Tomek na tropach Yeti
- Автор: Шклярский Альфред
- Серия: Приключения Томека Вильмовского #4
- Год: 2011
- Язык: польский
- Год: Wydawnictwo Muza S.A.
- ISBN: 978-83-7758-064-6
- Жанр: Детские и приключения
Электронная книга - «Tomek na tropach Yeti». Краткое содержание книги:
Tajemnicza świątynia na odludziu mogła być kiedyś zbudowana przez Thugów lub Crimów. Ponieważ znajdowała się na prywatnych terenach łowieckich maharadży, można było przypuszczać, iż władcy Alwaru byli w jakiś sposób związani z przestępczą kastą. Tomek przecież słyszał już dawniej, że nieraz nawet bardzo bogaci Hindusi z pobudek religijnych byli członkami bandy Crimów. Każdy Hindus musi przynależeć do kasty, w której się urodził. Jeśli więc ktoś z przodków maharadży Manibhadry należał kiedyś do Crimów, to i Manibhadra, nie chcąc narazić się na hańbiące w mniemaniu krajowców usunięcie z kasty, musiałby dokonywać przestępstw.
“Może maharadża jest członkiem albo nawet hersztem bandy Crimów? — rozmyślał Tomek. — Tłumaczyłoby to przynajmniej ten niezrozumiały w innym przypadku czyn. A może maharani mówiła prawdę o tych trzech sztyletach?”
Rozmyślania Tomka przerwały odgłosy rozmowy prowadzonej już w pobliżu myśliwskiego domku. Niebawem na werandzie zadudniły ciężkie kroki bosmana Nowickiego.
— Pewno śpi już nasze biedne chłopczysko — mówił marynarz tubalnym głosem. — Zupełnie słusznie ma do nas żal. Moim zdaniem niepotrzebnie wyprawiłeś go do domu. Cóż nas obchodzą Burton i ten milczek Mac Donald?! Niechby się wściekali ze złości, że piękna maharani bardziej lubi Polaków niż Anglików. Aż zazdrościłem Tomkowi, gdy z nim tak miło gruchała...
— I o to również chodziło, bosmanie — sumitował się Wilmowski. — Wydawało mi się, że maharadża był z tego trochę niezadowolony.
— Ech! Tomek poza Sally świata bożego nie widzi i tylko patrzyć, jak się jej oświadczy, a ty do niego z pretensjami o maharani! Czysta niesprawiedliwość!
— Ciszej mów, bosmanie! Zbudzisz Tomka. Już nie wiem, który raz tłumaczę ci, że nie mam do niego o nic pretensji i nawet żałuję...
W tej chwili Tomek rozradowany otworzył drzwi na oścież, wołając:
— Wcale nie śpię i wszystko słyszałem. Cieszę się, ojcze, że nie masz do mnie żalu. Martwiłem się o to czekając na wasz powrót.
— Nigdy nie kłopocz się na zapas. Po prostu jestem czasem zbyt ostrożny. Ale dostałem za swoje, ponieważ bosman przez całą drogę dosadnie wyrażał niezadowolenie. Mamy dla ciebie ciekawą nowinę. Pandit Davasarman przyjechał do Alwaru.
— Czyżby sam przyjechał? — pytał Tomek, nic nie wspominając, iż wie o jego przybyciu.
— Tak, Tomku! To właśnie wzmogło nasz niepokój. Pandit Davasarman ma razem z nami jechać do Smugi, który jakoby obecnie przebywa w Szrinagarze w Kaszmirze [80] — odparł Wilmowski chmurząc czoło. — Podobne postępowanie zawsze tak zrównoważonego Smugi wydaje mi się bardzo dziwne.
— Czy pan Smuga nie przysłał dla nas listu? — indagował Tomek.
— Nie, ani słowa — potwierdził bosman.
— To naprawdę bardzo dziwne — rzekł Tomek. — Czy powiedzieliście Panditowi Davasarmanowi o tragicznej śmierci pana Abbasa?
— Oczywiście, Tomku, przecież to on prosił Abbasa o oddanie Smudze przysługi. Pandit Davasarman był bardzo zaskoczony morderstwem — wyjaśnił Wilmowski. — Odnieśliśmy wrażenie, że domyśla się, kto był zabójcą, aczkolwiek nie powiedział nam tego wręcz.
— Prawda to rzetelna, umie on trzymać język za zębami — wtrącił bosman — pewny jestem, że wie więcej, niż mówi!
— Niewiele dowiedzieliśmy się od Pandita Davasarmana. Miejmy nadzieję, że w Szrinagarze zastaniemy naszego przyjaciela i dowiemy się, o co chodzi.
Tomek położył się na macie. Bosman z fajką w zębach przysiadł na brzegu posłania. Wilmowski natomiast rozebrał się i wszedł do łazienki.
Tomek pozostał sam na sam z przyjacielem. Skwapliwie skorzystał z okazji, by zasięgnąć dalszych informacji.
— Czy dobrze bawiliście się po moim wyjściu z pałacu? — zagadnął.
— Niezgorzej, chociaż nie wiem, czy to by ciebie ciekawiło — odparł bosman. — Podfruwajki, czyli tak zwane tutaj bajadery, tańczyły ładne kawałki. Niczego sobie widowisko!
— Maharani zapewne przez cały czas dotrzymywała wam towarzystwa — wypytywał Tomek, pilnie przypatrując się przyjacielowi.
— A jakże, opuściła nas dopiero po przybyciu swego brata, Pandita Davasarmana.
— Czy maharadża wyszedł razem z nią?
— Skądże znowu? Jak mógł z nią wyjść, kiedy go już nie było?
— Czyżby wyszedł wkrótce po mnie?
— No tak — potwierdził bosman. — Powiedział, że wróci wkrótce, ale już go nie widzieliśmy, bo tymczasem przyszedł ten Davasarman i maharani zaproponowała, żebyśmy w trójkę z twoim ojcem pogadali na osobności.
Tomek zamilkł z wrażenia. Maharadża mógł być owym złodziejem pierścienia!
— Więc Pandit Davasarman nic więcej nie mówił wam o panu Smudze? — zagadnął po chwili, aby usprawiedliwić przed bosmanem własne podniecenie.
— Niewiele, kochany brachu, niewiele — odpowiedział marynarz ciężko wzdychając. — Krótko tylko oświadczył, że razem pojedziemy do Smugi, który oczekuje nas w Kaszmirze.
— Czy nie pytaliście go, dlaczego pan Smuga wezwał nas do Indii?
— Pytaliśmy o to, a jakże! Ale on wciąż powtarzał: “Szikar Smuga sam wyjawi szlachetnym sahibom swoje zamiary” — nic więcej nie można było z niego wyciągnąć.
— Co to wszystko może znaczyć? — głowił się Tomek.
— Ha, powiem tylko, że mój bosmański nos niucha zbliżanie się piekielnego sztormu. Pewno czeka nas diabelski taniec. Nie będziemy chyba narzekali na nudy podczas tej wyprawy!
— Byle tylko panu Smudze nie groziło niebezpieczeństwo, zanim dotrzemy do niego.
— Nie martw się, brachu! Nie należy on do takich, co to pozwalają sobie bezkarnie w kaszę dmuchać. Ojciec twój mówi, że cała ta sprawa cuchnie polityką.
— Żebyśmy chociaż wiedzieli, jaką rolę odgrywa Pandit Davasarman. Czy jest on naprawdę życzliwy panu Smudze? Zanim się o tym przekonamy, musimy mieć go dobrze na oku.
— O to bądź spokojny. Nie chciałbym być w jego skórze, gdyby naszemu druhowi z przeciwnej strony dmuchał w żagle.
Tomek bardzo źle spał tej nocy. Niezwykły splot wydarzeń nie dawał mu spokoju. Snuł najrozmaitsze domysły na temat tajemniczego zachowania się Smugi, próbując powiązać w logiczną całość zaskakujące ich niespodzianki. Wydawało mu się, że skoro Smuga ufał Panditowi Davasarmanowi, to on mógł dać wiarę słowom maharani. Ona zaś zaręczyła, iż złodziej pierścienia nie ma blizny na twarzy. Wobec tego nie był mordercą z Bombaju. Wniosek ten znajdował pewne potwierdzenie w słowach ojca i bosmana Nowickiego, którzy odnieśli wrażenie, że Pandit Davasarman domyśla się, kim był człowiek z blizną. Gdyby morderca i złodziej pierścienia stanowili jedną i tę samą osobę, to prawdopodobnie przebywałaby ona obecnie, jako posiadacz jednego z trzech sztyletów podarowanych przez maharadżę, w najbliższym jego otoczeniu, a tym samym byłaby doskonale znana Panditowi Davasarmanowi. Wówczas tenże inaczej musiałby zareagować na wieść, iż ktoś mu bliski zamordował nieszczęsnego urzędnika linii okrętowej.
80
Kaszmir (Kush'mer) — górski kraj w zachodnich Himalajach. Stamtąd, doliną górnego Indusu, prowadzi bardzo trudne przejście na wyżyny Tybetu. W 1587 r. Kaszmir stał się częścią cesarstwa Mongołów, w drugiej połowie XVIII w. został podbity przez szacha Afganistanu, potem zagarnęli go Sikhowie i wcielili do swego królestwa, a w końcu stał się prowincją Indii Brytyjskich. Obecnie jest jednym ze stanów Unii Hinduskiej. Stolicą Kaszmiru jest Szrinagar, czyli Święte miasto, malownicze miasto, słynne z wiszących ogrodów.