Zatoka cykuty
- Автор: Коултер Кэтрин
- Язык: польский
- Жанр: Триллеры
Электронная книга - «Zatoka cykuty». Краткое содержание книги:
Wzruszyła ramionami. Savich zauważył, że jej brązowa, zniszczona skórzana kurtka jest rozdarta pod pachą.
– To moi krewni. Może teraz nawet żałowałabym Tommy'ego, kiedy jest już martwy, ale on zabił nasze dziecko, rozwalił jego biedną główkę, więc byłam na niego wściekła przez długi czas. Tommy był prawdziwym twardzielem. Robił takie rzeczy, paskudne rzeczy, że człowiekowi cierpła skóra. A pan go zabił. A jednak nie ma drugiego takiego jak Tommy. Tammy ma rację. Jest pan podstępnym skurwielem.
Savich tylko skinął głową.
– Nie powinien był pan tak zranić Tammy. Tak jej pan rozwalił rękę, że musieli ją obciąć. W ogóle nie powinien pan być w tej stodole. Nie pana cholerny interes.
Uśmiechnął się do niej, wyprostował na krześle i oparł ręce o biurko.
– Oczywiście, że mój. Jestem policjantem, Marilyn. Mogłem zabić Tammy, a nie tylko rozwalić jej rękę. Gdybym ją zastrzelił w tej stodole, to nie mogłaby zamordować tego małego chłopczyka koło Chevy Chase. Albo ona to zrobiła, albo ghule. Możliwe, że to ghule zabiły chłopca, bo jego zwłoki leżały w kręgu. Marilyn, czy ghule muszą mieć taki krąg? Nie wie pani? Była pani z nią, kiedy porwała tego chłopca? Pomogła jej pani go zabić?
– Nie. – Marilyn ponownie wzruszyła ramionami. – Nawet nie wiedziałam, co ona będzie robić. Zostawiła mnie w paskudnym motelu przy autostradzie i kazała siedzieć cicho, jeśli nie chcę porządnie oberwać. Była taka szczęśliwa, kiedy wróciła. Jej strój pielęgniarki był cały zalany krwią. Powiedziała, że będzie musiała znaleźć sobie jakieś inne ubranie. Mówiła, że to dobrze, że na tym stroju jest krew, że to a propos czy coś w tym rodzaju. Już nic więcej nie powiem. I tak za wiele mówiłam. Teraz chcę stąd wyjść.
– Marilyn, pani kuzynka jest bardzo niebezpieczną osobą. Może w każdej chwili zwrócić się przeciwko pani, ot tak. – Strzelił palcami, a ona skuliła się na krześle i zadrżała. – Chciałaby pani zostać rozdarta na kawałki?
– Ona nigdy by się nie zwróciła przeciwko mnie. Znamy się od urodzenia. Jestem jej cioteczną siostrą, jej mama i moja były siostrami, co prawda przyrodnimi siostrami. Nie były tego pewne, bo ich ojciec zawsze uganiał się za kobitami.
– Dlaczego Tammy udawała, że jest Timmy?
Marilyn wpatrywała się w półkę z książkami i nie odpowiadała na pytanie. Savich już chciał z niego zrezygnować, kiedy nagle przemówiła.
– Ona chciała mnie mieć, rozumie pan, ale nie była żadną lesbiją, więc zabawiała się ze mną tylko wtedy, kiedy była ubrana jak Timmy – nigdy tego nie robiła, kiedy była Tammy.
Savich był tak zdumiony, że nie potrafił wykrztusić słowa.
– OK – odezwał się wreszcie. – Proszę mi powiedzieć, w jakim ona jest stanie.
Marilyn wyprostowała się na krześle.
– Wyliże się z tego, choć to nie będzie pana zasługa. Bardzo boli ją ramię, a ta rana wygląda okropnie. Poszła kiedyś późnym wieczorem do apteki, kiedy już mieli zamykać, i zmusiła faceta, żeby dał jej jakieś antybiotyki i środki przeciwbólowe. Omal się nie wyrzygał, kiedy zobaczył tę ranę.
– Nie słyszałem o żadnej kradzieży w aptece – powiedział z namysłem Savich. FBI podjęło ten wątek, ale nie było jeszcze żadnych konkretnych informacji.
– Pewnie dlatego, że Tammy załatwiła tego faceta, kiedy dostała lekarstwa, i zdemolowała całe pomieszczenie. Mówiła, że policja uzna to za robotę miejscowych narkomanów.
– Gdzie to było, Marilyn?
– Gdzieś w New Jersey. Nie pamiętam nazwy tej miejscowości. Lokalna policja nie skojarzyła zabójstwa aptekarza z biuletynem na temat Tammy Tuttle, który FBI rozesłało po całym wschodnim wybrzeżu. Teraz będą mogli dowiedzieć się od nich wszystkich szczegółów tego morderstwa.
– Gdzie pojechała Tammy, kiedy pani wróciła do Bar Harbor?
– Mówiła, że potrzebuje słońca, żeby jej ręka się zagoiła. Wybierała się na Karaiby, żeby dojść do zdrowia. Nie, nie wiem gdzie, tego mi nie powiedziała. Mówiła tylko, że tam jest mnóstwo wysp i że znajdzie taką, która będzie dla niej dobra. Oczywiście, nie miała na to pieniędzy, więc obrabowała jakiegoś faceta i jego żonę w takim naprawdę fajnym domu w Connecticut. Zdobyła trzy tysiące i jeszcze trochę drobnych. Powiedziała mi wtedy, że już mogę sobie iść, że da sobie radę sama.
– Na pewno odezwie się do pani, żeby dać znać, jak się jej wiedzie.
Marilyn skinęła głową.
– Pod jaki numer będzie dzwonić?
– Na telefon mojego chłopaka, w Bar Harbor. Ale mnie tam już nie ma, no nie? Mój chłopak powie jej, że wyjechałam, bo pojawili się gliniarze.
Tak też będzie, pomyślał Savich. Mógł mieć tylko nadzieję, że Tammy zadzwoni dopiero wtedy, kiedy już będą wiedzieli, gdzie się zatrzymała na Karaibach.
– Założę się – powiedziała Marilyn – że ona tylko czeka na to, żeby wyzdrowieć i móc tu wrócić, żeby pana zabić za to, co jej pan zrobił. Na całym świecie nie ma takiej wrednej kobiety jak Tammy. Zawsze mnie biła, kiedy byłyśmy małe. Ona pana dopadnie, panie Savich. Nie da jej pan rady.
– Marilyn, co to są ghule?
Marilyn Warluski skuliła się na krześle.
– One są okrutne, panie Savich, bezlitosne.
– Ale czym one są?
– Tammy mówiła, że natrafiła na nie, kiedy kilka lat temu ukrywali się razem z Tommym w jaskiniach w Ozarks, gdzieś w Arkansas. Powiedziała mi, że było tam ciemno jak cholera i okropnie śmierdziało. Tommy wyszedł, żeby się wysikać, a kiedy została sama, jaskinia napełniła się nagle dziwnym białym światłem i przyszły ghule.
– Nie zrobiły jej nic złego? Marilyn potrząsnęła głową.
– Co jeszcze mówiła?
– Mówiła, że od razu zrozumiała, że to są ghule, że jakimś sposobem dostały się do jej głowy i powiedziały, jak się nazywają. Mówiły też, że potrzebują dużo młodej krwi, że liczą na nią, śmiały się i zaraz się rozmyły. Tak właśnie mówiła Tammy: śmiały się, mówiły w jej głowie i rozmyły się.
– Ale czym one są, Marilyn?
– Tammy powiedziała mi kilka dni temu – szepnęła Marilyn po chwili milczenia – że ghule są na nią złe, bo ona i Tommy nie dali im młodej krwi wtedy w stodole. Mówiły, że gdyby Tommy żył, toby go od razu zeżarły.
– Myśli pani, że dlatego Tammy porwała tamto dziecko? Żeby ghule mogły mieć młodą krew?
Nie odzywała się przez chwilę, patrząc na niego, potem skinęła głową. Skuliła się, opuściła głowę i rozpłakała się.
– Wie pani coś jeszcze?
Potrząsnęła głową. Savich wierzył jej. Rozumiał, dlaczego cała drży. On sam miał gęsią skórkę na rękach.
Dwóch agentów FBI wyprowadziło Marilyn Warluski z biura Savicha. Miała pozostać w Quantico, dopóki Savich i sędzia pokoju nie podejmą decyzji co do jej dalszych losów.
Stał przy biurku, pogrążony w myślach, patrząc przez okno na typowo amerykańskie miasteczko, które powstało dzięki Akademii Treningowej FBI, szkolącej agentów w walce z przestępcami. Otworzyły się drzwi i pojawił się w nich Jeffers, specjalista od psychologicznych portretów przestępców.
– W życiu nie słyszałem o czymś podobnym, Savich. Co za przedziwne omamy – powiedział, nadmiernie przeciągając samogłoski. Pochodził z Południa, z Alabamy. – Jak to coś porozumiewa się z Tammy Tuttle? Marilyn mówiła, że ghule weszły do głowy Tammy i mówiły jej, co ma robić.
– Musimy się teraz zastanowić, jaki będzie następny ruch Tammy Tuttle, biorąc pod uwagę jej wiarę w te ghule – wtrąciła Jane Bitt, która właśnie weszła do biura.