Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Gwiazdy — moje przeznaczenie [The Stars My Destination - pl]
Gwiazdy — moje przeznaczenie [The Stars My Destination - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Gwiazdy — moje przeznaczenie [The Stars My Destination - pl]

Электронная книга - «Gwiazdy — moje przeznaczenie [The Stars My Destination - pl]». Краткое содержание книги:

Niezbyt odległa przyszłość, człowiek opanował układ słoneczny, posiadł też umiejętność teleportowania się z miejsca na miejsce, o ile zna koordynaty miejsca docelowego. Teleportować można się w obrębie planety, nikomu jednak nie udał się skok przez kosmiczną pustkę.
Ta umiejętność odmieniła cały świat, ale nie odmieniła samego człowieka. Jego postępowaniem kierują wciąż te same namiętności — a Gwiazdy, moje przeznaczenie są jedną z najlepszych książek o zemście.
Niejaki Foyle jest zwykłym pracownikiem na statku kosmicznym, ani inteligentnym, ani ambitnym, szary człowiek jakich wiele. Do czasu, gdy wrak rozbitego statku, na którym z determinacją walczy o życie jedyny rozbitek — Foyle właśnie — zostaje obojętnie ominięty przez inny statek. Foyle wpada we wściekłość i poprzysięga zemstę ludziom, którzy nie chcieli uratować rozbitka.
Od tej chwili akcja nabiera nieprawdopodobnego tempa. Samotny mściciel w dążeniu do zemsty staje się nadczłowiekiem, zdolnym do nieprawdopodobnych czynów.
1 ... 26 27 28 29 30 31 32 33 34 ... 62
Перейти на страницу:

Archiwariusz z Archiwum Okręgowego nie był świadomy tożsamości Foyla i przyjął wobec niego postawę nieugiętą i bezkompromisową.

— Niestety, sir. Akta okręgu nie są do wglądu, o ile interesant nie przedstawi nakazu sądowego jako odpowiedniej ku temu podstawy. Takie są przepisy.

Foyle otaksował go przenikliwie i bez urazy.

— Typ asteniczny — zdecydował. — Chudy, długokościsty, niezbyt silny. Egocentryczny, pedantyczny, uczciwy, płytki; zbyt zamknięty w sobie i pruderyjny. Nieprzekupny. Ale szczeliną w jego skorupie jest tłumienie uczuć.

W godzinę później napadło archiwistę sześciu członków trupy z Cyrku Four Mile. Wszyscy byli osobnikami płci żeńskiej, obficie wyposażonymi w rozpustne cechy. Po dwóch godzinach archiwista oszołomiony uciechami cielesnymi, puścił farbę. Budynek, w którym mieszkała Robin Wednesbury stanął otworem dla Szaber-jauntingu w wyniku eksplozji gazu, która wydarzyła się tam przed dwoma tygodniami. Wszyscy mieszkańcy byli zmuszeni go opuścić. Robin Wednesbury przebywała obecnie na oddziale strzeżonym Szpitala Miłosierdzia, nie opodal terenów Poligonu Doświadczalnego Iron Mountain.

— Oddział strzeżony? — zdziwił się Foyle. — Dlaczego? Co ona zrobiła?

* * *

Zorganizowanie w Cyrku Four Mile grupy kolędników celebrujących święta Bożego Narodzenia zajęło trzydzieści minut. Składała się ona z muzyków, śpiewaków, aktorów i pospólstwa znającego współrzędne Iron Mountain. Wjauntowali się tam pod wodzą swego głównego trefnisia z muzyką, sztucznymi ogniami, wodą ognistą i podarkami. Przeparadowali przez miasto zasypując je prezentami i śmiechem. Przypadkowo natknęli się na pole radarowe systemu alarmowego Poligonu Doświadczalnego, skąd zostali przepędzeni wśród uciesznych wrzasków i popiskiwań. Fourmyle z Ceres, przebrany za Świętego Mikołaja, rozrzucał na prawo i lewo banknoty dobywane z ogromnego wora przerzuconego przez ramię, a podpiekany od spodu przez pole indukcyjne systemu zabezpieczającego zaczął podskakiwać spazmatycznie, dając porywające przedstawienie. Kolędnicy wdarli się do Szpitala Miłosierdzia za Świętym Mikołajem, który ryczał i wierzgał z chłodnym opanowaniem poważnego słonia. Obcałował pielęgniarki, spoił salowe, dokuczył pacjentom podarunkami, zaśmiecił korytarze banknotami i znikł nagle, w chwili, gdy wesołe pląsy osiągnęły takie wyżyny, że musiano wezwać policję. Dużo później stwierdzono, iż znikła również jedna z pacjentek i to pomimo faktu, że znajdowała się ona pod wpływem środków uspokajających i była niezdolna do jauntingu. W rzeczywistości opuściła ona szpital w worze Świętego Mikołaja.

Foyle, dźwigając ją w worku przerzuconym przez ramie, jauntował się do przyszpitalnego parku. Tam, w cichym, sosnowym lasku, pod mroźnym grudniowym niebem, pomógł jej wydostać się z worka. Miała na sobie jedynie zwykłą, szpitalną piżamę i była w niej piękna. Foyle zrzucił swoje przebranie i przypatrywał się bacznie dziewczynie, pragnąc się przekonać czy go pamięta i czy go rozpozna.

Była wystraszona i oszołomiona; wysyłane przez nią myśli przypominały wyładowania elektryczne:

— „Mój Boże! Kto to jest? Co się stało? Muzyka. Gwar. Dlaczego porwali mnie w worku? Pijacy grali na puzonach. Tak, Virginio, Święty Mikołaj istnieje. Adeste Fidelis. Czego on chce ode mnie? Kto to jest?”

— Jestem Fourmyle z Ceres — odparł Foyle.

— Co? Kto? Fourmyle z…? Ach tak, oczywiście. „To ten błazen. Ten burżuazyjny poganin. Wulgarność. Imbecylstwo. Sprośność. Cyrk Four Mile.” Mój Boże! Czy telenadawałam? Słyszysz mnie?

— Słyszę, Miss Wednesbury — powiedział spokojnie Foyle.

— Co ty zrobiłeś? Dlaczego? Co chcesz ze mną zrobić? Ja…

— Chce, żebyś na mnie spojrzała.

— „Bonjour, Madame. Właź do mojego wora, Madame. Ecco! Popatrz na mnie”. Patrzę przecież — powiedziała Robin, starając się zapanować nad klekotem swych myśli. Zerknęła na jego twarz, nie rozpoznając jej.

— „Twarz jak twarz. Widziałam takich dziesiątki. O Boże, te twarze mężczyzn! Te Męskie rysy. Każdy w okresie rui. Czyż Bóg nigdy nie uchroni nas przed ich brutalnym pożądaniem?”

— Mój okres rui już minął, Miss Wednesbury.

— Przepraszam, że to słyszałeś. Jestem naturalnie wystraszona. Ja… Znasz mnie?

— Znam.

— Spotkaliśmy się już kiedyś? — przyjrzała mu się uważniej, ciągle go jednak nie poznając. Gdzieś w głębi duszy poczuł Foyle narastającą fale tryumfu. Jeśli ta kobieta go sobie nie przypomni, jest bezpieczny, pod warunkiem, że będzie panował nad emocjami, umysłem i twarzą.

— Nie, nigdy przedtem się nie spotkaliśmy — odparł. — Słyszałem tylko o tobie. Chcę czegoś od ciebie. Jestem tu właśnie dlatego, że musze z tobą o tym porozmawiać. Jeśli moja propozycja nie będzie ci odpowiadała, możesz wrócić do szpitala.

— Chcesz czegoś ode mnie? „Ależ ja nic nie mam. Nic. Nie zostało mi nic prócz wstydu i… O Boże! Dlaczego nie udało mi się popełnić tego samobójstwa? Dlaczego nie potrafiłam…”

— A więc o to chodzi — przerwał jej łagodnie Foyle. — Próbowałaś popełnić samobójstwo, tak? Stąd ta eksplozja gazu, która rozerwała budynek… i to umieszczenie na oddziale strzeżonym. Targniecie się na swoje życie. Jak to się stało, że nie ucierpiałaś na skutek wybuchu?

— Tylu było rannych. Tak wielu zginęło. A ja ocalałam. Myślę, że mam pecha. Całe życie byłam pechowa.

— Co cię popchnęło do tego desperackiego kroku?

— Jestem zmęczona. Jestem skończona. Straciłam wszystko… Umieszczono mnie na szarej liście armii… jako podejrzaną. Jestem teraz w ich kartotece, znajduję się cały czas pod obserwacją. Żadnej pracy. Żadnej rodziny. Nic… Dlaczego próbowałam popełnić samobójstwo, pytasz? Dobry Boże, a cóż mi innego pozostało?

— Możesz pracować dla mnie.

— Mogę… Co powiedziałeś?

— Chcę, żebyś pracowała dla mnie, Miss Wednesbury.

Wybuchnęła histerycznym śmiechem.

— Dla ciebie? „Jeszcze jedna ciura obozowa w cyrku?” Pracować dla ciebie, Fourmyle?

— Masz seks w mózgu — powiedział łagodnie. — Nie szukam dziwek. Z reguły one mnie szukają.

— Przepraszam. „Mam obsesję na punkcie tego brutala, który mnie zniszczył. Ja…” Spróbujmy to uporządkować — Robin opanowała się — Zreasumujmy. Porwałeś mnie ze szpitala, żeby zaproponować mi pracę. Słyszałeś o mnie. To by znaczyło, że wymagasz ode mnie czegoś specjalnego. Moją specjalnością jest telenadawanie.

— I urok osobisty.

— Co takiego?

— Chcę kupić twój urok, Miss Wednesbury.

— Nie rozumiem.

— No, wiesz! — powiedział łagodnie Foyle. — To powinno być dla ciebie proste. Jestem błaznem. Jestem samą wulgarnością, imbecylstwem i sprośnością. Z tym trzeba skończyć. Chce, żebyś była moją sekretarką do spraw kultury.

— I myślisz, że w to uwierzę? Za swoje pieniądze możesz zaangażować sto takich sekretarek… nawet tysiąc. Spodziewasz się, że uwierzę, iż jestem dla ciebie tą jedną jedyną? Że po to porwałeś mnie z oddziału strzeżonego, aby mnie zatrudnić?

Foyle skinął głową.

— To prawda, takich są tysiące, ale tylko jedna potrafi telenadawać.

— A co to ma z tym wszystkim wspólnego?

— Będziesz brzuchomówczynią: ja będę twoim asystentem. Nie znam form towarzyskich, obowiązujących w wyższych sferach naszego społeczeństwa. Ty je znasz. Wiem, że oni mają swoje własne tematy rozmów, swoje własne dowcipy, swoje własne maniery. Jeśli człowiek chce być przez nich akceptowany, musi posługiwać się ich językiem. Ja nie umiem, ale ty to potrafisz. Będziesz przez moje usta rozmawiała za mnie.

1 ... 26 27 28 29 30 31 32 33 34 ... 62
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)