Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Gwiazdy — moje przeznaczenie [The Stars My Destination - pl]
Gwiazdy — moje przeznaczenie [The Stars My Destination - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Gwiazdy — moje przeznaczenie [The Stars My Destination - pl]

Электронная книга - «Gwiazdy — moje przeznaczenie [The Stars My Destination - pl]». Краткое содержание книги:

Niezbyt odległa przyszłość, człowiek opanował układ słoneczny, posiadł też umiejętność teleportowania się z miejsca na miejsce, o ile zna koordynaty miejsca docelowego. Teleportować można się w obrębie planety, nikomu jednak nie udał się skok przez kosmiczną pustkę.
Ta umiejętność odmieniła cały świat, ale nie odmieniła samego człowieka. Jego postępowaniem kierują wciąż te same namiętności — a Gwiazdy, moje przeznaczenie są jedną z najlepszych książek o zemście.
Niejaki Foyle jest zwykłym pracownikiem na statku kosmicznym, ani inteligentnym, ani ambitnym, szary człowiek jakich wiele. Do czasu, gdy wrak rozbitego statku, na którym z determinacją walczy o życie jedyny rozbitek — Foyle właśnie — zostaje obojętnie ominięty przez inny statek. Foyle wpada we wściekłość i poprzysięga zemstę ludziom, którzy nie chcieli uratować rozbitka.
Od tej chwili akcja nabiera nieprawdopodobnego tempa. Samotny mściciel w dążeniu do zemsty staje się nadczłowiekiem, zdolnym do nieprawdopodobnych czynów.
1 ... 28 29 30 31 32 33 34 35 36 ... 62
Перейти на страницу:

— Do czego?

— Nie wiem dokąd zaprowadzi mnie to polowanie… do wyższych sfer, czy do slumsów. Muszę być przygotowany na obydwie ewentualności. Ze slumsami poradzę sobie sam. Żargonu jeszcze nie zapomniałem. Ale do swobodnego poruszania się w kręgach elity towarzyskiej będę potrzebował ciebie. Zgadzasz się?

— To boli — Robin wyszarpnęła ramie z uścisku Foyla.

— Przepraszam. Kiedy myślę o „Vordze”, tracę panowanie nad sobą. Pomożesz mi więc znaleźć „Vorgę”, a przy okazji swoją rodzinę?

— Nienawidzę cię! — wybuchnęła Robin. — Gardzę tobą. Jesteś zepsuty. Niszczysz wszystko, czego dotkniesz. Odpłacę ci pewnego dnia.

— Ale od Nowego Roku do Prima Aprilis pracujemy razem, tak?

— Pracujemy razem.

ROZDZIAŁ 9

W wigilię Nowego Roku Geoffrey Fourmyle przypuścił szturm na elitę towarzyską. Najpierw pojawił się na pół godziny przed północą na balu w rezydencji Gubernatora w Canberze. Była to wysoce oficjalna impreza, olśniewająca barwami i pompą, ponieważ wśród arystokracji utarł się zwyczaj noszenia przy okazjach takich uroczystości strojów wieczorowych, skrojonych według kanonów mody, które obowiązywały w roku założenia klanu lub opatentowania jego godła handlowego.

I tak Morsowie (Telefony i Telegrafy) nosili dziewiętnastowieczne surduty, a ich partnerki zapięte pod szyje wiktoriańskie suknie. Skodowie (Proch i Armaty) cofnęli się do schyłku wieku osiemnastego, przywdziewając obcisłe trykoty z okresu regencji i krynoliny. Odważni Peenmundowie (Rakiety i Reaktory), darujący początki swego klanu na lata 1920, mieli na sobie smokingi, natomiast ich panie bezwstydnie odsłaniały nogi, ramiona i plecy w głęboko wydekoltowanych sukienkach.

Fourmyle z Ceres pojawił się na balu w stroju wieczorowym bardzo nowoczesnym i bardzo czarnym, urozmaiconym jedynie przez złote słońce przypięte do ramienia — godło handlowe klanu Ceres. Towarzyszyła mu Robin Wednesbury ubrana w błyszczącą, białą suknię ściśniętą w talii fiszbinami. Turniura sukni podkreślała smukłą sylwetkę dziewczyny, jej proste plecy i pełen gracji krok.

Kontrast bieli z czernią, jaki reprezentowała sobą Robin, był tak frapujący, że wysłano specjalnie kamerdynera, aby ten sprawdził w Almanachu Parów i Patentów do jakiego klanu należy godło handlowe wyobrażające słońce. Wrócił z wieścią, że to Kompania Górnicza Ceres, założona w roku 2250 celem eksploatacji bogactw naturalnych asteroidów Ceres, Pallos i Vesta. Bogactwa te nigdy nie zamanifestowały swojej obecności i kompania Ceres usunęła się w cień, nigdy jednak nie umarła. Najwyraźniej znajdowała się właśnie w stadium wskrzeszania.

— Fourmyle? Ten klown?

— Tak. Cyrk Four Mile. Głośno o nim.

— Czy to ten sam człowiek?

— Nie może być. Wygląda na poważnego.

Towarzystwo ciekawie, aczkolwiek ostrożnie gromadziło się powoli wokół Fourmyle’a.

— Idą tutaj — mruknął Foyle do Robin.

— „Odpręż się. Chcą tylko porozmawiać. Zaakceptują wszystko, byle tylko było to zabawne. Zostań dostrojony.”

— Czy to pan jest tym okropnym człowiekiem z cyrku, Fourmyle?

— „Pewnie, że jesteś. Uśmiechaj się.”

— Tak, to ja, madame. Może mnie pani dotknąć.

— Patrzcie państwo, wygląda pan na dumnego. Czy szczyci się pan swoim złym smakiem?

— „W dzisiejszych czasach problemem jest w ogóle mieć jakiś smak.”

— W dzisiejszych czasach problemem jest w ogóle mieć jakiś smak. Uważam się za szczęśliwego.

— Szczęśliwy, ale okropnie nieprzyzwoity.

— Nieprzyzwoity, ale nie nudny.

— I okropny, ale czarujący. Dlaczego pan teraz nie błaznuje?

— Jestem „pod wpływem”, madame.

— Czyżby! Jest pan pijany? Jestem Lady Shrapnel. Kiedy będzie pan znowu trzeźwy?

— Jestem pod pani wpływem, Lady Shrapnel.

— Pan jest figlarzem, młody człowieku. Charles! Charles, podejdź tu do nas i wybaw pana Fourmyle’a. Uwodzę go.

— „To Victor z RCA Victor.”

— Fourmyle, nieprawdaż? Niezmiernie mi miło. Ile kosztuje ta pańska trupa?

— „Powiedz prawdę.”

— Czterdzieści tysięcy, Victorze.

— Dobry Boże! Tygodniowo?

— Dziennie.

— Dziennie! Do czego, u licha, pan zmierzasz szastając w ten sposób pieniędzmi?

— „Mów prawdę.”

— Do sławy, Victorze.

— Ha! Mówisz pan poważnie?

— Mówiłam ci, że on jest figlarzem, Charlesie.

— To cholernie ożywcze. Klaus! Podejdź na momencik. Wyobraź sobie, że ten nieroztropny młody człowiek wydaje czterdzieści tysięcy dziennie, aby zyskać rozgłos.

— „To Skoda ze Skodów.”

— Dobry wieczór, Fourmyle. Bardzo mnie interesuje to wskrzeszenie nazwy. Jest pan może potomkiem kogoś z pierwotnego ciała założycielskiego Ceres, Inc.?

— „Powiedz mu prawdę.”

— Nie, Skodo. Nabyłem ten tytuł. Kupiłem całą spółkę. Jestem parweniuszem.

— „Dobrze. Toujours de láudace!”

— Słowo daje, Fourmyle! Szczery z pana człowiek.

— Widzisz? Mówiłam ci, że jest nieroztropny. Bardzo ożywczy. Na tej sali jest cała banda parweniuszy, ale oni się do tego nie przyznają. Elizabeth, chodź, poznaj Fourmyle’a z Ceres.

— Fourmyle! Umierałam z chęci poznania pana.

— „To Lady Elizabeth Citroen.”

— Czy to prawda, że podróżuje pan z podręcznym gimnazjum?

— „Teraz lekki docinek.”

— Z podręczną akademią, Lady Elizabeth.

— Ale dlaczego, Fourmyle?

— Och madame, tak trudno wydać w dzisiejszych czasach pieniądze. Musimy wynajdywać najbardziej zwariowane usprawiedliwienia. Gdyby tak ktoś potrafił wymyślić nową ekstrawagancję.

— Powinien pan podróżować z podręcznym wynalazcą, Fourmyle.

— Mam takiego, prawda, Robin? Ale traci czas usiłując skonstruować perpetuum mobile. Potrzebuję jeszcze tylko nadwornego rozrzutnika. Czy ktoś z waszych klanów nie miałby ochoty wypożyczyć mi swojego młodszego syna?

— Czy ktoś z nas by nie zechciał? Jest wielu takich, za których pozbycie się klan jeszcze by dopłacił.

— Czy prace nad perpetuum mobile nie są dla pana wystarczająco kosztowne, Fourmyle?

— Nie. To skandaliczne marnotrawstwo pieniędzy. Istotą ekstrawagancji jest działać jak głupiec i czuć się głupcem, ale bawić się tym. Co jest zabawnego w perpetuum mobile? Czy w entropii jest jakaś ekstrawagancja? Miliony na bzdury, ale ani centa na entropię. To mój slogan.

Wszyscy roześmieli się. Tłum otaczający Fourmyle’a rósł w oczach. Towarzystwo było zachwycone i rozbawione. Był dla nich nową zabawką. Potem nadeszła północ i gdy wielki zegar wybił godzinę zwiastując nadejście Nowego Roku, zgromadzenie zaczęło się szykować do jauntowania dookoła świata wraz z północą.

— Chodź z nami na Jawę, Fourmyle. Regis Sheffield wydaje tam cudowne przyjęcie dla prawników. Zagramy w „Trzeźwego sędziego”.

— Do Hongkongu, Fourmyle.

— Do Tokio, Fourmyle, w Hongkongu leje. Chodź z nami do Tokio i zabierz ze sobą swój cyrk.

— Dziękuje, ale nie mogę. Udaję się do Szanghaju. Spotkamy się za dwie godziny. Gotowa, Robin?

1 ... 28 29 30 31 32 33 34 35 36 ... 62
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)