Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Tomek na tropach Yeti - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Tomek na tropach Yeti

Электронная книга - «Tomek na tropach Yeti». Краткое содержание книги:

Tomek wraz ze swymi towarzyszami — bosmanem Tadeuszem Nowickim oraz ojcem Andrzejem Wilmowskim, wyrusza do Indii. Powodem ich wyprawy jest tajemnicza depesza nadesłana przez Jana Smugę. Ekipa przybywa na miejsce z mieszanymi uczuciami, bowiem nie są do końca pewni, co czeka ich u kresu podróży. Tomek, jego ojciec i bosman udają się do pana Abbasa po dalsze wskazówki od Smugi. Otrzymują list oraz depozyt, czyli worek ze złotem. W chwili, gdy pan Abbas przekazuje im ów depozyt, do pomieszczenia wpada zakapturzona postać, która zadaje Hindusowi śmiertelny cios i ucieka. Nie udaje im się przeszkodzić złoczyńcy i niewinny pan Abbas umiera. Od tego momentu, przyjaciele wyruszają trasą przygotowaną przez pana Smugę, aby spotkać się z towarzyszem i dowiedzieć, po co wezwał ich, aż do Azji Środkowej. Podróż przebiega przez Indie, Tybet, aż do Chin.
1 ... 26 27 28 29 30 31 32 33 34 ... 76
Перейти на страницу:

Kim w takim razie byli obydwaj złoczyńcy? Tomek zastanawiał się, dlaczego maharani przeszkodziła mu w zerwaniu maski, zakrywającej twarz złodzieja pierścienia? Dlaczego prosiła, aby zapomniał o napadzie i kradzieży?

“Gdybym tylko mógł sprawdzić, czy istnieją trzy takie same sztylety — rozmyślał. — Bo przecież maharani mogła powiedzieć nieprawdę, chcąc skierować podejrzenia na mylne tory”.

Zaledwie świt wkradł się przez okratowane okienko, Tomek zły i niewyspany zerwał się z posłania. Szybko ubrał się i wymknął z domu nie budząc nikogo. Zdawało mu się, że poranna przechadzka po parku uspokoi jego wzburzone myśli. Poza tym chwilowo pragnął unikać rozmów z ojcem i bosmanem, bowiem ogarniały go wątpliwości, czy słusznie postępuje, ukrywając przed nimi dziwne wydarzenie z pierścieniem. Uniesiony szlachetnością, przyrzekł pięknej maharani nie mówić nikomu o kradzieży, a teraz wstydził się swego postępowania wobec towarzyszy. Dotąd przecież nigdy nie mieli przed sobą tajemnic. Dlatego też wolał nie przebywać z nimi sam na sam do czasu nadejścia Pandita Davasarmana, z którym mieli pójść do pałacu, by pożegnać się przed wyjazdem z uprzejmymi władcami Alwaru.

Zamyślony, z daleka okrążył pałac, zerkając na słonie dokonujące przy pomocy mahutów porannej toalety, po czym zboczył w długą, ocienioną aleję. Po pewnym czasie, zmęczony bezcelowym wałęsaniem się, usiadł na ławce pod platanem. Niebawem jakieś ożywione szepty przerwały jego rozmyślania. Zaczął nasłuchiwać. Wkrótce zorientował się, skąd dochodziły go odgłosy rozmowy. Powstał z ławki i podkradł się do rosnącego za nią długiego żywopłotu. Ostrożnie rozchylił gałęzie.

W tym właśnie miejscu żywopłot oddzielał posiadłość maharadży od kilku wieśniaczych chat widocznych w pobliżu. Tuż przy krzewach ujrzał Tomek dwóch chłopców i dziewczynkę w wieku około dziesięciu lat, przykucniętych przed starszym mężczyzną. Rozmawiali w nieznanym Tomkowi języku hindustani, lecz mimo to łatwo domyślił się, że przedmiotem ich zainteresowania było kilkanaście kur żerujących nie opodal jednej z chat. Mężczyzna wskazywał na nie ręką i mówił coś półszeptem, a dzieciarnia słuchała go pilnie niczym wykładu nauczyciela w szkole.

W końcu pierwsza podniosła się dziewczynka i wolno ruszyła w kierunku pobliskiego domku. Tomek uważnie ją obserwował, albowiem zachowywała się tak, jakby odtwarzała wyuczoną przez starszego mężczyznę rolę. Zrywała kwiaty, a jednocześnie coraz bardziej zbliżała się do chatki. Tymczasem starszy mężczyzna podzielił pomiędzy chłopców garstkę nie łuszczonego ryżu wydobytego z woreczka. Malcy natychmiast wepchnęli ryż do ust i żując go powoli, razem ze swoim opiekunem pilnie obserwowali krążącą teraz wokół domu dziewczynkę.

Naraz nadbiegła mała kobieta odwróciła się do chłopców, po czym wpięła sobie kwiatek we włosy. Jakby na umówione hasło chłopcy podkradli się do stada kur. W odpowiednim momencie wypluli na ziemię sklejone śliną kulki z niełuszczonego ryżu. Dwie najbliższe kury łapczywie rzuciły się na nie. Zdradliwe smakołyki okazały się niełatwe do przełknięcia, toteż obydwa ptaki zaczęły się dławić. Chłopcy korzystając z chwilowej bezsilności kur porwali je i pomknęli z łupem do mężczyzny oczekującego na nich pod żywopłotem. Teraz również i dziewczynka przyłączyła się do nich.

Mężczyzna skinieniem głowy pochwalił dzieci, wepchnął kury do worka i wszyscy chyłkiem oddalili się od miejsca kradzieży.

Tomek zdumionym wzrokiem spoglądał za uciekającymi. Słyszał już dawniej od ojca, że Crimowie bardzo chętnie widzą jak największą liczbę dzieci we własnych rodzinach, a często porywają nawet i obce, by szkolić je w sztuce złodziejskiej. Toteż obecnie nie miał jakiejkolwiek wątpliwości, że owi dwaj chłopcy i dziewczynka byli młodymi adeptami niecnego rzemiosła, a mężczyzna ich nauczycielem. Tomek, do głębi oburzony na mężczyznę, który nie wahał się deprawować dzieci, miał ochotę dogonić go i dać mu odpowiednią nauczkę. Zrozumiał jednak, że takim odruchem nie zdoła zmienić zwyczajów od wieków zakorzenionych w Indiach. Tutaj, w kraju tak bogatym, a zarazem tak bardzo ubogim, dzieci już od najmłodszych lat musiały pomagać rodzicom w zarabianiu na codzienny chleb. Przejeżdżając przez Indie, Tomek widział dzieci pracujące na plantacjach przy zbiorze herbaty, bawełny i maku. Nic więc dziwnego, że również zawodowi złodzieje odpowiednio “przygotowywali” swoje potomstwo do pracy.

Widok tej smutnej, a zarazem w pewnym sensie komicznej sceny upewnił Tomka, że w pobliżu prywatnej rezydencji maharadży grasowała banda zbrodniczych Crimów. Czyżby wobec tego sam maharadża również do niej należał? Pełen sprzecznych uczuć powrócił do myśliwskiego domku.

Ojciec i bosman zajęci byli przygotowaniami do wyruszenia w drogę. Teraz już lada chwila spodziewali się przybycia Pandita Davasarmana. Dzięki temu udało się Tomkowi pierwszym lepszym wytłumaczeniem usprawiedliwić swą przydługą nieobecność. Niewiele się odzywał, za to stale wychodził na werandę pod pretekstem sprawdzenia, czy nie nadchodzi Pandit Davasarman.

Niezwykła w tym dniu małomówność Tomka niebawem zwróciła uwagę bosmana. Kilkakrotnie zagadywał przyjaciela, ale ten zbywał go lakonicznymi odpowiedziami. Bosman zdziwiony jego zachowaniem powiedział o tym Wilmowskiemu:

— Coś Tomek dzisiaj nie w humorze. Zapewne ma do nas żal za wczorajszy wieczór. A może też i co innego go gnębi? Nic nie gada i jakiś taki zamyślony. Nie zauważyłeś, Andrzeju?

— Masz rację. Nie przypuszczam jednak, aby przejął się przedwczesnym opuszczeniem przyjęcia. Za rozsądny na to. Może ma dzisiaj po prostu swój “zły dzień” lub też jak i my niepokoi się o Smugę. Wiesz przecież, że za nim przepada. Ja również wciąż gubię się w domysłach, co ma oznaczać intrygujące zachowanie się Jana.

— Dowiemy się prawdopodobnie w Szrinagarze. Czy mi się coś przywidziało, czy też Tomek ma na brodzie siniaka? Zupełnie jak od uderzenia pięścią...

— Nic nie zauważyłem — odparł Wilmowski.

— No to przyjrzyj mu się nieznacznie.

— Wydawało ci się chyba, mroczno tu w izbie.

— Mroczno czy nie mroczno, a mnie się wydaje, że siniak na brodzie jest, chociaż wczoraj na uczcie na pewno go nie miał.

— Do licha, powiedz jasno, o co ci chodzi?

— O co ma chodzić? — oburzył się bosman. — Po prostu mówię, że Tomek na uczcie jeszcze nie miał siniaka, a dzisiaj ma! Założę się nawet o butelczynę jamajki...

— Więc twierdzisz, że ma siniaka, jak od uderzenia pięści? — zastanowił się Wilmowski.

— No, nareszcie skapowałeś, o co mi chodzi. Najlepiej wyjdź za nim na dwór i nieznacznie puść oczkiem na jego brodę. Coś on mi niewyraźny dzisiaj...

Wilmowski szybko zamknął walizkę. Właśnie skończył ją pakować i wyszedł za Tomkiem na werandę. Niebawem powrócił zafrasowany.

— To dziwne, ale masz rację — rzekł zmieszany. — Tomek ma siniaka na podbródku. Wieczorem wcale tego nie zauważyłem.

— Może przewrócił się wczoraj wracając do domu? A może też dzisiaj spotkał się z kimś podczas porannej wycieczki? Nie, moje bosmańskie oko nigdy mnie nie myli. To jest siniak od rąbnięcia pięścią w brodę. Znam się coś niecoś na tym. Mało to razy miałem podobne siniaki? Ciekawe, co znów i kiedy zmalował ten chłopak?

Z wejściem Tomka do pokoju, przerwali rozmowę. Chłopiec w ubraniu wyciągnął się na macie i nic nie mówiąc spoglądał w sufit. Po jakiejś chwili Wilmowski usiadł obok niego. Jeszcze raz nieznacznie spojrzał na jego podbródek. Teraz, gdy Tomek leżał, ciemny siniak był doskonale widoczny. Podczas obfitującej w różne przygody włóczęgi po świecie Wilmowski, mimo spokojnego usposobienia, widział już nie jedno. Sądząc więc po kolorze siniaka, doszedł do wniosku, że przypadkowe, czy też umyślne uderzenie, które wywołało taki skutek, musiało mieć miejsce dnia poprzedniego. Ponieważ na uczcie w pałacu Tomek nie miał jeszcze tego znaku na podbródku, wobec tego coś nieprzyjemnego musiało zdarzyć się nieco później, kiedy sam wracał lub wrócił do domu.

1 ... 26 27 28 29 30 31 32 33 34 ... 76
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)