Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Tomek na tropach Yeti - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Tomek na tropach Yeti

Электронная книга - «Tomek na tropach Yeti». Краткое содержание книги:

Tomek wraz ze swymi towarzyszami — bosmanem Tadeuszem Nowickim oraz ojcem Andrzejem Wilmowskim, wyrusza do Indii. Powodem ich wyprawy jest tajemnicza depesza nadesłana przez Jana Smugę. Ekipa przybywa na miejsce z mieszanymi uczuciami, bowiem nie są do końca pewni, co czeka ich u kresu podróży. Tomek, jego ojciec i bosman udają się do pana Abbasa po dalsze wskazówki od Smugi. Otrzymują list oraz depozyt, czyli worek ze złotem. W chwili, gdy pan Abbas przekazuje im ów depozyt, do pomieszczenia wpada zakapturzona postać, która zadaje Hindusowi śmiertelny cios i ucieka. Nie udaje im się przeszkodzić złoczyńcy i niewinny pan Abbas umiera. Od tego momentu, przyjaciele wyruszają trasą przygotowaną przez pana Smugę, aby spotkać się z towarzyszem i dowiedzieć, po co wezwał ich, aż do Azji Środkowej. Podróż przebiega przez Indie, Tybet, aż do Chin.
1 ... 33 34 35 36 37 38 39 40 41 ... 76
Перейти на страницу:

— Pandit Davasarman twierdzi, że wiadomość o zakupieniu koni przez Smugę przywiózł jego służący, który zakomunikował mu o tym, gdy chciał wynająć wierzchowce do Leh — wyjaśnił Wilmowski.

— Dlaczego nie powiedział tego od razu wczoraj? — indagował Tomek.

— No, mój drogi, jak chyba zauważyłeś, oni obydwaj nie są zbyt rozmowni — odparł ojciec.

— Wygląda, jakby pan Smuga planował jakąś wspólną wyprawę...

— I mnie również tak się zaczyna wydawać. Czy nie świadczy o tym obecność w naszym gronie hinduskiego pundyty? To wymarzony przewodnik na wyprawę po terenach Azji — powiedział Wilmowski.

— Święta prawda! Jestem już pewny, że tu święci się coś niedobrego — dodał marynarz. — Skąd wszakże możemy mieć pewność, że te dwa milczki mówią prawdę? Przecież to oni powiedzieli nam o koniach zostawionych przez Smugę.

— Musimy zachować pewną ostrożność, dopóki nie odnajdziemy naszego przyjaciela — rzekł Wilmowski. — Teraz wyładujmy sprawunki, bo tylko patrzeć Pandita Davasarmana z bagażami z Rawalpindi.

Wkrótce sterta paczek leżała na brzegu tuż przy doongah obok ośmiu nowych Yakdan. Oprócz kuferków Wilmowski kupił cztery kitla, to jest kosze do zabrania najniezbędniejszych w drodze prowiantów oraz trzy brezentowe namioty. Wśród przywiezionych na wozie zapasów znajdowały się: herbata, cukier, mąka, ryż, zupy w proszku, marmolada, tłuszcz, a także świece i spirytus do maszynki do gotowania. Ponadto każdy z trzech podróżników otrzymał futrzaną kurtkę oraz czapkę i wysokie filcowe buty.

Niebawem zjawił się Pandit Davasarman z bagażami przywiezionymi z poczty. Wspólnie zabrali się do ładowania yakdan i kitla. Udadżalaka, służący Davasarmana, wykazał wiele wprawy w przygotowaniach do drogi. Od razu można było poznać, iż to dla niego nie pierwszyzna. Zaledwie ukończyli pakowanie, Pandit Davasarman odezwał się:

— Jeżeli sahibowie sobie życzą, możemy jeszcze dzisiaj wyruszyć łodzią do Ganderbalu, gdzie oczekują na nas konie. Warto się pospieszyć, w nocy spadł w górach śnieg. Droga nie będzie łatwa, a mamy do przebycia dziewiętnaście marszów.

— Dobrze, ruszajmy — zdecydował Wilmowski.

— Proszę pana, przed wyjazdem ze Szrinagaru chciałbym wysłać list do Europy. Czy będziemy przechodzili w pobliżu poczty? — zwrócił się Tomek do Davasarmana.

— Zajmę się tym, proszę mi go tylko dać, a niezwłocznie będzie wysłany do Rawalpindi — odpowiedział Davasarman.

Tomek wydobył z kieszeni list, a Davasarman natychmiast zawołał:

— Udadżalaka! Zanieś zaraz list sahiba do biura Babukhana i zapowiedz, że mają go wysłać jeszcze dzisiejszą pocztą.

— Tak jest, Pandicie! — służbiście powiedział Udadżalaka, stając przed Davasarmanem wyprężony jak struna.

— Spiesz się, za pół godziny odjeżdżamy.

Udadżalaka oddalał się sprężystym krokiem. Bosman przyglądając się mu z upodobaniem, rzekł:

— Szanowny pan ma dobrego służącego. Wymusztrowany niczym żołnierz.

Mówiąc to porozumiewawczo mrugnął do przyjaciół, ponieważ podejrzewał, iż Davasarman umyślnie wprowadził ich w błąd, przedstawiając Udadżalakę jako służącego. Davasarman wszakże nie okazał zmieszania i spokojnie wyjaśnił:

— Udadżalaka jest sierżantem pułku strzelców indyjskich. Towarzyszył mi w większości wypraw, podczas których pełnił jednocześnie funkcję służącego. To pewny i odważny człowiek.

— Dlaczego nie nosi munduru, skoro jest wojskowym? — zapytał Tomek.

— Obcy ubiór wojskowy zwraca na siebie uwagę, a tego należy unikać podczas nieoficjalnych wypraw badawczych. Proponowałbym przygotować się teraz do odjazdu. Oto są już nasze doongah.

 Mroźne tchnienie Tybetu

Dość wygodny przejazd łodziami ze Szrinagaru do wsi Genderbal, ukrytej w cieniu platanów-olbrzymów, nasi podróżnicy mogli traktować jako przyjemny wypoczynek w porównaniu z oczekującą ich konną jazdą.

W Ganderbalu zatrzymali się na nocleg w karawanseraju [101], gdzie zastali wierzchowce, jakoby pozostawione przez Smugę. Zaraz po przybyciu do oberży Pandit Davasarman oświadczył, że muszą wynająć kilka koniuchów do prowadzenia jucznych koni oraz służących do osobistych posług. Przeciwko temu ostatniemu bosman energicznie zaprotestował.

— Ejże, szanowny panie, po jakie licho potrzebna nam służba? — mówił oburzony. — Koniuchy do doglądania szkap, zgoda, i co najwyżej jakiś kucharczyk do pitraszenia przekąsek. Resztę zawsze robimy sami. Prócz chłopaka okrętowego, który i tak nie umiał dobrze wyczyścić do glansu butów, nigdy nie miałem służby osobistej.

— Szlachetny sahibie, widzę że po raz pierwszy znajdujesz się w kraju, gdzie obowiązują odmienne zwyczaje — odparł Pandit Davasarman nie zmieszany protestem. — Tutaj biali nie wykonują pospolitych prac. Stracilibyśmy szacunek krajowców, gdybyśmy postępowali inaczej. Podczas organizowania karawany zazwyczaj najmuje się: babu — tłumacza, szuprassi — gońca, kucharza, lokaja, czyściciela butów, koniuchów i tragarzy, a niektórzy biali biorą nawet: fryzjera, szewca, krawca itp.

— To może również najęlibyśmy kogoś do nabijania mojej fajki tytoniem? — zakpił bosman.

— Nikt by się temu nie dziwił, co najwyżej patrzono by na pana z większym szacunkiem — odpalił Davasarman.

— Potrafię i bez tego nauczyć każdego szacunku dla siebie — mruknął bosman.

— Najlepiej pozostawmy panu Panditowi Davasarmanowi wolną rękę w sprawie zorganizowania karawany — wtrącił Wilmowski. — Prosimy jednak, aby nie przesadzał pan z tą osobistą służbą.

— Moim zdaniem musimy wynająć koniuchów, kucharza, trzech służących do prac obozowych, babu i szuprassi — stanowczo rzekł Davasarman. — Zaraz zawołam lumbadara [102] i dokładnie omówię z nim całą sprawę.

— Bardzo prosimy, niech się pan tym zajmie — zakończył Wilmowski rozmowę.

Tego dnia wszyscy wcześnie udali się na spoczynek, lecz następnego ranka byli ubrani do drogi, zanim słońce zdążyło rozproszyć nocne mroki. Kończyli śniadanie, gdy na kamienistym podwórzu karawanseraju rozległ się stukot końskich kopyt.

— Ciekaw jestem, dlaczego Pandit Davasarman i sierżant Udadżalaka nie jedzą razem z nami śniadania — zagadnął Tomek. — Czyżby obrazili się na nas?

— Nie dziwiłbym się im, bo “kochany” bosman często nie liczy się ze słowami i zbyt skory jest do zwady — powiedział Wilmowski. — Wczorajsza rozmowa na temat służby była nieco za ostra.

— Na nerwy mi działa ten książęcy krewniak. Każdy człowiek w miarę możności powinien sam siebie obsługiwać, a nie innym, tak samo jak i on dobrym ludziom, kazać sobie, za przeproszeniem, dłubać w nosie. U moich staruszków, w domu na Powiślu, żadnej służby nie było. Obecny tutaj pan bosman nosił wodę w konwi i korona nie spadła mu z głowy — bronił się marynarz. — Po co mamy niepotrzebnie wydawać ciężko zarobione pieniądze?

— Dobrze pan mówi, panie bosmanie, ale nic na to nie możemy poradzić. Co kraj, to inny obyczaj, więc lepiej niech pan nie spogląda zezem na Pandita Davasarmana, bo z tego nic dobrego dla nas nie wyjdzie — wtrącił Tomek.

— Pal go sęk. Zamknę jadaczkę na kłódkę, a wy go jakoś ułagodzicie — pojednawczo rzekł bosman.

W tej chwili do izby wszedł Udadżalaka. Stanął na baczność i zameldował:

— Zgłosił się nasz nowy babu, czy szlachetni sahibowie zechcą z nim porozmawiać?

— Spocznij, sierżancie, spocznij, jesteśmy zwykłymi cywilami, nie rób więc sobie zbytnich ceregieli — odezwał się bosman, jakby już zapomniał, że przyrzekł nie mieszać się do rozmów z Hindusami.

вернуться

101

Karawanseraj — w Indiach i krajach tatarskich miejsce do zakwaterowania podróżnych. Seraj w języku perskim oznacza pałac sułtana.

вернуться

102

Lumbadar — przedstawiciel mieszkańców wioski, który pośredniczy w wynajmowaniu tragarzy, zakupie żywności i pobiera opłaty.

1 ... 33 34 35 36 37 38 39 40 41 ... 76
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)