Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Czas żyć czas zabijać
Czas żyć czas zabijać - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Czas żyć czas zabijać

Электронная книга - «Czas żyć czas zabijać». Краткое содержание книги:

Czas żyć czas zabijać
1 ... 25 26 27 28 29 30 31 32 33 ... 111
Перейти на страницу:

W drogę powrotną ruszyli nieco spokojniejszym, ale w dalszym ciągu raźnym tempem. Koharow, podobnie jak Sierżant, natychmiast zaczął się pocić.

- A więc wyruszamy w pustynię… - nawiązał do rozmowy poprzedniego wieczora i dotychczasowych przygotowań.

Bakly skinął potakująco głową, ale nie odpowiedział.

- W głęboką pustynię - uściślił Koharow, zastanawiając się, czy Bakly wiedział, co dokładnie oznacza ten termin. Wyglądało jednak, że wiedział.

Kolejne potaknięcie.

- A to, co masz uwiązane przy pasie, zabieramy ze sobą.

- Zgadza się. Czerwona Gwiazda nie może się dostać w ręce nieprzyjaciela - uzupełnił Bakly.

- To czemu po prostu nie przejdziemy przez pustynię na drugą stronę? - zaciekawił się Sierżant.

Koharow zadrżał. Śmierci jako takiej się nie bał, ale za żadną cenę nie chciał skończyć, zdychając oszalały z pragnienia gdzieś w samym sercu tej piekielnej patelni. Nie raz już widział niefortunnych śmiałków, którzy spędzili tam zbyt wiele czasu. Nawet ci, którzy mieli pod dostatkiem wody, nawet ci, którzy przeżyli, nie wrócili stamtąd bez uszczerbku. Przeżyły może ich ciała, lecz dusze pozostały martwe na wypalonym słońcem, najeżonym czarnymi, bazaltowymi skałami pustkowiu.

- Pustyni Gutawskiej nie da się przejść, a przynajmniej nie na tej wysokości - zaczął powoli wyjaśniać. Bakly stopniowo zwiększał tempo i Koharow musiał robić drobne przerwy dla nabrania tchu.

- Rozciąga się na dobrych sto razgów, a do tego drogę zagradzają ponoć pola gejzerów, aczkolwiek nie spotkałem jeszcze nikogo, kto zapuściłby się tak daleko i zdołał wrócić.

- Razgów? - zapytał Sierżant.

- Jeden razg to odległość, na jaką może zanurzyć się w pustynię i wrócić zeń cało jeden człowiek, mający przy sobie taki zapas wody, jaki jest w stanie unieść - wyjaśnił tym razem Bakly.

To Koharowa zaskoczyło. Tylko ludzie dobrze znający Pustynię Gutawską znali ten termin i nim się posługiwali. A i to dopiero od stosunkowo niedawna, odkąd rozpoczęły się boje między lordami północy i południa. Jeszcze bardziej zaskoczyło go to, że Bakly powiedział „zanurzyć się w pustynię”. Tak mówili tylko bojownicy z pustynnej partyzantki. Sam się do nich nie zaliczał, aczkolwiek już parę razy zapuścił się głęboko. Trzeba było być całkiem pomylonym, żeby wyruszać na wyprawę, która dawała minimalne tylko szanse na powrót. A on jeszcze aż takim szaleńcem nie był. Taką w każdym razie miał nadzieję.

- Za wszelką cenę musimy jechać dalej! - powtórzył Evan już po raz dziesiąty.

Mieli za sobą trzydzieści ciężkich kilometrów, nad głowami palące słońce, konie ledwo powłóczyły nogami, a Coverfly zaczynał sobie uświadamiać, że poprzez kurierów kursujących pomiędzy nimi a idącą powoli ich śladem armią długo utrzymać komendy nie zdoła.

Problem polegał na tym, że czarodziej pozostawał głuchy na jakiekolwiek rozsądne argumenty. Najgorsze okazało się jednak to, że ten szaleniec był gotów ruszyć w pogoń sam, tak jak stał, bez względu na ryzyko. Na to, w obawie o swoją własną skórę, Coverfly pozwolić nie mógł. Jedyne, co mógł, to kląć okoliczności, które sprawiły, iż znalazł się w tej sytuacji.

- Za chwilę powinniśmy stanąć w Kusybu. To zapadła dziura, ale przynajmniej mają wodę i może będą mieli jakieś świeże konie - oznajmił Hoovery.

- Czemu nie. - Ku zdziwieniu barona Grigor Evan nie oponował. - To jest akurat po drodze w kierunku, w którym mi umknęła.

Coverfly skinięciem dał znać, że ten pomysł podobał się i jemu, i ruszyli dalej, kolebiąc się w popołudniowym upale. Zaczął zwalniać, zatrzymując przy sobie czarodzieja. Poczekał, aż zostali z tyłu wystarczająco daleko, aby być poza zasięgiem słuchu, i ostrożnie zapytał:

- No dobrze, to co wam tak naprawdę umknęło? Jako żołnierz mam do wykonania zadanie, lecz muszę najpierw wiedzieć, na czym to zadanie dokładnie polega. Proszę nie zapominać, że armia nie jest najlepszym narzędziem do szukania igły w stogu siana.

Młody czarodziej wyglądał, jakby chciał barona zabić już za sam fakt, iż tamten ośmielił się powołać wprost na ściśle tajny cel całej operacji, jednak po krótkiej chwili zdołał się opanować.

- Może i macie rację - wymamrotał. - Czerwona Gwiazda jest silnym artefaktem magicznym, zdolnym obdarzyć ogromną mocą tego, kto umie się z nią obchodzić. O jej istnieniu dowiedziałem się ze starych ksiąg. Zorganizowałem rozległe poszukiwania, ale okazało się, że druga strona zdołała mnie ubiec. Musieli mnie śledzić! Musieli mnie wręcz otoczyć całą siatką szpiegów, inaczej byłoby to niemożliwe!

Nie umknęło uwadze barona, iż samo wspomnienie porażki i upokorzenia rozpalało gniew czarodzieja do białości.

- Druga strona? - spytał obojętnym tonem.

Evan był na tyle rozsierdzony, że Coverfly zwietrzył okazję. Jeśli tamten nie opamięta się zbyt szybko, może zdoła wyciągnąć od niego jakieś dalsze szczegóły.

- No przecież Dask, nie kto inny! - zgodnie z oczekiwaniami wybuchł czarodziej. - Tylko jego ludzie byliby zdolni przechytrzyć agentów Varatchiego. Którykolwiek z pozostałych szlachciców mógłby na magiczny artefakt natrafić najwyżej przypadkiem i nie dalej niż we własnej piwnicy, ale książę Dask nie tylko potrafił zbudować siatkę wywiadowczą rozciągającą się na całe imperium, ale jeszcze do tego jest w szpiegowaniu lepszy od nas!

Coverfly musiał przyznać, iż był pod wrażeniem, jak silnymi więzami lojalności Varatchi umiał opętać swoich ludzi. Grigor Evan nie uważał się wcale za imperialnego czy cesarskiego czarodzieja, on był na wskroś czarodziejem Varatchiego.

- Książę Dask jest rzeczywiście niezwykle niebezpiecznym przeciwnikiem - przytaknął, aby dać Evanowi do zrozumienia, że on też chętnie podzieli się informacjami. Równocześnie sam się nad tym zastanowił. Aktualnie miał pod swoją komendą dziesięć tysięcy ludzi. Z danych, którymi dysponował, wynikało, że Dask mógł wystawić mniej więcej tyle samo. Czy zaryzykowałby stawienie mu czoła w otwartym polu? Zastanawiał się nad odpowiedzią, próbując być wobec siebie możliwie jak najbardziej szczerym. Niebezpieczne pytanie… Gdybym nie znalazł innego wyjścia, zdecydował wreszcie, ale nie była to odpowiedź, która go uspokoiła.

- Ta Czerwona Gwiazda… Można jej użyć jako broni? - Wrócił myślami na ziemię i ku bardziej interesującym tematom.

Ich eskorta zorientowała się, iż baron nie życzył sobie, aby im w rozmowie przeszkadzano, i nawet czterej milczący ludzie czarodzieja trzymali się na odległość.

- Oczywiście. Czerwona Gwiazda to moc, to niewyczerpany samouzupełniający się zasobnik mocy. Poczułem ją ostatniej nocy, kiedy ktoś nieopatrznie przebudził Gwiazdę. Głupiec. Martwy głupiec. To tak, jakby gołą ręką chciał nabrać lawy tryskającej z wulkanu - odpowiedział Evan z nutą pogardy w głosie.

Coverfly milczał, mając nadzieję, że dowie się jeszcze czegoś więcej. I rzeczywiście, młody czarodziej, zadowolony, iż trafił mu się odpowiedni słuchacz, natychmiast poczuł potrzebę, aby zabłysnąć swoją wiedzą.

- Co więcej, Czerwona Gwiazda nie reprezentuje prymitywnej, surowej magii, którą trzeba z wysiłkiem kształtować mocą własnej woli, a jeśli ta okaże się niewystarczająco silna, potrafi spalić człowieka w okamgnieniu. Moc w niej zawarta jest uporządkowana, gotowa do użycia, wystarczy jedynie rozpoznać jej strukturę i rozpleść pojedyncze włókna, a wtedy jedną myślą człowiek może rozpętać burzę zdolną wyniszczyć ludzkość, wzbudzić trzęsienia ziemi i wulkany… - w miarę jak mówił, czarodziej rozpalał się coraz bardziej, jednak kiedy osiągnął szczyt podniecenia, nagle i bez wyraźnej przyczyny zapadł w ponure milczenie.

Tak już pozostał do końca podróży. Coverfly z ulgą dostrzegł, że pojawiły się przed nimi pierwsze drzewa okryte spłowiałym, zakurzonym listowiem. Nie wyglądały imponująco, jednak w porównaniu z ciernistymi krzewami i długą, wyschniętą trawą owijającą się wokół końskich nóg i tak stanowiły przyjemne urozmaicenie krajobrazu. A co ważniejsze, zwiastowały wodę - Kusybu musiało być już blisko. Tu, na granicach Pustyni Gutawskiej, ludzie żyli tylko tam, gdzie mieli się czego napić.

1 ... 25 26 27 28 29 30 31 32 33 ... 111
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)