Gwiazdy — moje przeznaczenie [The Stars My Destination - pl]
- Автор: Бестер Альфред
- Год: 2006
- Язык: польский
- Год: Solaris
- ISBN: 83-89951-51-7
- Переводчик: Jacek Manicki
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Gwiazdy — moje przeznaczenie [The Stars My Destination - pl]». Краткое содержание книги:
Ta umiejętność odmieniła cały świat, ale nie odmieniła samego człowieka. Jego postępowaniem kierują wciąż te same namiętności — a Gwiazdy, moje przeznaczenie są jedną z najlepszych książek o zemście.
Niejaki Foyle jest zwykłym pracownikiem na statku kosmicznym, ani inteligentnym, ani ambitnym, szary człowiek jakich wiele. Do czasu, gdy wrak rozbitego statku, na którym z determinacją walczy o życie jedyny rozbitek — Foyle właśnie — zostaje obojętnie ominięty przez inny statek. Foyle wpada we wściekłość i poprzysięga zemstę ludziom, którzy nie chcieli uratować rozbitka.
Od tej chwili akcja nabiera nieprawdopodobnego tempa. Samotny mściciel w dążeniu do zemsty staje się nadczłowiekiem, zdolnym do nieprawdopodobnych czynów.
Foyle wyłączył przyspieszenie. Szarlatan otworzył oczy, spróbował się poruszyć i zorientowawszy się gdzie go posadzono, wpadł w złość okraszoną zdumieniem.
— Jesteś Sergei Orel, felczer z „Vorgi” — powiedział spokojnie Foyle. — Szesnastego sierpnia 2436 roku znajdowałeś się na pokładzie „Vorgi”.
Złość i zdumienie malujące się na twarzy Orela ustąpiły miejsca przerażeniu.
— Szesnastego sierpnia minęliście wrak. Niedaleko pasa asteroidów. To był wrak „Nomada”. Wzywał pomocy i „Vorga” mu jej nie udzieliła. Zostawiliście go, żeby dryfował i zginął. Dlaczego?
Orel potoczył wokół przerażonym wzrokiem, ale nie odpowiedział.
— Kto wydał rozkaz zostawienia mnie? Kto chciał, żebym zgnił tam i umarł?
Orel zaczął coś szwargotać.
— Kto był wtedy na pokładzie? Kto z tobą leciał? Kto dowodził? Chcę otrzymać odpowiedzi na pytania. Nie myśl, że zrezygnuję — powiedział Foyle z chłodnym okrucieństwem. — Kupię, albo wydrę je od ciebie. Czemu skazano mnie na śmierć? Kto wam kazał mnie zostawić?
Orel wrzasnął.
— Nie mogę o tym mó… Poczekaj, powiem…
Zwisł na pasach.
Foyle zbadał ciało.
— Nie żyje — mruknął. — I to w chwili, kiedy już chciał mówić. Tak samo jak Forrest.
— Zamordowałeś go.
— Nie. Nawet go nie tknąłem. To było samobójstwo — zachichotał bez cienia wesołości Foyle.
— Jesteś szalony.
— Nie, ubawiony. Nie zabiłem ich; zmusiłem ich tylko, aby sami zadali sobie śmierć.
— Co to za brednie?
— Założono im Bloki Sympatyczne. Wiesz coś o BS-ach, mała? Wywiad zakłada je swoim agentom. Bierze się jakąś istotną informacje, która nie ma prawa wyjść na jaw, sprzęga ją z sympatycznym systemem nerwowym, który steruje bezwarunkowym odruchem oddychania i biciem serca. Gdy tylko obiekt próbuje wyjawić te informacje, włącza się blokada, serce i płuca przestają pracować i człowiek umiera. Tajemnica zostaje zachowana. Agent nie musi się kłopotać czy ma popełnić samobójstwo celem uniknięcia tortur, czy też nie; robi się to za niego.
— I tak zrobiono tym ludziom?
— Najwyraźniej.
— Ale dlaczego?
— Skąd mam wiedzieć? Nie tłumaczy tego przewóz uchodźców. Żeby zostały podjęte takie środki ostrożności, „Vorga” musiała być wplątana w jakieś ciemniejsze interesy. Ale mamy teraz problem. Naszą ostatnią nitką jest Poggi z Rzymu. Angelo Poggi, pomocnik kucharza z „Vorgi”. Jak wyciągnąć od niego informacje bez… — Urwał.
Przed nim, z twarzą płonącą krwawoczerwonym tatuażem, w płonącym ubraniu, stał cichy i złowieszczy jego sobowtór. Foyle skamieniał. Wziął głęboki oddech i przemówił drżącym głosem:
— Kim jesteś? Co ty…
Zjawa znikła.
Foyle oblizując wargi odwrócił się do Robin.
— Widziałaś to? — Odpowiedział mu wyraz jej twarzy. — Czy to było realne?
Wskazała na biurko Sergeia Orela, przy którym przed chwilą stała zjawa. Leżące na biurku papiery zajęty się ogniem i płonęły teraz wesoło. Foyle cofnął się, wciąż przestraszony i oszołomiony. Przesunął dłonią po twarzy. Była wilgotna.
Robin podbiegła do biurka i próbowała stłumić płomienie. Chwytała pliki papierów i listów i machała nimi bezradnie. Foyle nie ruszał się.
— Nie mogę tego ugasić — wykrztusiła wreszcie zdyszana. — Musimy stąd uciekać.
Foyle skinął głową, a potem mobilizując całą siłę woli wziął się w garść.
— Rzym — powiedział chrapliwym głosem. — Jauntujemy się do Rzymu. Musi istnieć jakieś wyjaśnienie tego wszystkiego. Znajdę je, na Boga! A tymczasem w drogę. Kierunek Rzym. Ruszaj, mała. Jauntuj!
Od czasów średniowiecza Schody Hiszpańskie pozostają głównym siedliskiem zepsucia w Rzymie. Pnące się szeroką promenadą od Piaza di Spagna do ogrodów Villa Borghese, Schody Hiszpańskie obfitują, obfitowały i zawsze będą obfitować występkiem. Po schodach tych, dniem i nocą wałęsają się stręczyciele, prostytutki, zboczeńcy, lesbijki i bierni homoseksualiści. Bezczelni i aroganccy manifestują swoją upadłość, drwiąc sobie z przechodzących tamtędy czasami porządnych ludzi.
Schody Hiszpańskie uległy zniszczeniu podczas wojen atomowych toczących się u schyłku dwudziestego wieku. Potem odbudowano je i ponownie zniszczono podczas wojny o Restaurację Świata w dwudziestym pierwszym wieku. Odbudowano je znowu i tym razem przykryto odporną na wybuchy kryształową banią, przekształcając schody w stopniową Galerię. Kopuła Galerii przesłaniała widok z okna pokoju śmierci w domu Keatsa. Zwiedzający nie mogli już zerkać przez wąskie okno, aby rzucić okiem na widok, który oglądały gasnące oczy poety. Widzieli teraz okopconą kopułę Schodów Hiszpańskich, a w dole pod nią zniekształcone sylwetki przedstawicieli światka zepsucia.
Galeria Schodów była nocą oświetlana i tegoroczny Sylwester nie stanowił w tym względzie wyjątku. Od tysięcy lat Rzym witał Nowy Rok bombardowaniem… rzucano petardy, rakiety, torpedy, strzelano z broni palnej, z butelek, walono w stare garnki i patelnie. Od miesięcy Rzymianie składali odpadki, aby gdy wybije północ wyrzucić je z ostatniego pietra. Kiedy Foyle i Robin, wyszedłszy z balu karnawałowego, który odbywał się w pałacu Borgiów, schodzili po stopniach w dół, huk fajerwerków puszczanych wewnątrz kopuły Schodów i klekot rupieci spadających od zewnątrz na jej sklepienie były ogłuszające.
Foyle i Robin byli wciąż w kostiumach balowych; on we wściekłym, karmazynowo-czarnym trykocie i w tunice Cezara Borgii, ona w inkrustowanej srebrem sukni Lukrecji Borgii. Na twarzach mieli oboje groteskowe, aksamitne maski. Kontrast miedzy ich renesansowymi strojami, a nowoczesnymi ubraniami kłębiącego się na Schodach Hiszpańskich tłumu, wywoływał drwiny i gwizdy. Nawet Lobesi — bywalcy Schodów, niefortunni notoryczni kryminaliści, którym wypalono po ćwiartce mózgu, przeprowadzając lobotomię płatów czołowych, otrząsnęli się ze swej posępnej apatii, aby popatrzeć na dziwną parę schodzącą Galerią.
— Poggi — zawołał Foyle. — Angelo Poggi?
Jakiś stręczyciel wrzasnął pod jego adresem anatomiczne przekleństwo.
— Poggi? Angelo Poggi? — wołał niewzruszenie Foyle. — Mówiono mi, że dzisiejszej nocy mogę go znaleźć na Schodach. Angelo Poggi?
Jakaś dziwka oczerniła jego matkę.
— Angelo Poggi? Dziesięć kredytek temu, kto mi go sprowadzi.
Otoczył Foyla las wyciągniętych łap. Jedne były brudne, inne wyperfumowane, a wszystkie chciwe. Potrząsnął głową.
— Najpierw mi go pokażcie.
Rozpętała się wokół niego żywiołowa rzymska wściekłość.
— Poggi? Angelo Poggi?
Po sześciu tygodniach bezowocnego wałęsania się po Schodach Hiszpańskich kapitan Yáng-Yeovil usłyszał wreszcie słowa, na które czekał. Sześć tygodni żmudnego podszywania się pod dawno zmarłego, niejakiego Angelo Poggi, pomocnika kucharza z „Vorgi”, przyniosło nareszcie rezultaty. Wywiad włączył się do tej gry z chwilą, gdy kapitanowi Yáng-Yeovilowi doniesiono, że ktoś ostrożnie rozpytuje o załogę „Vorgi” Presteigna, płacąc za informacje ciężkie pieniądze.