Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Oko czasu [Time's Eye - pl]
Oko czasu [Time's Eye - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Oko czasu [Time's Eye - pl]

Электронная книга - «Oko czasu [Time's Eye - pl]». Краткое содержание книги:

Jest rok 1885. Przebywający na Granicy Północno-Zachodniej młody dziennikarz, Rudyard Kipling, jest świadkiem niezwykłego spotkania brytyjskich żołnierzy z wytworem nieprawdopodobnie zaawansowanej technologii: unoszącą się w powietrzu kulą, która wydaje się obserwować wszystko wokół. Niebawem zza okolicznego wzgórza wyłania się uszkodzony helikopter z 2037 roku…
1 ... 25 26 27 28 29 30 31 32 33 ... 84
Перейти на страницу:

— Ale tak wielka część tego świata jest pusta.

— Historia Homo sapiens to zaledwie ostatni rozdział długiej, powolnej historii ewolucji hominidów. Jesteśmy zwykłym pyłkiem unoszącym się na powierzchni historii, Biseso. Może to właśnie pokazuje nam stan tego świata. To jego reprezentatywny przekrój w czasie.

Josh pociągnął Bisesę za rękaw.

— Coś mi przyszło do głowy, może to nie uderzyło ciebie czy pozostałych, ale w końcu moja perspektywa, człowieka z dziewiętnastego wieku, jest odmienna…

— Wyrzuć to z siebie, Josh.

— Patrzysz na ten nowy świat i widzisz skrawki swojej przeszłości. Ale ja widzę w tobie także odrobinę mojej przyszłości. Dlaczego miałabyś być ostatnia, dlaczego, Biseso, nie ma tam twojej własnej przyszłości?

Ta myśl ją uderzyła. Była wstrząśnięta, że dotąd nie przyszło jej to do głowy. Nie znalazła odpowiedzi.

— Kapitanie Grove! Proszę tutaj! — Stojąc na skraju placu apelowego, kapral Batson machał ręką. Grove pośpieszył w jego stronę, a za nim Bisesa i pozostali.

Batsonowi towarzyszyła mała grupka żołnierzy: brytyjski kapral i kilku sipajów, którzy trzymali dwóch mężczyzn. Ludzie ci mieli ręce związane na plecach. Byli niżsi, bardziej krępi niż sipaje i bardziej muskularni. Obaj mieli na sobie sięgające do kolan wyblakłe fioletowe bluzy, związane w pasie sznurkiem, a na nogach skórzane sandały. Mieli szerokie, smagłe i niedbale ogolone twarze oraz krótko przycięte, czarne, kędzierzawe włosy. Byli pokryci skorupą zaschłej krwi i wyraźnie przerażeni bronią sipajów; kiedy żołnierz dla żartu uniósł karabin, jeden z nich krzyknął i upadł na kolana.

Grove stanął przed tą dwójką z dłońmi na biodrach.

— Człowieku, zostaw ich, na Boga. Nie widzisz, że są przerażeni?

Sipaj cofnął się z zakłopotaniem. Ruddy wpatrywał się w przybyszy z zadowoleniem.

Grove warknął:

— No, Mitchell, kogo nam tutaj przywiodłeś? Co to za Pasztunowie?

— Nie wiem, panie — powiedział kapral. Miał akcent z południowo-zachodniej Anglii. — To chyba nie Pasztunowie. Patrolowałem teren na południowym zachodzie… — Grove wysłał grupę Mitchella, żeby przeprowadzili rozpoznanie „armii”, którą przedtem dostrzegli; wyglądało na to, że ci obcy to także zwiadowcy, wysłani w tym samym celu. — W rzeczywistości było ich trzech, na krępych, małych koniach przypominających kucyki. Cisnęli w nas włóczniami, a potem rzucili się na nas z nożami, trzech na sześciu! Musieliśmy zastrzelić ich konie, a potem jeden z tej trójki zginął, zanim tych dwóch poddało się. Nawet gdy ich konie upadły, zeskoczyli na ziemię i zaczęli je szarpać, żeby zmusić do powstania, jak gdyby nie rozumieli, że zostały zastrzelone.

Ruddy powiedział do kapitana sucho:

— Gdyby pan nigdy nie widział broni palnej, kapitanie, osłupiałby pan, kiedy koń by się tak pod panem przewrócił.

Kapitan Grove powiedział:

— Co pan chce przez to powiedzieć, sir?

— Że ci ludzie mogą pochodzić z innej epoki, starszej od wszystkich Pasztunów.

Dwaj obcy słuchali ich rozmowy z rozdziawionymi ustami. Potem zaczęli coś trajkotać, z oczyma rozszerzonymi przerażeniem, nie mogąc oderwać oczu od karabinów sipajów.

— To mi wygląda na grecki — mruknął Ruddy. Josh powiedział:

— Grecy? W Indiach?

Bisesa zbliżyła telefon do nieznajomych.

— Telefonie, czy możesz…

— Jestem bystry, ale nie aż tak — powiedział telefon. — Myślę, że to jakiś starożytny dialekt.

Cecil de Morgan wystąpił z tłumu, poprawiając pochlapaną błotem marynarkę z niewymuszoną swobodą.

— Kiedyś odebrałem doskonałą edukację. Wciąż pamiętam trochę z Eurypidesa… — Powiedział coś do nieznajomych, którzy zaczęli szybko trajkotać w odpowiedzi. De Morgan uniósł dłonie, najwyraźniej prosząc, aby mówili wolniej i przemówił znowu.

Po jakiejś minucie de Morgan obrócił się do Grove’a.

— Myślę, że zaczynamy nawiązywać kontakt, kapitanie, choć jest on daleki od doskonałości.

Grove powiedział:

— Zapytaj ich, skąd pochodzą. I z jakiej epoki. Ruddy powiedział:

— Nie zrozumieją pytania, kapitanie. A my prawdopodobnie nie zrozumiemy odpowiedzi.

Grove kiwnął głową. Bisesa podziwiała jego niewzruszoną postawę.

— Więc zapytaj, kto nimi dowodzi.

De Morgan musiał uczynić kilka prób, zanim to do nich dotarło. Ale Bisesa zrozumiała odpowiedź bez potrzeby wyjaśnień.

— Al-e-han-dre! Al-e-han-dre!…

Abdikadir zrobił krok w przód, a w jego oczach pojawił się błysk zrozumienia.

— On rzeczywiście tędy przechodził. Czy to możliwe? Czy to możliwe?…

16. Wejście w atmosferę

Hamujący silnik rakietowy odpalono na krótko, aby ich popchnął wstecz. Ale to wystarczyło, żeby zejść z orbity.

Mieli to już za sobą, decyzja została podjęta i bez względu na to, ile życia Kola miał jeszcze przed sobą — minuty czy lata — konsekwencje tej decyzji były nieodwołalne.

Jeśli nie liczyć startu, wejście w atmosferę było najbardziej niebezpieczną częścią lotu kosmicznego, ponieważ ogromna energia zużyta na wprowadzenie statku na orbitę teraz musiała ulec rozproszeniu wskutek tarcia powietrza. Jedyne wypadki śmiertelne w trakcie realizacji programu kosmicznego w ojczyźnie Koli miały miejsce podczas wchodzenia w atmosferę i teraz Kola przypomniał sobie tych nieszczęsnych kosmonautów, jak również załogę zniszczonego wahadłowca Columbia. Ale mógł tylko czekać. Sojuz był tak skonstruowany, że mógł powrócić bez pomocy z ziemi czy poleceń załogi. Kola, który został wyszkolony jako pilot, marzył, żeby przestał być pasażerem, żeby miał większą kontrolę nad tym, co się dzieje, żeby miał przed sobą drążek sterowy i kierował statkiem w drodze na ziemię.

Wyjrzał przez okno. Poprzecinane chmurami splątane dżungle Ameryki Południowej przemknęły po raz ostatni pod dziobem statku. Zastanawiał się, czy ktokolwiek ujrzy jeszcze taki widok. I jak wiele czasu upłynie, zanim zostanie zapomniane samo istnienie takiego miejsca jak ten daleki kontynent. Ale kiedy Sojuz przelatywał nad obiema Amerykami, zmierzając w stronę Atlantyku, zobaczył burzę, kremowo białą spiralę, która rozsiadła się jak ogromny pająk nad Zatoką Meksykańską. Mniejsze burze krążyły nad Karaibami, Florydą, Teksasem i Meksykiem. Te dzieci potwora szalejącego nad Zatoką Meksykańską same były niezwykle potężne, żłobiąc głębokie wąwozy w lasach pokrywających Amerykę Środkową. Co gorsza, macierzysty układ burzowy przesuwał się na północ i po jego przejściu na pewno niewiele pozostanie z obszaru od Houston do Nowego Orleanu. Była to druga superburza, jaką widzieli w ciągu ostatnich kilku dni, resztki pierwszej nadal krążyły nad wschodnią częścią Stanów Zjednoczonych i zachodnim Atlantykiem. Ale kosmonauci nic nie mogli uczynić dla nikogo na ziemi, nawet nie mogli ich ostrzec.

W przewidzianym czasie z góry i z dołu rozległo się kilka uderzeń. Statek zadygotał, a jego ciężar nieznacznie zmalał. Zostały zdetonowane ścinane wybuchowo sworznie, odłączając moduł powrotny od pozostałych dwóch części Sojuza. Silniki rakietowe i pozostałe śmieci spłoną niebawem jak meteory, budząc zdumienie każdego, kto znajdował się tam, na dole.

Wytrzymali kilka następnych minut w ciszy, zakłócanej jedynie przez tykanie przyrządów i buczenie układu doprowadzania powietrza. Ale te drobne hałasy rozmaitych gadżetów wprowadzały niemal przytulną atmosferę; jak w domowym warsztacie, pomyślał Kola. Wiedział, że będzie mu tego brakowało.

1 ... 25 26 27 28 29 30 31 32 33 ... 84
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)