Desiderium Intimum
- Автор: Gobuss, Lindt Ariel
- Язык: польский
- Жанр: Фанфик
Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
wielbicieli. I wcale nie dziwiło go to, że Snape'a nie było ani na śniadaniu, ani na
obiedzie. On też najchętniej zaszyłby się na cały dzień w swoim dormitorium, byle
tylko nie być zmuszonym do oglądania tych roześmianych twarzy, zakochanych
spojrzeń i słodkiego do bólu zębów wystroju zamku.
I tak też zrobił. Od razu po lekcjach pobiegł do dormitorium, wskoczył na łóżko,
przykrył się kołdrą i zaszył w ciemności i ciszy.
Ten dzień miał wyglądać zupełnie inaczej. Pamiętał, jak go planował. Pamiętał, jak
wyobrażał sobie minę Severusa, kiedy da mu prezent, który przygotował dla niego
już dwa tygodnie temu, jeszcze zanim to wszystko...
Zacisnął oczy.
Prezent.
Odrzucił kołdrę, wstał i podszedł do kufra. Otworzył go i przez chwilę przekopywał.
Znalazł! Sięgnął w głąb kufra i wyciągnął małe, czerwone pudełeczko. Zatrzasnął
wieko i usiadł na łóżku, ściskając pudełko w dłoni i przypatrując mu się niewidzącym
wzrokiem. Pamiętał, jak planował ten dzień ze wszystkimi szczegółami. Jak długo
wymyślał wiarygodną wymówkę dla Rona i Hermiony, dlaczego w Walentynki będzie
musiał zniknąć na całe popołudnie. Z jakim podekscytowaniem myślał o chwili, w
której Severus otrzyma prezent, zobaczy co jest wewnątrz - Harry uniósł wieczko -
wyjmie to, marszcząc w zamyśleniu swoje czarne brwi i zastanawiając się, co też
znajdzie w środku - Harry otworzył niewielką, czarną kartkę i przesunął wzrokiem po
wypisanych na niej czerwonym atramentem literach i jego oblicze przeszył nagły,
bolesny skurcz - i przeczyta to, a później spojrzy na Harry'ego i... - zamknął kartkę i
westchnął głęboko, mając wrażenie, jakby jego serce zamieniło się w kamienny,
zakończony ostrymi krawędziami blok, który go rani, uciska w piersi i nie pozwala
swobodnie oddychać.
Ale wszystkie te plany legły w gruzach. Równie dobrze mógłby potargać tę kartkę i
wyrzucić ją do kosza, ale nie zrobił tego. I nie chciał tego robić. Była czymś w
rodzaju... kotwicy. Ostatniej liny zburzonego mostu, która wciąż wisiała nad
przepaścią. Małego, otwartego okienka na strychu, podczas gdy wszystkie drzwi,
okna i wejścia zostały zatrzaśnięte i zaryglowane. Zapomnianym, leżącym pod
łóżkiem zdjęciem, podczas gdy pozostałe zostały doszczętnie spalone.
Wstał i chwiejnie podszedł do swojej torby. Wyjął z niej pelerynę niewidkę, otulił się
nią szczelnie i położył na łóżku, zwijając się w pozycji embrionalnej i przyciskając do
siebie karteczkę. Zamknął oczy.
Kilka godzin później do dormitorium wszedł Ron, wołając go na specjalną,
walentynkową kolację, ale widząc, że Harry'ego nie ma, wzruszył ramionami i wrócił
do czekającej na dole Hermiony. Wszyscy byli dzisiaj zbyt zapatrzeni w siebie, by
zwracać uwagę na jego nieobecność. To dobrze.
Otworzył oczy i wpatrywał się w pogrążony w ciemnościach pokój. Musi zająć czymś
myśli. Miał już dosyć leżenia tutaj i... i... To do niczego go nie doprowadzi. Musi...
musi wstać i pójść do biblioteki. Teraz, póki wszyscy są zajęci walentynkową
zabawą, zorganizowaną przez Tonks. Zerwał się z łóżka, ostrożnie włożył kartkę do
pudełka i umieścił ją na samym dnie kufra, z powrotem odkładając ją w zapomnienie,
a następnie rozłożył Mapę Huncwotów, żeby sprawdzić, czy na pewno nikogo nie ma
teraz w bibliotece.
Miał rację, wszyscy byli w Wielkiej Sali, łącznie z panią Pince - przecież nikt nie
będzie się uczył w walentynkowy wieczór. Jego wzrok mimowolnie powędrował do
znajdujących się w lochach komnat. Snape był u siebie. Chyba tylko oni dwaj nie
brali udziału w zabawie. Nawet Filch i pani Norris stali razem w kącie Wielkiej Sali.
Miał drogę wolną.
Wyśliznął się z dormitorium i bez żadnych problemów dotarł do biblioteki. Nie
obchodziło go to, że Dumbledore dowie się o tym, że Harry znowu odwiedził Dział
Ksiąg Zakazanych. Najwyraźniej dyrektor nie miał zamiaru nic w tej sprawie robić, a
to oznaczało przyzwolenie. Zresztą... nieważne.
Rzucił na drzwi zaklęcie otwierające, wśliznął się do pustej biblioteki i skierował
prosto do zakazanego działu, ale jakież było jego zdziwienie, kiedy nagle, tuż po
przekroczeniu progu, natrafił na jakąś niewidzialną barierę, która odrzuciła go do tyłu
i Harry wpadł na ścianę za sobą. Otrząsnął się, nieco oszołomiony, i spojrzał na
migającą teraz wściekłą czerwienią przestrzeń pomiędzy regałami. Na połyskującej
barierze utworzył się napis:
PRÓBA SFORSOWANIA
INTRUZ: HARRY POTTER
GRYFFINDOR
SZÓSTY ROK
Harry otworzył szeroko oczy.
O cholera! Skąd to się...? Przecież nigdy wcześniej... Kto w ogóle...?
Błyskawicznie sięgnął po Mapę Huncwotów. Pani Pince i Dumbledore wciąż
znajdowali się w Wielkiej Sali. Filch także. A więc kto?
Jego wzrok przykuła przesuwająca się w rogu mapy kropka, zdecydowanie
zmierzająca w stronę biblioteki i to wyjątkowo szybko.
Severus Snape.
O kurwa!
Harry wypadł na korytarz, nie przejmując się rzucaniem na drzwi Alohomory, i w
ostatniej chwili schował się za najbliższym rogiem. Zza zakrętu po drugiej stronie
korytarza wyłonił się Snape. Peleryna powiewała za nim, kiedy pospiesznie sunął w
stronę biblioteki. Na jego ściągniętej, surowej twarzy widniało coś w rodzaju
gniewnego poirytowania. Kiedy mężczyzna zniknął w drzwiach biblioteki, Harry ruszył
szybko z powrotem do wieży Gryffndoru.
A więc to był Snape. Ten niemożliwy drań zablokował mu dostęp do działu! A
przecież mówił Dumbledore'owi, że nie zamierza nic z tym zrobić, że kompletnie go
to nie interesuje! A więc dlaczego...?
Harry przystanął. Dopiero teraz zrozumiał. Snape nigdy nie chciał i nie zamierzał
uczyć go Czarnej Magi . Nigdy. Dlatego zawsze zbywał Harry'ego, kiedy chłopak go
o to prosił. Dlatego tak naskoczył na Dumbledore'a, że pozwala mu chodzić do
Działu Ksiąg Zakazanych. Ale dlaczego nie chciał go uczyć? Dlaczego w takim razie
uczył Notta?
Odpowiedź była bardzo prosta, ale Harry w obecnym stanie umysłu, nie potrafił na
nią wpaść. Wciąż wzburzony, ruszył prosto do dormitorium, siarczyście przeklinając
po drodze Snape'a i jego barierę.
***
Następny dzień minął względnie spokojnie, chociaż Harry wciąż nie potrafił pozbyć
się złości i rozczarowania z powodu zablokowania dostępu do Działu Ksiąg
Zakazanych. Jak miał się czegokolwiek nauczyć? Prawdziwie przydatne rzeczy
znajdowały się tylko i wyłącznie w zablokowanym dziale. Jaki był głupi, że nie wyniósł
stamtąd kilku książek i nie ukrył ich w Pokoju Życzeń, póki miał jeszcze okazję!
Dzisiaj znowu czekał go udawany szlaban. Po kolacji poszedł do biblioteki i próbował
wybrać dla siebie coś, czego jeszcze nie czytał, a co mogłoby mu się przydać, ale nic
takiego nie znalazł. Z pustymi rękami wspiął się więc na siódme piętro, przeszedł trzy
razy wzdłuż ściany i poczekał na pojawienie się drzwi. Pchnął je, wszedł do komnaty
i przystanął na środku pokoju, zastanawiając się, co będzie robił przez najbliższe trzy
godziny. Drzwi, skrzypiąc nieprzyjemnie, powoli zatrzasnęły się za nim. Harry
spojrzał na płonący kominek. Było cicho. Ale coś w atmosferze tego miejsca zmieniło
się. Poczuł to dopiero teraz. Jakąś... obecność. Chłodną aurę, której nie powinno