Zatoka cykuty
- Автор: Коултер Кэтрин
- Язык: польский
- Жанр: Триллеры
Электронная книга - «Zatoka cykuty». Краткое содержание книги:
– Ten facet, który mnie rąbnął… chyba go nie widziałeś?
– Nie, nie widziałem żadnego faceta.
– W porządku. Nie martw się. Na pewno od dawna go tu nie ma.
Simon podniósł się na nogi, otworzył szafkę z ubraniem i sięgnął po swoją czarną kurtkę. Była już bardzo stara. Nosił ją jeszcze na studiach, dwanaście lat temu, zachowała jednak swój szpanerski charakter – takie kurtki należały do wyposażenia pilotów bombowców w czasie drugiej wojny. Nie znalazł w niej portfela.
Czy to możliwe, żeby pospolity złodziej szukał awaryjnego wyłącznika światła tylko po to, żeby wejść do szatni i ukraść portfel? Musiał tam zaglądać i dlatego wiedział, że w szatni została tylko jedna osoba. Napastnik uliczny w męskiej szatni?
– Przykro mi, dzieciaku, ale musimy zadzwonić po policję. To nie zaszkodzi. Może się czegoś doszukają.
Czekając na policję, Simon zastrzegł swoje karty kredytowe. Przyjechało dwóch młodych policjantów z ulicznego patrolu i spisali jego oświadczenie.
Simon zadzwonił do Savicha dopiero wtedy, kiedy znalazł się w domu, na Wschodniej Siedemdziesiątej Dziewiątej Ulicy. Był to bardzo ładny dom, zbudowany z brązowego piaskowca.
– Co się dzieje? – spytał Savich.
– Miałem przed chwilą trochę kłopotów – Simon.
– Wyjeżdżasz z mojego domu dziś po południu, bo ktoś do ciebie telefonował, nie dzwonisz, żeby mi powiedzieć, co się dzieje, a teraz mówisz, że już wpadłeś w tarapaty? – zdziwił Savich.
– Tak. Mniej więcej o to chodzi. Lily lepiej się czuje?
– Lily czuje się o wiele lepiej, ale jest wkurzona. Powiedziała, że jutro jest poniedziałek, rano zdejmują jej szwy i przyjeżdża do Nowego Jorku bez względu na to, co wymyślisz, żeby ją od tego odwieść.
– Będę musiał to przemyśleć – stwierdził Simon.
– Dobra, powiedz mi teraz, co się wydarzyło.
– Jedź do szpitala – powiedział Savich, po wysłuchaniu relacji Simona. – Niech lekarz obejrzy ci głowę.
– To nic groźnego, Savich, drobne skaleczenie. Tym się nie martw. Chodzi o to, że zabrano mi portfel i zupełnie nie wiem, co mam o tym myśleć.
– Sądzisz, że jacyś ludzie wiedzą, że poszukujesz obrazów mojej babki? – spytał Savich.
– To możliwe. Nie powiedziałem Lily, kto naprawdę do mnie zadzwonił. To nie był pilny telefon od klienta w Nowym Jorku. To był telefon od faceta, który się kręci przy dużych transakcjach dziełami sztuki; czasem ubijam z nim interesy. Dzwoniłem do niego wcześniej, z twojego domu. Powiedział mi, że też słyszał to i owo i że zacznie węszyć wokół obrazów Sarah Elliott. Spodziewa się konkretnych rezultatów i chce się ze mną spotkać w Nowym Jorku. Umówiliśmy się na dziś wieczór, ale w końcu przełożył to na jutro. Jutro wieczorem, w Plaża Hotel, Oak Room Bar – to jedno z jego ulubionych miejsc. Ten facet jest naprawdę dobry, zawsze wie, co robi, więc jestem dobrej myśli.
– To brzmi obiecująco. A gdybyś przypadkiem był ciekaw, czy jesteś dobrym kłamcą, to wiedz, że Lily ani przez chwilę ci nie wierzyła. Ten wypadek, Simon, to mógł być zwykły napad, ale może było to ostrzeżenie. Nie zrobili ci dużej krzywdy, a mogli ją zrobić. Założyłbym się, że twój portfel jest w kontenerze na śmieci gdzieś w pobliżu siłowni. Sprawdź to.
Simon wyobrażał sobie Savicha, który teraz przemierza swój piękny salon szybkimi krokami, trzymając telefon przy uchu.
– Jak się ma Sean?
– Śpi.
– Lily też śpi?
– Nie. Jest tu, wie, że z tobą rozmawiam, i chce ci powiedzieć parę słów. Simon, nie mogę jej powstrzymać od wyjazdu.
– OK, daj jej mój adres. Wyjdę po nią na lotnisko, jeśli nic nowego się nie wydarzy. Lepiej byłoby, żebyś ją jeszcze trochę przytrzymał przy sobie.
– Nie ma szans.
– Savich, zmieniłem zdanie – powiedział Simon. – Tutaj może być niebezpiecznie. Nie chcę, żeby Lily była w to wmieszana. Na litość boską, to twoja siostra. Cofam wszystko, co jej obiecałem. Przy wiąż ją do krzesła i nie pozwól tu przyjeżdżać.
– Czy nie masz przypadkiem innych pomysłów na to, co mógłbym z nią zrobić, żeby nie musieć jej wiązać?
– Daj jej słuchawkę. Chcę z nią porozmawiać.
– To ja – usłyszał głos Lily. – Nie obchodzi mnie to, co pan ma do powiedzenia. Proszę się uspokoić, iść do szpitala, a potem dobrze wyspać. Wylatuję stąd o drugiej, samolotem United, który ląduje na JKF. Dobranoc, Simon.
– Ależ, Lily… Już jej niebyło.
– Simon? – odezwał się Savich.
– Tak, Savich. Jak słyszałeś, zostałem zdyskwalifikowany już na starcie.
– Nie zapominaj, że Lily jest moją siostrą – roześmiał się Savich. – Pozwól jej wziąć w tym udział, jest bystra i w końcu to są jej obrazy. Proszę cię tylko, żebyś zadbał o jej bezpieczeństwo.
– Postaram się – odparł Simon z rezygnacją.
Połknął dwie aspiryny i wrócił w okolice siłowni. Kontener stał w połowie ulicy. Jego portfel leżał na wierzchu, brakowało tylko gotówki. Zauważył dwóch młodych facetów, którzy natarczywie przyglądali mu się.
Kiedy jeden z nich krzyknął coś obraźliwego, Simon ruszył do ataku. Uciekli, a kiedy znaleźli się w bezpiecznej odległości, odwrócili się i zrobili wulgarny gest.
Pomachał im ręką.
Czekał na nią tuż przy wyjściu. Stał ze skrzyżowanymi na piersiach rękami i nachmurzoną twarzą.
Lily uśmiechnęła się i zaczęła mówić, zanim jeszcze do niego podeszła.
– Nie chciałam brać ciężkiego bagażu, bo jestem po operacji. Moj a walizka jest na czwartej taśmie.
– Sądzę, że powinna pani wrócić do Waszyngtonu, żeby spokojnie rysować swoje komiksy.
– A pan w tym czasie znajdzie moje obrazy? Zdaje się, że początek był niezbyt obiecujący. Nie ma pan dobrej miny. Ja sobie lepiej poradziłam w tym pustym autobusie niż pan w siłowni. Poza tym to mnie bardziej zależy na odzyskaniu obrazów mojej babci, a nie panu.
Przeszła obok niego, kierując się po odbiór bagażu.
Simon nie miał samochodu, nigdy nie odczuwał takiej potrzeby, musieli więc wziąć taksówkę. Kiedy dotarli na Wschodnią Siedemdziesiątą Dziewiątą Ulicę, pomógł jej wysiąść, wziął jej torebkę i walizkę, która ważyła prawie czterdzieści kilo.
– Jesteśmy na miejscu – powiedział. – Mam ładny pokój gościnny z oddzielną łazienką. Powinno być pani wygodnie, do czasu kiedy nabierze pani rozumu i wróci do domu. Jak im idzie ze sprawą tej sekty w Teksasie? Złapali go? Tego Wilbura Wrighta?
– Jeszcze nie. Dillon zbiera wszystkie dostępne informacje na temat morderstw dokonywanych przez sekty. Niech pan nie robi zdziwionej miny. Zna pan przecież metodę jego pracy.
– Powinienem był spytać, czy MAX już złapał Wilbura?
– MAX odkrył, że Wilbur Wright jest Kanadyjczykiem, studiował na McGill University i specjalizował się w biologii molekularnej. Naprawdę nazywa się Anthony Carpelli, jego przodkowie pochodzą z Sycylii. Och, Simon, jakie to piękne.
Lily wchodziła właśnie do wyłożonego marmurem holu, urządzonego w stylu art deco – boazeria z ciemnego drewna, lampy w geometrycznych kształtach, perski dywan z owalnymi wzorami, asymetria i śmiałe kolory.
– Cztery lata temu dostałem świetną prowizję od transakcji i mogłem sobie pozwolić na ten dom. Mieszkał tu, od jakichś pięćdziesięciu lat, starszy facet, którego dobrze znałem, a cena nie była zbyt wygórowana. Większość mebli należała do niego, ale ubłagałem go, żeby mi je sprzedał. Wygląda dość ekskluzywnie, prawda?
– Niesłychanie ekskluzywnie – przyznała. – Chcę wszystko zobaczyć.
Była tam nawet mała biblioteka – wysokie półki z książkami, boazeria, skórzane meble, perskie dywany. Nie pokazał jej swojej sypialni, tylko zaprowadził ją od razu do dużego pokoju na końcu holu, utrzymanego w stylu włoskiego art deco – wszystkie meble pokryte były błyszczącym czarnym lakierem. Na ścianach wisiały afisze z lat trzydziestych. Położył jej walizkę na łóżku i odwrócił się do wyjścia.