Desiderium Intimum
- Автор: Gobuss, Lindt Ariel
- Язык: польский
- Жанр: Фанфик
Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
to tym bardziej ja nie zamierzam.
Harry poczuł się tak, jakby po jego plecach spłynął strumień lodowatej wody, a serce
przygniótł mu niewysłowiony ciężar.
Nie chciał już więcej tego słuchać. Nie chciał!
Oderwał się od drzwi, wpatrując się w ciemne drewno wzrokiem pełnym gorzkiego
rozczarowania.
Tak... to był właśnie prawdziwy Snape. Ten Snape, którego tak nienawidził! Ten
Snape, dla którego był... nikim.
Odwrócił się i biegiem ruszył do schodów, którymi zjechał na dół, a następnie
skierował się prosto na siódme piętro.
Szlaban ze Snape'em za piętnaście minut! Jasne! Na pewno na niego pójdzie!
Wolałby już spędzić te trzy godziny w jednym pokoju ze stadem Krakwatów!
Czuł buzującą w sobie, przesyconą goryczą złość i nie miał pojęcia, w jaki sposób
mógłby ją wyładować.
Oto cały Snape! Może sobie grać w te swoje gierki, udawać, że mu zależy, próbować
go podejść, a tak naprawdę jest takim samym sukinsynem, jakim zawsze był! Że też
Harry prawie dał mu się nabrać... Powinien był wiedzieć, że to wszystko jest tylko
wielkim przedstawieniem. Bo przecież to oczywiste, że Snape prędzej wypije eliksir
Neville'a, niż będzie "bawił się w psychologa i terapeutę dla tego zapatrzonego w
siebie Pottera, który pozjadał wszystkie rozumy i którego potrzebami nie ma zamiaru
się zajmować"! Cały on! Dwulicowy, podstępny wąż!
Przeszedł trzy razy wzdłuż ściany i wpadł do Pokoju Życzeń, po czym rzucił się na
zielony fotel i zapatrzył w płomienie.
Teraz będzie musiał siedzieć tu przez najbliższe trzy godziny i to wszystko,
absolutnie wszystko była wina Snape'a!
Harry spojrzał na zegar.
*
Snape oderwał spojrzenie od zegara, przeniósł je na drzwi, a następnie na w połowie
opróżnioną butelkę, która stała przed nim na stoliku.
Była za piętnaście ósma.
Sięgnął po butelkę, napełnił szklankę i wypił duszkiem całą jej zwartość. Na jego
twarzy pojawiło się ledwie zauważalne skrzywienie, kiedy palący napój popłynął
przez jego przełyk. Przymknął powieki i odstawił szklankę na blat.
W ciągu kolejnych trzydziestu minut opróżnił butelkę do końca i otworzył drugą. Co
jakiś czas spoglądał na zegarek i po każdym takim zerknięciu wypijał duszkiem całą
szklankę. Jego oczy stały się szkliste. Siedział w fotelu z rozstawionymi szeroko
nogami, a czarne szaty spływały miękko na podłogę. W źrenicach odbijało się
padające z kominka światło. Nie patrzył na nic konkretnego. Po prostu wpatrywał się
w przestrzeń przed sobą. Trudno powiedzieć, czy rozmyślał, wspominał, czy też
starał się nie robić ani tego, ani tego.
Ponownie zerknął za zegarek. Za piętnaście dziewiąta.
Pochylił się do przodu, spróbował sięgnąć po butelkę, co udało mu się dopiero za
drugim razem i nalał sobie do pełna. Część trunku wylądowała na blacie. Sięgnął po
szklankę w tym samym momencie, w którym do jego uszu dobiegło odległe pukanie.
Gwałtownie podniósł głowę, spoglądając na drzwi szeroko otwartymi oczami. To była
chwila. Zerwał się, odtrącając szklankę i butelkę, które przewróciły się na stół,
rozlewając swoją zawartość i rzucił się do drzwi. Wpadł do gabinetu, przemierzył go
w kilku krokach i z rozmachem otworzył drzwi na korytarz.
Wyraz jego twarzy zmienił się. Przeszył ją cień, a usta wykrzywił nieprzyjemny
grymas.
- Czego chcesz? - warknął w stronę stojącej na korytarzu Ślizgonki.
- Uch... Chciałam tylko zapytać, czy mógłby pan na chwilę przyjść? Chłopcy z
czwartego roku pobili się w dormitorium i pomyślałam...
- Nie mam czasu! Zejdź mi z oczu! - wysyczał, po czym z całej siły trzasnął drzwiami.
Odwrócił się i lekko się chwiejąc, wrócił do salonu. Z jego twarzy ciężko byłoby
cokolwiek wyczytać, ale wyraz jego oczu był teraz nieco inny. Coś w nich płonęło. I
nie było to odbicie płomieni z kominka.
Podszedł do barku i wyjął z niego kolejne dwie butelki. Opadł na fotel, otworzył
whisky, postawił szklankę na mokrym blacie i nalał do niej bursztynowego płynu.
Dopiero kiedy wypił całą jej zawartość, płomienie w jego oczach na chwilę przygasły.
Coś, co w nich szalało, uspokoiło się.
Wypił kolejną szklankę. I następną. Otworzył kolejną butelkę. W końcu wybiła
dziesiąta.
Spojrzał na zegar, ale wydawało się, że go nie widzi. Przekrzywił lekko głowę, jakby
próbował dostrzec wskazówki. Ponownie skierował spojrzenie na trzymaną w rękach
szklankę. Zamieszał resztkę bursztynowego płynu i wypił go jednym łykiem.
Spróbował odstawić szklankę na stół, ale nie trafił i naczynie spadło na podłogę,
roztrzaskując się na kawałki. Nie zwrócił na to uwagi. Chwiejnie podniósł się z fotela i ruszył w stronę gabinetu. Po kilku krokach wpadł na półkę z książkami. Kilka
woluminów wylądowało na podłodze. Odepchnął się od regału i, zataczając się,
ruszył dalej. Z ogromnymi trudnościami dotarł w końcu do drzwi. Otworzył je i wszedł
do gabinetu. Omiótł pomieszczenie rozbieganym, mętnym spojrzeniem, po czym
ruszył przed siebie, z największym wysiłkiem utrzymując się na nogach. Wyglądał
trochę jak zawieszona na sznurkach kukiełka, którą jedynie kilka cienkich nici dzieli
od spotkania z podłogą.
Wpadł na biurko, zrzucając z niego kilka fiolek i kałamarz. Odepchnął się od niego i
przypadł do zastawionych słoikami, ciągnących się wzdłuż ścian półek. Wbił szklące
się oczy w stojącą na jednej z półek fiolkę i sięgnął po nią, strącając kilka słoików i
butelek, które pospadały na ziemię, roztrzaskując się i rozlewając, tudzież rozsypując
swoją zawartość. Severus przybliżył fiolkę do oczu i wpatrzył się w widniejącą na niej
etykietę: Eliksir Bezsennego Snu. Odkorkował ją i wziął kilka solidnych łyków. A
następnie, ściskając fiolkę w dłoni, odwrócił się, ale ponownie się zachwiał i
machnięciem ręki posłał na podłogę kilka kolejnych słoików. Uważając, aby nie
pośliznąć się na szkle oraz wielobarwnej mazi pokrywającej podłogę, ruszył w drogę
powrotną, starając się przytrzymywać półek. Zataczając się, przemierzył salon, ale
tym razem udało mu się na nic nie wpaść i skierował się do sypialni.
Drzwi zamknęły się za nim z głuchym trzaskiem, a w powietrzu pozostał jedynie
mocny, gryzący zapach alkoholu oraz słaby aromat ziół.
--- rozdział 53 ---
53. You bring my heart to its knees
I'm still trying to figure out
how to tell you I was wrong
I can't fill the emptiness inside
since you've been gone
I know I said things that I didn't mean
But you should've known me by now
If you believed
When I said
I'd be better off without you
Then you never really knew me at al
You're al that I need
Just tell me that you still believe*
Walentynki.
Harry nigdy nie przepadał za tym świętem, ale w tym roku fruwające serduszka i
wszechobecne, wyśpiewujące miłosne piosenki ozdoby wyjątkowo go denerwowały.
Tak samo jak spotykane na każdym kroku migdalące się pary. Lekcje jeszcze zdołał
jakoś przeżyć, pomimo iż nawet nauczyciele zachowywali się dzisiaj tak, jakby wypili
sporą dawkę eliksiru Felix Felicis. Dostał kilka walentynek, ale wyrzucił je do kosza,
nawet ich nie otwierając. Podczas obiadu był chyba jedyną osobą w Wielkiej Sali,
która się nie uśmiechała i nie rozglądała w poszukiwaniu swoich tajemniczych