Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фанфик » Desiderium Intimum
Desiderium Intimum - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Desiderium Intimum

Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:

HP/SS (NC-17)
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
1 ... 320 321 322 323 324 325 326 327 328 ... 508
Перейти на страницу:

to tym bardziej ja nie zamierzam.

Harry poczuł się tak, jakby po jego plecach spłynął strumień lodowatej wody, a serce

przygniótł mu niewysłowiony ciężar.

Nie chciał już więcej tego słuchać. Nie chciał!

Oderwał się od drzwi, wpatrując się w ciemne drewno wzrokiem pełnym gorzkiego

rozczarowania.

Tak... to był właśnie prawdziwy Snape. Ten Snape, którego tak nienawidził! Ten

Snape, dla którego był... nikim.

Odwrócił się i biegiem ruszył do schodów, którymi zjechał na dół, a następnie

skierował się prosto na siódme piętro.

Szlaban ze Snape'em za piętnaście minut! Jasne! Na pewno na niego pójdzie!

Wolałby już spędzić te trzy godziny w jednym pokoju ze stadem Krakwatów!

Czuł buzującą w sobie, przesyconą goryczą złość i nie miał pojęcia, w jaki sposób

mógłby ją wyładować.

Oto cały Snape! Może sobie grać w te swoje gierki, udawać, że mu zależy, próbować

go podejść, a tak naprawdę jest takim samym sukinsynem, jakim zawsze był! Że też

Harry prawie dał mu się nabrać... Powinien był wiedzieć, że to wszystko jest tylko

wielkim przedstawieniem. Bo przecież to oczywiste, że Snape prędzej wypije eliksir

Neville'a, niż będzie "bawił się w psychologa i terapeutę dla tego zapatrzonego w

siebie Pottera, który pozjadał wszystkie rozumy i którego potrzebami nie ma zamiaru

się zajmować"! Cały on! Dwulicowy, podstępny wąż!

Przeszedł trzy razy wzdłuż ściany i wpadł do Pokoju Życzeń, po czym rzucił się na

zielony fotel i zapatrzył w płomienie.

Teraz będzie musiał siedzieć tu przez najbliższe trzy godziny i to wszystko,

absolutnie wszystko była wina Snape'a!

Harry spojrzał na zegar.

*

Snape oderwał spojrzenie od zegara, przeniósł je na drzwi, a następnie na w połowie

opróżnioną butelkę, która stała przed nim na stoliku.

Była za piętnaście ósma.

Sięgnął po butelkę, napełnił szklankę i wypił duszkiem całą jej zwartość. Na jego

twarzy pojawiło się ledwie zauważalne skrzywienie, kiedy palący napój popłynął

przez jego przełyk. Przymknął powieki i odstawił szklankę na blat.

W ciągu kolejnych trzydziestu minut opróżnił butelkę do końca i otworzył drugą. Co

jakiś czas spoglądał na zegarek i po każdym takim zerknięciu wypijał duszkiem całą

szklankę. Jego oczy stały się szkliste. Siedział w fotelu z rozstawionymi szeroko

nogami, a czarne szaty spływały miękko na podłogę. W źrenicach odbijało się

padające z kominka światło. Nie patrzył na nic konkretnego. Po prostu wpatrywał się

w przestrzeń przed sobą. Trudno powiedzieć, czy rozmyślał, wspominał, czy też

starał się nie robić ani tego, ani tego.

Ponownie zerknął za zegarek. Za piętnaście dziewiąta.

Pochylił się do przodu, spróbował sięgnąć po butelkę, co udało mu się dopiero za

drugim razem i nalał sobie do pełna. Część trunku wylądowała na blacie. Sięgnął po

szklankę w tym samym momencie, w którym do jego uszu dobiegło odległe pukanie.

Gwałtownie podniósł głowę, spoglądając na drzwi szeroko otwartymi oczami. To była

chwila. Zerwał się, odtrącając szklankę i butelkę, które przewróciły się na stół,

rozlewając swoją zawartość i rzucił się do drzwi. Wpadł do gabinetu, przemierzył go

w kilku krokach i z rozmachem otworzył drzwi na korytarz.

Wyraz jego twarzy zmienił się. Przeszył ją cień, a usta wykrzywił nieprzyjemny

grymas.

- Czego chcesz? - warknął w stronę stojącej na korytarzu Ślizgonki.

- Uch... Chciałam tylko zapytać, czy mógłby pan na chwilę przyjść? Chłopcy z

czwartego roku pobili się w dormitorium i pomyślałam...

- Nie mam czasu! Zejdź mi z oczu! - wysyczał, po czym z całej siły trzasnął drzwiami.

Odwrócił się i lekko się chwiejąc, wrócił do salonu. Z jego twarzy ciężko byłoby

cokolwiek wyczytać, ale wyraz jego oczu był teraz nieco inny. Coś w nich płonęło. I

nie było to odbicie płomieni z kominka.

Podszedł do barku i wyjął z niego kolejne dwie butelki. Opadł na fotel, otworzył

whisky, postawił szklankę na mokrym blacie i nalał do niej bursztynowego płynu.

Dopiero kiedy wypił całą jej zawartość, płomienie w jego oczach na chwilę przygasły.

Coś, co w nich szalało, uspokoiło się.

Wypił kolejną szklankę. I następną. Otworzył kolejną butelkę. W końcu wybiła

dziesiąta.

Spojrzał na zegar, ale wydawało się, że go nie widzi. Przekrzywił lekko głowę, jakby

próbował dostrzec wskazówki. Ponownie skierował spojrzenie na trzymaną w rękach

szklankę. Zamieszał resztkę bursztynowego płynu i wypił go jednym łykiem.

Spróbował odstawić szklankę na stół, ale nie trafił i naczynie spadło na podłogę,

roztrzaskując się na kawałki. Nie zwrócił na to uwagi. Chwiejnie podniósł się z fotela i ruszył w stronę gabinetu. Po kilku krokach wpadł na półkę z książkami. Kilka

woluminów wylądowało na podłodze. Odepchnął się od regału i, zataczając się,

ruszył dalej. Z ogromnymi trudnościami dotarł w końcu do drzwi. Otworzył je i wszedł

do gabinetu. Omiótł pomieszczenie rozbieganym, mętnym spojrzeniem, po czym

ruszył przed siebie, z największym wysiłkiem utrzymując się na nogach. Wyglądał

trochę jak zawieszona na sznurkach kukiełka, którą jedynie kilka cienkich nici dzieli

od spotkania z podłogą.

Wpadł na biurko, zrzucając z niego kilka fiolek i kałamarz. Odepchnął się od niego i

przypadł do zastawionych słoikami, ciągnących się wzdłuż ścian półek. Wbił szklące

się oczy w stojącą na jednej z półek fiolkę i sięgnął po nią, strącając kilka słoików i

butelek, które pospadały na ziemię, roztrzaskując się i rozlewając, tudzież rozsypując

swoją zawartość. Severus przybliżył fiolkę do oczu i wpatrzył się w widniejącą na niej

etykietę: Eliksir Bezsennego Snu. Odkorkował ją i wziął kilka solidnych łyków. A

następnie, ściskając fiolkę w dłoni, odwrócił się, ale ponownie się zachwiał i

machnięciem ręki posłał na podłogę kilka kolejnych słoików. Uważając, aby nie

pośliznąć się na szkle oraz wielobarwnej mazi pokrywającej podłogę, ruszył w drogę

powrotną, starając się przytrzymywać półek. Zataczając się, przemierzył salon, ale

tym razem udało mu się na nic nie wpaść i skierował się do sypialni.

Drzwi zamknęły się za nim z głuchym trzaskiem, a w powietrzu pozostał jedynie

mocny, gryzący zapach alkoholu oraz słaby aromat ziół.

--- rozdział 53 ---

53. You bring my heart to its knees

I'm still trying to figure out

how to tell you I was wrong

I can't fill the emptiness inside

since you've been gone

I know I said things that I didn't mean

But you should've known me by now

If you believed

When I said

I'd be better off without you

Then you never really knew me at al

You're al that I need

Just tell me that you still believe*

Walentynki.

Harry nigdy nie przepadał za tym świętem, ale w tym roku fruwające serduszka i

wszechobecne, wyśpiewujące miłosne piosenki ozdoby wyjątkowo go denerwowały.

Tak samo jak spotykane na każdym kroku migdalące się pary. Lekcje jeszcze zdołał

jakoś przeżyć, pomimo iż nawet nauczyciele zachowywali się dzisiaj tak, jakby wypili

sporą dawkę eliksiru Felix Felicis. Dostał kilka walentynek, ale wyrzucił je do kosza,

nawet ich nie otwierając. Podczas obiadu był chyba jedyną osobą w Wielkiej Sali,

która się nie uśmiechała i nie rozglądała w poszukiwaniu swoich tajemniczych

1 ... 320 321 322 323 324 325 326 327 328 ... 508
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)