Tomek na tropach Yeti
- Автор: Шклярский Альфред
- Серия: Приключения Томека Вильмовского #4
- Год: 2011
- Язык: польский
- Год: Wydawnictwo Muza S.A.
- ISBN: 978-83-7758-064-6
- Жанр: Детские и приключения
Электронная книга - «Tomek na tropach Yeti». Краткое содержание книги:
Nasi podróżnicy z uczuciem ulgi myśleli o opuszczeniu dusznego wagonu kolejowego. Oto kończyły się tchnące żarem niziny. Na północy wystrzelał ku niebu zachodni kraniec Himalajów — najwyższych gór świata — osłaniający Indie od północy potężnym dwa tysiące dwustukilometrowym, lekko wygiętym na południe i szerokim na dwieście kilometrów łukiem. Przez okna wagonu płynął już orzeźwiający oddech gór.
Tylko bosman nie zachwycał się perspektywą wędrówki górskiej. Nie lubił chodzenia po górach i zawsze twierdził, że wytrząsanie brzucha po wertepach nie licuje z godnością bosmańską.
Rawalpindi była bazą strategiczną Anglików. Świadczyła o tym liczba koszar wojskowych. Wszędzie widać było uzbrojonych Gurkhów, to jest strzelców wywodzących się z górali nepalskich. Tu rozpoczynała się jedyna droga łącząca Indie z Kaszmirem. Tutaj też mieściła się główna kwatera angielskiej północnej armii w Indiach.
Wyruszenie z Rawalpindi do Szrinagaru wymagało załatwienia wielu urzędowych formalności. Teraz dopiero trzej biali łowcy mogli należycie ocenić wpływy Pandita Davasarmana. Jego krótka wizyta u angielskiego dowódcy podziałała niby różdżka czarodziejska. W przeciągu kilkunastu minut wystawiono im konieczne dokumenty.
— Proszę, proszę, ten Davasarman musi być dużą szyszką, skoro tak wielki mir posiada u Anglików — zauważył bosman, gdy Hindus na chwilę się oddalił. — Trochę poszwargotał z pułkownikiem i już mamy papierki potrzebne do drogi.
— Pułkownik Burton zapewniał mnie, że Pandit Davasarman ułatwi nam podróż — odparł Wilmowski. — Skoro teraz sami przekonaliśmy się o jego dużych wpływach, trzymaj, drogi bosmanie, swój język nieco na wodzy, gdy z nim rozmawiasz.
— Słuszna uwaga, jak zwykle masz rację, Andrzeju. Chociaż gdy opowiadał w pociągu o powstaniu Hindusów, to w jego słowach nie było zbyt wielkiej miłości do Anglików.
— Dziwne to wszystko... — mruknął Tomek, widząc nadchodzącego Pandita Davasarmana.
— Teraz musimy postarać się o jak najszybszy środek lokomocji, byśmy zdążyli dotrzeć do Szrinagaru jeszcze przed burzą, sygnalizowaną przez stację meteorologiczną — odezwał się Davasarman. — Proponuję wynająć tonga [92]. One najlepiej nadają się na tutejsze złe górskie drogi. Natomiast bagaże polecimy przewieźć pocztowym ekka [93].
— Jak długo będziemy jechali do Szrinagaru? — zapytał Tomek.
— Zmieniając zaprzęgi co pięć mil, możemy przybyć tam w kilkanaście godzin — wyjaśnił Davasarman. — Trochę będzie to męczące, lecz warto się pospieszyć, zanim burza uniemożliwi przejazd.
— Zgoda, nie traćmy czasu. Chcemy jak najszybciej zobaczyć pana Smugę — powiedział Wilmowski. — Jak długo będą w drodze nasze bagaże?
— W przeciągu dwóch dni powinny znaleźć się w Szrinagarze. Teraz zabierzemy tylko najniezbędniejsze drobiazgi. Chodźmy do mego znajomego, trudniącego się tutaj przewozem pasażerów i poczty.
Właściciel stacji dyliżansów nisko skłonił się przed Panditem Davasarmanem i białymi sahibami. Był to wysoki, tęgi Kaszmirczyk o przebiegłym wyrazie twarzy.
— Jak się masz, Babukhanie! Udajemy się do Szrinagaru i chcielibyśmy twoimi tonga dojechać do Baramoula, gdzie wynajmiemy łodzie. Ty i woźnice otrzymacie dobry dastur [94], jeżeli będziemy z was zadowoleni — powiedział Davasarman.
— Salam [95], szlachetny panie — odparł Babukhan, jednocześnie przykładając prawą dłoń do czoła. — Nie potrzebujesz mówić o dastur, ponieważ już znam twoją szczodrobliwość. Niestety dwa tonga nie pomieszczą sahibów i bagaży. Wiesz dobrze, o radości moich oczu, że droga jest bardzo zła.
— Wiem, wiem, czcigodny Babukhanie. Tonga zabiorą tylko nas, natomiast bagaże zaraz wyślesz pocztowym ekka. Spiesz się, mało mamy czasu. Biuro meteorologiczne sygnalizuje burzę nadciągającą z gór.
— Rzekłeś, szlachetny i szczodrobliwy panie. Już biegnę wydać odpowiednie dyspozycje.
Babukhan wyszedł z domu. Donośnym głosem, wzmocnionym zapewne nadzieją otrzymania sutego napiwku, nawoływał woźniców do pośpiechu.
— Tonga są dwuosobowe, wobec tego młody pan Wilmowski i ja, jako najlżejsi, pojedziemy jednym powozem, zabierając niezbędny bagaż, a panowie obydwaj wsiądą do drugiego. W ten sposób będziemy mogli jechać z jednakową szybkością — zaproponował Davasarman.
— Bardzo słusznie — poparł go Wilmowski. Wolał nie zostawiać sam na sam dobrodusznego bosmana z Panditem Davasarmanem.
Nim minęło pół godziny, dwa lekkie tonga zatrzymały się przed domem. W pierwszym z nich zajęli miejsce Tomek i Davasarman. Oprócz umówionej zapłaty, Babukhan musiał otrzymać znaczny dastur, gdyż “salamy” płynęły z jego ust wartko, niczym potok górski. Woźnice zasiedli na kozłach, Babukhan jeszcze raz pochylił się przed Davasarmanem i przyłożywszy dłoń do czoła rzekł:
— Salam, szlachetny panie! Niech wszechmocny Allach [96] czuwa w drodze nad tobą lub jeśli wolisz, niech ci towarzyszą Sziwa, Wisznu bądź jakaś można, a zarazem piękna bogini!
— Salam, czcigodny Babukhanie! Niech i tobie wszyscy bogowie przynoszą zdrowie i... szczęście w zdobywaniu majątku — odpowiedział Pandit Davasarman, domyślnie mrugając okiem do mahometanina.
Woźnice, dwaj rośli Pendżabczycy, trzasnęli z batów w powietrzu. Tonga ruszyły w drogę.
Tomek zadumanym wzrokiem wodził po niezwykłej panoramie rozpościerającej się przed jego oczyma. Na północy, na tle czystego nieba, piętrzyły się pokryte śniegiem szczyty zewnętrznych Himalajów. Świeży powiew górskiego wiatru przyjemnie orzeźwiał po długiej, męczącej podróży równinami Indii. Ile to razy słyszał Tomek w szkole, że Himalaje tworzą najwybitniejszą na ziemi granicę klimatyczną między południowo-azjatyckim obszarem monsunowym, a Środkową Azją o klimacie wybitnie lądowym! Tędy również, przez obszary Kaszmiru, wiódł jeden z odwiecznych szlaków komunikacyjnych z Indostanu do Tybetu, Pamiru i Chińskiego Turkiestanu. Tutaj, na tym szlaku, ścierały się najstarsze kultury.
Tomek błądził wzrokiem po ubielonych śniegiem łańcuchach górskich i jednocześnie rozmyślał, w jakim celu Smuga zapuścił się w głąb Azji. Czego lub kogo tam szukał? Czy miał zamiar zaproponować im udział w wyprawie, o której wspominał w swoim liście? Co go łączy z tajemniczym Panditem Davasarmanem?
Odruchowo spojrzał na siedzącego obok Hindusa. Pandit Davasarman nie zachwycał się majestatycznym widokiem gór. Zdawał się drzemać, opuściwszy głowę na piersi. Tomek wpatrywał się w niego badawczym wzrokiem. Hindus intrygował go coraz bardziej. Pułkownik Burton twierdził, iż maharadża Alwaru i Davasarman sprzyjają Anglikom. Trudno było w to powątpiewać; Davasarman cieszył się wielkim zaufaniem u władz angielskich, czego dał dowody, uzyskując, z pominięciem wszelkich formalności, zezwolenie na wjazd do Kaszmiru. Z drugiej jednak strony, jak dziwnie brzmiała w jego ustach opowieść o wielkim powstaniu indyjskim. Ponadto, czy nie pokpiwał z hinduskich bożków w rozmowie z mahometaninem Babukhanem?
“W każdym razie musi być niezwykłym człowiekiem, jeżeli Anglicy tak się z nim liczą” — pomyślał Tomek.
Prawdopodobnie pod wpływem wzroku Tomka Hindus podniósł głowę.
— Bywa pan chyba częstym gościem w tych stronach, skoro nie ciekawi pana tak malowniczy widok gór — odezwał się Tomek.
— Nieskazitelna biel śniegu zalegającego szczyty męczy mój wzrok. Podczas wędrówki po Tybecie nabawiłem się choroby oczu — odpowiedział Davasarman.
92
Tonga — zgrabny, dwukonny powozik.
93
Ekka — powolny, prymitywny wehikuł używany do przewożenia poczty.
94
Dastur — nazwa datku, napiwku w Azji.
95
Salam (Salaam) — pozdrowienie używane przeważnie przez mahometan, odpowiednik “witaj”, “bądź pozdrowiony”.
96
Allach — bóg mahometański.