Desiderium Intimum
- Автор: Gobuss, Lindt Ariel
- Язык: польский
- Жанр: Фанфик
Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
dotykali i Harry mógł mu patrzeć prosto w twarz. - Masz rację, że postąpiłem
okrutnie. Byłem zaślepiony. Byłem tak zaślepiony, że chciałem cię zniszczyć,
chciałem ci sprawić jedynie ból, chciałem cię ukarać za to, do czego mnie wtedy
doprowadziłeś. I w konsekwencji dopuściłem do siebie mroczniejszą stronę swojej
osobowości. Nie jestem z tego dumny. A to, że cię wtedy nie wysłuchałem... to był
błąd, za który srogo płacę aż do dzisiaj. - Coś w głosie Severusa przycichło na
moment, ale mówił dalej. - Masz rację, że jestem podłym draniem. Zgadzam się z
tym. Możesz mnie nazywać najgorszym z najgorszych. W pełni na to zasłużyłem.
Podjąłem złe decyzje, nie zaprzeczam. Ale to wciąż jestem ja, Potter...
Harry wzdrygnął się, kiedy poczuł łagodne muśnięcie czarnych kosmyków na swojej
brodzie. Snape pochylił się nad nim, niemal dotykając czołem jego czoła. Harry czuł
jego oddech na swojej twarzy. Spoglądał prosto w te dwa mroczne tunele i miał
wrażenie, że zaraz go pochłoną.
- Pomimo że starasz się wyprzeć te dobre wspomnienia, to wciąż je pamiętasz...
wciąż pamiętasz mnie. - Ręka Snape'a uniosła się i spoczęła na sercu Harry'ego,
które w tym samym momencie zaczęło bić jeszcze szybciej niż dotychczas. - Czujesz
mnie? Wiem, że tak. - Severus przesunął twarz i wyszeptał mu wprost do ucha. - To
ja jestem tym mężczyzną, który zna każde zagłębienie twojej skóry, który potrafi
odczytać każdą zmianę wyrazu twojej twarzy... który poznał całego ciebie.
Harry ponownie przymknął powieki. Te słowa... Snape wiedział, jak to robić.
Wiedział, jak uwodzić słowami. Jak spowodować, że nawet najchłodniejsze bariery...
zaczynały się roztapiać.
- Możesz mnie nienawidzić, ale w głębi serca wiesz, że to nie jest nienawiść. Nie do
końca - kontynuował mężczyzna tym samym przyciszonym, łagodnym głosem. -
Tęskniłeś za mną. Tęskniłeś za tym...
Harry pragnął pokręcić głowa, ale nie był w stanie. Nie mógł już dłużej... to było
niemal jak tortura.
- Nie chcę już tego słuchać - powiedział niewyraźnie.
- Nie musisz się tego wstydzić. Tego, że mnie potrzebujesz, nawet po tym, jaki
zadałem ci ból. Nie musisz się wstydzić... - Długie palce musnęły twarz Harry'ego i
chłopak poczuł ciarki na plecach oraz unoszące się włoski na karku - ... że wciąż
drżysz pod moim dotykiem. Nie musisz się tego wypierać. Nawet jeżeli próbujesz, nie
potrafisz zapanować nad biciem własnego serca. Słyszę je teraz. - Wargi zbliżyły się
do ucha i Harry miał wrażenie, że ten niski głos rozbrzmiewa wprost w jego głowie. -
Słyszę jak głośno bije. Coraz głośniej. Coraz szybciej. Wystarczy, że zrobię tak... -
Gorący język wśliznął się do wnętrza ucha Harry'ego i chłopak miał wrażenie, że w
jego ciele nastąpiło gwałtowne wyładowanie elektryczne. Poczuł dreszcze nawet w
palcach u nóg.
- Przestań - wyszeptał, próbując złapać oddech, który nagle uleciał mu z płuc.
- Widzisz? Myślisz, że kogoś oszukasz? Myślisz, że oszukasz siebie?
Obserwowałem cię wnikliwie przez te dwa tygodnie. Widziałem, jak się miotałeś. Jaki
byłeś zagubiony. Przybity. Samotny. Myślisz, że udało ci się to ukryć? Ani razu nie
widziałem na twojej twarzy uśmiechu. Przypominałeś wysuszony kwiat, który
potrzebuje wody, aby dalej żyć. A ja... pragnę znowu zobaczyć ten uśmiech. Taki...
bezczelny, irytujący i głupkowaty. Czasami zadziorny i zuchwały - mruczał Severus,
przesuwając wargami po szyi Harry'ego. - A nawet można powiedzieć, że...
ujmujący.
Harry poczuł bolesne ukłucie, kiedy te słowa przedarły się przez lodowatą barierę
otaczającą jego serce, roztopiły ją i coś w nim złamały. Ale to nie był koniec. Był
jeszcze mur. Mur, który jednak coraz bardziej się kruszył.
Nie chciał mu wierzyć. Ale czy miał jakiś wybór? Czy mógł dalej próbować się
opierać i wmawiać sobie, że te wszystkie spojrzenia, każdy dotyk, każdy pocałunek...
że to nic nie znaczyło? Że to wewnętrzne rozdarcie, które odczuwał przy każdym
spotkaniu ze Snape'em, było tylko imaginacją?
Nie.
Ponieważ to był jego Severus. Severus, który zachowywał się irracjonalnie, który
jednym gestem i słowem potrafił rozbić misterną konstrukcję zaufania, a później
nieudolnie próbował ją poskładać, nie mając do tego żadnych predyspozycji poza
wyuczoną przez lata skłonnością do zaciskania pięści i zadawania ciosów. Jeżeli nie
możesz czegoś naprawić, uderzaj tak długo, dopóki nie zacznie działać. Ale Severus
się przełamał. Nie uderzał, nie atakował. Przesuwał się każdego dnia o kilka cali,
precyzyjnie układając kamienie i czekając na szansę, by móc położyć najwyższy.
Wargi Severusa docierały coraz dalej. Błyskawicznie odpiął kołnierzyk i kilka górnych
guzików koszuli Harry'ego i zaczął całować jego ramię. Z ust Harry'ego wyrwał się
cichy jęk.
Nienawidził Snape'a za to. Nienawidził go za to, że potrafił wyrwać z niego ten jęk!
Severus zamruczał w jego ramię i jednocześnie sięgnął po różdżkę. Nie odrywając
ust od skóry Harry'ego, rzucił na niego niewerbalne zaklęcie. Chłopak odkrył nagle,
że jest wolny i może się poruszać, ale zanim zdążył cokolwiek zrobić, smukłe palce
zacisnęły się na wierzchu jego dłoni. Severus wyprostował się i spojrzał mu prosto w
oczy, a następnie uniósł jego rękę i łagodnie położył na swojej twarzy. Harry poczuł
pod palcami chłodną skórę i maleńkie włoski początkowego zarostu.
Severus nic nie robił. Po prostu trzymał jego dłoń na swoim policzku, przyglądając
mu się z czymś nieokreślonym w oczach. W końcu, bardzo powoli zsunął swoją rękę,
pozostawiając dłoń Harry'ego na swoim policzku. Harry przyjrzał się jego twarzy i
zmarszczył brwi. Severus spoglądał na niego... niepewnie. Jakby w każdej chwili
spodziewał się ciosu.
Zasłużył sobie na to. Zasłużył jak cholera! Harry nareszcie mógł mu odpłacić! Mógł
go zranić, tak samo jak mężczyzna zranił jego, mógł go uderzyć, mógł z całej siły
trzasnąć go w ten chłodny, kłujący policzek, tak mocno, że pozostawiłby na nim
czerwony, odciśnięty ślad swojej dłoni i to byłoby sprawiedliwe i nareszcie czułby
się... fatalnie.
Nie zrobił tego. Nabrał powietrza i... łagodnie przesunął palcami po jasnej skórze,
gładząc ją ostrożnie i z pewną dozą nieśmiałości. Oczy Severusa zamigotały. Harry
przymknął powieki, skupiając się na fakturze skóry, której dotykał... której nie dotykał
od tak dawna... za dotykaniem której tęsknił przez tak długi czas...
Uniósł powieki, spojrzał prosto w te dwa ciemne, błyszczące tunele i wyszeptał:
- I tak wciąż jesteś draniem.
- Wiem.
Severus poruszył się i przysunął bliżej. Tym razem Harry nie bronił się. Nawet nie
próbował. Nie potrafił. Pozwolił, by mężczyzna oplótł go ciasno rękami i przyciągnął
do siebie, zamykając w ciepłym więzieniu swych ramion. Harry poddał się i zamknął
oczy. Jego policzek był mocno przyciśnięty do szorstkiego materiału czarnej szaty,
dokładnie na wysokości serca mężczyzny. Słyszał jego przyspieszone bicie.
Przez chwilę panowała cisza. Harry odniósł wrażenie, że uścisk stał się jeszcze
silniejszy. Czuł niemal każdą kość szczupłego ciała mężczyzny. I ten zapach...
wszędzie wokół, niemal przemocą wdzierający się do nozdrzy.
- Potter? - zapytał po chwili Severus, poruszając się i spoglądając w dół, na czuprynę