiero co zostały wszczęte przez Tajemne Bractwo, gdyż sądzono, że właśnie one mogą być motorem przyszłego postępu. Na razie sformułowano kilka ciekawie brzmiących tez, ale przede wszystkim nie ulegało wątpliwości, iż Wiązania mogą stać się sposobem błyskawicznej komunikacji pomiędzy osobami potrafiącymi z Aury korzystać. Poprzez stosowanie Wiązań można byłoby zarówno wysyłać, jak i przyjmować informacje o teoretycznie nieograniczonej objętości. Nie trzeba było nadmiernie lotnego umysłu, by stwierdzić, jak wielkie możliwości rozwoju oraz wpływu na świat dałyby takie rozwiązania Bractwu. Na razie jednak wykorzystanie Wiązań pozostawało piękną teorią. Prowadzono prace nad komunikowaniem się na odległość, ale wyniki nie napawały optymizmem. Kończyło się zwykle na tym, że osoba, z którą próbowano się porozumieć, miała niejasne przeczucie, iż ktoś jej w jakiejś sprawie poszukuje. Daleko jeszcze było stąd do przesyłania konkretnej wiadomości.
– Czy wiesz – spytał Galladrin – że niektórzy sądzą, iż poprzez Wiązania będzie kiedyś można przesyłać przedmioty materialne?
– A kto o tym nie słyszał? – Velvelvanel parsknął śmiechem. – Tylko że w Silmanionie lepiej nie wygłaszać takich bzdur.
– Bo ja wiem – zastanowił się Galladrin – teoretycznie nie ma różnicy pomiędzy materią a informacją, gdyż każda informacja zawiera kod…
– Arivald – stary czarodziej sprowadził na ziemię swego młodszego kolegę.
– Tak, wybacz mi. – Galladrin potarł czoło. – Możemy spróbować porozumienia z Arivaldem. Nawet jeśli nie odczyta konkretnej informacji ani nie będzie mógł jej przesłać, to może chociaż odczuje, że próbujemy go ratować.
– Tonący brzytwy się chwyta – westchnął Velvelvanel zadowolony, iż Galladrin zaakceptował ten bezpieczny w realizacji pomysł.
Arivald i Varrad siedzieli nad kolejnym dzbanem wina doniesionym przez Lo. Niezawodnego, acz mocno zdumionego ich tempem picia. Czarodziej znalazł sobie wreszcie godnego kompana, bo mistrz żywiołów po opróżnieniu czwartego dzbanka zaczynał odczuwać dopiero lekki, miły szumek w głowie. Obu znacząco poprawił się nastrój.
– Musisz mnie odwiedzić – rzekł Varrad, patrząc gdzieś ponad głowę Arivalda. – Nie uwierzysz, jak piękny może być świat, póki nie zobaczysz mojego. Góry wznoszą się pod samo niebo, tak wysoko, iż na ich szczytach nie ma już powietrza, którym można by oddychać. Kiedy staniesz na wierzchołku, widzisz chmury płynące gdzieś w dole, skotłowane na samym dnie bezkresnych przepaści. – Mistrz żywiołów przymknął oczy. – Ach, to jest świat, w którym chce się żyć.
Arivald wzdrygnął się nieco. Cierpiał na bardzo łagodną odmianę lęku wysokości i świat, w którym podróżuje się powyżej chmur, nie wydawał mu się specjalnie pociągający.
– Konstruujemy latające machiny napędzane magią, które nazwaliśmy chmurolotami – ciągnął mistrz żywiołów. – Potrafimy unosić się w powietrzu całymi godzinami i sterować ich ruchem.
To Arivalda zainteresowało. W jego świecie zarówno morskie głębie, jak i powietrzne przestworza pozostawały obce i niezdobyte przez człowieka. Próbowano wiele razy stworzyć podstawy magii, jak ją nawet nazwano, awiacyjnej, ale nic z tego nie wyszło. Poza kilkoma pogrzebami.
Nagle Varrad przerwał swoją opowieść i zerwał się od stołu. Czujny i skupiony.
– Ktoś przełamuje moje bariery – rzekł.
– Lo! – zawołał Arivald. Duszek zjawił się natychmiast.
– Co się dzieje? – spytali obaj magowie.
– Są bardzo niezadowolone i bardzo zdecydowane – wyjaśnił pogodnie Lo. – Chyba zabrały się serio do pracy nad waszymi zasłonami.
Varrad uśmiechnął się złośliwie.
– Nie mam mojego Skyrfanga, ale i tak zajmie im to trochę czasu. Możemy spokojnie wypić następny dzbanek.
– Na pewno?
– Nie ufasz mej biegłości? – Mistrz żywiołów zmarszczył brwi.
– Och, to tylko wrodzona ostrożność – odparł Arivald. Stuknęli się pucharami.
– Na zdrowie. I za bezpieczny powrót do domu – dodał Varrad.
– A co z podmorskimi głębinami? – zapytał czarodziej. – Czy też potraficie je penetrować?
Mistrz żywiołów roześmiał się.
– Znam pojęcie morza i oceanu, wiem, co to głębiny, ale nigdy nie widziałem tego na własne oczy. W moim świecie zobaczysz tylko górskie strumienie i kilka setek mniejszych lub większych, lecz płytkich jezior. Słyszałem, że w innych światach można stanąć na brzegu wody i nie zobaczyć brzegu przeciwległego. Jakże silna musi tam być magia! Ach, zobaczyć choć raz w życiu kilkumetrową falę wody pędzącą z oszałamiającą szybkością!
– Zaręczam ci, iż widok ten nie jest taki przyjemny, kiedy znajdujesz się właśnie na statku, na który pędzi taka fala.
Varrad pokiwał głową nie przekonany. Nagle Arivald poczuł coś dziwnego. Jakby był nadal w tym kamiennym pomieszczeniu z mistrzem żywiołów, ale jednocześnie też przebywał gdzie indziej. Gdzie, tego nie wiedział, gdyż miejsce to było przesłonięte jakby silną mgłą. Nie dobiegały go też żadne odgłosy. Opadł na oparcie fotela i próbował się skoncentrować. Jak zza ściany dobiegał go zaniepokojony głos Varrada.
– aldzie, aldzie, aldzie… – słyszał nawoływanie z tej drugiej strony mgły, ale nie wiedział, co ono mogło oznaczać.
– wamy ocą, aldzie – echo zniekształcało słowa wypowiadane nie wiadomo skąd i nie wiadomo przez kogo. – Ysz as? Ysz as?
Czarodziej czuł, iż ten dziwny kontakt powoli zaczyna zanikać. Mgła stawała się coraz gęstsza, coraz bardziej nieprzenikniona, uczucie przebywania i tu, i tam znikało. Arivald wyprostował się w fotelu i dopiero teraz dostrzegł, że mistrz żywiołów silnie potrząsa jego ramieniem.
– Co się dzieje? To jakieś ich nowe sztuczki?
– Nie, nie. – Arivald uwolnił się z uścisku. – Mam wrażenie, że ktoś próbował się ze mną skontaktować. Czyżby moi przyjaciele?
– Jak mogliby to zrobić? Arivald próbował zebrać myśli.
– Jest coś, co nazywamy Wiązaniami Aury. Teoria mówi, iż kiedyś będziemy mogli porozumiewać się za ich pomocą niezależnie od odległości. Skoro Aura, choć nieco inna, jest i w tym świecie, to dlaczego nie mieliby do mnie dotrzeć? Mam nadzieję, że to prawda.
– I ja mam taką nadzieję. Myślę też, iż skoro próbują kontaktu, to niedługo przejdą do czynów bardziej zdecydowanych.
– Sądzę, że już próbowali – odparł czarodziej po chwili namysłu – i to im się nie udało. Teraz więc próbują sposobu, którego działania nikt nie jest pewien.
– A więc jesteśmy w tym samym miejscu co przedtem?
– Albo i gorzej. Mam podejrzenia, że skoro tu jesteśmy, sprowadzenie kogokolwiek innego nie jest naszym gospodyniom potrzebne. Zapewne więc zamknęły drogę do swego zamku i zaklęcie, które ja wypowiedziałem, w tej chwili nie działa.
– Hm, może tak być. Z drugiej strony można sobie wyobrazić gorsze więzienie… – Varrad przechylił puchar do dna. – Chyba pójdę spać, jeżeli nie masz nic przeciwko temu.