Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Oko czasu [Time's Eye - pl]
Oko czasu [Time's Eye - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Oko czasu [Time's Eye - pl]

Электронная книга - «Oko czasu [Time's Eye - pl]». Краткое содержание книги:

Jest rok 1885. Przebywający na Granicy Północno-Zachodniej młody dziennikarz, Rudyard Kipling, jest świadkiem niezwykłego spotkania brytyjskich żołnierzy z wytworem nieprawdopodobnie zaawansowanej technologii: unoszącą się w powietrzu kulą, która wydaje się obserwować wszystko wokół. Niebawem zza okolicznego wzgórza wyłania się uszkodzony helikopter z 2037 roku…
1 ... 29 30 31 32 33 34 35 36 37 ... 84
Перейти на страницу:

Sabie patrzyła na to wszystko z przerażeniem.

— I nikt nie umył rąk przed jedzeniem.

— Dla Mongołów woda jest święta — powiedział Kola. — Nie wolno jej kalać, używając do mycia.

— Więc jak utrzymują czystość?

— Witaj w trzynastym wieku, Sabie.

Goście trzymali się z daleka od kosmonautów, ale poza tym ich życie towarzyskie wydawało się niezakłócone.

Po jakimś czasie jeden z młodszych mężczyzn zbliżył się do kosmonautów, niosąc miskę z mięsem. Kola zobaczył, że tłuszcz zwierzęcy, który błyszczał na wargach chłopca, stanowi jedynie wierzchnią warstwę tłuszczu i brudu pokrywającego jego twarz; z jego szerokich nozdrzy zwisał glut wysuszony przez wiatr, a ciągnący się za nim smród, przypominający zapach przejrzałego sera, był po prostu potworny. Chłopiec sięgnął za plecy Koli i uwolnił mu jedną rękę. Następnie wyciągnął z miski kawałek mięsa i podał mu. Paznokcie miał czarne od brudu.

— Musisz wiedzieć — mruknął Kola — że Mongołowie zmiękczali mięso, umieszczając je pod siodłem. Ten kawałek baraniny mógł spędzić wiele dni faszerowany metanem z tłustej dupy jakiegoś pastucha.

— Zjedz to — mruknęła Sabie. — Potrzebujemy peptydów. Kola wziął mięso, zamknął oczy i ugryzł. Było twarde jak podeszwa i miało smak tłuszczu i masła. Później chłopiec przyniósł mu kubek mleka. Natychmiast uderzyło mu do głowy i wtedy niejasno przypomniał sobie, że Mongołowie poddawali kobyle mleko fermentacji. Wypił najmniej, jak mógł.

Po jedzeniu kosmonautom pozwolono wyjść osobno, aby się mogli załatwić, ale cały czas ich uważnie obserwowano.

Kola skorzystał z okazji, żeby się rozejrzeć. Wokół niego rozciągała się równina, ogromna i pusta, płaszczyzna żółtego pyłu, usiana plamami zieleni. Po szarym niebie płynęły gęste chmury, rzucając cienie niczym jeziora. Ale ziemia, bezkresna, płaska i bez wyrazu, wydawała się przyćmiewać swym ogromem nawet niebo. Był to Płaskowyż Mongolski — tyle wiedział dzięki nawigacji podczas schodzenia w dół. Nigdzie nie schodziła poniżej tysiąca metrów nad poziomem morza i była odgrodzona od reszty Azji wielkimi naturalnymi barierami: łańcuchami gór na zachodzie, pustynią Gobi na południu i puszczami syberyjskimi na północy. Pamiętał, że z orbity wyglądała jak olbrzymie pustkowie, lekko pofalowana równina, poprzecinana tu i ówdzie nitkami rzek, ale było ich bardzo niewiele, jak na wstępnym szkicu krajobrazu. I teraz sam się tu znalazł, utkwił w samym jej środku.

I na tym bezkresnym pustkowiu przycupnęła ta wioska. Rozpadające się okrągłe jurty koloru błota wyglądały bardziej na zerodowane głazy niż na dzieło ludzkich rąk. Zniszczony moduł powrotny Sojuza jakoś dziwnie pasował do tego otoczenia. Ale dzieci biegały i śmiały się, a sąsiedzi nawoływali się ze stojących koło siebie jurt. Kola widział zwierzęta: owce, kozy i konie, które poruszały się niestrzeżone, a ich ryki i beczenie niosły się w nieruchomym powietrzu. Chociaż był oddalony od tej epoki o osiem stuleci i chociaż nie mógł chyba istnieć większy kontrast, jeśli chodzi o pochodzenie jego i tych ludzi — kosmonauty i koczowników, najbardziej technologicznie rozwiniętych istot ludzkich, zderzonych z najbardziej prymitywnymi — widział, że podstawowe zasady kontaktów międzyludzkich nie uległy zmianie, kiedy znalazł się na tej wypełnionej ludzkim ciepłem małej wysepce, zagubionej pośród bezkresnej, milczącej równiny. Było to w jakimś sensie pocieszające, choć był Rosjaninem, który dostał się w ręce Mongołów.

Tej nocy Kola i Sabie przytulili się do siebie, okryci obrzydliwie cuchnącym kocem z końskiego włosia. Wszędzie wokół rozlegało się chrapanie Mongołów. Ale ilekroć Kola podniósł wzrok, zawsze okazywało się, że któryś z nich czuwa, a jego oczy błyszczały w przyćmionym blasku ogniska. Kola miał wrażenie, że w ogóle nie zmrużył oka. Za to Sabie z głową opartą na jego ramieniu spała przez parę godzin; był zaskoczony jej odwagą.

W nocy wiatr przybrał na sile, a jurta trzeszczała i kołysała się jak łódź unosząca się na stepie. Kola, leżąc z otwartymi oczami, zastanawiał się, co się stało z Caseyem.

19. Delta

Po śniadaniu Sekretarz Eumenes odprawił swoich służących. Naciągnął na ramiona fioletową pelerynę i pchnąwszy ciężką skórzaną klapę zasłaniającą wejście, wyszedł z namiotu.

Chmury rozeszły się, ukazując błękitne niebo, blade jak wyblakła farba; poranne słońce mocno przygrzewało. Przynajmniej tym razem nie padał deszcz. Ale kiedy popatrzył na zachód, w stronę morza, ujrzał kłębiące się wściekle czarne chmury i wiedział, że zbliża się kolejna burza. Nawet miejscowi, którzy zgromadzili się wokół obozu wojskowego, sprzedając talizmany i błyskotki oraz ciała swoich dzieci, twierdzili, że nigdy dotąd nie widzieli takiej pogody.

Eumenes ruszył w stronę namiotu Hefajstiona. Droga nie była łatwa. Ziemia zamieniła się w miękkie, żółte błoto, stratowane stopami ludzi i zwierząt, które lepiło się do butów Eumenesa.

Wszędzie wokół dym tysiąca ognisk unosił się w niebo. Ludzie wychodzili z namiotów, dźwigając odzież i sprzęt ciężki od błota. Niektórzy z nich zgolili kilkudniowy zarost; rozkaz, aby być gładko ogolonym, był jedną z pierwszych inicjatyw Króla, kiedy przejął dowództwo nad armią po swym zamordowanym ojcu, podobno dlatego, aby wrogowie nie mieli za co chwycić podczas walki wręcz. Macedończycy jak zwykle narzekali na ten dziwny grecki zwyczaj i na nędzny, barbarzyński stan miejsca, do którego przywiódł ich Król.

Żołnierze zawsze lubią zrzędzić. Ale kiedy flota jako pierwsza znalazła się tu, na terenie delty, żeglując z biegiem Indusu, sam Eumenes był przerażony gorącem, smrodem i chmurami owadów unoszących się nad bagnistą ziemią. Jednak Eumenes szczycił się metodycznym umysłem; był mędrcem, który robił swoje bez względu na pogodę. Deszcz pada nawet na bogów-królów, pomyślał.

Namiot Hefajstiona był okazały, znacznie bardziej okazały niż jego własny, co było oznaką specjalnych względów, jakimi Król darzył swego najbliższego towarzysza. Pomieszczenia mieszkalne otoczone szeregiem westybulów i przedpokojów były strzeżone przez oddział tarczowników, żołnierzy elitarnej piechoty, uchodzących za najlepszych piechurów na świecie.

Kiedy Eumenes zbliżył się do namiotu, został wezwany do zatrzymania się. Strażnik był, rzecz jasna, Macedończykiem.

Z pewnością znał Eumenesa, teraz jednak stał przed Sekretarzem z uniesionym w górę mieczem. Eumenes ani drgnął, patrząc przed siebie nieruchomo i w końcu żołnierz dał za wygraną.

Wrogość macedońskiego wojownika wobec greckiego administratora była nieunikniona, tak jak pogoda, nawet jeśli była oparta na niewiedzy, bo jakże ci półbarbarzyńcy wyobrażali sobie, że taka wielka armia utrzyma ich przy życiu i zapewni zaopatrzenie, gdyby nie skrupulatne zabiegi sekretariatu Eumenesa? Nie oglądając się za siebie, Eumenes przecisnął się do namiotu.

W westybulu panował nieład. Szambelani i słudzy naprawiali stoły, zbierali fragmenty rozbitych naczyń oraz kawałki podartego odzienia oraz ścierali plamy po winie i czymś, co wyglądało jak krwawe wymiociny. Poprzedniego wieczoru Hefajstion najwyraźniej znowu podejmował dowódców i innych „gości”.

Majordomus Hefajstiona był małym, grubym, pedantycznym człowieczkiem, o rudoblond włosach. Kiedy kazał Eumenesowi odczekać w westybulu dokładnie tyle czasu, żeby podkreślić własną pozycję, skłonił się i gestem zaprosił do prywatnych komnat swego pana.

1 ... 29 30 31 32 33 34 35 36 37 ... 84
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)