Zatoka cykuty
- Автор: Коултер Кэтрин
- Язык: польский
- Жанр: Триллеры
Электронная книга - «Zatoka cykuty». Краткое содержание книги:
– Pracuję tu od pięciu lat i spotykałam się z różnymi potworami, ale czegoś takiego jeszcze nie było. Tammy Tuttle jest potworem, a w niej siedzą inne potwory. Potwory w potworze. Problem polega na tym, że nie mamy żadnego punktu zaczepienia – stoimy przed czymś, co jest całkowicie niezrozumiałe, z czym nigdy się jeszcze nie zetknęliśmy.
– Tooo praaawda – przyznał Jeffers swoim południowym akcentem. Zniecierpliwiony Savich już sam chciał dokończyć za niego zdanie. – Jak ją znajdziemy, agencie Savich? Chętnie bym usłyszał, co nam powie o tych ghulach.
– Słyszałeś, jak Marilyn mówiła, że Tammy pojechała na Karaiby, na wyspę, która będzie dla niej dobra. Nie mogła tam pójść piechotą, więc łatwo ją będzie zlokalizować. Zaczekajcie chwilę, zadzwonię do Jimmy'ego Maitlanda, żeby się tym zajęli.
– Pan Maitland jest przekonany, że teraz na pewno ją złapią – powiedział po odbyciu rozmowy. – Co jeszcze przychodzi wam na myśl po tym, co mówiła Marilyn?
– Mnie się wydaje – powiedziała Jane, siadając na krześle – że to pewien rodzaj halucynacji. Marilyn uważa, że one istnieją, a pan i chłopcy widzieliście coś niezwykłego w tamtej stodole. Prawda, że tak było, agencie Savich?
– Tak.
– Może Tommy i Tammy potrafią wprawiać ludzi w jakiś rodzaj hipnozy, zmieniać ich sposób widzenia.
– Ty robiłeś portret psychologiczny Timmy'ego Tuttle'a, zanim okazało się, że jest Tammy? – Savich zwróci! się do Jeffersa.
– Tak, ale to nam wiele nie dało. Nie spotkaliśmy się jeszcze ze zmieniającym płeć psychopatą, który ma jednocześnie zdolności hipnotyczne.
Savich roześmiał się głośno.
– Wiecie, co mi przyszło do głowy? Chcę przekonać Marilyn, żeby się zgodziła poddać hipnozie. Może powie nam wtedy więcej interesujących rzeczy.
– Może ghule istnieją naprawdę – powiedział ze śmiechem Jeffers. – Może to kosmici. Jak myślisz, Jane?
– Ten pomysł bardzo mi się podoba. Jeffers, nasze życie nabrałoby kolorów. Białe stożki wirujące nad czarnym kręgiem… Może one pochodzą z Marsa, jak myślisz?
– Czytałem ostatnio wiele artykułów i raportów na temat niezrozumiałych zjawisk, które towarzyszyły zbrodniom – wtrącił Savich.
– Znalazłeś coś? – spytał Jeffers.
– Nic, co by się dało z tym porównać. – Savich podniósł się zza biurka. – Możecie żartować, ile chcecie, ale nie róbcie tego w obecności mediów.
– O tym nie ma nawet mowy – stwierdziła Jane. – Nie chcę, żeby mnie zamknęli w domu wariatów. – Wstała z krzesła i podała Savichowi rękę na pożegnanie. – Marilyn mówiła panu, że Tammy spotkała się z ghulami w jaskini. Mój mąż jest zapalonym grotołazem i w czasie wakacji chodzimy po jaskiniach. Tego lata mieliśmy w planie jaskinie w Ozarks. Tutaj mogę się z tego śmiać, ale nie jestem pewna, czy jeszcze mam ochotę się tam zapuszczać.
Waszyngton
Lily nachyliła się nad deską kreślarską, oglądając swoją pracę. Nieustraszony Remus naprawdę świetnie się prezentował.
Pierwszy odcinek: Zadowolony z siebie Remus siedzi za ogromnym biurkiem i mówi do kogoś, kto wygląda jak Sarn Donaldson: Mam fotografią, na której jesteś bez peruki. Jesteś całkiem łysy, Sam. Opublikują tę fotografię, jeśli nie zgodzisz się na to, o co cię proszą.
Drugi odcinek: Sam Donaldson ma smutną minę. Zabiera swoją fotografię, mówiąc: Nie jestem, łysy, Remus, i nie noszę peruki. Ta fotografia jest spreparowana. Nie możesz mnie nią szantażować.
Trzeci odcinek: Remus z triumfującą miną: Zadzwoń do Jessiego Ventury. On ci powie, co mu zrobiłem.
Czwarty odcinek: Sam Donaldson, wściekły i pokonany: Czego chcesz?
Piąty odcinek: Mówi Remus: Chcę Cookie Roberts. Załatw, Żebym mógł zaprosić ją na kolację. Muszę ją mieć.
Lily uśmiechała się jeszcze z zadowolenia, kiedy Simon Russo pojawił się w drzwiach. Świetnie wyglądał – opalony i wysportowany. Poczuła się nagle słaba i do niczego. Chciała się go pozbyć i zostać sama.
– Tak? – spytała.
– Przepraszam, że przeszkadzam, ale teraz powinna pani odpoczywać. Przed chwilą rozmawiałem z Savichem i prosił mnie, żebym to sprawdził. Wiedział też, że nie zastosuje się pani do jego poleceń. Komiks już gotowy?
– Tak, chociaż to nie jest jeszcze ostateczna wersja. Remus jest w świetnej formie. Właśnie szantażuje Sama Donaldsona.
Simon podszedł do niej, żeby zobaczyć komiks. Roześmiał się.
– Brakowało mi Remusa, tego cynicznego łajdaka. Miło go znowu widzieć.
– Teraz muszę się tylko dowiedzieć, czy „Washington Post” zechce wziąć mój komiks. Niech pan trzyma kciuki, żeby się zgodzili. Nie zbiję na tym majątku, ale to zawsze coś.
– Wiem, że twórcy komiksów nie zarabiaj ą zbyt dużo – powiedział Simon po chwili namysłu – dopóki nie sprzedadzą praw do publikowania wielu pismom naraz. Znam Riekiego Bowesa. On się tym zajmuje. Mógłbym do niego zadzwonić, umówić się z nim na lunch i pokazać mu Remusa.
Lily nie odezwała się. Ta propozycja widocznie nie przypadła jej do gustu.
– A może pani sama pokaże mu rysunki, a ja zaproszę was oboje do meksykańskiej restauracji?
– Może tak.
– Lily, czy zdrzemnie się pani teraz i weźmie lekarstwa? Z dziecinnego pokoju dobiegł wrzask Seana i głos Gabrielli.
Perswadowała mu, żeby nie gryzł paluszków, że zaraz dostanie krakersa i pójdzie na spacer do parku. Sean wrzasnął jeszcze raz i się uspokoił.
– Tu jest twój krakers, mały awanturniku – roześmiała się Gabriella.
Lily słyszała gaworzenie Seana i łzy zaczęły jej spływać po policzkach.
Simon wiedział, jaką przeżyła tragedię, rozumiał jej ból, który był przytępiony, ale przecież nigdy jej nie opuścił. Nie odezwał się, tylko delikatnie przyciągnął ją do siebie, żeby mogła oprzeć głowę na jego ramieniu.
Kiedy po chwili zadzwonił telefon, Lily odsunęła się od niego i podniosła słuchawkę.
– To do pana – powiedziała.
14
Nowy Jork
Był a niedziela, dziesiąta wieczór. Simon był już w Nowym Jorku i właśnie zakończył serię ćwiczeń na siłowni. Jak zwykle, czuł się wyczerpany, a jednocześnie pełen energii i chęci działania. Wytarł ręcznikiem spoconą twarz, rozprostował ramiona i ruszył do kabiny prysznicowej. W męskiej szatni było kilkunastu na wpół rozebranych facetów, którzy opowiadali kawały, chwalili się swoimi podbojami i narzekali na kontuzje.
Simon rozebrał się szybko i wszedł do ostatniej wolnej kabiny. Kiedy wyszedł spod prysznica, w szatni było tylko dwóch mężczyzn – jeden suszył włosy, a drugi zdejmował plaster z kolana. Po chwili został sam. Stał w samych bokserkach, kiedy nagle zgasło światło.
Chwycił spodnie, przypominając sobie, że awaryjny wyłącznik światła znajduje się na lewej ścianie, za męską szatnią.
Usłyszał lekki szmer. To był ostatni dźwięk, jaki zapamiętał. Otrzymał cios, który powalił go na podłogę. Stracił przytomność.
– Hej, chłopie, zbudź się. Och, Boże! Stary, proszę cię, tylko nie umieraj. Wtedy na pewno stracę pracę. Błagam cię, otwórz oczy!
Simon uchylił powieki i zobaczył bardzo młodego, przerażonego chłopaka, który potrząsał go za ramię.
– Dobra, już dobra. Nie jestem martwy. Przestań mną potrząsać.
Dotknął głowy – wyczuł obrzmienie nad prawym uchem, z którego leciała krew.
– Ktoś zgasił światło i uderzył mnie czymś ciężkim – powiedział.
– O rany! – westchnął chłopak. – Pan Duke powie, że to wszystko moja wina. Pracuję tu dopiero od tygodnia. Teraz on mnie na pewno wyrzuci. – Nerwowo zacierał ręce, niespokojnie się rozglądając, jakby jego kierownik, pan Duke, mógł nadejść w każdej chwili.